Dodaj do ulubionych

Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"?

20.09.08, 00:34
Wątek przenoszę bezpośrednio z Forum "Śmierć i umieranie". (Albo jestem
"tylko" taka leniwa. albo "aż do bólu" szukam odpowiedzi).
Niecałe 3 miesiące temu zmarł mój jedyny brat i jego śmierć wywróciła do góry
nogami cały mój światopogląd. Stałam się agnostykiem (może ateistą) - ale nie
z własnej woli. Zle mi z tym, ale uwierzyć ponownie trudno, gdy odwiedzam jego
grób, gdy myślę codziennie o nim... Gdy myślę ogólnie o życiu oraz o śmierci.
Po raz pierwszy zakładam wątek na TYM forum. Proszę forumowiczów o zrozumienie
moich intencji i odpowiedzi (jeśli takie istnieją, a szukam ich wytrwale)!
Czekam na szczere i uczciwe odpowiedzi, bo dobrze wiem (widzę do dzisiaj!!!
... i pewnie jeszcze długo), jak bliska osoba wygląda w trumnie!

Obserwuj wątek
    • osmiorniczka030 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 20.09.08, 14:35
      Czesc

      Ja takze wciaz poszukuje odpowiedzi na to pytanie. Ksieza
      mowia "musisz uwierzyc", ale sama wiara mi nie wystarcza. Dlatego
      wciaz w swoim zyciu, w literaturze i tu, na forach Gazety poszukuje
      dowodow na to, ze nasi bliscy zmarli nadal zyja i daja nam pewne
      znaki. W tym celu zalozylam dwa watki:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=847&w=77611400
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=1034&w=77572716
      Tam mozesz poczytac sobie nasze wczesniejsze rozmowy.

      Oprocz tego polecam dwie ksiazki:

      1. Pozdrowienia z Niebios (www.dobreksiazki.pl/b5519-
      pozdrowienia-z-niebios-nowe-badania-nad-zyciem-po-smierci.htm) to
      relacje ludzi, ktorzy twierdza, ze ich bliscy zmarli skontaktowali
      sie z nimi po smierci.

      2. Eksterioryzacja - istnienie poza cialem (do nabycia juz chyba
      tylko w antykwariacie). Tu opisane sa potwierdzone naukowo przypadki
      wychodzenia swiadomosci poza ludzkie cialo. Ludzie, ktorych
      swiadomosc podczas eksperymentow opuscila cialo i udawala sie czesto
      w bardzo odlegle zakatki Ziemi, po powrocie do ciala opowiadali, jak
      sie czuli, opowiadali rowniez o rzeczach, ktorych nie mogli
      zobaczyc, kiedy ich cialo znajdowalo sie w kontrolowanym
      pomieszczeniu. Ta ksiazka dodaje nadziei, ze skoro zdarza sie to
      zywym, to smierc jest tylko oddzieleniem od ludzkiego ciala naszego
      prawdziwego JA.

      Pozdrawiam.
      • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 20.09.08, 22:27
        Serdecznie dziękuję ośmiorniczko030 za Twój głos. Wątki zaraz poczytam, a link
        do książki niestety nie działa. Być może to jest coś podobnego do "Umarli mówią"
        Francois Brune. To wszystko piękne, tylko że zawsze inni widzą zmarłych, zawsze
        inni odbierają "telefony" od nich lub inne wiadomości. Dziś myślałam, że mi
        serce z żalu pęknie. Pozdrawiam Cię serdecznie
        • osmiorniczka030 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 21.09.08, 18:05
          Czesc

          Sprobuje podac jeszcze raz link do ksiazki. Jesli znow nie zadziala,
          to trzeba go skopiowac i wkleic na pasku adresu.

          www.dobreksiazki.pl/b5519-pozdrowienia-z-niebios-nowe-badania-nad-zyciem-po-smierci.htm

          Rzeczywiscie dobija swiadomosc, ze zawsze zdarza sie to innym. Ja
          sobie to tlumacze w ten sposob, ze aby ten kontakt nastapil, musza
          byc spelnione jakies warunki, o ktorych my czasem nawet nie wiemy.

          Na pewno nie wszyscy jestesmy zdolni odbierac te sygnaly. Na pewno
          im bardziej jestesmy wypoczeci, zrelaksowani, tym latwiej o taki
          kontakt, czy chocby sen. Czasem skupiamy sie za bardzo na
          oczekiwaniu na spotkanie, czy glos, a nie zauwazamy tych drobnych
          znakow, ktore oni nam byc moze podsylaja. Odnosze tez wrazenie, ze
          zmarlym jest trudno uzyskac na to zgode.

          Powiem Ci, ze o ile czesto niedowierzam sobie, czy relacjom innych
          osob, to bardzo mnie przekonuje ksiazka "Eksterioryzacja..." o
          zjawisku OBE (Out of Body Experience) - istnienie poza ciałem. Bo
          jesli swiadomosc moze oddzielic sie od ciala u osob zyjacych, to
          smierc jest tylko i wylacznie zmianem stanu istnienia czlowieka.
          Ludzie, ktorzy doswiadczyli wyjscia z ciala i ktorzy cierpieli na
          rozne choroby twierdzili, ze podczas oddzielenia naprawde byli soba
          i co wazne - nie czuli zadnego bolu, czuli sie znowu silni i zdrowi.

          Jeden z licznych fragmentow pochodzacy chyba z roku 1908:

          "Oto umarlem, a przeciez jestem takim samym czlowiekiem, jak
          przedtem. Przygladalem sie osobliwemu procesowi odlaczania sie duszy
          od ciala. Kiedy odlaczylem sie, ujrzalem dwie panie siedzace obok
          lozka. Wydawalem sie sobie przejrzysty, barwy niebieskawej i nagi
          zupelnie. Idac za wzrokiem jednej z pan ujrzalem swego trupa i
          zdumialem sie bladoscia jego twarzy. Od kilku dni nie patrzylem w
          lustro i nie przypuszczalem, ze jestem tak blady, jak wiekszosc
          ciezko chorych. Potem widzialem kilka osob siedzacych kolo lozka i
          stojacych obok, a dokladniej obserwowalem dwie panie, kleczace po
          lewej stronie trupa [...]. Pozniej mi mowiono, ze to byla moja zona
          i siostra. Staralem sie zwrocic na siebie uwage obecnych, ale bez
          skutku, co mnie pobudzilo do glosnego smiechu, ktorego jednak ku
          mojemu zdziwieniu obecni nie slyszeli. One widza tylko oczami
          cielesnymi - mowilem sobie - patrza na to, za co "mnie" uwazaja. Ale
          sa w bledzie. "Tamtym" nie jestem. Jestem tym tutaj i jestem tak
          zywy, jak nigdy. Potem wyszedlem przez drzwi, zszedlem po schodach i
          udalem sie na ulice. Nigdy nie widzialem ulicy wyrazniej, jak wtedy.
          Ogladalem zwlaszcza czerwona barwe bruku i rowki deszczem wyzlobione
          podczas mej choroby".

          To oczywiscie mozna uznac za majaki chorej osoby, jednak w dalszej
          czesci ksiazki mozna przeczytac, ze dokladnie zgadzal sie opis
          pokoju i ulicy, ktorej czlowiek ten nie widzial od bardzo dlugiego
          czasu. Takich opisow jest duzo wiecej. Sa tez opisane liczne
          doswiadczenia naukowe wykonane na osobach, ktore opuszczaly swoje
          cialo. Ja jednak wybralam ten fragment, aby zwrocic Ci uwage na to,
          co ta osoba myslala w momencie wyjscia z ciala. Miala pewnosc, ze
          nie ma "jej" w ciele. Zwroc rowniez uwage na to, ze nikt go nie
          widzial i nie slyszal.

          Pozdrawiam i... trzymaj sie!
          • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 21.09.08, 22:12
            Droga ośmiorniczko! Na pewno kupię tę książkę. Rzeczywiście wydaje się być
            podobna do publikacji pt. "Umarli mówią", ale nigdy dość takich lektur! Problem
            w tym, że - w momencie, gdy je czytam - to wierzę jakoś w te przeżycia innych
            tam opisane. Po lekturze natomiast odzywa się mój racjonalny umysł. Ostatnio np.
            gdy tak strasznie leje, myślę sobie, jak też mój brat teraz wygląda? (Wiem,
            chyba lubię się katować. Tzn. mam na myśli, że już 5-go dnia po śmierci wyglądał
            dość fatalnie, delikatnie mówiąc, a za kilka dni mijają 3 miesiące od dnia
            śmierci). Fatalne jest w moim przypadku też i to, że wydaje mi się, iż
            prawdziwie straciłam wiarę. Tragikomiczny jest dodatkowo fakt, że jestem
            nauczycielem na jednej z wyższych szkół katolickich.
            Ostatnio myślę, żeby kupić "Przewodnik apologetyczny" Josha McDowella oraz
            "Mówią, że zmartwychwstał" - Vittorio Messori. Podobno dobre książki. Tak
            naprawdę cały sens tego życia zamyka się dla mnie w pytaniu o jego kontynuację,
            bo jeśli jej brak, to cóż ma sens? Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za
            odpowiedź.
            • osmiorniczka030 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 22.09.08, 01:55
              Czesc

              Widze, ze wiele nas laczy. Ja tez zadaje sobie pytania o zycie
              wieczne i w ogole sens zycia. Ciagle tez sie zastanawiam, jak teraz
              wyglada cialo mojego Taty. Minelo juz prawie 9 miesiecy...

