Dodaj do ulubionych

nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej czasu..

24.01.08, 09:01
Moja mama zmarła prawie siedem tygodni temu. I zauważyłam, że te
osoby, które na początku rozumiały mój ból i dawały mi wsparcie,
teraz wymagają ode mnie, żebym JUŻ się pozbierała, JUŻ przestała
opowiadać o tym, jak się czuję w związku z żałobą po mamie... Tak,
jakby oczekiwali, że JUŻ przestanę ich męczyć tym trudnym tematem...
pozbieram się i wrócę do normy- czyli będe bardzo silną osobą... A
ja potrzebuję dużo czasu i dużo rozmów o śmierci, o traceniu
bliskich, o bólu jaki się z tym wiąże...Bez takich rozmów chyba bym
nie wytrzymała tego wszystkiego... Czy Wam też brakuje osób, z
którymi można rozmawiać? Które potrafią wytrzymać rozmowę o
umieraniu i samotności i pustym miejscu które zostaje po kochanej
osobie i o strasznym samopoczuciu, które towarzyszy żałobie?
Obserwuj wątek
    • edzia764 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 24.01.08, 12:39
      Doskonale rozumiem Twoją sytuację! Już niejednokrotnie pisałam o
      moich przeżyciach. Zarówno po stracie Mamusi (15 lat) jak i Tatusia
      (3 lata) przeżywałam ciężkie chwile, jednak wśród grona znajomych
      znalazłam kilka osób, które umiały uszanować moje zachowanie,
      wysłuchiwać moich odczuć... my musimy mieć możliwość "wyrzucić" ze
      swego wnętrza to co nas boli, tęsknotę, ból postracie naszych
      ukochanych. Mimo,że upłynęło dość czasu nie mogę zapomnieć o moich
      Rodzicach. Często wracają tamte chwile, nadal oceniam negatywnie
      tych, którzy mnie nie rozumieli, których komentarze denerwowały mnie
      i pogarszały moje samopoczucie. Powinni przeczytać słowa, które
      kiedyś znalazłam. Cytat adekwatny do sytuacji " bólu nie da się
      okpić, zapomnieć, trzeba go przeżyć w pełni świadomie i w całej jego
      ostrości...." życzę Ci dużo wytrwałości...
    • lawendowakobieta Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 24.01.08, 18:57
      Doskonale Cię rozumiem...Mój Tata zmarł nagle, zawał serca dwa
      miesiące temu.Mama zmarła 6 lat temu.Każdy kto kochał wie co to
      znaczy i jak trudno to przeżyć, więc straty nie będę
      opisywać.Rodzice zawsze mieli duże grono znajomych ,Tata był duszą
      towarzystwa z ogromnym poczuciem humoru, imieniny wyprawiane w
      licznym gronie ,wizyty znajomych , wspólne wyjazdy itp.
      To co chcę opisać dotyczy zachowań ludzi wobec nas , kiedy żył Tata
      oraz obecnie , kiedy zmarli obydwoje Rodzice.
      Przyjaciół poznaj się w biedzie ...to prawda.Część osób odsuwa się ,
      czasami mam wrażenie ,że po prostu nie wie jak się zachować albo
      jest im niezręcznie w tej sytuacji.
      Po śmierci Mamy w naszym domu zamilkł telefon, tak naprawdę
      pozostała garstka Taty sprawdzonych przyjaciół.Póżniej część osób
      powróciła, zaczęto nas zapraszać itp, ale chyba po ok roku.Czasami
      miałam wrażenie,że może myślą że żałoba czy śmierć jest zarażliwa.
      Niektóre znajomości Rodziców ,,odrodziły się,, wówczas gdy np jeden
      z partnerów zaprzyjażnionego małżeństwa zmarł.Po śmierci własnego
      męża ,Rodziców przyjaciółka , przyznała się ,że wtedy nie wiedziała
      jak się zachować i podświadomie myślała,że jej taka starta nigdy nie
      spotka.
      Na pogrzebie Taty było pełno znajomych osób , bardzo to
      przeżywających i wierzę,że szczerze.
      Póżniej przyszły Święta Bożego Narodzenia..i dziwne z życzeniami
      zadzwoniła tylko nieliczna garstka przyjaciół.Ja , tak jak wcześniej
      zawsze robiliśmy z Tatą wysłałam kartki z życzeniami do wszystkich.
      Podczas tych trudnych chwil ,zawsze mogłam liczyć i wygadać się
      mojej wieloletniej przyjaciółce i mężowi.
      Nie epatowałam żałobą, nie opwiadam o śmierci , staram się żyć
      normalnie.Nie mam do nikogo żalu, czasami jestem tylko niemile
      zaskoczona.
      Jak np tym,że serdeczni przyjaciele jako jedynych nie zaprosili nas
      na Kolację , argumentując do męża ,że mamy żałobe.Albo siostra
      Męża życzy mi wesołych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia...nie
      wiem czy to spontaniczność w słowach czy bezmyślność.
