Kolejny cios - dlaczego?!

20.03.08, 21:17
Patrzylam na Twoją walkę przez ostatnich 6 lat. Tak bardzo byłaś
dzielna i pogodna w tej walce... Kilka dni temu na półtora miesiąca
przed Twoimi 18. urodzinami - odeszłaś. Jutro pogrzeb. Kolejny
pogrzeb w moim świecie. Tak trudno to oswoić. Irracjonalnie (choć
zgodnie ze znanymi mi rozumowo fazami żaloby) czekam, aż ktoś
powie "To nieprawda, pomyłka, ona żyje". NIE, NIE SPOTKAM JUŻ CIEBIE
TUTAJ. Boję się. Wszystko wraca. Tęsknota za Rodzicami - choć to już
tyle lat, niezgoda na umieranie bliskich, prośba, którą powtarzalam
po śmierci Taty "Zabierz mnie ze sobą..." Nie zabrał. Choć tak
naprawdę - wraz z Nim i Mamą umarła duża część mnie. Jestem inna niż
bylam. Trudniej mi żyć. zaczęłam bać się świąt. Znow się boję tego,
co za parę dni. Przestalam umieć mowić o sobie - zwłaszcza o tym, co
trudne. Nie czuję przyzwolenia na to w ludziach - nawet bliskich.
Slowa wyglądaja na "spokojne", ale są krzykiem - tęsknoty,
cierpienia, bólu. Czy to się skończy kiedyś???? Tato, zabierz mnie
ze sobą.....
    • lidia-1 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 24.03.08, 21:11
      Witaj Asiu. Ja takich ciosów miałam aż 3 w swoim życiu.Straciłam
      dwóch synów i męża. Czytając Twoją wiadomość popłakałam się.
      Bardzo Ci współczuję i rozumiem co przeżywasz.Jesteś chyba bardzo
      młoda i stykasz się z najtrudniejszymi kolejami losu lidzkiego.
      Mój pierwszy syn zmarł na drugi dzień po porodzie. Drugi mając 18
      lat w 2005r zginął tragicznie. Mąż też w 2005 za pół roku po
      synu .Są w moim sercu i głowie nieustannie.
      Serdecznie Cię pozdrawiam. Lidia (47 lat)
      • kopciuszek125 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 24.03.08, 22:35
        Przeczytałam Wasze wypowiedzi i szok. Lidio podziwiam Cię jak masz jeszcze siłę
        dalej żyć ja straciłam mamę i strasznie to przeżywam mam poważnie chorego syna
        28 lat i jeżeli go stracę to nie widzę dalszego życia . Walczę z jego chorobami
        od urodzenia mama mnie wspierała teraz już jej nie ma. Jeżeli coś się z nim
        stanie to ja też nie będę żyła.
        • lidia-1 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 25.03.08, 20:26
          Mnie nie ma za co podziwiać. Życie moje jest b.trudne, ale na
          przestrzeni dziejów ludzie przeżywali różne tragedie. Wojna, obozy
          gdzie tracili całe rodziny i dźwigali się do dalszego życia.Często
          bez dachu nad głową ani nikogo bliskiego.Gdyby nie wiara w Boga
          byłoby to życie tu bez sensu. Mam córkę, rodziców i na razie jestem
          potrzebna.Staram się jak mogę aby nie popadać w rozpacz. W nasze
          życie wpisane jest cierpienie. Nikt nam nie obiecywał raju na ziemi.
          Raj możemy osiągnąć po tamtej stronie. Musimy na niego zasłużyć. Mój
          mąż zmarł po 3 latach choroby która doprowadziła go do kalectwa.
          Starałam się jak mogłam aby mu ulżyć w cierpieniu. Pomagał mi syn,
          był silny wysportowany.Pół roku przed męża śmiercią zginął.Musiałam
          podołać zadaniu dalszej opieki bez ukochanego syna. Do tej pory nie
          wiem jak dałam radę. Myślę, że Bóg był blisko mnie i mojej córki,
          która mi pomagała.Wierzę głęboko, że spotkamy się może nie będę
          musiała długo czekać, ale o samobójstwie nie ma mowy.Niczego nie
          poprawiłabym nikomu ani sobie. Nabawiłam się nadciśnienia, bóle
          serca, kaszel, kręgosłup, ponieważ blokowałam uczucia i nie
          wykrzyczałam bólu. Korzystam z pomocy psycholog w katolickiej
          placówce. Jeżdżę na rekolekcje, które mnie umacniają.Chciałabym
          jeszcze coś pożytecznego robić w tym życiu jeśli będę żyła.Bardzo
          wszystkim współczuję, którzy mają chore dzieci, którzy stracili
          bliskie osoby i gorąco pozdrawiam.
          • grazyna1965 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 25.03.08, 21:52
            Lidio, przeczytałaM kilka razy Twoją wypowiedź. Jesteś naprawdę
            silną kobietą..ja straciłam 52 dni temu moje jedyne dziecko,
            Patrynię. Zginęła w wypadku, jechała z uczelni, miała tylko 23 lata.
            Gdyby nie mąż nie wiem co bym zrobiła. Dla mnie czas się zatrzymał 3
            lutego.Nie wiem jak dalej żyć bez mojej córci, była dla mnie
            wszystkim, a teraz Jej nie ma. Czy moje życie ma jakiś sens? Już nic
            nie jest ważne.Nic. Piszesz o wojnach, obozach, że raj jest tam, a
            tutaj musimy zasłuzyć na to. Cierpieniem? Stratą jedynego dzecka? To
            takie niesprawiedliwe.Dlaczego Bogu nie wystarczają dobre uczynki,
            musi aż tak doświadczać? Nie umiem się z tym pogodzić i chyba nigdy
            nie pogodzę się.
            Wszystkim, którzy stracili bliską osobę bardzo współczuję.Bardzo.
            • lidia-1 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 26.03.08, 23:26
              Na wiele pytań nawet teolog nie umie odpowiedzieć, co dopiero ja.