              Bardzo boli swiadomosc, ze tak sie to wszystko konczy, ze ktos, kto
              jeszcze nie tak dawno byl tak blisko, pomagal, rozmawial, usmiechal
              sie, teraz lezy gdzies w zimnym grobie, nie ma i nigdy nie bedzie
              juz z nim zadnego kontaktu. Boli swiadomosc, jak on teraz musi
              wygladac...

              I dlatego nie chce w to wierzyc, ze to koniec. Wydaje mi sie, ze to
              nasze zycie nie mialoby sensu, gdyby to sie tak konczylo. Staram sie
              myslec, ze nasze ziemskie cialo jest tylko "opakowaniem". Czesto
              porownuje sie je do kokonu, z ktorego powstaje motyl:

              "Śmierć to po prostu porzucenie fizycznego ciała na podobieństwo
              motyla, który porzuca swój kokon.
              Jest to przejście do wyższego wymiaru świadomości, w którym dalej
              czujemy, pojmujemy, śmiejemy się i wzrastamy"

              Oprocz tego, ze jestes nauczycielem w szkole katolickiej, jestes
              przede wszystkim czlowiekiem, ktory przeciez ma prawo watpic tym
              bardziej, ze spotkala Cie tak wielka tragedia. Moja wiara tez bardzo
              upadla po smierci Taty. Do tej pory wszystko bylo takie proste.
              Ktokolwiek umieral, wiedzialam, ze pojdzie do Nieba, ze bedzie juz
              szczesliwy. Gdy umarla tak bliska mi osoba po prostu upadlam i moja
              wiara upadla. Cale zycie zaczynam od nowa. I na nowo buduje swoja
              wiare. I nie mam pretensji do Boga, ale wciaz szukam Taty, szukam
              odpowiedzi, szukam sensu naszego zycia...

              Pozdrawiam.
              • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 22.09.08, 22:40
                Ośmiorniczko! Lektura Twoich postów to prawdziwy balsam dla duszy! :)
                Odnośnie "opakowania", czy też "kokonu" - czytałaś już Elisabeth Kübler-Ross? To
                do tej pory chyba największa tanatolog wszechczasów (już zresztą nieżyjąca). Na
                język polski zostały przetłumaczone dwie pozycje: "Rozmowy o śmierci i
                umieraniu" oraz ... nie mogę sobie przypomnieć tytułu (ale jest sporo w treści
                książki o motylach). Obydwie (jak i kilka innych książek o śmierci) pożyczyłam
                jednemu przyjacielowi (zakonnikowi) do napisania habilitacji. Na razie nie mogę
                (moralnie) żądać zwrotu - choć był na pogrzebie!. :) Moje zainteresowania
                śmiercią sięgają sporo lat wstecz - zanim brat zmarł - tak, jakbym przypuszczała
                podświadomie, że będzie to potrzebne? Nie wiem.
                Też mi się wydaje, że całe życie zaczynam od nowa, czy chcę, czy nie. Półtora
                miesiąca przed śmiercią brata rzuciłam palenie (po ok. 17 latach z przerwami).
                Było ciężko, ale prawdziwie trudno zrobiło się po pogrzebie! Do dziś nie wiem,
                jakim cudem nadal nie palę! (Minęło 4,5 miesiąca - dla nigdy niepalących to nic,
                dla eks-palaczy - nawet cała wieczność ;)) Może dzieje się tak dlatego, że mówię
                sobie: "Dziś NIE! Może jutro? ;)"
                Ośmiorniczko! Nie chcę dziś przeciągać. Cieszę się z Twoich odpowiedzi. Ściskam
                Cię mocno i życzę również dużo sił! Do napisania!
                • anka125 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 26.09.08, 00:21
                  Nie chcę być odebrana jako ta wiecznie "na nie" ale to prawda.
                  Nie ma żadnego życia"po".Nie ma i już.
                  Ani tzw nieba ani też tzw piekła.
                  To wszystko wymysły kościoła.
                  Realnie stoję na ziemi.Do kościoła przestałam chodzić kilkanaście lat temu( i
                  czuję się z tym świetnie!)i wiem,że nie ma nic "po".
                  Doświadczycie kiedyś same to nie będziecie chciały polemizować.
                  Dlatego żyjcie pełnią życia na ziemi,cieszcie się każdą chwilą.Bo tylko tyle nam
                  dano.
                    • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 26.09.08, 22:55
                      anka125 nie wierzy w życie pozagrobowe, sympatico1 nie ma żadnych wątpliwości do
                      istnienia tegoż, a ja....? W dalszym ciągu (i pewnie jeszcze długo) będę mieć
                      wątpliwości. Po to zresztą wątek zakładałam! :) Mam jednak już "Przewodnik
                      apologetyczny" - może naukowe argumenty coś mi dadzą? Pozdrawiam :)
                      • alvert Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 28.09.08, 06:21
                        blacky5 napisała:

                        > a ja....? W dalszym ciągu (i pewnie jeszcze długo) będę mieć
                        > wątpliwości.


                        Bylem sceptykiem do czasu gdy doswiadczenie zycia po zyciu zostalo moim udzialem , teraz wiem ze umiera tylko opakowanie czlowieka , on sam przenosi sie do innego wymiaru wiecznych beztroskich wakacji bez tesknoty za powrotem do ziemskiej egzystencji .

                        • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 28.09.08, 21:45
                          I ja Ciebie alvert ogromnie proszę - napisz coś więcej, czy to tutaj - ku
                          pożytkowi wielu, czy do mnie na skrzynkę? Najważniejsze, napisz! Podziel się
                          swoim doświadczeniem! Sama chciałabym mieć takie, zyskać jakąś "pewność", albo
                          chociażby jedynie cień nadziei. Wszystko wydaje się takie beznadziejne, gdy
                          popatrzy się poza próg naszego życia...
                  • ideefiks fajnie masz że wiesz na pewno co i jak... :) 29.09.08, 12:50
                    > Nie chcę być odebrana jako ta wiecznie "na nie" ale to prawda.
                    > Nie ma żadnego życia"po".Nie ma i już.
                    > Ani tzw nieba ani też tzw piekła.
                    > To wszystko wymysły kościoła.

                    Tak. Z pewnością te kilka miliardów wierzących to nabijani w butelkę
                    naiwniacy...
                    W sumie to nawet nie wiem czy ci zazdrościć czy współczuć... :)

                    Aczkolwiek to co napisałaś o tym żeby się cieszyć życiem tu na ziemi
                    zamiast "grzebać w zaświatach" to wcale głupie nie jest, bo na
                    zaświaty przyjdzie czas jak się tam przeniesiemy - oczywiście poza
                    tobą bo twoje istnienie skończy się z chwilą twojej śmierci zgodnie
                    z tym w co chcesz wierzyć. :D

                    A wracając do głownego wątku, dusze zmarłych (które oczywiście nie
                    istnieją;) mają lepsze zajęcia niż zajmowanie się tym co pozostawiły
                    tu na ziemi.

                    Jeśli zmarł komuś ojciec i ten ktoś twierdzi teraz, że się z nim
                    spotyka w snach lub że ojciec daje mu jakieś znaki, to największy
                    problem polega na tym, że nigdy nie wiadomo czy to faktycznie jest
                    ten byt o którym myślimy.
                    Niestety najczęściej byty o niezbyt czystych intencjach wykorzystują
                    stan po śmierci bliskiej osoby żeby trochę namieszać, podszywają się
                    wtedy pod zmarłego. Dlatego też wcale nie byłbym taki szczęśliwy
                    gdybym po śmierci mojego ojca słyszał jakieś stuki czy widział
                    jakieś sygnalizacyjne mruganie lampek.
                    Bo albo oznacza to że jego "dusza" zamiast "przejść dalej" ciągle
                    jeszcze jest tu uwięziona - i wcale nie ma się z czego cieszyć bo
                    śmierć jest nie po to, żeby nadal zawracać głowę tym, których się
                    pozostawia na ziemi, albo że jakiś duchowy oszust chce coś na tym
                    zdarzeniu ugrać dla siebie moim kosztem, a to już byłoby zupełnie
                    niefajnie.
                      • ideefiks Re: fajnie masz że wiesz na pewno co i jak... :) 30.09.08, 10:43
                        frank.west napisał:

                        > To że wierzących jest przytłaczająca większość nad niewierzącymi,
                        automatycznie
                        > nie sprawia że ich przekonania stają się jedyną i słuszną prawdą
                        oświeconą.