      Dlatego,życzę Ci samych oddanych przyjaciół,którzy w tych trudnych
      chwilach chcą dzielić Twój smutek i szczerze z Tobą rozmawiać.
      A z tymi ,którzy chcą,żebyś JUŻ BYŁA NORMALNA I ŻYŁA NORMALNIE jak
      przedtem....może nie warto na tematy rozmawiać.
      Pozdrawiam.
      • protozoa Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 25.01.08, 12:45
        Posłuchaj jak to wygląda z drugiej strony. Ludzie sie boją bo nie
        wiedzą jak ich, nawet najszczersze intencje, zostaną przyjete.
        Nie wiedzą czy osoba, której zmarł ktos bliski chce o tym mówic czy
        pozostać sama. Czy przyjmie śmierć jako naturalna, choc bardzo
        przykrą, kolej rzeczy czy też pogrąży się w rozpaczy.
        Ludzie różnie reaguja na śmierć i róznie przeżywają żałobę.
        Gdy zmarła moja teściowa ( spodziewalismy sie śmierci) w czasie
        między zgonem a pogrzebem poszlismy z mężem do kina. Nie na komedię,
        ale normalny film. Mąż tylko na pogrzebie był ubrany na czarno. Na
        co dzień nie nosił żadnych widocznych odznak żałoby. Fotografia
        teściowej jest na jego biurku. Chodzimy na cmentarz, wsppominamy, ze
        mama to to mama to tamto. Na pierwsze święta po Jej smierci mąż
        wziął dyżur ( zawze spędzalismy je w duzym gronie).
        Moja przyjaciółka po śmierci matki przez rok chodziła ubrana na
        czarno. W domu panował grobowy nastrój. Jej 5 potem 6 letniej
        córeczce odmówiono wyprawienia urodzin ( jako jedynej w przedszkolu).
        Święta spędzano głównie na cmentarzu .
        Ludzie powoli się odsuwali, bo taka jest kolej rzeczy. Człowiek żyje
        tak długo jak długo się o nim pamieta, a pamięć można wyrazać w
        różny sposób .
        Uważasz, że ludzie traktuja śmierć i żałobe jak chorobę zakaxną?Byc
        może, ale tak samo postepuja gdy zachoruje ktos na ciężką
        nieuleczalną chorobę np. na nowotwór. I często robia to także tzw.
        osoby bliskie.
        • lawendowakobieta Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 25.01.08, 15:54
          Protoza , zgadzam się z Tobą w 100%.Tylko widzisz , moje zachowanie
          jest bardzo zbliżone do postępowania Twojego męża.Dlatego
          napisałam,że nnie epatuje żałobą .Czy wiem, jak wygląda zachowanie
          przy nowotworze?Znam to z autosji .Moja mama zmarła na raka po 3
          miesiącach choroby w wieku 52 lat.Ale to nie miejce na takie
          porównania i nie o to w tym wątku chodzi.
          Moja przyjaciółka ,która była przy mnie wówczas i jest teraz
          powiedziała badzo prosto,,Zawsze możemy porozmaiać lub pomilczeć
          powiedz tylko czego oczekujesz,,
          I po to ma się przyjaciół min.I dlatego też w takich chwilach
          poznaje się na kim można polegać.
          Więc myślę,że z drugiej strony wystarczy się poprostu zapytać ,
          czego dana osoba potrzebuje?
    • kall3 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 24.01.08, 23:31
      Odczuwam to samo. Ja niestety nie znalazłam w swoim otoczeniu osób, które
      chciałyby rozmawiać o ostatniej fazie zycia, o odchodzeniu, cierpieniu.... gdy
      podejmowałam temat zazwyczaj mówiły "nie przejmuj sie, dobrze będzie".. itp.
      Bardzo mnie to denerwowało i zniechęcało do rozmów z innymi. A ja chciałam mówic
      o tym, co czułam. O tym, ze boję się, ze nie wiem jak to będzie, że to wszystko
      jest takie trudne...
    • mamalgosia Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 25.01.08, 09:19
      Poruszyłaś bardzo ważną rzecz. Ludziom starcza cierpliwości na
      współczucie tylko prtzez jakiś czas. W początkowej fazie żałoby
      bywa, że są bardzo blisko, służą pomocą, wsparciem, dodawaniem
      otuchy. To bardzo, bardzo ważne. Ale potem wracają do swoich spraw
      (czemu trudno sie dziwić, sami tak robimy wobec nieszczęść innych
      ludzi, prawda?). A ból pozostaje ten sam, tylko jakby odbiera się
      prawo do okazywania go. A po jeszcze kolejnej porcji czasu - odbiera
      się nawet prawo do odczuwania go. Ze to już za długo, że w ogóle
      nieproporcjonalne, że przeciez jest tyle rzeczy, z których można się
      cieszyć...
