Żaloba i jak sobie z nia poradzic

16.09.08, 12:49
Mam 29 lat. To juz cztery lata odkad zmarl moj Tato. Zawsze byl i nadal jest
dla mnie wszystkim.
Wczoraj omawialam z reszta rodziny sprawy spadkowe. I zlapano mnie na tym, ze
mowie (dokladnie wiedzialam co) :"ciekawe co Tatus o tym mysli" "zalezy co
Tatus by chcial" itp.
Ogolnie rzecz biorac dowiedzialam sie, ze zachowuje sie jak mala dziewczynka.
Po malej klotni rodzinka doszla do wniosku, ze musze przestac myslec w ten
sposob, bo Taty juz nie ma ....
Rok temu chodzilam na konsultacje (zwiazane ze stresem w pracy) no i duzo o
Tacie rozmawialam. N o i pani psycholog powiedziala, ze musze pozegnac sie z
Tata, bo 2 m-ce po jego smierci przeprowadzilam sie do Anglii i nie mialam
czasu na prawdziwa zalobe...
Moja prosba do was - mozecie jakos pomoc? Moze jakies stronki internetowe,
badz poradniki on-line ktore mogly by cos zmienic....
Od wczoraj rycze jak glupia, nie wiem czy jestem na to gotowa - ale czy
kiedykolwiek bede???
Przepraszam jesli ten watek nie ma sensu....
    • kasik2222 Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 14:05
      myślę że ten wątek ma sens, dużo osób nie potrafi puścić swoich
      bliskich, uświadomić sobie ich odejścia. Ja cały czas robię to samo
      co ty, tylko u mnie minęło 9 miesięcy od śmierci mojego męża. Cały
      czas myślę co jemu by się podobało co on by zrobił itd. Podobno
      istnieje coś takiego jak "chroniczna żałoba" gdzieś o tym czytałam,
      i należy to leczyć u psychologa. Ja może sie kiedyś zdecyduję, na
      razie nie jestem gotowa żeby Go pożegnać. Trzymaj się. Kasia
      • ewelina-burnley Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 21:23
        kasik2222 napisała:

        Ja może sie kiedyś zdecyduję, na
        > razie nie jestem gotowa żeby Go pożegnać. Trzymaj się. Kasia

        Kasia dziekuje za zrozumienie. TO tak dobrze wiedziec, ze to co czuje nie jest 'nienormale'. Ja znalazlam dzis pomoc u psychologa. Narazie tylko telefonicznie. Bol byl tak ogromny od wczoraj, ze mialam nieprzespana noc i wylam jak bobr. Czulam, ze trace Tate po raz kolejny... Uczucie bylo dokladnie takie jak zaraz po uslyszeniu wiesci... Powiem szczerze Kasia, ja chyba czuje sie gotowa - to juz 4 lata. I wiem, ze nie moge dalej siebie oszukiwac.
        Przykro slyszec o Twojej stracie... Nie poddawaj sie. Goraco pozdrawiam.
    • krolowazla Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 14:29
      Każdy śmierć bliskiej osoby przeżywa inaczej. Dziwia mnie słowa , które
      usłyszałaś od rodziny. Skoro brakuje ci taty, to normalne, że myslisz o nim. Nie
      ma optymalnego czasu na pogodzenie się ze śmiercią bliskiej nam osoby. Jeśli
      jest ci źle, to nikt ci nie wmówi, że taty już nie ma i masz żyć inaczej. Ból
      nie minie całkowicie.
      Ja pogodziłam sie ze śmiercią mamy. Nie rozpaczam, chociaz brakuje mi jej
      bardzo. Mi pomogło uświadomienie sobie, że mama cierpiała, a śmierć był dla niej
      wybawieniem. Może i tobie takie myslenie pomoże. Spróbuj przemyśleć wszystko,
      dlaczego tata zmarł. A gdyby nie zmarł, może strasznie by cierpiał.