                        Wierzący to nie problem - dla was największym zmartwieniem są ci
                        którzy twierdzą, że się z takim "duchem" spotkali oko w oko, bo to
                        wam jednak trochę bruździ...
                        A wtedy oczywiście uciekacie do najprostszej metody: nic nie
                        widziałeś, przyśniło ci się, JA WIEM na pewno, że ci się przyśniło.
                    • todeskult Re: fajnie masz że wiesz na pewno co i jak... :) 29.09.08, 19:42
                      Wiesz, jak na razie to ci którzy twierdzą że istnieje życie po życiu mają problem, bo to oni nie są w stanie udowodnić że tak faktycznie jest.
                      Człowiek jest tylko ssakiem, zwierzęciem, które w wyniku ewolucji zostało obdarzone baaardzo rozwiniętym i skomplikowanym mózgiem. Mając taki mózg używa go, m.in. zastanawiając się dlaczego jest, jakie jest jego miejsce we wszechświecie, itp. I tyle, albo aż tyle. Po śmierci nie ma nic (dla tego który umarł), nie muszę nawet tego udowadniać bo nie można udowodnić istnienia czegoś czego nie ma.
                      A mżonka (bo tak to trzeba określić) że istnieje zycie po życiu została przez samych ludzi wymyślona po to, aby lżej było im umierać, odejść. W tak prosty sposób narodziły się WSZYSTKIE systemy religijne, które ewoulowały wraz z cłowiekiem i cywilizacjami przez niego stworzonymi.
                      • ideefiks a świstak siedzi i zawija... :) 30.09.08, 08:41
                        > A mżonka (bo tak to trzeba określić) że istnieje zycie po życiu została przez s
                        > amych ludzi wymyślona po to, aby lżej było im umierać, odejść.

                        Tylko że z tą mrzonką miała styczność dość spora część ludzkości.
                        To jest tak samo jak z ufo - ładnych kilka procent ludzi ufo widziało, część
                        twierdzi nawet że bywali "wzięci", ale to nie przeszkadza sceptykom twierdzić że
                        ufo nie istnieje BO NIE a jeśli ktoś je przypadkiem widział to tym gorzej dla
                        niego (i dla ufa :)

                        Z "duchami" i życiem po życiu jest identycznie, tyle że akurat styczność z
                        bytami z innych światów miało zdaje się więcej ludzi niż widziało ufo. Ale tacy
                        jak ty pomimo tego ślepo i uparcie będziecie głosić wszem i wobec że po śmierci
                        nic nie ma, a przypadki niezliczonych spotkań z ludzi duchami pominiecie
                        milczeniem - bo są niewygodne - tak jak choćby te opisane w tym wątku - czemu
                        nie próbujesz racjonalnie ich wyjaśniać? Ja chętnie poczytam :

                        Dlaczego to ja mam udowadniać że po śmierci ciała nadal będę żył? Dlaczego ty
                        nie udowodnisz że po śmierci nic nie ma? Udowodnij to, to ci uwierzę na słowo -
                        ale PRZEDSTAW JAKIŚ DOWÓD! :)
                        • frank.west Re: a świstak siedzi i zawija... :) 01.10.08, 09:38
                          Mam przedstawić jakiś dowód na to że nie masz dowidów? Dziś widziałem na ulicy biegnącą kanapke z serem, co więcej znajde ci w przeciągu pół godziny 30 osób które tez ją widziały. Udowodnij mi, że to co widzieliśmy jest nieprawdą i nie mów że to niemożliwe by kanapka z serem mogła biec po ulicy, w końcu sam ją widziałem (i 30 innych osób).
                          • ideefiks Re: a świstak siedzi i zawija... :) 02.10.08, 17:06
                            frank.west napisał:

                            > Mam przedstawić jakiś dowód na to że nie masz dowidów? Dziś
                            widziałem na ulicy
                            > biegnącą kanapke z serem,

                            Nie pieprz mi o kanapce z serem biegającej po ulicy tylko wyjaśnij
                            może w jaki sposób miliony ludzi na ziemi doświadczyły spotkań z
                            czymś co określiły jako "duchy swoich zmarłych krewnych". Takich
                            relacji są miliony, niektóre lepiej, niektóre gorzej udokumentowane,
                            ale są.
                            Na przeciw tych wszystkich relacji stoją tacy jak ty, którzy
                            twierdzą, że duchów ani życia duszy po śmierci nie ma BO NIE U JUŻ -
                            naprawdę super argument w dyskusji - jestem pod wrażeniem. ;/

                            Ja nie wiem czy są czy ich nie ma, ale skoro pełno ludzi miało z tym
                            styczność to na pewno nie odważę się stwierdzić, że to kategorycznie
                            nie istnieje.

                            Zdaje się że jakiś czas temu twoi pra-kumple racjonaliści
                            utrzymywali, że Ziemia jest płaskim plackiem osadzonym na grzbiecie
                            czterech olbrzymich słoni.. Co więcej, w przeciwieństwie do ciebie
                            oni nawet mieli na to konkretne naukowe dowody... :)
                            • Gość: bob Re: a świstak siedzi i zawija... :) IP: *.aster.pl 02.10.08, 21:05
                              Frank ma racje, ja też widziałem biegnącą kanapke z serem, moi kumple też. A nasze dowody są takei same jak tych od duchów, opowiemy o tym w najdrobniejszych szczegółach.

                              A co do płaskiej ziemi, twoi pra-kumple - fundamentaliści chrześcijańscy palili kobity na stosach i wycinali plemiona bo też mieli naukowe dowody na wygnawanie szatana.
                      • stokrotka29 Re: fajnie masz że wiesz na pewno co i jak... :) 23.02.09, 07:44
                        A czy nie przyszło wam do głowy drodzy "100 %-pewni" wyznawcy jedynie słusznych
                        prawd oświecenia,że na tym forum ludzie szukają nadziei. Ludzie, którzy właśnie
                        stracili bliską osobę /lub osoby ;(/. Nie uszczęśliwiajcie nikogo na siłę swoim
                        światopoglądem/a raczej chyba jednak złudzeniem/ i nie pokazujcie swojej
                        rzekomej wyższości wobec tych "biednych maluczkich naiwniaków wierzących w
                        jakieś zaświaty".Może oni tak jak kilka innych miliardów ludzi chcą wierzyc,chcą
                        miec nadzieje i zapewniam że przynajmniej niektórzy z nich /ja np./nie są w
                        stanie cieszy się życiem i " nie zawraca sobie głowy zaświatami" Trochę empatii
                        i współczucia by się Wam przydało :((
              • ideefiks Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 13:02
                > I nie mam pretensji do Boga, ale wciaz szukam Taty,

                Po co? Dajże mu już wreszcie spokój - niech idzie tam gdzie miał iść
                zgodnie z koleją rzeczy a ty zajmij się swoim własnym życiem tu i
                teraz - stawiam na to że on by tego chciał bardziej niż tych twoich
                poszukiwań.
                Weź pod uwagę, że być może wcale mu nie pomagasz a wręcz
                przeszkadzasz w jego dalszej drodze tym że ciągle szukasz z nim
                kontaktu. Może jest tak że on by sobie chciał już przejść dalej ale
                nie może bo ktoś (ty) ciągle go do siebie przywołuje i przypomina o
                swoim istnieniu.
            • tacx Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 13:52
              > naprawdę cały sens tego życia zamyka się dla mnie w pytaniu o jego kontynuację,
              > bo jeśli jej brak, to cóż ma sens?

              jeśli jest to dobrze ale jeśłi go nie ma to nie będziesz miała się o tym jak
              przekonać i czego załować.
              Jeśłi rzeczywiscie nic nie ma po śmierci, nie ma niczego i wszelkie życie na
              Ziemi to marnosć która czeźnie wśród robactwa w ziemi to będzie to największa
              mistyfikacja w historii kosmosu.
              Dziś rano zadałem sobie pytanie. kto pierwszy wymyślił wiare w Boga i zycie
              pozagrobowe. ktoś musiał je wymyślec a jak nie to ktoś temu pierwszemu musiał o
              tym powiedzieć. A jak wymyślił to skąd coś takiego przyszło mu do głowy?
              nie potrafię sobie wytłumaczyć ani sensu umierania totalnego ani sensu
              istnienia w nieskończonosć w innym świecie. To musi być bardzo męczące i nudne.
              Kolejna męcząca sprawa

              A na koniec to sobie myślę ze człowiek jest bardzo nieszczęśliwą istotą któremu
              dano odczuwac bezsens istnienia tego świata i własnego zywota a jednocześnie
              ułudę że to co czuje jest jednak nieprawdą i jest coś po śmierci. Tortury normalnie
              osobiście jestem jednak zdania że człowiek umiera i jak to mój sąsiad z ulicy
              mawia "i na tym sprawa sie kończy"
              • sajetan_tempe Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 14:07
                Człowiej nie jest istotą, której dano "odczuwac bezsens istnienia tego świata i własnego zywota a jednocześnie ułudę że to co czuje jest jednak nieprawdą i jest coś po śmierci". Na pytanie kto pierwszy zdał sobie sprawę z własnej śmiertelności trudno odpowiedzieć. Na pewno jednak można określić jakieś warunki, które minimalnie musiały zostać spełnione by to się stało. Moim zdaniem był to odpowiednio wykształcony aparat nerwowy, posiadający pewną już zdolnośc do abstrakcyjnego myślenia oraz posługiwania się jezykim, dzięku którym to cechom mógł ekstrapolować własne "ja". Może potem powiedział komuś o tym odkryciu? Może ten ktoś drugi się przeraził i ten ktoś stworzył bajeczkę o tym, że jednak nie przestajemy istnieć? Może wykorzystał tę bajeczkę do własnych celów? Do posiadania władzy?