              Nasza wiara nie jest prosta.Jest b. wymagająca.
              Jestem tak samo słabą i bezsilną osobą jak każdy człowiek wobec
              śmierci czy choroby.To co napisałam o wojnie, obozach to efekt moich
              życiowych przemyśleń.Teraz możesz myśleć sobie co mnie obchodzą
              ludzie z czasów wojny. To było dawno.A ty masz taką świeżą ranę.
              Bardzo Ci Grażyno współczuję. Wiem co przeszłaś.I co jeszcze przed
              Tobą. Mój drugi syn też był moim życiem.Wraz z nim umarła duża część
              mnie. Najchętniej umarłabym już teraz. Ale nie odbiorę sobie życia.
              Wiara mi nie pozwala. A jak wtedy czuliby się moi bliscy? Miałam
              kawał dobrego życia i o tym staram się pamiętać.W całym moim życiu
              mało myślałam o sobie. Jest mi trudno teraz żyć swoim życiem, muszę
              się tego uczyć. Nie znaczy to, że pogodziłam się ze stratą męża i
              syna.Wiem tylko, że nie mam na nic wpływu na tym świecie. Obserwuję
              tylko życie, które dla innych też nie jest usłane różami.A jeżeli
              tak jest to przecież się skończy.Wszyscy odejdziemy i ważniejsze
              jest jak przeżyjemy niż ile będziemy żyli.Zazdroszczę tym co
              odeszli.To my musimy zmagać się z resztą życia.Strata dziecka to
              największ strata jaką mamy na tym świecie.Później jest inny rodzaj
              życia. Jest wegetacja. Tylko wiara w Boga może to zmienić. Ja się
              staram.Bo wierzę.Staram się też dla mojego syna i męża, którzy
              wierzę, że mi towarzyszą w tych zmaganiach.Gorąco cię pozdrawiam i
              obejmuję modlitwą.
              Lidia.
              • grazyna1965 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 27.03.08, 22:26
                Lidio. Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.Tak bardzo mi ciężko,chcę
                tylko przetrwać kolejny dzień bez mojej Patryni. Bardzo chcę
                wierzyć, że jest Jej Tam dobrze, modlę się o to. Tak jak umiem,
                nieudolnie ale bardzo szczerze. Ale przychodzą momenty zwątpienia,
                chyba każda matka to czuje..bunt i brak zgody na stratę dziecka.
                Pytanie do Boga ,,DLACZEGO?", jaki sens ma śmierć dziecka? Czy w
                ogóle ma jakiś sens? Przecież to nie jest normalne, że matki stoją
                przy grobie własnego dziecka. Wiem, że każda z nas zadaje sobie te
                pytania, jedne z nas sobie jakos radzą, inne nie. Napisałaś Lidio,
                że nasze życie może byc wegetacją.Moje jest wegetacją, nie widzę
                sensu mojego życia bez Patryni, chcę tylko przeżyć kolejny dzień.
                Mam męża, rodziców, więc nie mogę ich narazić na kolejny ból, choć
                tak bardzo chciałabym być Tam gdzie moje dziecko. Szukam ratunku dla
                siebie, stąd moja obecność na tym forum, czytam wszystkie
                posty.Chodzę do Kościoła, modlę się ale z każdym dniem wydaje mi
                się, że nie podołam. Wiem, że mnie rozumiesz, tak samo jak pozostali
                tutaj, którzy przezywają swoją tragedię.Żyję w jakiejś próżni, nic
                już nie ma znaczenia, moja praca, dom, nic. Jestem na zwolnieniu
                lekarskim. Nie chce wracać do pracy / pracowałam w szkole/,
                najlepiej zamknęłabym się w domu. Jedynie wychodzę na cmentarz,
                ewentualnie jadę do psychiatry albo do psychologa. Tak oto wygląda
                moje życie.Napisalaś Lidio równiez to, ze nieważne ile zyjemy tylko
                jak. I to mnie pocieszyło, bo moja Patrynia żyła pełnią życia,
                studiowała, prowadziła swoja firmę,była taka lubiana, uśmiechnięta,
                przyjazna ludziom, pomagała innym. A ja byłam i jestem z Niej taka
                dumna, byłam najszczęśliwszą matką na świecie. A ona odwzajemniała
                mi swoją miłość. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale
                potrzebowałam tego. Dziękuję Ci Lidio.
                • lidia-1 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 28.03.08, 22:54
                  Bardzo rozumiem Cię Grażyno. Znam 2 kobiety, które straciły jedyne
                  dziecko. Staraj się nie blokować uczuć (ja musiałam to robić dla
                  tragicznie chorego męża, który wymagał opieki).W kościele gdy
                  przystępowaliśmy do Komunii Św.zostawałam z mężem przy ołtarzu, a po
                  zakończeniu syn podchodzł i z tyłu obejmował ojca na wózku i później
                  jak ludzie wyszli wywoził ojca z dużą radością. Mięliśmy tyle pokoju
                  Bożego w rodzinie. Gdy Krzysiu zginął myślałam tylko co przeżywa
                  mąż, bez naszej podpory pełnej optymizmu. Na mszy miałam taką
                  kontrolę, że napływały mi łzy do oczu i cofały się. Do tej pory mam
                  ciężki oddech jak po wielkim łkaniu, a tego łkania nie było. Ale
