evaz_1
04.01.08, 10:23
moja mama zginęła 15.11.2007 w wypadku kolejowym. w grudniu
skonczyłaby 51 lat. wszystkiego moglibysmy sie spodziewać, ale nie
tego. to był szok dla nas, znajomych, dla wszystkich, ktorzy ja
znali. stalo sie to tak nagle. caly czas mam wrazenie, ze to sie nie
wydarzyło, tym bardziej, ze nie pochowalismy mamy, tylko ciało bez
glowy, nie wygladalo jak mama. bardzo mi ciezko. w ciagu dnia
funkcjonujemy po prostu tak jakby żyła, tylko akurat teraz jej nie
ma, bo przeciez wyjechała, ale jak przychodzi wieczor to te
zludzenia mijaja i po raz kolejny uswiadamiasz sobie,ze to sie
wydarzylo naprawde i juz jej nie bedzie, ze z tej podrozy juz nie
wroci,a tak bardzo bym tego chciała. miala z tata i z nami jeszcze
tyle planow. z poczatku bylam bardziej silna, a im wiecej dni mija
od jej smierci tym gorzej. wiem, ze musze sie jakos trzymac ze wzg
na tate, ale czasami juz mam tego wszystkiego dosc. momentami juz mi
nawet glupie mysli przychodza do glowy i boję się ich. dlaczego
musza odchodzic ci ludzie dobrzy, pelni zycia, energii,kochani przez
wszystkich, dlaczego...? tak bardzo bym chciala byc juz razem z nia.