Moj drogi brat jest po tamtej stronie....

25.01.08, 18:43
Rok temu w Boże Narodzenie zamordowano mojego brata.Ale to dalej tak
bardzo boli,-bardzo boli.Kiedy pomyślę jak bardzo cierpiał ,jak go
męczyli; i zadaje sobie pytanie -jakim trzeba być człowiekiem aby
odebrać komuś życie??Co on biedny tam czuł?, czy nie prosił aby
wzięli pieniądze a życie darowali??Czy myślał o swojej rodzinie -
małych dzieciach???A ja z tym bólem jestem sama -mąż /kochany
człowiek/ale chyba inaczej na to patrzy -po męsku/.To był dobry
człowiek -pewno że miał wady , ale był kochany .Bardzo chciał
żyć ,dla dzieci ,żony ,bo bronił się przed tą śmiercią.A nasza
policja sprawę umorzyła ---bo nie ma świadków.To irytuje bardzo .I
żal mi mamy bo też bardzo cierpi, i żal bratowej .A ja wierzą że on
jest tam z tatą i czekają na nas po tamtej stronie.
    • kall3 Re: Moj drogi brat jest po tamtej stronie.... 25.01.08, 21:18
      Bardzo współczuję Ci Czesinko... to ogromna strata i ból..
    • naszezycie Re: Moj drogi brat jest po tamtej stronie.... 20.03.08, 11:56
      : Bóg zabiera ludzi do siebie.

      Krótko przed śmiercią 27-letnia matka trojga dzieci powiedziała
      katolickiej zakonnicy: „Tylko proszę mi nie mówić, że Bóg tak
      chciał. (...) Nie mogę tego słuchać”. A przecież wiele religii
      właśnie czegoś takiego uczy o śmierci — że Bóg zabiera ludzi do
      siebie.

      Czy Stwórca rzeczywiście mógłby być tak okrutny, żeby bezdusznie
      pozbawiać nas życia, wiedząc, jaki nam to sprawia ból? Nie, na pewno
      nie Bóg opisany w Biblii! Zgodnie z Listem 1 Jana 4:8 „Bóg jest
      miłością”. Nie powiedziano o Nim, że odznacza się miłością albo że
      przepełnia Go miłość — stwierdzono, iż sam jest miłością. Miłość
      Boga jest zatem tak głęboka, tak czysta, tak doskonała i tak
      widoczna w Jego osobowości i czynach, że można Go wręcz nazwać jej
      uosobieniem. Taki Bóg nie uśmierca ludzi, by potem mieć ich przy
      sobie.

      Religie fałszywe wprowadzają w błąd co do tego, gdzie i w jakim
      stanie znajdują się umarli. Nauczają, że po śmierci trafimy do
      nieba, piekła, czyśćca, limbusu czy jeszcze innych miejsc, które
      trudno sobie wyobrazić albo które są wręcz przerażające. Tymczasem
      Biblia informuje, że zmarli nie są niczego świadomi, a ich stan
      przypomina głęboki sen (Kaznodziei 9:5, 10; Jana 11:11-14). Nie
      musimy się więc martwić, co będzie z nami po śmierci, tak jak nie
      martwimy się na widok osoby, która mocno śpi. Przecież Jezus
      zapewnił, że kiedyś ‛wszyscy w grobowcach pamięci wyjdą’, by żyć na
      rajskiej ziemi (Jana 5:28, 29; Łukasza 23:43).

      Pogląd 3: Bóg zabiera małe dzieci, by powiększyły grono aniołków.

      Elisabeth Kübler-Ross, zajmująca się przypadkami osób nieuleczalnie
      chorych, nawiązała do innego popularnego poglądu religijnego.
      Przypomniawszy pewne autentyczne wydarzenie, oświadczyła, że „nie
      jest mądrze mówić dziewczynce, która straciła brata, iż Bóg tak
      bardzo kocha małych chłopców, że zabrał jej braciszka do nieba”.
      Takie stwierdzenie stawia Boga w złym świetle i nie odzwierciedla
      Jego osobowości i sposobu postępowania. Doktor Kübler-Ross
      dodaje: „Kiedy ta mała dziewczynka dorosła, nie mogła się uporać
      z gniewem na Boga. Trzydzieści lat później, gdy sama straciła synka,
      uczucie to przerodziło się w depresję psychotyczną”.

