nomad.net
01.10.08, 12:41
Moj tata zmarl niecaly miesiac temu...az mi trudno pisac. Bardzo go
kochalem. Czuje ogromny smutek, moze zlosc. Sam nie wiem co.
Najlepiej wiedza to Ci co stracili kogos bardzo bliskiego. Jestem
wiezacy (lecz stracilem chyba czesciowo moja wiare) malo
praktykujacy.
Chcialem napisac odnosnie moich odczuc co do zycia po smierci.
Staralem sie znalesc duzo informacji na ten temat czy istnieje zycie
po smierci.
Chcialem dowiedziec sie czy mojemu tacie jest tam dobrze, czy mysli
o nas. Z opisow osob na roznych forach, stronach internetowych
dotyczacych tego tematu.
Nic nie wynika a przynajmniej wiadomosci sa tak skape ze wydaje mi
sie ze to ludzie sami wmawiaja istnienie po smierci aby sobie ulzyc.
Wiele osob pisze o tym ze nie wyobraza sobie "nieistnienia". Otoz to
proste. Gdy idziemy spac. Zasypiasz, nie zawsze cos sie sni. Czy
wtedy cos czujemy?
Nie. Nie czujemy. Nie ma nas. Czy pamietamy sam moment zasniecia?
Nie. Otoz tak moze wygladac smierc. To jest wlasnie taka mala
namiastka nieistnienia.
latwiej nam posiadac mysl ze ktos bliski jest kolo nas itd. Sytuacja
jednak wyglada inaczej. Wezme na przyklad mojego tate. Dbal o dom
(sam mieszkal), nie chcial zostawiac domu nawet
na 2 dni, wciaz byl myslami "co bedzie jak mroz scisnie i rury
pekna" itp. teraz to wydaje mi sie smieszne ale on tym zyl.
Raptownie dostal ataku serca.
Zmarl siedzac na kanapie i ogladajac tv. Wracajac do tematu. Nie ma
wtedy juz tej osoby ktora tak kochalismy. Nie wiem jak to wyrazic
bardziej dobitnie.
Ta osoba juz nie zyje tym czym zyla na codzien, po prostu to jest
koniec. To wlasnie uswiadomilem sobie kiedy tate zabierali z domu,
pies szczekal bo nie wiedzial co sie dzieje,
piec przygasl, zrobilo sie zimno.
Co do smierci klinicznej. Wiele osob potwierdza rzeczy ktore daja
nam nadzieje ze cos tam istnieje po tamtej stronie. Tak sie
zastanowic to mozg jest tak skomplikowanym tworem ze
w trakcie zblizajacej sie smierci. Mozg moze generowac rozne
informacje. We snie nam sie to zdarza to dlaczego nie mialoby w
takiej sytuacji?
Otoz znalazlem gdzies informacje naukowa ze sen pomaga nam w
uporaniu sie z wieloma sprawami. Przez co potrafimy "zachowac
rownowage psychiczna".
Czasem dzialania snu jednak generuja sny zle przez co lepiej sie nie
czujemy ale mozg daje nam w pewnym sensie podpowiedzi.
Mozg nasz potrafi bronic sie. Np, sny, gdy czlowiek odczuwa ogromny
bol wtedy czlowiek mdleje. To nic innego jak dzialanie mozgu "Cos
sie zle dzieje. Wylaczamy chwilowo zasilanie".
Tak samo przy smierci. Moze to mozg po prostu sie broni i wysyla
informacje ktore odbieramy to jak "cos z drugiej strony". Podobno
gdy czlowiek zamarza w pewnym etapie odczuwa cieplo.
Czy to nie reakcja obronna organizmu? Gdy jestesmy zdenerwowani.
Mozg daje sygnal do wydzielenia sie wiekszej ilosc adrenaliny przez
co nie czujemy bolu.
Wiara. Wiele razy slyszalem i czytalem. Ze to musi byc prawda
poniewaz 90% ludzi wierzy. hm...kiedys kiedy nie bylo
chrzescijanimzu, buddyzmu itp. rowniez wierzono w cos.
Zawsze w cos wierzono. Wtedy np. w glazy, kamienie, rosliny itp.
Czlowiek chyba jest istota taka ze musi w cos wierzyc.
Rozmawiasz z ksiedzem, kieruje Cie do bibli i publikacji. Zadnych
konkretnych informacji czy dowodow. Czesto przypisujemy
niewyjasnione rzeczy duchom, sila wyzszym itd.
Czy tak nasie przodkowie nie robili? Zabobony itp. Cofnijmy sie w
czasie chocby 200 lat. Ile to bylo spraw niewyjasnionych.
Wystarczylo troche czasu i duzo z tych mistycznych spraw naszych
przodkow
poprostu sie nadzwyczajnie wyjasnila dlatego ze nasza wiedza
wzrosla. Moze za 200 lat z wielu z dzisiejszych nie wyjasnionych
spraw nasi potomkowie beda sie smiac.
Mysle ze wiara w cos po tamtej stronie to po prostu nasza zwierzeca
naturalna obrona. Zawsze karmimy sie mysla ze bedzie lepiej. Gdy
chorujemy, mamy nadzieje ze szybko wrocimy do zdrowia, gdy w pracy
sie nie
udaje. Mamy nadzieje ze jutro bedzie lepiej lub w innej pracy bedzie
lepiej. Zawsze jest ta nadzieja ze jutro bedzie lepiej. To samo
dotyczy smierci. Mamy nadzieje ze tam bedzie lepiej.
Nasi przodkowie mieli nadzieje ze na drugi dzien bedzie wiecej
zwierzyny. My troche poszlismy dalej i myslimy o wyzszych sprawach
niz samo jedzenie. Jednak filozofia pozostaje dalej taka sama.
Jeszcze jedno. Gdzies czytalem ostatnio o cialach astralnych,
mentalnych. Co za bzdura totalna. Kto to w ogole wymyslil? Widocznie
jest sporo osob aby w to wierzyc to i znajda sie osoby
ktore tworza takie bzdury. Czy osoba generujaca ten stek bzdur byla
tam? Widziala? Sprawdzala? Czy moze za duzo srodkow halucynogennych.
Jest dzisiaj wiele spraw nie wyjasnionych. Tak jak pare wiekow
gwiazdy byly dla czlowieka aniolami teraz wiemy ze to nie aniolowie.
Jedyne co mozna w takich sytuacjach uslyszec to to ze trzeba
wierzyc. Gloszone przez ksiezy i osoby bardzo wierzace. Dobrze
osobom ktorym im to wystarczy i jest ok.
Czasem osoby mozno wierzace wrecz oburzaja sie i wytykaja osobom
ktore maja watpliwosci i wiele pytan. Mysle ze powinno to byc w
odwrotna strone. Jak mozna tak bezgranicznie wierzyc np. w zycie po
smierci?
nie mamy ani jednego dowodu na to. Karmimy sie dawka wiary dla
swojej przyjemnosci przez wieki. Jesli sie myle to naprawde zle ze
mna. A jesli nie to znaczy ze to wszystko najlepszy bajer
wszechczasow!
Tez chcialbym tak wierzyc mocno ze tam pozniej cos jest i moj tata
ma sie dobrze, czuwa nad nami.
Pozdrawiam.
P.S.
Przepraszam za niescislosc i bledy w tekscie. Pisalem to
spontanicznie nie dbajac o pisownie.