      • issy25 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 26.01.08, 13:20
        Moja Mama zmarla trzy tygodnie temu, a u mnie telefon jak zepsuty. Ciężko tak
        samemu być z wlasnymi myślami i bólem. Tak strasznie potrzebuje z kimś
        porozmawiać, wyplakać sie po raz kolejny, wykrzyczeć ten ból i strach. Tylko nie
        mam z kim. Wszyscy starają się być dzielni, nie plakać, a ja bardzo potrzebuję
        tych lez.
        Przecież to dopiero trzy tygodnie, przecież jeszcze mam prawo do placzu...
        • kam.mar do issy25 31.01.08, 10:05
          Pewnie, że masz prawo do płaczu.W naszej tradycji (kulturowej i
          religijnej), przez rok po śmierci bliskiej osoby mamy prawo płakać,
          być w żałobie. Nie wiem, czy pisanie na forum pomaga Tobie trochę
          się wypłakać, mam nadzieję, że tak...
    • ma.ria Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 31.01.08, 12:50
      Rozumiem Cię wiem co czujesz i jak to przeżywasz.Moja Mamusia
      zmarła 20 lipca 2007 roku. Ja z dnia na dzień cierpie mocniej i ból
      nie goi moich ran.A ludzie mówią czas pomoże Tobie stanąć na nogi i
      musisz normalnie funkcjonować bo musisz żyć!!!!!!!!!!!!!!!! Nic nie
      musze bo oni nie są w mojej skórze nie wiedzą jak to jest gdy nagle
      odchodzi ktoś kto był dla Ciebie wszystkim!!!!!!!!!!..... Nie
      wiedzą jak ranią wspomnienia nie wiedzą jak strasznie boli gdy
      wchodzisz do pustego domu i już nikt Cię nie wita tak serdecznie i
      szczerze jak MAMA nic nie wiedzą i nie rozumieją i nie czują tego
      co my. Ale niestety tak już jest i obojętnie co nie powiesz czy
      zrobisz oni i tak będą mówić otrząśnij sie już ... albo jak długo
      tak będziesz się zachowywać...?????? Ja odpowiadam na zawsze bo już
      nie będe nigdy tą samą osobą część mnie umarła gdy odeszła moja
      MAMUSIA!!!!!!!!!!!!!!!! I czy minie rok trzy,dziesięć ja nigdy się
      z tym nie pogodze nigdy!!!!!!!!!!!!
    • monique1111 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 05.02.08, 12:32
      a mi każdy się pyta jak się czujesz? a jak powinnam? Straciłam Męża którego
      naprawdę kochałam chyba nigdy tak nikogo nie pokocham . był moim wielkim
      szczęściem i radością. Odebrał sobie życie. zostawił mnie, samą jak mam żyć?
      staram się żyć normalnie czasami się to udaję ale nie zawsze . Wierze że jest
      przy mnie i że się mną opiekuje a także wierze że się kiedyś spotkamy tam na
      Górze. Tęsknię bardzo mocno. Czasami myślę że po prostu gdzieś wyjechał i czekam
      na jego powrót. chyba długo będę czekać. Każdy mi powtarza "jesteś młoda ułożysz
      sobie życie"(mam 23 lata) ale ja chce mojego męża
      • digirec Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 07.02.08, 10:46
        ..........Pewnie, że masz prawo do płaczu.W naszej tradycji
        (kulturowej i
        religijnej), przez rok po śmierci bliskiej osoby mamy prawo płakać,
        być w żałobie.......
        a co potem jak mija rok...popełniamy przestepstwo?
        nie zgadzam sie z tym od smierci mojego meza minał rok i 2
        miesiace..i tez płacze..Mysle ze kazdy człowiek indywidualnie to
        wszystko przechodzi,jedni po 3 mies umieja przeobrazic dom a inni po
        roku jeszcze nawet szczoteczki do zebow nie umieja wyrzucic.zostałam
        wdowa majac 34 lata...wieksza czes mojego zycia spedziłam najpierw z
        nim jako moim chłopakiem a nastepnie mezem(14 lat i poł roku)
        bylismy małezenstwem,wiec moje wspomnienia nawet te z wczesnej
        młodosci sa zwiazane z nim!!! ..J spakowałam jego rzeczy 11 miesiecy
        po Jego smierci,zmusiłam sie do remontu pokoju..a bodzcem były
        dzieci ..widziałam ich ból gdy otwierały szafe....wiec z wielim
        bolem,płaczem spakowałam je do kartonow i wyniosłam na strych..jak
        mi bedzie tak strasznie zle to moge tam zawsze pojsc i otwrzyc
        karton....ech to dalej boli
    • annmaria Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 07.02.08, 12:23
      Moj ukochany Tatus odszedl prawie pol roku temu. Jedno co minelo to taki stan
      kiedy boli cie wszystko. Malo sypiam i wciaz staja mi w oczach wszystkie sceny z
      naszego wspolnego zycia. Bol nie mija a raczej teraz jest bardziej dotkliwy bo
      na poczatku byla faza zaprzeczania. Nie to nieprawda On jest spi u siebie w
      pokoju. Teraz odretwienie minelo i wiesz ze to SIE STALO! Ze juz nigdy... Czas
      nie leczy raz przymanmniej w moim przypadku. Mam momenty kiedy mi sie wydaje ze
      zwariowalam. Mowie do Niego opowiadam wszystko co uwazam za wazne radze sie
      Go.Malo opowiadam znajomym co sie ze mna dzieje bo wiem ze uslysze bedzie lepiej
      zobaczysz. A jak moze byc lepiej kiedy On juz nigdy nie powie Anusiu....