      Dlaczego Bóg miałby zabierać dziecko do grona aniołów — czyżby
      potrzebował go bardziej niż jego rodzice? Gdyby Stwórca naprawdę
      brał dzieci do siebie, czy nie świadczyłoby to o Jego samolubstwie
      i braku uczuć? Jakże inaczej tę sprawę przedstawia Biblia, w której
      czytamy: „Miłość jest od Boga” (1 Jana 4:7). Czyż Bóg miłości mógłby
      dopuścić się czynu, przed którym wzdragaliby się nawet ludzie mający
      choć odrobinę przyzwoitości?

      Dlaczego zatem dzieci umierają? Częściowo odpowiada na to pytanie
      biblijna Księga Kaznodziei 9:11: „Wszystkich ich dosięga czas
      i nieprzewidziane zdarzenie”. W Psalmie 51:5 znajdujemy zaś
      informację, że jesteśmy niedoskonali i grzeszni od chwili poczęcia,
      a człowiek może umrzeć z różnych przyczyn. Czasem śmierć przychodzi
      jeszcze przed narodzinami — rodzi się martwy płód. Dzieci umierają
      nieraz z powodu fatalnych warunków życiowych lub giną w wypadkach.
      Bóg nie ponosi winy za te tragedie.
      Pozdrawiam
      ototu@wp.pl
      Zbyszek
    • naszezycie Re: Moj drogi brat jest po tamtej stronie.... 28.03.08, 10:30
      Niezawodna nadzieja dla umarłych - może to Cię pocieszy !

      „PEWNA 25-letnia kobieta napisała: „W roku 1981 zmarła na raka moja
      przybrana matka. Jej śmierć była dla mnie i mego przyrodniego brata
      ciężkim przeżyciem. Miałam 17 lat, a on 11. Bardzo mi jej brakowało.
      Uczono mnie, że poszła do nieba, więc chciałam popełnić samobójstwo,
      żeby się znowu przy niej znaleźć. Była moją najlepszą przyjaciółką”.

      Fakt, że śmierć ma moc zabrać nam kogoś bliskiego, wydaje się rażącą
      niesprawiedliwością. A gdy to się stanie, nie do zniesienia bywa
      myśl, iż już nigdy nie będzie można porozmawiać z tą ukochaną osobą,
      pośmiać się z nią albo potrzymać ją za rękę. Ból nie mija nawet
      wówczas, gdy inni mówią, iż człowiek ten przebywa w niebie.

      Jednakże Biblia przedstawia zupełnie inną nadzieję. Jak zaznaczono
      wcześniej, Pismo Święte zapowiada, że w niedalekiej przyszłości
      stanie się możliwe ponowne spotkanie z ukochanymi zmarłymi, lecz nie
      w nie znanych nam niebiosach, tylko tu na ziemi, w pokojowych,
      sprawiedliwych warunkach. Ludzie będą mieć wówczas widoki na
      rozkoszowanie się doskonałym zdrowiem i nie będą już musieli
      umierać. Niektórzy mogą jednak powiedzieć: „To tylko pobożne
      życzenia!”

      Co by cię mogło przekonać, że nadzieja ta jest niezawodna? Aby
      uwierzyć w jakąś obietnicę, trzeba być pewnym, iż ten, kto ją
      składa, chce i potrafi się z niej wywiązać. A zatem kto przyrzeka,
      że zmarli będą znowu żyć?

      Wiosną 31 roku n.e. Jezus Chrystus stanowczo przyrzekł: „Albowiem
      jak Ojciec wzbudza z martwych i ożywia, tak i Syn ożywia tych,
      których chce. Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy
      wszyscy w grobach usłyszą głos jego [Jezusa]; i wyjdą” (Jana 5:21,
      28, 29). Jezus Chrystus zapewnił więc, że miliony zmarłych będą
      znowu żyć na ziemi, mając przed sobą perspektywę wiecznego
      mieszkania na niej w pokojowych, rajskich warunkach (Łukasza 23:43,
      NW; Jana 3:16; 17:3; porównaj Psalm 37:29 oraz Mateusza 5:5). Skoro
      Jezus złożył taką obietnicę, można być przekonanym, iż zechce jej
      dotrzymać. Czy jednak potrafi on tego dokonać?

