guta21
27.02.08, 22:25
Moja Babulka zachorowala ponad 2 lata temu, nigdy nie pomysalam ze
moge ja stracic, wydawalo mi sie ze bedzie zawsze ze mna, jednak rak
nie dal jej dluzej zyc. Nie bylo dla niej ratunku..biedna moja taka
dzielna w tym calym okropnym bolu i cierpieniu. 3 tyg.przed smiercia
bardzo sie jej pogorszylo, wezwaliscy pogotowie, zastrzyk.
Zapsalismy Babcie do hospicjum domowego-cudowni ludzie..dali jej
tlen cos bez czego nie mogla zyc. Niestety z dnia na dzien
gasla.Nigdy nie zapomne jej oczu, takich bez wyrazu, metnych i
smutnych gdzies tam daleko. Przestala jesc, pozniej tez pic,bieda
moja.Na cztery dni przed odejsciem byla juz praktycznie
nieprzytomna. Wigilia byla najgorszym dniem w przed tym co sie stalo
pozniej, 9 osob lamiacych sie ze soba oplatkiem nad lozkiem Mojej
kochanej Kropeczki w ciszy. Okropne.Bylam z nia 24h/dobe. W 2 dzien
swiat pojechalam na chwile do domu...zostala mama i dziadek i wtedy
odeszla, wydajac 2 ciezkie oddechy i zasnela..na zawsze a ja tu
musze byc i za nia tak bardzo tesknic.Dlaczego odeszla bezemnie??
tak bardzo chcialabym z nia wtedy byc..moze by sie tak nie bala,
wiem ze mnie slyszala do konca, sciaskala delikatnie moja reke na
ton mojego glosu. Wchodzac na cmentarz mam nadzieje ze to nie
prawda, ze tam nie bedzie tych kwiatow, ze nie zobacze tej
tabliczki, ze przyjde do domu a ona mi powie oj Gucie ty jak radio
wolna europa..tak bardzo ja kocham i tak bardzo mi bez niej zle...