      • kam.mar do digirec 08.02.08, 12:41
        Intencją mojej wypowiedzi nie było stwierdzenie, że po roku musimy
        zakończyć żałobę. Chodziło mi o to, że skoro nasza kultura akceptuje
        roczną żałobę, to przez rok od śmierci bliskiej osoby mamy prawo
        oczekiwać akceptacji naszej żałoby (smutku, płaczu, złego
        samopoczucia) nawet ze strony osób, które nigdy nie przeżyły żałoby
        i które nie wiedzą, jakie emocje się z nią wiążą. A po roku? Jeżeli
        moja żałoba będzie trwałą dłużej niż rok, to pytania dotyczące
        długości jej trwania lub sugestie dotyczące konieczności
        natychmiastowej poprawy mojego samopoczucia pewnie będzie mi łatwiej
        ignorować... Bo sobie pomyślę, że po prostu ci, którzy wywierają na
        mnie presję po prostu nie mają pojęcia, o czym mówią...
        Dzisiaj są dokładnie dwa miesiace od śmierci mojej mamy. A ja nadal
        źle śpię, nie mam siły, czasem czuję ucisk w klatce piersiowej i nie
        chcę sama jeździć na cmentarz, bo to dla mnie za trudne...
        • digirec Re: do digirec 08.02.08, 13:48
          przepraszam moze sie troche uniosłam,
          wiesz moj ojciec tez nie zyje spadł z drabiny i ..przez 10 dni był w
          spiaczce..zmarł..to było trudne...ale był przy mnie moj mąz
          pocieszał mowił mi te wszystkie rzeczy ktore sama sobie teraz
          powtarzam,(on jest w niebie,jest mu tam dobrze itd)jak zginał moj
          mąz w wypadku samochodowym..to czułam bol taki fizyczny..widziałam
          reanimacje .. bol czuje jeszcze dzis ,,cały ten dzien ,pmietam
          minuta po minucie..jego telefon z pracy jego słowa ktore mi
          powiedział...i sam wypadek to było 100m od domu...straze
          pogotowia... helikopter i On biedny w tym samochodzie..żył..nie wiem
          czy wiedział co sie stało..ufam ze nie i ze go nie bolało!najgorsza
          rzecza była moja bezsilnosc...strażacy walczyli z samochodem zeby
          go wyciagnac ..lekarze ..o jego zycie a ja tylko stałam!!!i
          patrzyłam jak umiera!!!! Minał rok i nie jest lepiej..tesknie i
          KOCHAM
    • gotan_2008 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 08.02.08, 22:10
      a ja jeszcze musialam uslyszec po smierci Mamy komnetarze, ze w sumie to dobrze, ze umarla niz mialaby lezec miesiacami pod respiratorem. Codziennie mi sie przypomina jak ja znalazlam, jak malo nie pobilam lekarza z pogotowia, ktory na moja sugestie, ze czas ucieka (szukal jej zyly ze 40 minut) i przy udarze to kazda minuta jest wazna, powiedzial, ze takiego chamstwa to nie spotkal (moze malo kulturalnie mu zwrocilam uwage, ale widzialam, ze ona odchodzi). Potem jeden szpital, potem nastepny - mama na chwile odzyskala przytomnosc i potem juz do konca byla nieprzytomna - lekarze mnie oszukiwali, ze stan sie nie pogorszyl, ale niestety bylo coraz gorzej. ostatnie 2 dni - to byl koszmar. Drgawki, wysoka tempertaura i tetno 200. Do konca z nia bylam. Umarla wlasciwie przy mnie. To niestety wraca caly czas. I wszyscy mi mowia, ze mam sie trzymac, placz i tak mi nie pomoze. Ze zycie toczy sie dalej. Moze sie toczy, ale mam to gdzies. Ja juz nigdy nie porozmawiam z Mama, nigdy nie bede mogla jej powiedziec, ze sie martwie, ze nie dba o siebie; nigdy sie juz z nia nie pokloce o duperele, nigdy juz nie pojedziemy na zakupy. Male rzeczy, ale bardzo wazne; i teraz pierwsze swieta bez niej; ze mna tez juz nikt nie chce rozmawiac na temat Mamy. Wszyscy uwazaja, ze przesadzam. Ja sie czuje, jakby czesc mnie umarla. Mam momenty, ze nie mysle o niej, ale za chwile lapie sie na tym, ze dzwonie do niej, zeby jej powiedziec, ze widzialam piekne tulipany. Nigdy nie pogodze sie z tym, ze jej nie ma.
