ola92
27.11.07, 20:30
Kilkanaście lat temu zmarł nagle tragicznie jeden z moich
najlepszych kumpli.Czułam się strasznie,nie mogłam uwierzyć,że nigdy
już nie spotkam kogoś z kim tyle przeżyłam.Znaliśmy się od
zawsze,kilka lat w jednej ławce szkolnej,był dla mnie jak
brat...Przez pół roku chodziłam jak cień, nie mogłam sobie znaleźć
miejsca, świat mi się zawalił,myślałam,że już nigdy się z tym nie
pogodzę,z czasem jednak ból minął i miałam wrażenie,że najcięższy
okres żałoby mam już za sobą.Pamiętałam o Nim przez całe lata,ale
nie czułam już takiego żalu... Tymczasem teraz,od dłuższego już
czasu przeżywam to wszystko ponownie i czuję się tak jakbym straciła
Go całkiem niedawno,znów czuję ból i żal,że Go nie ma,ogarnia mnie
bezradność,zastanawiam się gdzie On teraz jest (jeśli w ogóle gdzieś
jest)i czy Go kiedyś jeszcze spotkam...Wspomnienia o Nim odżyły wraz
z powrotem do wspomnień z lat szkolnych.Jestem teraz na etapie
odnawiania starych znajomości,cieszę się,że odzywają się dawno nie
widziani ludzie,ale moja radość nigdy nie będzie pełna,bo Jego
śmierć jest dla mnie jedną wielką rysą na wszystkich moich,choćby
najpiękniejszych wspomnieniach.Kiedyś myślałam,że czas leczy
rany,ale teraz wiem,że to nieprawda.Nie mogę sobie z tym poradzić..