ania.wrob
24.01.08, 13:39
W sobotę dostał silnej biegunki z krwawieniem (przepraszam, ale muszę to z
siebie wyrzucić) stracił przytomność, potem ją odzyskał, pogotowie zabrało
go do szpitala. Stan się ustabilizował, jeszcze w niedzielę byłam z mamą i
siostra go odwiedzić, był uśmiechnięty. Za miesiąc miał iść na wyczekaną
emeryturę, odpocząć, tak bardzo się nią cieszył.. Chciał spędzać więcej czasu
z wnuczką... Nie zdążył... we wtorek wieczorem stan sie pogorszył, doszło
dodatkowe krwawienie, natychmiastowa operacja, ale nie udało się... umarł...
Na nic nie chorował, tzn. nie miał nic poważnego zdiagnozowanego, czuł sie
dobrze, tylko zawsze wszystkim sie przejmował, był zestresowany. Odszedł tak
nagle. Miał niespełna 64 lata, niedługo jego urodziny i urodziny mojej
córeczki. Nie umiem sie z tym pogodzić, wiem, że muszę być dzielna dla mojej
córeczki i dla mamy. Mam nadzieje, że nauczę się żyć w świece, w którym nie ma
mojego Taty... To tak boli, jest mi tak strasznie smutno... Musiałam to
napisać....