                  pociesz się nic nie jest wieczne nawet ten ogromny ból.Nie wiem
                  kiedy przyjdzie ulga, ale przyjdzie do nas na pewno. Twoja córeczka
                  na pewno jest blisko Ciebie i tak będzie.Pisząc to płaczę. Serdeczne
                  Cię pozdrawiam i obejmuję modlitwą. Lidia
                  • grazyna1965 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 28.03.08, 23:22
                    Lidio, dziekuję Ci,że piszesz, czytam każdą Twoją wypowiedź.
                    Wieczory spędzam przy komputerze, czytam wszystko co dotyczy
                    śmierci, straty, czytam o ludzkich dramatach. Chyba potrzebuję tego,
                    nie wiem. Piszę na kilku forach, ale tak mi ciężko, nie wiem kiedy
                    jest trudniej, czy rano jak budzę się z myślą, że Patryni już nie
                    ma, zlana potem, czy wieczorem kiedy uświadamiam sobie jak moje
                    życie juz nic nie jest warte. W dzień idę na cmentarz,robię jakiś
                    beznadziejny obiad, zmywam...płaczę..i tak mija kolejny dzień bez
                    mojego dziecka. Już wiem, że nie tylko ja cierpię,że są ludzie,
                    którzy też to przechodzą. Tak bardzo jest mi ich żal, tak im
                    współczuję.Modlę się, może nieumiejętnie, ale naprawde bardzo
                    szczerze.Tak bardzo chciałabym wiedzieć, że Patrynia jest gdzieś
                    obok mnie. Może jest, tylko w tym cierpieniu nie dostrzegam tego?
                    Masz chyba rację, że bez wiary i modlitwy nie jest to do pokonania.
                    Zbyt boli.Będę starała się to przetrwać, udźwignąć, ale czy to mi
                    się uda? Bardzo mocno Cię przytulam Lidio.
      • asia.3 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 27.03.08, 21:17
        droga Lidio - dziękuję.ZROZUMIENIE - to takie ważne.Czytam Twoje
        posty i czuję ból i smutek, bo aż trudno wyobrazić sobie to, co
        stalo się Twoim udziałem, losem, zadaniem. Podziw, a może nawet
        zazdrość, bo dana Ci jest Łaska Wiary - tej, którą ja coraz bardziej
        tracę, o którą proszę. Brak mi zgody,więc w walce jestem sama - nie
        umiem zawierzyć, zgodzić się, pogodzić. Odnależć spokoju, przestać
        walczyć z nieuniknionym. Ta walka wyczerpuje. Teraz, po odejściu
        Pauli - ból znów wrócił. Mam 35 lat - nie jestem "bardzo młoda", ale
        i tak trudno mi sobie poradzić. Chcę Cię poprosić o... modlitwę za
        mnie. Czy mogę? Bardzo, bardzo Cię pozdrawiam
        • lidia-1 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 28.03.08, 22:12
          Nie wiem czy mam większą wiarę od Ciebie droga Asiu, nie wiem kto
          jest bliżej Boga. To wie tylko Bóg. O modlitwę każdego można
          poprosić i ja również pomodlę się o Twoje ukojenie z bólu.
          Nie wiem jaka jest wola Boża. Każdy z ludzi ma swoją drogę do
          przebycia. Myślę o drodze naszego Ojca Świętego Jana Pawła II.
          Jakie osamotnienie musiał przeżywać po stracie matki (miał 9 lat)
          potem brata i ojca a ilu przyjaciół w wojnę.Mimo to taki ogrom
          miłości miał w sobie. Gdy umierał na oczach świata nie było chyba
          obojętnego na tym smutnym wtedy świecie. Za nie całe 3 miesiące
          żegnałam swojego Krzysia. A za 7 męża. Odeszli w tym samym roku.
          Wielkim autorytetem jest dla mnie również Matka Teresa z Kalkuty.
          Też jest mi trudno. Mam tak jak na fali. Wzloty i upadki.Jak jest
          piękniej , słoneczniej na świecie to mnie jest gorze, bo moich
          bliskich tu nie ma. Pozdrawiam gorąco. Lidia
          • asia.3 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 31.03.08, 09:42
            Tak, tylko Bóg wie... zna odpowiedż - również tę o sens i cel
            niepojętego. Zaufać, zawierzyć,czuć, że jest jak w tej opowieści,
            gdy człowiek idący blisko Boga po każdym dniu swego życia dostrzegał
            na piasku dwa ślady. W najtrudniejszym czasie ślad był jeden.
            Zapytał "Panie, gdzie wtedy byleś?" I usłyszał: "Niosłem Cię na
            swych ramionach"
            Tak bardzo potrzebuję łaski zawierzenia. Wtedy łatwiej znosić upadki
            i radować się wzlotami - bez lęku przed "prawem równowagi" - "za
            przyjemność płaci się bólem" Życzę Ci sił i wytrwałości. Dziękuję za
            Twoją obecność. Cieplo myślę o Tobie. Joanna
            • eger7 Re: Kolejny cios - dlaczego?! 01.04.08, 14:45
              Tak czytam,wasze posty i coś w duszy ściska i ją porusza, ale wobec
              tej rzeczywistości trudno coś powiedzieć co by nie wpadało w banał.
              Może tylko to że będziecie w mojej modlitwie bo
              jakby "instynktownie" czuję że to bedzie najlepsze dla nas
              wszystkich szukających sensu i pocieszenia
    • naszezycie Re: Kolejny cios - dlaczego?! 28.03.08, 10:43
      To niemożliwe!” Dlaczego ?