      • kam.mar do gotan_2008 11.02.08, 08:43
        Też mi się przypominają różne straszne sytuacje ze szpitala (moja
        mama przed śmiercią była ponad dwa miesiące nieprzytomna).Bardzo źle
        wspominam rozmowy z lekarzami, miałam wrażenie, że ich zdaniem
        rodzina chorego nie powinna o nic pytać (pomimo tego, że byłam
        rzeczowa i spokojna).
        Ja też mam gdzieś to,że życie toczy się dalej. Nie chcę robić nic na
        siłę, unikam spotykań z ludźmi, przy których nie mogę być smutna.
        Kiedy chcę płakać to płaczę i staram się nie mysleć o tym, co sobie
        ktoś na temat pomyśli.
        • gotan_2008 Re: do gotan_2008 17.02.08, 13:38
          no wlasnie mam wiele zastrzezen do lekarzy i do pielegniarek. I to nawet nie chodzi o to, czy mowia prawde, czy nie, ale z gory zakladaja, ze rodzina pacjenta to glupki i niewiele zrozumieja. moja mama byla lekarzem, zajmowala sie tez pacjentami udarowymi. umiala rozmawiac z rodzinami pacjentow i nigdy ich nie traktowala jak potencjalnych debili. umiala w jakis sposob pocieszyc w tak strasznych momentach rodziny umierajacych pacjentow. byla po prostu wspanialym czlowiekiem. i najbardziej mi brakuje tego jej ciepla, cierpliwosci i spokoju.
          codziennie rycze i ogladam jej zdjecia. mam konfitury, ktore zrobila i oszczedzam je, bo juz nigdy nie dostane niczego tak dobrego.
          tez unikam ludzi przy ktorych musze sie trzymac i byc w dobrym humorze. bo nie jestem i nie bede.
    • asia.3 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 12.03.08, 07:38
      ROZUMIEM. I wiem też,jak trudno jest "wziąć się w garść". Pytałam i
      nadal pytam,co ze mną jest nie tak, że czuję ból i rozpacz. A
      przecież to "już" 8 lat od śmierci Taty i 6 od odejścia Mamy. Ludzie
      odsuwają się. Usłyszałam, że... jestem nienormalna,bo przecież
      ludzie umierają... A zwłaszcza rodzice umierają wcześniej niż
      dzieci. I o co mi chodzi?
      Czemu boję się świąt? Co roku tak samo? Czemu ciągle tęsknię tak
      rozpaczliwie/
      • basia2012 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 16.08.08, 09:20
        jak bardzo ciebie rozumiem kiedy człowiek nagle ot tak zostaje
        sam,ale to zupełnie sam jak dalej sobie radzic mnie np.nikt nie
        powiedział że nie kupuj butów bo musi starczyc na chleb żeby nie
        głodowac może to proza życia ale jak najbardziej realna rosterki
        jak postąpic w danej sytuacji żeby wyjśc z niej zwycięsko,ale powiem
        tak jak wyciągasz wnioski to i pomyłki są mniejsze. POZDR.BASIA
    • osmiorniczka030 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 08.05.08, 17:08
      Czesc

      Nie tylko brakuje, ale moje miejsce jest teraz przy umierajacych,
      tych, ktorzy cierpia i tych, ktorzy poszukuja...

      Od smierci Tatusia minely niedawno 4 miesiace. Mam wrazenie, ze nie
      tylko znajomi juz w ogole nie widza problemu, wciaz zapraszajac mnie
      na radosne imprezy, ale odnosze takze wrazenie, ze moja rodzina juz
      zapomniala... Tylko tu (na tym forum) wszyscy czujemy podobnie. Co
      wiecej, ja wiem, ze moj smutek nie minie. Moge ubrac na twarz maske-
      nieplaczke, a w sercu juz zawsze bedzie smutek. I niech sobie ludzie
      mysla, co chca. Dla mnie moj Tata nie bedzie nigdy zamknietym
      rozdzialem ksiazki. On byl, jest i bedzie calym moim zyciem. I nikt
      tego nie zmieni. Nie rob niczego wbrew sobie. a jesli potrzebujesz
      sie wyplakac, zawsze mozesz napisac do mnie.

      Pozdrawiam.