                Kiedyś ludzi wierzyli w różne "bajki". Kiedyś bogami były wszytskie żywioły, wszystkie rzeczy niewytłumaczalne. Tak jest nam łatwiej żyć, bez obciążenia psychicznego pochodzącego od czegoś, co nas niepokoi. Na tym gruncie powstały religie... Niejednokrotnie wykorzystuje się je dla władzy i sterowanie ludźmi...

                Nawet mając przed oczami skończonośc słanego istnienia można być człwiekiem dumnym i szczęsliwym, tym bardziej szanującym życie, bo dane tylko raz. I szanującym również cały nasz mały świat na tej małej planecie, bo póki co to doprowadzamy się do globalnej ekologicznej zagłady.
                • ideefiks Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 16:04
                  > Kiedyś ludzi wierzyli w różne "bajki". Kiedyś bogami były
                  wszytskie żywioły, ws
                  > zystkie rzeczy niewytłumaczalne. Tak jest nam łatwiej żyć, bez
                  obciążenia psych
                  > icznego pochodzącego od czegoś, co nas niepokoi.

                  Faktycznie, zawsze to łatwiej bo coś tam przecież trzeba sobie
                  ubzdurać żeby móc jakoś wytłumaczyć, że dziadek choć leżał
                  sparaliżowany w szpitalu za granicą to jednak w nocy przyszedł,
                  usiadł na moim łóżku i obwieścił że właśnie umarł. W tym przypadku
                  bajka o duchu dziadka pasuje jak ulał i człowiekowi lżej się żyje,
                  prawda? Ale to przecież tylko bajka bo to nie był żaden dziadek
                  tylko wymysł mojej wyobraźni, a że ten wymysł ubrany był dokładnie
                  tak jak dziadek w momencie w którym umierał to cóż, na wyjaśnienie
                  tego mamy zbiegi okoliczności, tzw. niezbadane zdolności ludzkiego
                  mózgu i inne takie tam... :)
                  • sajetan_tempe Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 30.09.08, 08:34
                    Wiem jak to jest kiedy umiera bliska osoba, nie tylko dziadek czy babcia, z którymi najczęściej widujemy się tylko czasem, ale taka, z którą wiele lat żyłeś w jednym domu. Wiem jakie to emocje ze soba niesie i analizowanie w tym momencie tego jak ona była ubrana jest chyba czymś chorym lub jakąś sztuczką umysłu a propos tego snu. Poza tym skoro dziadek jest w szpitalu za granicą, skąd wiesz jak był ubrany w chwili śmierci? Wiesz, jeśli zadzwniłby do mnie ktoś z rodziny i powiedział "Mam smutną wiadomość, dziadek nie żyje", to raczej nie zadałbym pytania jak był ubrany... A jeśli po prostu się śnił? Cześto śnią nam się bliscy...
                    • ideefiks Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 30.09.08, 10:13
                      >A jeśli po prostu się śnił? Cześto śnią nam się bliscy

                      Tak, to że piszę teraz tego posta też mi się śni.

                      Widzisz, z tobą jest tak, że jakby duch zmarłej bliskiej ci osoby
                      podszedł do ciebie w biały dzień na środku ruchliwej ulicy dużego
                      miasta w środku Europy i kopnął cię w przyrodzenie, to też byś sobie
                      wytłumaczył, że widocznie ci się przyśniło, więc dalsza dyskusja z
                      tobą na ten temat nie ma najmniejszego sensu. :)

                      Oczywiście przypadek opisany w tym wątku (z tą mrugającą lampką) to
                      też tylko i wyłącznie senna zmora osoby która to opisała, tak jak
                      miliony innych podobnych zdarzeń na całym świecie - wszystkim nam to
                      się po prostu przyśniło. Duchów nie ma. Po śmierci nic nie ma.

                      A wiesz jaka jest prawda? Tak jak na dobrą sprawę ja nie mam żadnego
                      prawa żeby twierdzić iż istnieje życie po życiu, tak samo ty nie
                      masz najmniejszego prawa twierdzić że ono nie istnieje. Ja tego nie
                      wiem, ty tego nie wiesz, nikt tego nie wie, póki nie umrze. I to by
                      było na tyle. A póki co mi pozostaje wierzyć że kiedyś tam w końcu
                      będę duchem a tobie że bezpowrotnie przestaniesz istnieć.
    • 4v nie pytaj się ludzi. 29.09.08, 12:58
      pytać się ludzi o życie po życiu, to jak pytać się ryb o to jak wygląda
      księżycowy krajobraz.

      jesteśmy zamknięci w tym świecie, na 0-120 lat. póki co nic się z tym nie da
      zrobić. może kiedyś. może kiedyś ludzie będą tak potężni, że będą umieli na to
      pytanie odpowiedzieć. może zbadają "zaświat" i uznają że coś tam jest. albo
      przeciwnie, że nic nie ma i trzeba żyć tutaj. może wtedy, za lat 100 albo 10000,
      będą umieć żyć wiecznie, wciąż nanobotami odmładzając swoje komórki do poziomu
      jak mieli 16 lat?

      może będą umieli wskrzeszać ludzi, także tych umarłych milion lat temu? może to
      zrobią, w przypływie litości nad maluczkimi?

      pytać obecnych, słabych ludzi, tu nas z forum, to nie ma sensu. odpowie Ci
      zgraja ślepców, z zaślepionymi ateistami i zaślepionymi katolikami na czele.
      jedni i drudzy siebie warci. puste łby, które idą na łatwiznę. ich będziesz pytać?
      • roterro Re: nie pytaj się ludzi. 29.09.08, 13:05
        Nie wiem czy znasz angielski, ale przesylam link do strony pewnego
        Anglika, ktory twierdzi, ze potrafi kontaktowac sie ze zmarlymi.
        Napisal kilka ksiazek, robi dobre wrazenie, czytalam same pozytywne o
        nim artykuly. Oto link: www.thepsychicbarber.co.uk


    • prawdziwy.optymista Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 13:00
      Wiara każdego może zachwiać się pod wpływem nieszczęście ale to właśnie dzięki
      wierze, że nie umrzemy do końca lecz zmartwychwstaniemy jesteśmy w stanie znieść
      odejście bliskich czy nawet nas samych. Musimy wierzyć, że jest coś PO bo
      przecież nie wiemy, że tak nie jest. Ja wierzę, że zmartwychwstaniemy i że to
      życie ziemskie to tylko etap.

      ------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
    • dannybailey Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 13:28
      wg mnie nie istnieje, życie ma tylko sens biologiczny -prokreacja -
      przekazanie genów "dalej".
      wiem że to nie jest pocieszające ale co z tego jeśli po śmierci i
      tak nie masz tego świadomości.
      istotą jest to by mimo braku groźby/obietnicy kary lub nagrody
      obiecywanej przez większość religii żyć przyzwoicie oraz starać się
      być dobrym i użytecznym dla innych.

