protozoa
22.01.08, 07:49
Po raz drugi prosze obecnych na forum psychologów o ustosunkowanie
się do "wymiany poglądów" na temat relacji rodzina zmarłych - lekarz.
Poruszyłam , jak widac, drazliwy i wazny temat.
Może w sposób nieco kontrowersyjny, przedstsawiłam drugą strobne
medalu - nie obrażając, nie uzywając inwektyw.
Nastomiast dwie czy trzy osoby na forum próbowały mnie obrazic,
wykrzykując co im do głowy przyszło.
Przez 17 lat pracy naprawdę dużo widziałam i słyszałam. Mało co jest
mnie wstanie obrazic, nawet gdyby sonja, melon czy tam jeszcze ktos
wychodziły ze skóry.
Ale sprawa jest powazniejsza. Jakie traktowanie lekarza ( a nawet
osoba bardzo stronnicza widzi to gołym okiem), taka i reakcja
lekarza.
Czy majac naprzeciwko siebie takie rodziny mamy byc mili, pomocni,
grzeczni?
Nie!!!!!! Jestesmy ludźmi i na chamstwo reagujemy adekwatnie.
Żadna, ale to żadna rozpacz, żałoba, żal nie usprawiedliwiaja
chamstwa.
Natomiast zgodze sie, że u osób zrozpaczonych dają znac o sobie
najniższe instynkty. Puszczają hamulce.
Tylko dokąd to prowadzi???
Komu potrzebna ta wojna?
Bardzo bym chciala usłyszeć głos obecnych na forum psychologów, w
tyma także księdza.
W szpitalach nie ma psychologów. My zostajemy sami z rodzinami
zmarłych. Musimy sobie radzić. Jak jednak radzić sobie z takimi
ludźmi jak ci, tu na forum?
Otworzyć drzwi i wrzasnąć "wynocha"? - Jeszcze tego nie potrafię,
ale wszystko przede mną.
Gdy usłyszę groźby wezwać policję? - Groźby karalne ( a takie też
padają) są ścigane. Czy powinnam doprowadzić do tego, aby osoba,
która straciła kogos bliskiego równiez odpowiadała karnie?
Tyle się mówi xle o pracownikach ochrony zdrowia, ale jest i druga
prawda. Jaka - wszyscy widzą.