      Przytulam mocno. Kaśka.
      • ewelina-burnley Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 21:27
        Dziekuje za pomoc i dobre slowo.
        Bylam tak blisko z Tata, pewnie dlatego tak mi to ciezko przychodzi. Wiem w
        1000% ze NIGDY Go nie zapomne. NIGDY. Ale nie moge sie oszukiwac, i udawac, ze
        nic sie nie stalo...
      • ewelina-burnley Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 21:28
        O Kaska
        Dziekuje za przytulaski :o)
        Tego mi potrzeba najbardziej...
    • osmiorniczka030 Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 14:34
      Czesc

      Chyba wiem, co Cie boli. Wszyscy dookola kaza Ci zapomniec, wymazac
      tate z pamieci, a Ty tak naprawde nie chcesz go zapomniec.
      Spoleczenstwo probuje narzucac nam jakies ramy czasowe, kiedy mozna
      tesknic i plakac, a kiedy juz nie.

      A ja sie pytam, dlaczego wlasciwie mamy sie z nimi zegnac, jesli nie
      mamy na to ochoty? Wyglada na to, ze ja takze cierpie na chroniczna
      zalobe, ale nie zamierzam tego w zaden sposob leczyc.

      Po smierci Taty wszystko sie zmienilo. Caly swiat sie zmienil. Nie
      lubie tego swiata i nie obchodzi mnie, co sobie o mnie pomysla inni.
      Ja mam swoj swiat, w ktorym nadal jest i zawsze bedzie moj Tata,
      chocby sie to innym nie podobalo. Wiem, ze nigdy nie przestane za
      nim tesknic i nie wykresle go ze swojego zycia. I zawsze bede sie
      zastanawiac, co w takiej sytuacji powiedzialby Tata. Czy to jakis
      grzech?

      Pozdrawiam.
      • kopciuszek125 Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 15:15
        Zgadzam się z Tobą Ośmiorniczko w 100%. U mnie mija rok i dwa miesiące jak mamy nie ma a ja nie płaczę ale cały czas myślę o mamie i na pewno nigdy nie przestanę. Kieruje się jej zasadami i też cały czas myślę co by na to mama powiedziała, albo byłaby zadowolona. Nieraz mi się wydaje jakby mama była we mnie i kierowała moim zachowaniem i moimi decyzjami. Wcale nie jest mi z tym źle. Wiele rzeczy mi ja przypomina i ciągle jak o niej mówię to nigdy nie używam słów "świętej pamięci", tylko po prostu mama by to powiedziała albo tak postąpiła.
        • ciszawlesie Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 20:10
          Śmierć przerywa życie, ale nie uczucia i więzy, które mieliśmy z
          bliską osobą. I nie ma reguły na to jak długo mamy opłakiwać śmierć
          bliskich nam osób. Te wszystkie „weź się w garść” czy „dajże spokój -
          to już dwa lata minęło” należy puszczać mimo uszu, bo ci, którzy to
          mówią albo nie mają pojęcia co to znaczy stracić bliską osobę, albo
          odpychają od siebie to, co boli, gdyż wiedzą, że sami ledwie ledwie
          wytrzymują cierpienie – coś z czego ty słusznie nie robisz tajemnicy.

          Wiele osób starej daty lub niewykształconych czy pozbawionych wglądu
          we własną duszę myśli, że żałoba czyli zewnętrzne manifestacje i
          zachowania po śmierci bliskich to wszystko z czym przyjdzie się nam
          borykać. A to bzdura, bo żałoba to tylko mała cząstka
          rzeczywistości – po niej przychodzi przeżywanie straty: tygodniami,
          miesiącami, latami, bo to co się dzieje w nas, we wnętrzu i bez
          świadkow, to zawsze trwa dłużej….

          Wszystko zależy od tego czy my sami i otaczający nas ludzie dali nam
          pozwolenie na prawdziwe i głębokie odczuwanie straty, na wyrażanie
          cierpienia w sposób dla nas samych najodpowiedniejszy i na
          przekształcenie więzi, która dotąd nas łączyła w nową, taką, jaka da
          nam komfort i poczucie, że nie jesteśmy sami...