    • basia2012 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 14.08.08, 05:03
      tak naprawdę zawsze będziesz tęsknic i będzie smutno tylko z czasem
      ból będzie trochę inny,to co ludzie mówią typu nie martw się to
      nawed tego nie przyjmuj do siebie,jest powiedzenie nikt nie wie jak
      boli dopuki sam się nie potłucze,sama popracuj nad sobą żeby mniej
      bolało uda się tylko trzeba pracowac. POZDR. BASIA
    • ow.ca Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 21.03.09, 22:17
      znam to. niestety. ludzie nie rozumieją... powiem więcej: moja mama
      zmarła prawie 11 lat temu. Jako 10 letnie dziecko stałam nad jej
      zimnym ciałem, jednocześnie wiedząc juz (!) że teraz będę musiała
      stanąc twarzą w twarz z życiem. Jako 10 latka wiedziałam że nie jest
      łatwo. Dzieciństwo się skończyło. Nie umiałam o tym rozmawiać
      długich 9 lat, najmniejsza wzmianka o mamie powodowała mój potworny
      żal i płacz. Teraz już umiem rozmawiać i też tego potrzebuje.
      Wszyscy, kto by to nie był, na początku twierdzą, że tak, rozumiem
      wiem że to musi być straszne i tak dalej. Ale ja potrzebuje powracać
      do tego tematu bo to jest tak przeogromna strata że ja nigdy tego
      nie pojmę, moje łzy za każdym razem są tak smo gorzkie a rana coraz
      głębsza. przeżyłam już 11 lat bez swojej mamy i ja się nigdy z tym
      nie pogodze. to jest nieopisany żal, ostry i bez dna... lecz
      wracając do tematu, często ktoś zarzuca mi że się użalam nad sobą...
      nic mnie bardziej nie denerwuje bo nauczyłam się żyć od nowa, śmiać,
      jestem radosna i kocham życie a chwilowe słabości po stracie tak
      ważnej osoby to chyba nie przejaw użalania się...
      z żadnych chłopakiem nie byłam dłużej niż 7m-cy gdyż nie czuje
      zrozumienia z niczyjej strony.. nie potrzebny mi koleś który mi
      powie żebym przestała się użalać... to wszystko tak mnie zahartowało
      że ja nie potrafie sie otworzyć na kogoś, a życie jest dla mnie
      polem walki...

      Z jednego się cieszę, że nie jestem sama. I w końcu obok mnie może
      stanie ktoś kto mnie zrozumie.

      pozdrawiam Cię ciepło :* damy sobie rade!
    • ezwa Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 29.03.09, 21:16
      moja mama zmarła prawie rok temu i cały czas lubię opowiadać o niej.
      również spotkałam osobę (nie jedna), która mi powiedziała, że
      powinnam już przestać i zacząć żyć. mi strasznie pomaga jak
      opowiadam o mamie, mam wtedy wrażenie, że jest obok mnie. również z
      mamą rozmawiam w myśli a nawet na głos. wszyscy mi mówili, że z
      czasem będzie lepiej. może trochę z czasem lepiej jest,bo na
      początku ryczałam codziennie, później trochę mniej. ale pamięć jest
      cały czas taka sama.
      • halas1961 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 30.03.09, 22:44
        I ja uwielbiam po prostu mówic o swojej córce. O tym co lubiła, co by zrobiła,
        jakby skomentowała tę czy inna sytuację. I jak juz pisałam przestałam się
        przejmować zażenowaniem innych, kiedy mam ochote mówie i nie pozwalam sobie
        przerwać! Rozmawiam tez z nia na głos.
        Dziś mąż mówił, że chyba Agatka nie chce aby pracował z dala od domu bo od jej
        pogrzebu cały czas mu cos nie wychodzi z pracą. Bardzo się ucieszyłam że od
        dawna pierwszy raz coś takiego powiedział, zawsze unikał mówienia o Agatce. I
        kiedy powiedziałam ,że ona wciąż jest ze mna w domu, wciąż mi pomaga i daje
        znaki, to zaczął sie zastanawiać, czy nie wrócic do kraju. Nie mówił żebym
        przestała. A więc chyba całkiem nie stracił wiary, że nasze dziecko nadal żyje.
        Jest to dla mnie niezwykle ważne...
        Dobrej nocy wszystkim
        Halina-mama Agatki
    • justynakm1 Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 31.03.09, 16:17
      Kubus odszedł 4 tygodnie temu. Oboje byliśmy bardzo towarzyscy, ale
      ja teraz uciekam od ludzi, przebywam jedynie z moimi i jego
      rodzicami oraz Jego siostrą. Odzywam sie do nielicznych kolezanek i
      naszych wspólnych znajomych- ale musze przyznać, ze kobiety-
      koleżanki/znajome bardzo mnie wspierają i dzwonią/piszą smsy. Kuby
      kolegom zapewne jest niezrecznie odywać sie do mnie (szczególnie tym
      samotnym) i jestem im za to wdzięczna, choc wiem, ze sie martwią i
      im również bardzo Kuby brakuje. Ja , podobnie ja Pani Halina-mama
      Agatki- ciagle o Nim opowiadam, wiem jakby zareagował, co
      powiedział, czy to by go rozsmieszyło. I o tym co lubił, czego nie.
