Dziś mija rok bez Mamy.......

28.02.08, 14:21
Choć odkryłem to forum wcześniej, jednak przepełeniał mnie tak
ogromny ból,że nie chciałem nic pisać tutaj, ani czytać. Kilka dni
temu wszedłem tu i uświadomiłem sobie, że los nie tylko wobec mnie i
moich najbliższych był tak okrutny. Dokładnie rok temu poraz ostani
widziałem się i rozmawiałem z Mamą (ja nadal nie mogę się z tym
pogodzić- dlaczego????????). Przyjechała do Warszawy z bratem do
lekarza, ja kilka dni wcześniej wróciłem z Hiszpanii, cieszyłem się
na to spotkanie. Towarzyszyłem im cały czas podczas tej wizyty, ok
16 wsiedli do autobusu na Dworzec Zachodni, skąd mieli autobus do
Radomia. Ok 19 15 zadzwoniłem aby zapytać jak podróż,, czy już
dojechali, ale niestety............ Po wyjsciu z autobusu, gdy
przechodzili na pasach Mama została zabita przez pędzący z ogromną
szybkością samochód. Boże jakie to straszne, parę godzin wcześniej
rozmawialiśmy,tyle planów, miała 67 lat, była dla nas całym światem,
który zawalił nam się (ja i 6 rodzeństwa, ojciec, wnuki)w ułamku
sekundy. Nic już nigdy nie będzie tak jak przedtem,upływający czas
niestety nie leczy tej ogromnej rany, jest mi bardzo ciężko, smutno
i żle. Nagłe odejścia są straszne, chociaż nie wiem czy na odejście
najbliższej osoby (przy ciężkich chorobach) jesteśmy się w stanie
przygotować. Ktoś pisał tutaj, że jego Mama umierała w strasznych
cierpieniach, nikt nie był w stanie jej pomóc. Może więc takie nagłe
śmierci dla tych co odchodza są lepsze, ale jak się z tym pogodzić
tutaj?Choć to już rok, to czasami wydaje mi się, że jak pojadę do
naszego domu jak zawsze będzie tam na mnie czekała, będziemy
rozmawiać (tyle jeszcze mieliśmy rzeczy do omówienia, tyle do
zrobienia..............) Boże !!! dlaczego nam JĄ zabrałeś
Jeżeli ktoś chciałby się podzielić jakimiś refleksjami:
guaperoo@wp.pl Leszek
    • gosiamarciniak Re: Dziś mija rok bez Mamy....... 28.02.08, 15:29
      Moja Mama odeszła 11.01.2008r., też nagle...........Miała tylko 58 lat. W tym
      dniu miała iść do szpitala na badania na kardiologię, miala być w szpitalu o
      10.00, ja mialam podjechać na chwilę przyjęcia do szpitala z pracy, potem mialam
      przyjechaćjuż do Niej po pracy........Niestety, stało się inaczej.....Mama
      szykowała się do szpitala, nagle żle się poczuła, tata wezwał pogotowie, ale
      było już za późno: to by zator tętnicy płucnej, zmarła w drodze do
      szpitala....To był szok dla nas wszystkich
      Pamiętam jak jechaliśmy za tą karetką, do dzis słyszę ten sygnał...
      Dla mnie zawalił się świat, mam tatę, męża, córkę, brata ale to nie to samo: tej
      pustki nie wypełni już nikt na świecie.....
      Też sobie zadaję pytanie: czy to dobrze że Mama odeszła nagle, że nie cierpiała,
      że nie była w szpitalu, ale nie potrafię sobie na to pytanie odpowiedzieć. Bo
      chyba nie ma na nie właściwej odpowiedzi..
      Mam do siebie ogromny żal, ze tego dnia nie zostałam w domu, zeby przygotować
      Ją do szpitala, moze wtedy coś bym więcej zrobiła, moze szybciej wezwałabym
      pogotowie, moze Mama by żyła...?? Pamiętam jak ranoi przed wyjściem do pracy
      jeszcze zamieniłam z nią kilka słów, że spotkamy sie w szpitalu....To była
      ostatnia rozmowa........
      Jest mi strasznie ciężko i tak chyba zostanie do końca życia, bo przecież
      jeszcze tyle rzeczy mogłyśmy razem zrobić, tyle jeszcze sobie
      powiedzieć....Dlaczego????!!!
Pełna wersja