      Niespełna dwa lata po złożeniu owego zapewnienia Jezus
      w zdumiewający sposób dowiódł, że nie tylko chce, ale też jest
      w stanie wskrzeszać zmarłych.

      „Łazarzu, wyjdź!”

      Było to przejmujące zdarzenie. Łazarz poważnie zaniemógł. Jego dwie
      siostry, Maria i Marta, powiadomiły Jezusa, przebywającego po
      drugiej stronie Jordanu: „Panie, oto choruje ten, którego miłujesz”
      (Jana 11:3). Wiedziały, iż miłuje Łazarza. Czy nie zechce odwiedzić
      chorego przyjaciela? Ciekawe, że Jezus nie od razu wyruszył do
      Betanii, lecz jeszcze dwa dni pozostał tam, gdzie wówczas był (Jana
      11:5, 6).

      Łazarz zmarł niedługo po wysłaniu do Jezusa wiadomości o jego
      chorobie. Jezus wiedział, kiedy umarł Łazarz i zamierzał coś w tej
      sprawie uczynić. Gdy w końcu przybył do Betanii, jego drogi
      przyjaciel nie żył już od czterech dni (Jana 11:17, 39). Czy Jezus
      zdoła ożywić człowieka, który tak długo był martwy?

      Na wieść o tym, że zbliża się Jezus, energiczna Marta wybiegła mu
      naprzeciw (porównaj Łukasza 10:38-42). Poruszony jej smutkiem, Jezus
      zapewnił: „Zmartwychwstanie brat twój”. Kiedy oświadczyła, iż wierzy
      w przyszłe zmartwychwstanie, powiedział jej otwarcie: „Jam jest
      zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć
      będzie” (Jana 11:20-25).

      Jezus podszedł do grobowca i kazał odsunąć kamień zamykający
      wejście. Następnie pomodlił się na głos i rozkazał: „Łazarzu,
      wyjdź!” (Jana 11:38-43).

      Wszyscy wpatrywali się w grobowiec. Wreszcie z ciemności wyłoniła
      się postać człowieka. Stopy i ręce miał obwiązane opaskami, a twarz
      zawiniętą w chustę. „Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść” — polecił
      Jezus. Ostatnie rozwiązane opaski spadły na ziemię. To był naprawdę
      Łazarz — człowiek, który przez cztery dni nie żył! (Jana 11:44).

      Czy to się naprawdę zdarzyło?

      Relację o wskrzeszeniu Łazarza przedstawiono w Ewangelii według Jana
      jako fakt historyczny. Ten dokładny opis jest zbyt żywy, żeby mógł
      być przenośnią. Podawanie w wątpliwość jego autentyczności równa się
      podważaniu wszystkich cudów opisanych w Biblii, także wzbudzenia
      z martwych samego Jezusa Chrystusa. A zaprzeczanie wskrzeszeniu
      Jezusa to po prostu odrzucanie całej wiary chrześcijańskiej
      (1 Koryntian 15:13-15).

      Prawdę mówiąc, kto nie wątpi w istnienie Boga, ten powinien bez
      trudu uwierzyć w zmartwychwstanie. Zilustrujmy to przykładem: Czasem
      ktoś utrwala na kasecie wideo swą ostatnią wolę. Po jego śmierci
      krewni i przyjaciele mogą zobaczyć i usłyszeć, jak zadysponował swym
      majątkiem. Sto lat temu coś takiego byłoby nie do pomyślenia.
      A i dziś dla niektórych ludzi żyjących w odległych zakątkach
      świata „cud” nagrywania czegoś na magnetowidzie jest rzeczą
      niepojętą. Jeżeli człowiek potrafi wyzyskać ustanowione przez
      Stwórcę naturalne prawa, by zrekonstruować jakieś wydarzenie
      w sposób dostępny dla wzroku i słuchu, to czyż Bóg nie jest w stanie
      uczynić daleko więcej? Czy przeczy logice twierdzenie, że Ten, kto
      stworzył życie, potrafi też je odtworzyć?

      Wskrzeszenie Łazarza było cudem, który posłużył umocnieniu wiary
      w Jezusa oraz w zmartwychwstanie (Jana 11:41, 42; 12:9-11, 17-19).
      Stanowi też wzruszający dowód, że Jehowa i Jego Syn pragną, by
      zmarli odzyskali życie.
      Pozdrawiam
      Zbyszek
Pełna wersja