    • sajder86 jasne że istnieje 29.09.08, 16:34
      bo jeżeli narodziliśmy się to dlaczego po raz kolejny byśmy nie
      mogli? nie musi to być akurat w formie ludzkiej ale co z tego jeżeli
      nic nie będziemy pamiętać a w kolejnym życiu znów będziemy powtarzać
      te same pytanie =D
    • daga_1 Re: Czy w ogóle ... A po co się wogóle nad tym 29.09.08, 16:53
      zastanawiac. Nikt żywy nie da Ci na to pytanie odpowiedzi. Trzeba sobie poprostu
      powiedzieć, że będzie jak ma być i życ dalej. Bo jaki jest sens analizowanie
      czegoś, na co nie mamy wpływu. Teraz cierpisz i to jest normalne, ale pozwól
      zeby brat żył w Twoich wspomnieniach i to wystarczy.
    • jedenkruczek Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 17:06
      W życie duchowe wierzą wszystkie znane nam cywilizacjie historyczne
      od najbardziej prymitywnych po te najbardziej skomplikowane.
      Wszystkie one wierzyły, że w człowieku jest element który jest
      nieśmiertelny, nieprzemijający i niezmienny. Jesteś być może jeszcze
      młdą osobą i nie doświadczyłaś uczucia, że mimo iż ciało ulega
      powolnej destrukcji to w naszej świadomości jest coś co pozostaje
      wiecznie młode. Nazywane jest to Duchem lub Duszą i jest naszą
      prawdziwą osobą to znaczy tym czym jesteśmy na prawdę. Doświadczenie
      które stało się twoim udziałem i to co ono wywołało w tobie ma
      bardzo silne działanie kształtujące światopogląd na resztę życia.
      Podobne doświadczenie popchnęło Buddę do starań o Duchowe Wyzwolenie
      (jeśli ciekawi cię to to polecam film Bernardo Bertolucciego "Mały
      Budda"). Ból po stracie najbliższych sprawia, że ludzie nie mogą się
      pogodzić i zrozumieć tej śmierci, ale akceptacja jest jedynym
      rozsądnym wyjściem z tej sytuacji. Jeśli ktoś umiera - tracimy go, i
      to jest fakt, którego nie możemy zmienić. Niepogodzenie się,
      próba "zatrzymania" zmarłych, nawiązywanie kontaktów, lub kierowanie
      uwagi i wysiłków na sferę zmarłych jest zawsze destrukcyjne. Umarli
      znikają z naszych zmysłów i tak ma być. Jest wiele teorii o życiu po
      życiu, ja wierzę w teorię reinkarnacji, pomaga mi ona zrozumieć
      funkcjonowanie tego świata i zaakceptować śmierć, ale wiara w
      reinkarnację nie jest najważniejsza. Najważniejsze abyś zrozumiała,
      że przywiązanie do zmarłych jest bardzo "warunkujące" tzn. bydujące
      nasze uwarunkowania (przywiązania). Jest jak kula u nogi dla naszej
      psychiki. A ty masz wiele zadań do wykonania w swoim życiu do
      których zostałaś powołana i których nikt za ciebie nie zrobi.
      Popatrz na Halooween, jak ludzie nie chcieli spotkać duchów
      zmarłych, stanowczo opieraj się przyciąganiu do tej strefy śmierci.
      Musisz pogodzić się ze śmiercią brata i żyć pełnią życia które leży
      w twoich rękach.
      Zrób to koniecznie !

      Pozdrawiam.
      • gorillon Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 18:11
        > Najważniejsze abyś zrozumiała, że przywiązanie do zmarłych jest
        > bardzo "warunkujące" tzn. bydujące nasze uwarunkowania
        >(przywiązania).

        Hi, hi, co za głębia! ;)

        Od siebie dodam (autorytarnie), że nie ma ŻADNYCH dowodów na
        istnienie życia pozagrobowego. ŻADNYCH jego przejawów. Zawsze - jak
        o UFO i objawieniach - ktoś ma jakieś relacje i informacje z drugiej
        ręki, a więc dla naszego doświadczenia warte tyle co
        doniesienia "Faktu".

        Śmierć klinicznam i to, co się dzieje w trakcie niej z człowiekiem
        też niczego nie dowodzi. Bo po prostu nie jest to śmierć "właściwa".
        A więc coś zupełnie innego - nie przekracza się ostatecznej granicy,
        mózg działa może inaczej, ale nadal jest to ten sam materialny mózg.

        Ale... ów brak dowodów nie znaczy, że nie ma nic "po drugiej
        stronie". Każdy ma prawo wierzyć w to, co do niego przemawia.
        WIERZYĆ, choć nie WIEDZIEĆ.

        Jeśli umarli mieliby się kontaktować z żywymi, życie byłoby
        nieznośne (niedokładny cytat z Singera).
    • osmiorniczka030 A ja pytam o dowody... 29.09.08, 19:06
      Czesc

      A ja teraz wloze kij w mrowisko...

      Przekrzykujecie sie, jak dzieci w przedszkolu, ktora zabawka jest
      lepsza... Jeden mowi, ze wierzy w zycie po smierci, a ktos inny
      zaraz "krzyczy", ze jego zdaniem nie nalezy w ogole w to wierzyc i
      ze jedynie taka postawa jest sluszna. Slowem ile ludzi, tyle opcji.
      I to jest normalne.

      Mysle jednak, ze autorka postu pyta raczej o dowody. Nie jest wazne,
      kto z Was wierzy, a kto nie, tylko jakie macie na to dowody...

      I nie ma sie co dziwic, ze ktos jest dociekliwy. Na swiecie jest
      mnostwo nie odkrytych dotad zjawisk. Dlaczego nie mozemy szukac
      pewnych odpowiedzi wspolnie? Ale nie przekrzykujmy sie, jezeli
      oprocz glosowania na "tak" lub "nie" nie mamy wlasciwie nic wiecej
      do powiedzenia... Szkoda na to czasu i miejsca na tym forum.

      Pozdrawiam.
      • gorillon Re: A ja pytam o dowody... 29.09.08, 20:03
        Jaki kij, jakie mrowisko?

        co do dowodów - to czy naprawdę muszę się powtarzać, że nie ma
        absolutnie żadnych?

        Wszystkie opowieści z dreszczykiem o nawiedzonym domu,
        przeszkadzającym zmarłym dziadku itd. oraz o całej reszcie zjawisk
        paranormalnych można między bajki włożyć.
        Wszystko to albo się da, albo będzie dało w przyszłości wytlumaczyć
        narzędziami naukowymi.

        Nie znaczy to wszystko jednak, że życia pozagrobowego nie ma.
        Z definicji jednak nic na ten temat nie wiemy.

        Czy życie generalnie miałoby sens, gdybyśmy WIEDZIELI co tam jest?;)

        Pani Turgaj, oczywiście, że często śmierć jest lepsza niż choroba.
        Żada rewelacja. Ba, często jest lepsza niż życie.
        I kto powiedział, że zmarli mieliby "być z nami"?
        A wiara, że duchy miałyby się "kłębić", tam gdzie zmarli ich
        właściciele, a nawet "mścić się" na żywych, albo poszukiwanie w tym
        dowodu na istnienie czegoś po śmierci - to dobre, ale w Afryce...
      • 4v Re: A ja pytam o dowody... 29.09.08, 23:53
        nikt nie ma interesu w tym, by dowodów szukać.

        kościół? haha, ile ma do stracenia? wiara to wiara, oni chcą WIERZYĆ

        naukowcy? uznają że to niepoważne i nie beda chcieli nadszarpnąć autorytetu.

        zresztą, poki co, ludzie są za słabi by się w takie rzeczy bawić.
        jako cywilizacja jesteśmy jak 4-letnie dziecko.

        za wcześnie na nastoletniość, za wcześnie na samodzielność.

      • ideefiks Re: A ja pytam o dowody... 30.09.08, 10:21
        osmiorniczka030 napisała:

        > Mysle jednak, ze autorka postu pyta raczej o dowody. Nie jest
        wazne,
        > kto z Was wierzy, a kto nie, tylko jakie macie na to dowody...

        Gdyby istniały jakiekolwiek dowody (albo za, albo przeciw), to na
        pewo nie zaczynałabyś paciorka od "WIERZĘ w Boga Ojca".... :-)
    • turgaj Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 29.09.08, 19:12
      NIE, NIE ISTNIEJE, tak uważam. Pracowałam wiele lat w szpitalu,
      byłam przy wielu odejściach. Nigdy nie było żadnych znaków (oprócz
      cielesnych), że ktoś odszedł... żadnych dźwięków, stukania drzwiami,
      oknami, zatrzymanych zegarów, głosów, szeptów, itd., itp. Uważam, że
      ciężko jest pogodzić się z odejściem najbliższych, łatwiej żyć jeśli
      wierzy się, że ktoś jest jeszcze z nami, czuwa z zaświatów.... Po to
      ludzie stworzyli sobie "tamten świat"....Czasami myślę sobie, że te
      tysiące kobiet, które umarły i zostawiły dzieci...gdyby one
      wszystkie były tu, w formie bezcielesnej...albo ofiary morderstw,
      dlaczego nie mogą zemścić się na swoich prześladowcach? Taki
      Oświęcim powinien trząść się od duchów pomordowanych.....Masowe
      zbrodnie, groby, pola bitew...Przecież od wieków ludzie ginęli,
      umierali w różnych miejscach, gdyby oni wszyscy "byli" tu z
      nami....no chyba nie dałoby się żyć nam, żywym? Ja uważam, że nie ma
      tam nic, zasypiasz ostatnim snem i tyle. Trzeba mieć tylko nadzieję,
      że nie będzie się cierpiało, a wierzcie mi, że czasami choroba jest
      gorsza od śmierci....Teraz myślę o śmierci w kontekście moich
      dzieci, żeby móc je wychować i doprowadzić do dorosłości, nie
      chciałabym umrzeć gwałtownie, żeby jednak móc uporządkować sprawy i
      pożegnać się z bliskimi. Testament spisałam, rodzinie powiedziałam
      jak ma wyglądać mój pogrzeb i grób. I to tyle chyba mogę zrobić w
      temacie śmierci.
      • ideefiks Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 30.09.08, 10:25
        turgaj napisała:

        > NIE, NIE ISTNIEJE, tak uważam. Pracowałam wiele lat w szpitalu,
        > byłam przy wielu odejściach. Nigdy nie było żadnych znaków (oprócz
        > cielesnych), że ktoś odszedł... żadnych dźwięków, stukania
        drzwiami,
        > oknami, zatrzymanych zegarów, głosów, szeptów, itd., itp.