      teraz maluje sciany na takie kolory jakie razem wybraliśmy i nie ma
      mowy o zmianie. Kuba był całym moim zyciem, każdy zakatek Warszawy,
      który lubiliśmy to ja i ON... i jak miałabym o NIm nie mówic, nie
      smiac sie ze wspólnych przygod, nie tesknic, nie plakac?? Mnie
      najbardziej drażni fakt, ze wiele osób JUZ układa mi zycie - ze
      jestem przed 30-tka, ze kogos poznam...a czy nikt nie rozumie, ze TO
      NIE CZAS, a po 2-ze moze ja wcale nie chce??? ze przezylam
      najpeikniejsza milosc, otrzymala najpeikaniejsza milosc i moze
      wystarczy? ? ze nie chce miec z nikim dziecka, bo ja i Kuba mielismy
      w planach naszego Maksia??? ze juz nie chce ogladac dzialek,
      mieszkan, bo mi samej wysraczy to co mam??? ze nie przeraza mnie
      samotnosc, bo zaden mezczyzna 9za wyjatkiem taty), nie bedzie mi tak
      bliski???
      A bark zrozumienie? nalezy odciac sie od takich znajomych, choc
      czesc z nich rzeczywiscie nie umie odnalezc sie w sytuacji, nie ze
      zlej woli... ja -ku mojej radosci- "stracilam' 'przyjaciolke" (tak
      ja traktowalam): wolala wyjazd na narty niz bycie ze mna, gdy
      zegnalimsy Kubusia. I nie jest mi zal. ani troche. Bo od
      takich 'przyjaciol' - uchron nas Boze.
      Coz,
      • halas1961 Re: nikt tego nie rozumie... do justynakm1 31.03.09, 22:09
        Justynko mój syn jest tylko rok młodszy od Ciebie.
        A ja jestem pełna podziwu dla Ciebie, mlodej dziewczyny. Dopiero 4 tygodnie, a
        pomimo bólu i rozpaczy potrafisz madrze pisać o tym co Was dotknęło.
        Napisałaś juz po raz drugi jak zawiodła Cie osoba, którą uważałaś za
        przyjaciółkę. Ja też zawiodłam sie na paru osobach, od których oczekiwałam
        zrozumienia, wsparcia. I nie spodziewałam się nawet, że to tak strasznie będzie
        bolało, że tak mnie dotknie. Widzę, że i Ty masz takie odczucia.
        Nie mam z tymi ludźmi teraz zadnego kontaktu. 3 maja bedzie rok jak Agatka
        odeszła do Pana. Gdzies ze dwa tygodnie temu stwierdziłam, że nie odczuwam już
        żalu do tych ludzi. Poczułam sie dziwnie wolna, udało mi się chyba wybaczyć. Ale
        mimo że znaliśmy się prawie 9 lat i nie czuje juz na nich złości, żalu to są mi
        całkowicie obojętni. Czasem wspomina sie osoby z którymi się długo przebywało, a
        oni dla mnie jakby nie istnieli, zupełna obojętność, bez zalu, złości... Aha i
        jeszcze chciałam Ci napisać , że ja nawet szykuję często potrawy które lubiła
        Agatka, nawet jesli na nie nikt nie ma ochoty albo kupuje coś co ona lubiła.
        Święta tez będą tak szykowane (pewnie z płaczem) jak wtedy gdy Agatka była z
        nami. Jej ulubione ciasta, sałatki. I nawet jak kupuje synowi cos do pokoju to
        do Agatki pokoju tez. A ona wiem , że to widzi. Dziś pół dnia przepłakałam. A
        potem ktoś mi powiedział: Jak dobrze, że Pani tej decyzji nie podjęła. MA Pani
        bardzo dobrego Anioła ktory Panią kieruje(osoba ta nie wiedziała, że moja córka
        odeszła). I już zaświeciło malutkie słoneczko. I potem jakis inny wczorajszy
        problem już dziś nie istnieje, a wydawło sie że znów bedzie morze kłopotów. I
        tak jest ciągle:)
        I tak sobie myślę jakie TAM musi być piękne Zycie...
        Przepraszam ,ze tak piszę chaotycznie raz o tym, raz o tamtym, ale taki dziś mam
        dzien dziwny.
        Dobranoc
        Halina-mama Agatki
        • justynakm1 Re: nikt tego nie rozumie... do justynakm1 01.04.09, 11:30
          Pani Halino, wczoraj bylam na spacerze w miejscu, gdzie często z
          Kubusiem spacerowaliśmy bądż robilismy przystanki w naszych
          rowerowych eskapdach... serce mi pekało i strasznie płakałam...
          widąc tyhc wszytskich szczęśliwych ludzi wokół, a sama tonąc w
          rozpaczy... czułam się taka samotna, taka sierotka po prostu.
