umierac
27.03.08, 12:32
Mam 21 lat. Październik roku 1991. W szpitalu leży Tata. Jakim może
być chłopak w wieku 21 lat ? Głupim, niedojrzałym, przestraszonym?
Wszyscy dookoła wiedzieli jaka choroba trawi Tatę, mnie nie mówiono
nic. Zresztą czy to możliwe, żeby zdrowy człowiek, który idzie do
szpitala z "standardowym" schorzeniem mógł cierpieć na coś innego?
Człowiek jest głupi i nie dopuszcza do siebie myśli, że może być
inaczej.
5 miesięcy wcześniej sam zawiozłem Tatę do szpitala. Paradoksalnie,
nie wiedzą nic o jego chorobie, tak się wtedy cieszyłem, zawiozłem
jego do innego miasta i miałem dla siebie samochód. To było dla mnie
wtedy najważniejsze... "Dorosła" podroż. I ja sam prowadzę... Może
to się wydawać niedorzeczne ale w tamtym czasie było to dla mnie
najważniejsze.
Pamiętam, jak już pod koniec choroby Taty któregoś dnia przyszedłem
do szpitala, nie było jeszcze nikogo i zacząłem płakać przy tacie,
pamiętam jak powiedział wtedy do mnie - "czemu płaczesz ? Za chwilę
przyjdzie mama, nie możesz płakać, jesteś facetem".
Pamiętam, jak pojechałem do domu rodziców, rano dzwoni mama żebym
przyjeżdżał, bo z tatą jest źle. Do Warszawy wyjechałem dopiero o
15 , pod bramą szpitala spotkałem siostrę która zapytała mnie dokąd
idę - "do Taty" - odpowiedziałem, a ona do mnie: "Taty nie ma. Stało
się to co miało się stać" .
Czego nie powiedziałem Tacie? Że kocham? To oczywiste, że go mi
brak. Prawdę mówiąc nie powiedziałem mu ze oddał bym wszystko za to,
żeby był...
Nie powiedziałem mu, że tylu rzeczy nie zrobiliśmy i nie zrobimy już
razem... Nigdy nie pojedziemy razem na wakacje nie pójdziemy na
spacer...
Nie powiedziałem mu, że brakuje mi rozmowy na co dzień z Nim.
Dopiero miesiąc po śmierci Taty dotarło do mnie, że już go nie ma i
nie będzie. Przyśnił mi się. Do dziś nie wiem czy tylko przyśnił czy
też przyszedł pożegnać się ze mną...
Na czternaste urodziny napisał mi "mojemu synowi, mojej jedynej
nadziei". Nadziei, która często go zawodziła, która nie była z nim,
skąpiła mu obecności. A teraz mi go tak straszliwie brakuje...
Kocham Cię Tato...
Marek
(z maili napływajacych do redakcji)