        Czy jeśli nigdy nie było na Ziemi żadnych znaków od obcych
        cywilizacji z innych galaktyk (zakładając, że ich nie było, bo co do
        tego też będą różne opinie) to uprawnia Cię to do wysunięcia wniosku
        że inne cywilizacje we wszechświecie nie istnieją? :)
        • turgaj Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 01.10.08, 10:57
          > Czy jeśli nigdy nie było na Ziemi żadnych znaków od obcych
          KRASNOLUDKÓW
          > z innych BAJEK (zakładając, że ich nie było, bo co do
          > tego też będą różne opinie) to uprawnia Cię to do wysunięcia
          wniosku
          > że KRASNOLUDKI we wszechświecie nie istnieją? :))
          • ideefiks Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 02.10.08, 16:42
            Oczywiście że mnie nie uprawnia. Moje pytanie (zadane pośrednio)
            brzmiało czy twój "brak obserwacji" uprawnia cię do twierdzenia
            że "życie po życiu" nie istnieje?

            Ale zamiast tego mamy jak zwykle, zresztą nie pierwszy raz w tym
            wątku - odwrócenie kota ogonem. Z wami - ślepymi racjonalistami -
            dyskusja najmniejszego sensu nie ma, bo jak dyskutować z tezą "nie
            bo nie"?
      • aurora-11000 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 01.10.08, 10:44
        Dla was debili lekarzy nic nie istnieje-np zespół reitera też nie mimo,ze choruję na to bo mam typowe objawy,aż 4 dolegliwości to potwierdzają,ale żaden idiota lekarz na to nie wpadł,więc jakie trzeba mieć dowody na chorobę jak 4 objawy potwierdzone badaniami to za mało??
        To samo dotyczy życia po śmierci i ufo i innych spraw,nawet gdyby ufo nasrało lekarzom i innym pseudonaukowcom na ich durne łby to też by nie uwierzyli.
        Dla tych zajobów naukowców nie ma już lekarstwa,całe szczęście,że Bóg daje to w co się wierzy a tych debili czeka po śmierci to w co wierzą czyli pustka i bardzo dobrze takie kreatury nie powinny istnieć we wszechświecie.
        kłaniam się
    • the_cause nie istnieje, rzecz jasna 29.09.08, 21:21
      Boimy sie smierci przede wszystkim dlatego, ze kojarzy sie nam z cierpieniem,
      chorobami, nierzadko z tragicznymi wypadkami, lub wreszcie z przetępstwami (np.
      brutalne morderstwa, tortury itp).

      Niemniej jednak znakomita wiekszosc z nas dozyje slusznego wieku lat 70, 80 i
      wiecej. Oczywiscie bedziemy jako tam niedomagac, ale zdrowy psychicznie czlowiek
      w podeszlym wieku smierci raczej sie nie boi. Ot, traktuje ja jako cos
      naturalnego
    • hollowcat istnieje, ale nie takie jak myślisz 30.09.08, 09:32
      Najpierw odrzućmy wszystkie religie i podejdźmy do problemu czysto naukowo i statystycznie.

      Pomimo wielkich postępów w kongwistyce nadal nie wiemy do końca jak działa umysł (świadomość) - ale załóżmy, że świadomość i fizyczny mózg to jedność. Jeśli zabijemy mózg zabijamy też świadomość. Trochę smutne, ale daje duże możliwości bo - jeśli zrobimy replikę mózgu danego człowieka z identycznych atomów/cząsteczek (wiem że nierealne ale to przykład) to powinien mieć tą samą świadomość i to będzie ten sam człowiek. Oczywiście świadomość i pamięć to dwie różne rzeczy, taki mózg może być nawet zresetowany (synapsy/wagi neuronów z przypadkowymi wartościami), ale świadomość jest ta sama co była.

      Teraz pogdybajmy - jeśli weźmiemy te atomy i ulepimy z nich mózg np. chomika, albo wiewiórki to będą one miały tą samą świadomość co miał ten człowiek. Obecnie wiadomo już napewno, że zwierzęta (ssaki) posiadają świadomość samoistnienia. Teraz trzeba by tylko znaleźć drogę jak atomy z ciała martwego człowieka mogłyby znaleźć się w żywej wiewiórce? Ano bardzo prosto, za 500 lat każdy z nas będzie już tylko kupką ziemi, z tej kupki wyrośnie roślina, roślinę zje wiewiórka, wiewiórka urodzi wiewiórkę i w ten sposób można przyjść na świat jeszcze raz. Choć oczywiście statystycznie jest to bardzo mało prawdopodobne i proces ten trwa pewnie kilka(set) tysięcy lat, ale może się zdarzyć.

      Dopóki nie wiemy czym jest świadomość tak naprawdę możemy jedynie snuć domysły - ale myślę, że powyższa teoria pomimo dziur jest słuszna.
    • s_z_i_r_a_t_o_j_a Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 30.09.08, 13:27
      Dla mnie to trochę dziwne pytanie. Dlaczego? Dlatego, że jeśli jesteś
      naprawdę zainteresowana to bez problemu znajdziesz to czego szukasz i
      zrób to. Zadanie tutaj tego pytania tylko sonduje czy inni w to
      wierzą, nie dostarczą ci wiedzy, którą trzeba samemu zdobyć.
      Mnie umarł tata 3 miesiące temu. Została po nim skorupa nic poza tym,
      coś co używał. Właśnie obecność przy jego śmierci była dla mnie
      ważna. Miej oczy otwarte, jeśli chcesz to znajdziesz nie tylko
      nadzieje, ale i dowody.
      Powodzenia
      • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 30.09.08, 23:40
        Dziękuję za wszystkie wpisy! Dziękuję tym bardziej, że w moim "wolnym" zawodzie
        akurat miałam 2 dni "galopu", w którym to czasie ciężko było nawet pomyśleć o
        drugiej stronie życia! :) I nagle mam TYLE (!) opinii! // Moja Przyjaciółka
        Ośmiorniczka dobrze rozumie moje intencje: pragnę dowodów, o które trudno!
        Czytam / staram się czytać - "Przewodnik apologetyczny" - przecież pewne kwestie
        muszą być wytłumaczalne! Nawet dla takiego racjonalisty, jak ja! :) // Ale
        ciągle trudno żyć. Czasem w pół jawie-półśnie "rozmawiam" z bratem. Tylko
        myślenie życzeniowe? Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Dziękuję za poważne
        potraktowanie tego wątku.
      • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 11.10.08, 23:16
        Sziratoja! Problem w tym, że - mimo iż szukam wytrwale - to zupełnie nie
        znajduję sensownej odpowiedzi na to pytanie, a jest ono dla mnie bardzo ważne.
        Natomiast zgadzam się z Twoją opinią, że wątkiem tym "sonduję" wierzenia innych.
        Na pewno jednak nigdzie tego nie zamierzam wykorzystać! :) Chodzi mi o
        znalezienie szczerej odpowiedzi. Czy zadawanie tego pytania żywym ma sens, nie
        wiem. :) Pozdrawiam
    • Gość: oxy Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.08, 21:03
      Witam! Też mnie to ciekawi czy istnieje jakiś świat po śmierci bo trudno mi
      uwierzyć że można tak umrzeć i już nie istnieć w żaden sposób , nie czuć
      nic...?! Na świecie w tym również w Europie miał ruszyć międzynarodowy program
      badań blikich śmierci dotyczący świadomości podczas reanimacji. Czytałem że są
      ludzie którzy chcą sprawdzić czy umysł jest tworzony przez mózg czy też jest
      osobnym zjawiskiem, niezależnym od ciała - jeśi tak będzie to miało
      niewyobrażalne implikacje...
      • nomad.net Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 02.10.08, 12:00
        Prowadzono jakies badania w Wielkiej Brytanii. Na salach
        reanimacyjnych polozono tablice z tesktem ktory mozna bylo wylacznie
        przeczytac z wysokosci sufitu. Dlatego tak to ulozono poniewaz
        czesto relacje osob doswiadczajacych smierc kliniczna, osoby te
        opowiadaja pozniej o tym ze znajdowaly sie ponad swoim cialem i
        widzialy wszystko z wysokosci. Otoz u pewnej liczby ktora przezyla
        swoja smierc kliniczna, pytano sie czy wudzialy cos w stylu tekstu.
        Zadna z osob przezywajacych smierc kliniczna nie potwierdzila ze
        widziala jakas tabliczke a tym bardziej tekstu.
        • ideefiks i czego ten eksperyment dowodzi? 02.10.08, 16:50
          > Prowadzono jakies badania w Wielkiej Brytanii. Na salach
          > reanimacyjnych polozono tablice z tesktem ktory mozna bylo
          wylacznie
          > przeczytac z wysokosci sufitu. (...)
          > Zadna z osob przezywajacych smierc kliniczna nie potwierdzila ze
          > widziala jakas tabliczke a tym bardziej tekstu.