      „MÓJ syn Jonathan miał przyjaciół, którzy mieszkają kilkanaście
      kilometrów od nas” — opowiada pewien nowojorczyk. „Żona, Valentina,
      nie lubiła, gdy tam jeździł. Zawsze drżała na myśl o ruchu na
      drogach. Ale syn interesował się elektroniką, a jego przyjaciele
      mieli zakład, w którym mógł się czegoś nauczyć. Tamtego dnia byłem
      w naszym domu w zachodniej części Manhattanu. Żona wyjechała do
      krewnych w Portoryko. Właśnie pomyślałem, że niedługo powinien
      wrócić Jonathan, gdy rozległ się dzwonek u drzwi. ‚Oho, to na pewno
      on’. Ale to nie był on. W progu stał policjant i sanitariusze. ‚Czy
      rozpoznaje pan to prawo jazdy?’ — zapytał policjant. ‚Tak, należy do
      mojego syna Jonathana’. ‚Mamy dla pana złą wiadomość. Zdarzył się
      wypadek i... pański syn... pański syn nie żyje’. W pierwszym odruchu
      wykrzyknąłem: ‚To niemożliwe!’ Choć upłynęło wiele lat, ta
      wstrząsająca tragedia zadała naszym sercom rany, które do dziś nie
      mogą się zagoić”.

