dorrita79
08.03.08, 21:03
Minał już rok jak zginęła cała moja rodzina: trójka najcudowniejszego
rodzeństwa i rodzice. Ocalałam, bo byłam w innym mieście. zostałam sama bez
żadnego wsparcia. Do dziś nie umiem życ normalnie, wegetuję... Na nic nie mam
sił, nic mi sie nie chce, a każdy dzień przypomina kolejny. Chodzę cały czas
na terapie, od niedawna biorę leki antydepresyjne, ale... nie potrafie znaleźć
motywacji do normalnego życia. Przesypiam większość wolnego czasu, w pracy
jakoś ciągnę, za magisterkę się nie potrafię wziąść, wciąż odcinam się od
ludzi... wszystko wydaje mi się abstrakcją i bez sensu. Nie wiem czy uda mi
się podnieść... Nie moge patrzyć na relacje rodzinne, na dzieci (dwójka mego
rodzeństwa była maluchami), bo wtedy rozrywa mi serce, a zazdrość i złość ze
ja już tego nie mam...zgniata mnie od środka. Ludzie widzą mnie silną, bo tak
im wygodnie. Ale tylko ja wiem, no i może moj terapeuta jakie piekło
przechodzę. Ciesze sie ze jest takie forum, gdzie ludzie piszą o swoim
cierpieniu, gdzie moga zostac zrozumiani