Gość: Szalony Wiatr
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
26.03.08, 11:39
Choć sposoby są bardzo różne. Nie wiem, czy doświadczyłem już wszystkich, ale
trauma pozostaje po każdym odejściu.
Dziadek
Umarł śmiercią nagłą i niespodziewaną. Rozległy zawał serca pozwolił mu odejść
bezboleśnie, aczkolwiek bez pożegnania. Pozostawił nagłą pustkę i smutek.
Podobne odczucia muszą mieć chyba osoby, których bliscy giną w wypadkach.
Nagła informacja…
Babcia
Umierała w dwóch etapach. Po śmierci dziadka postanowiła pójść w jego ślady.
Niedługo potem diagnoza jak wyrok śmierci – rak z przerzutami. Dzięki naszemu
wsparciu pierwsza chemia się powiodła i wydawało się, że wróci do zdrowia.
Drugi uderzenie choroby okazał się jednak bezwzględne.
I w zasadzie o tego typu śmierci rozmawiamy. Szpital jako umieralnia, jedynie
z okresowymi wizytami bliskich. Byłem wtedy młodym chłopakiem, który nie
zdawał sobie sprawy z potrzeb umierającej osoby. Fakt, że opiekowałem się
babcią przez ten cały okres, ale zabrakło mi zwykłej ludzkiej empatii. Żałuję
tego po dziś dzień.
Nie zdążyłem odwiedzić babci przed jej śmiercią. Umarła w nocy, będąc pod
wpływem bardzo silnej dawki morfiny. Czy zdawała sobie z tego sprawę? Nie
wiem. Ale wiem, że nie było mnie przy niej, gdy byłem jej po prostu potrzebny.
Tak zwyczajnie i po ludzku. Właśnie po to, aby potrzymać za rękę. Aby nie była
sama w chwili, gdy zdawała już sobie sprawę z tego, że nie ma pytania „czy”,
jest tylko pytanie „kiedy”.
Kochani, nic w życiu nie jest ważniejsze, tylko to, aby być z najbliższymi w
tych chwilach. Nie mówicie, że to dla Was za trudne. Wyobraźcie sobie, jak
trudne to musi być dla Waszych bliskich. Nie zostawiajcie ich samych.
Mama
W tym przypadku, mam duży problem. Moja mama została uznana za osobę
zaginioną. Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę jednak przyjąć, iż została
zamordowana. Mogę przypuszczać przez kogo, dowodów jednak nie ma. Nie ma
ciała, nie ma zbrodni.
I w tym przypadku, zazdroszczę Wam wszystkim obecności z osobą umierającą i
tego, że możecie się trzymać za ręce. Ja, na chwilę obecną, nawet nie mam
gdzie postawić świeczki. Jedyne co zostaje to modlitwa.
Ale to nie jest tek, że opatrzność nad nami nie czuwa.
Przed tragicznym dla nas zdarzeniem, mogłem jeszcze spotkać się z mamą. Wyszło
tak, jakby opatrzność specjalnie sprowokowała nasze spotkanie, gdyż było ono
dość niespodziewane. Do dziś czuję na włosach jej dotyk i wiem jak ważne są
słowa: „Śpieszmy się kochać innych…” To było jak nasze, z pewnością
nieświadome, pożegnanie…
Trzy osoby i trzy różne śmierci. Trzy tragedie i trzy różne nauki.
Z pewnością nie można zostawiać umierającego samemu sobie…