          Nie dajcie sobie wmowić, że trzeba zapomnieć o bliskich, którzy
          umarli. Nie dajcie się przekonać, że wszystko się skończyło, bo
          przecież skończyła się tylko fizyczna obecność, ale nie to co do
          końca życia będzie z wami: więź i uczucia. I pamietajcie: nie ma
          lepszego eksperta od spraw cierpienia po stracie nad tych, którzy
          cierpią. Szukajcie innych, którzy rozumieją, którzy was wysłuchają i
          tych, którzy was wspiorą właśnie teraz, kiedy wam to najbardziej
          potrzebne – nawet jeśli to bedzie musiał byc ktoś spoza rodziny i
          dotychczasowych przyjaciół. Żaloba to nie wysypka, a cierpienie po
          stracie nie koklusz – nie ma chronicznych przebiegów! Jest tylko
          nasz ból i próby przeksztalcenia naszego życia w inne, takie, w
          którym bedzie nadzieja. A na to potrzeba czasu. Dajcie go sobie.
      • ewelina-burnley Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 16.09.08, 21:32
        Zgadzam sie z Toba - wszystko sie zmienilo, nie jest takie same...
        Czy byl to zwiazek 'coreczka Tatusia'? Pewnie dlatego wszystko sie zmienilo...
        Dziekuje, i sciskam serdecznie - nie damy sie!
        • roterro Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 29.09.08, 13:29
          a ja uslyszalam od psychologa, ze kazdy przezywa zalobe inaczej, kazdy
          ma prawo do "swojej zaloby", tzn. na przyklad takiej ktora trwa o
          wiele dluzej niz u kogos innego, albo o wiele intensywniej,
          uslyszalam, ze nie ma zadnych regul. I zeby nie miec do siebie
          pretensji, ze sie przezywa te swoja zalobe niezgodnie z oczekiwaniami
          innych - lecz zgodnie z soba. pozdawiam
          • czesia.pl Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 04.12.08, 20:05
            roterro napisała:

            > a ja uslyszalam od psychologa, ze kazdy przezywa zalobe inaczej, kazdy
            > ma prawo do "swojej zaloby", tzn. na przyklad takiej ktora trwa o
            > wiele dluzej niz u kogos innego, albo o wiele intensywniej,
            > uslyszalam, ze nie ma zadnych regul. I zeby nie miec do siebie
            > pretensji, ze sie przezywa te swoja zalobe niezgodnie z oczekiwaniami
            > innych - lecz zgodnie z soba. pozdawiam