      Pewien mieszkaniec Barcelony pisze: „W latach sześćdziesiątych
      byliśmy szczęśliwą hiszpańską rodziną. Mieliśmy z Maríą, moją żoną,
      troje dzieci: 13-letniego Davida, 11-letniego Paquito i 9-letnią
      Isabel.

      „W marcu 1963 roku Paquito wrócił ze szkoły, narzekając na ostry ból
      głowy. Zastanawialiśmy się nad przyczyną, ale nie zdążyliśmy nic
      zrobić. Trzy godziny później syn zmarł. Jego młode życie zgasił
      krwotok do mózgu.

      „Paquito odszedł ponad 30 lat temu, lecz przejmujący ból po tej
      stracie do dziś nie ustaje. Kiedy rodzicom umiera córka lub syn, za
      nic nie mogą oprzeć się wrażeniu, że umiera cząstka ich samych, bez
      względu na to, ile czasu upłynęło i ile dzieci im pozostało”.

      Opisane przeżycia tych osieroconych rodziców pokazują, jak głębokie
      i trwałe rany zostawia taka strata. Jakże prawdziwe są słowa pewnego
      lekarza, który napisał: „Śmierć dziecka bywa zwykle bardziej
      tragiczna i wstrząsająca niż śmierć kogoś starszego, gdyż nikt
      w rodzinie się tego nie spodziewa. (...) Wraz z dzieckiem umierają
      nadzieje, giną widoki na przyszłe związki [zięć, synowa, wnuki]
      i przeżycia (...), dotąd jeszcze nie zaznane”. Taką głęboką stratę
      odczuwają też kobiety, które poroniły.

      Pewna wdowa wyjaśnia: „Mój mąż, Russell, służył w czasie drugiej
      wojny światowej jako sanitariusz na Pacyfiku. Był świadkiem
      okrutnych bitew, ale wyszedł z nich cało. Powrócił do Stanów
      Zjednoczonych, gdzie wiódł nieco spokojniejsze życie. Później został
      głosicielem Słowa Bożego. Po sześćdziesiątce zaczął mieć kłopoty
      z sercem. Starał się jednak zachować aktywność. Aż pewnego dnia
      w lipcu 1988 roku dostał rozległego zawału serca i zmarł. Strasznie
      to przeżyłam. Nawet nie zdążyłam się z nim pożegnać. Był nie tylko
      moim mężem, ale też najlepszym przyjacielem. Spędziliśmy wspólnie 40
      lat. Teraz muszę walczyć z dotkliwą samotnością”.

      To jedynie kilka spośród tysięcy tragedii, rozgrywających się
      codziennie w różnych domach na całym świecie. Większość osób
      pogrążonych w żałobie zgodzi się z tym, że śmierć dziecka, męża,
      żony, ojca, matki lub przyjaciela naprawdę jest „ostatnim wrogiem”,
      jak to ujął chrześcijański pisarz Paweł. Często pierwszą naturalną
      reakcją na tego rodzaju przerażające wieści jest zaprzeczanie
      faktom: „To niemożliwe! Nie wierzę w to”. Jak się przekonamy,
      zdarzają się też inne reakcje (1 Koryntian 15:25, 26).