          Czyli że w czasie śmierci klinicznej i wyjścia poza ciało czytanie
          jakiejś tablicy podwieszonej pod sufitem raczej nie jest priorytetem
          osoby, która tego doświadcza.

          Popatrz, co za wredni pacjenci - zamiast natychmiast po wyjściu z
          ciała polecieć pod sufit i czytać tablicę, łazili sobie zupełnie
          gdzie indziej. To niedopuszczalne! Taki brak chęci współpracy z
          naukowcami podczas swojej własnej śmierci klinicznej to czysta
          bezczelność jest!!
    • osmiorniczka030 Prezent 01.10.08, 21:48
      Czesc

      Dla blacky5 i wszystkich, ktorzy chca wierzyc i ktorzy poszukuja...

      o. Mateusz Pindelski SP: Wielu ludzi twierdzi, że po śmierci
      bliskiej osoby mają oni wrażenie, nie tylko we śnie, ale również na
      jawie, kontaktu, widzenia, dotknięcia zmarłego. Czy takim ludziom
      należy mówić, że jest to przewidzenie, zbieg okoliczności, czy też
      rzeczywiście istnieje taka możliwość?

      ks. Mieczysław Maliński: Możliwość taka jest, dlatego że, umierając,
      idziemy do Boga nie tylko duszą, ale i ciałem. Jak to zwykliśmy
      mówić: w ciele uwielbionym. A więc zmartwychwstanie dokonuje się w
      momencie naszej śmierci. Przecież nie jesteśmy aniołami, jesteśmy
      ludźmi: istotami duchowo-cielesnymi. Niezależnie od tego, czy
      znajdziemy się w niebie, w czyśćcu, czy – nie daj Boże – w piekle.

      Ciało należy do istoty człowieka, odchodzimy z tego świata już
      zmartwychwstali. Dlatego jest możliwe duchowe doświadczenie zmarłego
      człowieka. Z nami działo się tak samo jak z Jezusem: On, umierając
      na krzyżu, nie oddał ducha w sensie: ducha-duszy, ale oddał siebie,
      a więc już na krzyżu zmartwychwstał do życia wiecznego. Na krzyżu
      wisiało Jego ciało umęczone. Ciało uwielbione wraz z duszą spotkało
      się z Bogiem. I taki Jezus ukazywał się swoim uczniom.

      Zycze wszystkim wiary i nadziei.

      Pozdrawiam.
      • blacky5 Re: Prezent 11.10.08, 23:11
        Ośmiorniczko - dziękuję Ci bardzo! Takie teksty dodają otuchy. Ostatnio smutno
        mi bardzo i ciężko. Ciągle (na ile się da - poza życiem zawodowym i rodzinnym
        sensu stricte) rozmyślam o bracie. Pewnie o wiele za dużo! O tym, jak bardzo
        wierzył, że wyzdrowieje. Wbrew wszystkiemu! Przecież był inteligentny i wiedział
        (dość dobrze?) na co choruje. Nie wiem, czy ignorował chorobę, na pewno nie
        dopuszczał jej do świadomości, czy też było to jeszcze coś innego?
        W nocy odejścia mama z bólem stwierdziła: "Ty odchodzisz od nas". A brat na to:
        "Dokąd?" Autentyczny dialog - ok. 2 godz. przed śmiercią. Co o tym myśleć?
        Przecież na dobrą sprawę to przerażające! Nie zdawał sobie zupełnie sprawy z
        tego, że umiera? Trudno uwierzyć! To co zatem?
        Boję się nadchodzących "prawdziwie" trudnych dni - świąt listopadowych w
        pierwszym rzędzie. Pozdrawiam i ściskam Cię serdecznie (oraz wszystkich na tym
        Forum)!
        • osmiorniczka030 Re: Prezent 12.10.08, 01:21
          Droga Blacky!

          Twoj brat na pewno zdawal sobie z tego sprawe, dokad zmierza...
          Mysle, ze probowal do ostatniej chwili byc silny. Tacy sa mezczyzni,
          nie chca okazywac slabosci. On takze do ostatniej chwili probowal
          byc silny i Wam te sile przekazac, Was podtrzymac na duchu.

          Ja nie boje sie swiat listopadowych. No, moze troche. Staram sie
          sama siebie nastawic w ten sposob, ze "te swieta" mam na co dzien.
          Kazdego dnia przezywam smierc Taty, kazdego dnia go wspominam,
          rozmyslam, tesknie. Na cmentarzu jestem raz w tygodniu, wiec zaden
          szok to dla mnie nie bedzie. Poza tym ja mam pewnie "cos z Twojego
          brata." Nie placze wtedy, kiedy placza wszyscy. Ja placze w
          samotnosci.

          No, a jesli chodzi o swieta, to ja boje sie Swiat Bozego Narodzenia.
          To byl drugi dzien swiat... No i pierwsze takie swieta bez Taty...
          Najchetniej zapadlabym sie pod ziemie, albo zasnela i juz nigdy nie
          obudzila.

          Moze sprobuj tak, jak ja - zalozyc na ten czas "kamienna maske",
          chociaz podobno z psychologicznego punktu widzenia lepiej jest sie
          porzadnie "wyplakac".

          W kazdym razie zycze Ci duzo sily. No i sciskam mocno Ciebie i
          wszystkich forumowiczow.
          • blacky5 Re: Prezent 15.10.08, 22:04
            Ośmiorniczko! I jeszcze raz serdeczne Ci dzięki za dobre słowo i wsparcie!
            Chciałabym Ci się kiedyś móc jakoś odwdzięczyć albo chociaż Cię spotkać i
            podziękować - przede wszystkim za Twoją empatię. To bardzo ważna i rzadka cecha
            w dzisiejszym świecie. Coraz bardziej mam wrażenie, że prawdziwie jesteś
            "pokrewną duszą". Pozdrawiam Cię serdecznie.
    • karnivora Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 14.10.08, 14:24
      Poręczniej główkować od d**y strony, bo drążenie „do przodu” nic
      nie da.

      Jakby było wiadomo, co będzie po ŻYCIU TU – cierpienie, utrata,
      ból i tęsknota zmysłów, cała ta jazda z żalem i bólem nie
      miałyby ni cholery logiki.

      Te ostatnie kompletnie nieprzydatne w procesie obiegu materii w
      przyrodzie mając na względzie, że w naturze nic nie jest zbędne, ani
      się nic nie marnuje.

      Stąd jakby to był blef z „kontynuacją TAM” (jakkolwiek by nie
      wyglądała)
      – istota człowieczeństwa, świadomość bytu, czy po prostu ŻYCIE TU –
      byłoby gigantycznym kosmicznym szyderstwem, takim ewolucyjnym
      żartem....

      Tylko na co by to było komu?
      • blacky5 Re: Karnivora! :) 15.10.08, 21:59
        Dziękuję Ci, to bardzo ciekawa teoria - ciekawszej jeszcze nigdzie nie znalazłam.

        Szczególnie ten fragment daje mi do myślenia: "cała ta jazda z żalem i bólem nie
        > miałyby ni cholery logiki.
        > Te ostatnie kompletnie nieprzydatne w procesie obiegu materii w
        > przyrodzie mając na względzie, że w naturze nic nie jest zbędne, ani
        > się nic nie marnuje."

        Serdecznie pozdrawiam.
    • kanibalin22 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 11.11.08, 15:58
      blacky5 napisała: Gdy myślę ogólnie o życiu oraz o śmierci.