            Tak, to chyba prawda taka ogólna, ale każdy przeżywa żalobę inaczej. Chodzi mi o
            to, że np. ktoś kto odwiedzal umierającą osobę w szpitalu przeżywa żalobę po tej
            osobie inaczej niż ten kto byl świadkiem jej umierania. Ja bylam przy mojej
            mamie, gdy umierala w domu. Bylam sama. Boże, po raz pierwszy spotkalam się ze
            śmiercią tak oko w oko. To bylo... może przerażające dla kogoś obcego dla mojej
            mamy, dla mnie bylo to - przepraszam - w pewnym sensie ulgą, że mama za kilka
            minut nie będzie się męczyć, nie będzie wzywala swojego zmarlego męża, brata...
            Nie mam slów. Ta osoba, która umierala, to byl czlowiek, ciężko chory czlowiek,
            ale to przecież nie byla moja mama - zawsze zadbana, śliczna, mądra... Dziś -
            gdy patrzę na to z perspektywy jestem w rozpaczy, może moglam jej pomóc, może
            jeszcze by pożyla, może powinnam ją unieść za ramiona aby lżej jej się oddychalo
            (rak pluc - przerzuty). Wyrzuty sumienia... to straszne, fizycznie nie można
            tego opisać, natomiast psychika... Nie wiem jak sobie z tym poradzić, tak bardzo
            tęsknię za mamą, ale nie za tą osobą w lóżku, odurzoną lekami narkotycznymi,
            tęsknię za mamą.
            • mariannainna Re: Żaloba i jak sobie z nia poradzic 05.12.08, 05:34
              Tak, kazdy przezywa zalobe inaczej i kazdy ma prawo do "swojej zaloby".
              Niemniej jednak po stracie ukochanej Mamy zauwazylam, ze moja zaloba trwala 12
              miesiecy, potrafilam dostawac goraczke o godzinie 23.47 w kazdym miesiacu dnia
              24, chyba opisywala to kiedys podobnie pani Krystyna Kofta. To nie znaczy, ze
              nie cierpie do dzisiejszego dnia a minie w te Wigilie 5 lat od Jej smierci ale
              cierpienie jest innego rodzaju, teraz jest niewyobrazalna tesknota i bol. Bol,
              gdy ktos ma podobny kolor wlosow, podobna sylwetke na ulicy, podobne ubranie,
              moga byc to najmniej widoczne paseczki swiata na sukience....Lzy same splywaja
              niekontrolowanie po policzkach.
              Mam na mysli porownywanie czasu jaki uplywal juz po stracie Mamy z tym kiedy
              zyla, ten marzec kiedy juz Jej nie ma z tym kiedy byla, te Swieta Bozego
              Narodzenia, kiedy byla Wigilia, i moja Mama byla zywa, radosna, szczesliwa i ta
              Wigilia, kiedy umierlala nagle na moich dloniach. Bylysmy tez same w domu ale
              bylo to inaczej nic u Ciebie Czesiu, smierc przybyla nagle. Zmywalam Jej makijaz
              z twarzy i zobaczylam smierc, moja Mama zrobila sie cala w kolorze czekolady,
              probowalam Ja reanimowac, krzyczalam i ogarnialam mysli, aby dzialac, ale Ona
              juz odchodzila od nas.
              Wiesz, czasami myslalam juz po, jak to byloby, gdyby odchodzila dluzej, dala nam
              wszystkim czas, czas na pozegnanie sie......ale bez Jej cierpienia, tak bardzo
              bala sie cierpienia i tak mowila mi o tym na moment przed skonczeniem zycia.
              Umarla nagle i bez bolu, nawet nie zdazyla sie przestraszyc, my pozostalismy w
              szoku na dlugi czas.
              Twoja Mama umierala wolniej na nieuleczalna chorobe, mialas czas na pozegnanie
              sie, byc moze czynilas to juz wczesniej, majac te wiedze, ze odchodzi.Piszesz,
              ze byl to juz inny Czlowiek, niz Twoja Mama ale Czesiu, to byla Twoja Mama. Jej
              uroda, wyglad mialy kilka oblicz i ja tak patrzylabym na te sprawe.
              Nie moglas nic poradzic, medycyna w takich przypadkach jest bezradna.Piszesz,
              ze moglas uczynic jeszcze taka albo inna czynosc, Czesiu, moze moglas ale zycia
              i tak bys dla Niej nie zatrzymala, umierala.
              Patrze, na smierc Twojej Mamy w taki sposob, ze umierala blisko Ciebie, czasami
              chorzy sa juz w innym wymarze ale nie wiemy do jakiego stopnia sa obecni badz
              nie.....Miala Ciebie blisko a Ty Ja.
              Jeszcze mam taki "sekret", ktory zawsze ze soba woze a od kilku lat mieszkam w
              USA, mam pudelko a w nim Mamine rzeczy, te bardzo bliskie, jak okulary, bluzke z
              Jej zapachem, nekrolog zdarty ze sciany z bloku, ostatni odcinek rety i zapis z
              EKG z ostanimi sekundami bijacego serca, serca mojej Mamy. Jak bardzo juz
              zaczynam tesknic to otwieram pudelko i wacham wszystkie przedmioty, caluje i
              mowie do nich i placze i placze......Placz przynosi mi ukojenie.
              Nie napisze Czesiu trzymaj sie, napisze placz i oplakuj utrate swojej jedynej i
              kochanej Mamy.
              Marianna
Inne wątki na temat:
Pełna wersja