      Jednakże zanim zajmiemy się uczuciem smutku po stracie bliskiej
      osoby, odpowiedzmy sobie na dwa ważne pytania: Czy wraz ze śmiercią
      wszystko się kończy? Czy jest jakaś nadzieja, że kiedykolwiek
      będziemy mogli znowu zobaczyć naszych ukochanych?

      Istnieje realna nadzieja

      Pisarz biblijny Paweł przedstawił nadzieję na uwolnienie się
      od „ostatniego wroga”, którym jest śmierć, kiedy napisał, że ‛będzie
      zniszczona’. „Jako ostatni nieprzyjaciel ma zostać unicestwiona
      śmierć” (1 Koryntian 15:26, NW). Skąd Paweł mógł mieć taką pewność?
      Otóż otrzymał pouczenia od kogoś, kto został wskrzeszony z martwych,
      od Jezusa Chrystusa (Dzieje 9:3-19). Dlatego mógł też
      oświadczyć: „Skoro bowiem przyszła przez człowieka [Adama] śmierć,
      przez człowieka [Jezusa Chrystusa] też przyszło zmartwychwstanie.
      Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy
      zostaną ożywieni” (1 Koryntian 15:21, 22).

      Pewnego razu Jezusa głęboko zasmuciło spotkanie z wdową z Nain oraz
      widok jej zmarłego syna. Sprawozdanie biblijne podaje: „A gdy się
      przybliżył do bramy miasta [Nain], oto wynoszono zmarłego, jedynego
      syna matki, która była wdową, a wiele ludzi z tego miasta było
      z nią. A gdy ją Pan zobaczył, użalił się nad nią i rzekł do niej:
      Nie płacz. I podszedłszy, dotknął się noszy, a ci, którzy je nieśli,
      stanęli. I rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię: Wstań. I podniósł się
      zmarły, i zaczął mówić. I oddał go jego matce” (Łukasza 7:12-16).

      Tego niezapomnianego wskrzeszenia Jezus dokonał w obecności
      świadków. Stanowiło ono przedsmak zmartwychwstania, które
      zapowiedział wcześniej, mówiąc o przywróceniu zmarłych do życia na
      ziemi pod panowaniem „nowych niebios”. Przy tej okazji
      oświadczył: „Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy
      wszyscy w grobach usłyszą głos jego; i wyjdą” (Objawienie 21:1, 3,
      4; Jana 5:28, 29; 2 Piotra 3:13).

      Naocznym świadkiem zmartwychwstania był też Piotr oraz inni spośród
      12 uczniów towarzyszących Jezusowi w podróżach. Słyszeli
      wskrzeszonego Jezusa, gdy rozmawiał z nimi nad Jeziorem Galilejskim.
      Relacja o tym zdarzeniu brzmi: „Rzekł im Jezus: Pójdźcie
      i spożywajcie. A żaden z uczniów nie śmiał go pytać: Kto Ty jesteś?
      Bo wiedzieli, że to Pan. A Jezus zbliżył się, wziął chleb i dał im,
      podobnie i rybę. Trzeci to już raz ukazał się Jezus uczniom swoim po
      wzbudzeniu z martwych” (Jana 21:12-14).

      A zatem Piotr mógł z całym przekonaniem napisać: „Błogosławiony
      niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który
      według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej
      przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa” (1 Piotra 1:3).

      Z kolei apostoł Paweł dał wyraz swej niezachwianej nadziei, gdy
      powiedział: ‛Wierzę we wszystko, co jest napisane w zakonie
      i u proroków, pokładając w Bogu nadzieję, która również im samym
      przyświeca, że nastąpi zmartwychwstanie sprawiedliwych
      i niesprawiedliwych’ (Dzieje 24:14, 15).

      Właśnie dlatego miliony ludzi może żywić uzasadnioną nadzieję, że
      ponownie zobaczy ukochanych, których zabrała śmierć. Spotkają się
      z nimi na ziemi, ale w zupełnie odmiennych warunkach. W jakich?
      Dalsze szczegóły dotyczące zaczerpniętej z Biblii nadziei dla
      naszych zmarłych bliskich zostaną podane w ostatniej części,
      zatytułowanej „Niezawodna nadzieja dla umarłych”.

      Czy kiedykolwiek znowu spotkam się z moimi bliskimi? A jeśli tak, to
      gdzie? Odpowiedż można znależć w Biblii!
      Pozdrawiam
      ototu@wp.pl
      Zbyszek

Pełna wersja