          Kubusia kochałam nad życie, był moim wielkim przyjacielem i
          wspaciem, miłością od 1 wejrzenia... a teraz Go nie ma, nie mam
          nawet do kogo zadzwonić, bo do niego dzwoniłam po 100 razy
          dziennie...
          Niektórzy się dziwią, że codziennie jeżdze na cmentarz. Przecież to
          takie oczywsite! Codziennie jedziłam do Kubusia, czy do domu, gdy
          było lepiej, czy do szpitala, przez 3.5 roku, więc dlaczego miałoby
          byc inaczej? Tam placzę, rozmawiam z NIm, dotykam pomnik-jakbym
          chciała dotknać Jego...bylimśy bardzo 'dotykowa' parą, Kuba był
          strasznym pieszczochem, a ja uwielbiałam go dotykać, gladzić,
          przytulać, całować...a teraz nie mogę, nie mam jak..... i ta
          świadomość jest dla mnie straszna, przytłaczająca... i tak strasznie
          za Nim tęsknie....
          pozdrawiam serdecznie
          • jaska222 Re: nikt tego nie rozumie... do justynakm1 02.04.09, 09:10
            Justynko, jak czytam twoje mysli, to jak by to byli moje. Pan Bóg
            darował mi taką miłość, za krórą jestem mu wdzięczna. I gdy ktoś
            mysli, a nawet wprost mi to muwią, patrząc jak przeżywam, jak się
            smuce, że jestem nieszczęśliwa, to ja się niezgadzam i z całego
            serdca im życzę takich pięknych przeżyć, tak pięknej miłości, która
            była krótka tu na ziemi, ale będzie wieczną w niebie. Wszystko robię
            tak jak planowaliśmy z Heńkiem. Tyle rozmawialiśmy tyle planowaliśmy
            i teraz staram się aby te plany zrealizować. Tak samo jak i ci,
            ludzie mi muwią że jestem młoda i spotka jeszcze mnie miłość. I nikt
            tego nierozumie ze mnie jusz spotkała miłość, moje serce jest
            zajęte.I to taka miłość która śmierć pokonać niemoże. Tak uwielbiam
            nosić w domu jego ubrania, czuje się pewna, gdy siadam do jego
            samochodu. Tak tęsknie za Heńkiem ale niejestem nieszczęśliwa bo
            wiem że on na mnie czeka.
            Pozdrawiam wszyskich
            Janina z Litwy
            • justynakm1 Re: nikt tego nie rozumie... do Jasi z Litwy 02.04.09, 10:22
              Droga Jasiu!Masz racje, peiknych chwil bylo wiele, ale z drugiej
              strony-dlaczego tak krotko (bylismy razem 3.5 roku, choc bardzo
              intensywnie i caly czas razem)... teraz nadchodzi wiosna, chodze na
              spacery i widze te wszytskie radosne pary - i ciesze sie,ze sa
              szczesliwi.. ale tesknota za Kubusiem mnie przerasta, na cmentarzu
              zawsze tak styrasznie mi smutno.. ze JEgo nie ma przy mnie, ze juz
              Go nie uslysze, nie dotkne... funkcjonuje tylko dlatego,ze chodze do
              pracy, ale poza nia jest strasznie. najchetniej zasnelabym i
              obudzila sie za 10 lat.. nie ma juz Kubusia, nie ma nas-choc kocham
              Go nadal calym sercem! i na zawsze pozostanie moja najwieksza
              miloscia.
              Usciski.
            • halas1961 Re: nikt tego nie rozumie... 02.04.09, 10:59
              Jak pieknie napisała Jasia. Taka miłośc, której śmierc nie jest w
              stanie pokonać, bo ona wciąż trwa i będzie zawsze trwać. I jeszcze
              świadomośc ,że ten lub ta, którą tak bardzo się kochało jest mimo
              wszystko obok i na Ciebie czeka. Czasem (bardzo żadko ) udaje mi sie
              usmiechnąć, że nie pójdę w nieznane, bo jest ktoś kto po mnie
              wyjdzie, kto mnie weźmie za rękę i przywita po tamtej stronie.
              Halina-mama Agatki
    • radomilu Re: nikt tego nie rozumie... potrzebuję więcej cz 31.03.09, 19:08
      Każdy z nas swój czas, którego w żaden sposób nie pogoni...
      nikt nie jest w stanie nikomu kazać przestać płakać albo zacząć się śmiać...
      to wszystko znajduje się we wnętrzu każdego człowieka, i każdy sam znajdzie
      właściwy klucz we właściwym czasie...
      każdy osobiście musi znaleźć to co sprawia, że żyje w zgodzie z samym sobą, bo
      to jest jedynie najważniejsze...
      Twoje JUŻ widocznie jeszcze nie nadeszło, przyjdzie kiedy uzna, że jesteś gotowa
      je przyjąć...
      pozdrawiam Cię serdecznie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka