wrednamadzia
11.07.08, 13:27
Za kilka dni minie rok od śmierci mojego kochanego Taty… Za kilka
dni moja córeczka skończy roczek… Nigdy jej nie zobaczył. Nie
zdążył. A tak się cieszył, że zostanie dziadkiem... Ale kiedy ona
się rodziła, on umierał. Urodziła się 17 lipca i miała być
najpiękniejszym urodzinowym prezentem dla mojego Taty, bo 17 lipca
to także dzień jego urodzin. A może i dzień jego śmierci. Na grobie
widnieje data 20 lipca, ale przecież nikt nie wie kiedy tak naprawdę
umarł. 17 lipca rano jeszcze żył… Bardzo boli mnie ta niewiedza…
Nie pójdę na cmentarz w tę przybraną rocznicę śmierci. Z mężem i
córeczką pójdę na plażę. To będą nasze pierwsze, bardzo wyczekiwane
wakacje we troje. A do Taty pójdę 17 lipca. Pewnie najpierw uczcimy
1 urodzinki córeczki a dopiero później „w prezencie” zaniosę Tacie
naręcze polnych kwiatów, jego ulubionych. „Całe życie” urodziny
świętował podczas wakacyjnego, rodzinnego wypadu pod namiot, w
przepięknym zakątku Polski, tuż nad brzegiem jeziora. Co roku
zrywałyśmy z mamą polne kwiaty i układałyśmy w wielki bukiet dla
Taty. W zeszłym roku nie pojechał, bo przecież miał zostać
dziadkiem… Miał tyle planów na przyszłość. Miał nauczyć moją
córeczkę pływać, jeździć na rowerze, na nartach, na łyżwach… tak jak
mnie kiedyś. Bo Tata zawsze dbał o sprawność fizyczną całej naszej
rodziny. A do weekendowych wycieczek rowerowych przekonał nawet 3
nasze psy. Był taki zdrowy, wysportowany… Umarł nagle,
niespodziewanie. Tak bardzo mi go brakuje…
Nie mam komu się wypłakać… Śmierć Taty to temat tabu w mojej
rodzinie. Nie wiem dlaczego…