      Hi blacky5,
      bardzo cie rozumie i bardzo przytulam, wiem o czym mowisz, przezylam
      smierc mojego meza w wypadku samochodowym. To juz tak dawno temu ale
      ja tez nie moge zapomniec widoku tej kochanej, radosnej osoby w
      trumnie... Nasza coreczka miala wtedy 3 lata, a ja 27. Od tej pory
      szukam jakiegos sensu tego wszystkiego. Czasem wydaje mi sie, ze z
      pewnoscia cos jest potem, czasem watpie. Po takich tragediach nie da
      sie juz wiecej o tym temacie nie myslec.
      Przeczytaj moze to:


      www.oum.fora.pl/zycie-nie-umiera,2/w-objeciach-jasnosci-ksiazka-betty-j-eadie,32.html

      Moze to pocieszenie, chociaz na chwile
      najcieplejsze pozdrowienia
      • blacky5 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 11.11.08, 22:08
        Kanibalin22, to ja ściskam Ciebie, dziękuję za Twoją odpowiedź i przytulam do
        siebie pełna podziwu, jak sobie dajesz radę. Moja córeczka trzy miesiące temu
        skończyła 3 lata. Tatuś jest dla niej (prawie) wszystkim. Córka mojego brata ma
        3,5 roku w chwili obecnej... Ja mam kilka lat więcej od Ciebie, ale sił
        duchowych niekoniecznie. Dziękuję za link, pozdrawiam Cię serdecznie i mam
        nadzieję, że jeszcze pokorespondujemy. :)
        • kanibalin22 Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 12.11.08, 21:30
          Ja mam kilka lat więcej od Ciebie, ale sił
          > duchowych niekoniecznie

          Hi blacky5

          Fajnie, ze sie odezwalas, nie bylam pewna czy zagladasz jeszcze na
          to forum, ale jest ok.
          Chcialabym cos madrego ci napisac ale sama nie wiem od czego
          zaczac...
          Strata tak bliskiej osoby to chyba najwiekszy dramat w zyciu
          czlowieka, pustka i pytanie: dlaczego?
          Nie wiem, po latach "protestu", rozpaczy i zwatpienia nie jestem o
          wiele madrzejsza. Przeczytalam kupe ksiazek na ten temat, ktore
          dzialaly chwilowo kojaco ale po kilku dniach "dzialanie" ustepowalo,
          przeszlam przez rozne fora zajmujace sie tym tematem, obejrzalam
          kupe video o przezyciach w smierci klinicznej, rozmawialam z
          ksiedzem, z wrozka, z astrolozka - i co? I jestem tam, gdzie bylam
          na poczatku: nie wiem.
          Troche odstawilam ten temat na bok, bo bylam wtedy bardzo mloda i
          jakos udalo mi sie ulozyc sobie dalsze zycie. Ale uwierz mi, nigdy
          nie zapomne o czlowieku, ktory znaczyl dla mnie tak wiele i ktory
          tak mlodo musial opuscic ten swiat. W przypadku rodzenstwa, nie chce
          juz myslec nawet o waszej mamie, jest to chyba jeszcze bardziej
          intensywne. Sama mam w tej chwili dwoje dzieci, wlasnie corke i syna
          i "spazmow" dostaje na sama mysl o tym, ze mogloby ktoremu z nich
          cos sie stac. Wiem, jaka wiez ich laczy i wiem, jaka tragedia
          byloby jakiekolwiek nieszczescie ktoregos z nich.
          No ale tak myslimy wszyscy o sobie: nam sie to nie przytrafi,
          wiadomo, a potem, co? pustka beznadziejnosc, martwota, co jeszcze,
          moze ty dopiszesz...
          Najlepsze doswiadczenia jezeli chodzi o "pomoc" to byla dla mnie
          Kübler-Ross cytuje: Książki Elizabeth Kübler-Ross są niewyczerpanym
          źródłem wsparcia i pocieszenia dla milionów ludzi na całym świecie ,
          tak, owszem, ale ona tez umarla i nigdzie nie znalazlam wiadomosci,
          ze zglosila sie i dziala dalej (przeszukalam caly internet, bardzo
          duzo sobie obiecujac), nic nie znalazlam...Ja osobiscie przezylam
          kilkanascie dziwnych historii po smierci mojego meza a dlugo potem
          po smierci mojej mamy, ale o tym nie chce pisac w internecie, z
          pewnoscia dowiem sie o krasnoludkach, ktore odwiedzily mnie nad
          ranem, tak nie bylo, wiem to z pewnoscia. To sa rozmowy, ktore nie
          maja konca ale ktore tak naprawde tez niczego nie udowodnia. Jezeli
          istnieje zycie po zyciu, to z pewnoscia jest to stan lepszy dla
          tych, ktorzy odeszli, niz dla tych, ktorzy zostali...
          Piszesz, ze twoj brat ma malutka coreczke, kochajcie ja jako rodzina
          nadziemsko, moja corka w okresie dojrzewania zaczela wpadac w
          depresje poniewaz pod pojeciem ojca nie mogla sobie niczego
          wyobrazic, przeszlysmy to jakos, ale dla dzieci, szczegolnie
          dziewczynek jest to wielki dramat. Nie chce sie tutaj rozpisywac,
          przed toba i przed wasza mama i przed zona twojego brata jeszcze
          dluga droga do osiagniecia "jako takiego " spokoju, nie moge cie
          pocieszyc twierdzac, ze czas zagoi rany, nie, bedziecie tylko mogli
          troche lepiej z tym zyc, nic poza tym. Ja zyje w tej chwili w innym
          zwiazku, jak juz napisalam mam tez syna no i chyba jestem
          szczesliwa, chyba, nie oszukujac nikogo, bo to doswiadczenie wywarlo
          na mnie "pietno", ktore bedzie mi towarzyszyc do konca zycia
          Moze wolisz napisac do mnie prywatnie? kanibalin@gmx.at
          Usciski i najlepsze zyczenia dla was wszystkich
              • bie-tka Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 19.02.09, 10:11
                Opowiem wam krótką historię z własnego doświadczenia. Mój tata miał
                koronarografię takie badanie tętnic wieńcowych przed operacją
                bypasów.Robione było nie pierwszy raz. Normalnie poszedł do
                szpitala, nigdy się go nie bał w przeciwieństwie do mnie. Zaszłam do
                taty z meżem po zabiegu a on leży i widzę że cos jest nie tak ale
                oczywiście jako osoba bardzo dociekliwa pytam jak sie czuje jak
                zniósł badanie itd. a on mi na to że troche z nim jeszcze słabo ale
                widział babcie i ciocię ze Szczecinka i kogos tam jeszcze ale nie
                pamieta dokładnie bo to trwało krótko. W sumie nie zwróciłam na
                opowieści taty większej uwagi bo zaraz poprosił mnie żebym
                przyniosła mu do nakrycia jeszcze jakiś koc bo mu zimno i abym
                poprosiła lekarza o coś na uspokojenie. Poszłam wiec do Pani doktor
                a ta mi mówi ze tata odszedł na prawie 2 minuty, ze miał smierć
                kliniczna w czasie badania! Wtedy dopiero dotarły do mnie jego
                opowieści o wszystkich tych których widział przez chwilę a którzy
                nie żyją od wilu lat aczkolwiek są nam zawsze bardzo bliscy i
                kochani.Po powrocie na sale tata odkrył kołdrę i zapytał mnie
                dlaczego ma na piersiach przyklejoną gazę nie wiedział więc jeszcze
                co sie z nim działo na sali zabiegowej był niczego nie świadomy nie
                wymyslił wiec sobie historii ze zmarłymi. Gaza na piersiach
                przykrywała slady po defibrylacji poparzoną skórę, tego też tata nie
                wiedział. Było to kilka lat temu, tata żyje i ma sie dobrze, dużo
                sie modli.Bardzo go kocham. Niespełna 2 tygodnie temu odszedł od nas
                nasz ukochany Synek Adaś-23lata.Do tego czasu byłam niedowiarkiem,
                ale teraz co innego może mnie trzymac przy życiu jesli nie wiara w
                wieczność i że kiedyś znów przytulę swego Syneczka???!!! A jak ktos
                nie wierzy jego wybór, wiara przeciez na tym własnie polega że nie
                widzimy a wierzymy. A niewiernych Tomaszów pół swiata albo i wiecej.
                Pozdrawiam wszystkich.
    • jedenon Re: Czy w ogóle istnieje "życie po życiu"? 19.02.09, 09:55
      Widzisz zdaje się że nikt nie odpowie na twoje pytanie ani w jedną ani w drugą
      stronę bo to coś czego nie możemy udowodnić (być może na razie)
      Widzisz prawie wszystkie dowody można uznać naukowo za przypadki. Bo coś się
      stało to przecież przypadek bo coś się przyśniło to przecież przypadek. Ja
      osobiście uważam że niewiele rzeczy dzieje się przypadkowo. Ale ponieważ często
      widzimy tylko efekt więc ogólnie mówi się o przypadku.
      Dla mnie życie po śmierci istnieje. Wiem o tym i tyle.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka