Moje przemyslenia na temat smierci.

01.10.08, 12:41
Moj tata zmarl niecaly miesiac temu...az mi trudno pisac. Bardzo go
kochalem. Czuje ogromny smutek, moze zlosc. Sam nie wiem co.
Najlepiej wiedza to Ci co stracili kogos bardzo bliskiego. Jestem
wiezacy (lecz stracilem chyba czesciowo moja wiare) malo
praktykujacy.
Chcialem napisac odnosnie moich odczuc co do zycia po smierci.
Staralem sie znalesc duzo informacji na ten temat czy istnieje zycie
po smierci.
Chcialem dowiedziec sie czy mojemu tacie jest tam dobrze, czy mysli
o nas. Z opisow osob na roznych forach, stronach internetowych
dotyczacych tego tematu.
Nic nie wynika a przynajmniej wiadomosci sa tak skape ze wydaje mi
sie ze to ludzie sami wmawiaja istnienie po smierci aby sobie ulzyc.
Wiele osob pisze o tym ze nie wyobraza sobie "nieistnienia". Otoz to
proste. Gdy idziemy spac. Zasypiasz, nie zawsze cos sie sni. Czy
wtedy cos czujemy?
Nie. Nie czujemy. Nie ma nas. Czy pamietamy sam moment zasniecia?
Nie. Otoz tak moze wygladac smierc. To jest wlasnie taka mala
namiastka nieistnienia.

latwiej nam posiadac mysl ze ktos bliski jest kolo nas itd. Sytuacja
jednak wyglada inaczej. Wezme na przyklad mojego tate. Dbal o dom
(sam mieszkal), nie chcial zostawiac domu nawet
na 2 dni, wciaz byl myslami "co bedzie jak mroz scisnie i rury
pekna" itp. teraz to wydaje mi sie smieszne ale on tym zyl.
Raptownie dostal ataku serca.
Zmarl siedzac na kanapie i ogladajac tv. Wracajac do tematu. Nie ma
wtedy juz tej osoby ktora tak kochalismy. Nie wiem jak to wyrazic
bardziej dobitnie.
Ta osoba juz nie zyje tym czym zyla na codzien, po prostu to jest
koniec. To wlasnie uswiadomilem sobie kiedy tate zabierali z domu,
pies szczekal bo nie wiedzial co sie dzieje,
piec przygasl, zrobilo sie zimno.

Co do smierci klinicznej. Wiele osob potwierdza rzeczy ktore daja
nam nadzieje ze cos tam istnieje po tamtej stronie. Tak sie
zastanowic to mozg jest tak skomplikowanym tworem ze
w trakcie zblizajacej sie smierci. Mozg moze generowac rozne
informacje. We snie nam sie to zdarza to dlaczego nie mialoby w
takiej sytuacji?
Otoz znalazlem gdzies informacje naukowa ze sen pomaga nam w
uporaniu sie z wieloma sprawami. Przez co potrafimy "zachowac
rownowage psychiczna".
Czasem dzialania snu jednak generuja sny zle przez co lepiej sie nie
czujemy ale mozg daje nam w pewnym sensie podpowiedzi.
Mozg nasz potrafi bronic sie. Np, sny, gdy czlowiek odczuwa ogromny
bol wtedy czlowiek mdleje. To nic innego jak dzialanie mozgu "Cos
sie zle dzieje. Wylaczamy chwilowo zasilanie".
Tak samo przy smierci. Moze to mozg po prostu sie broni i wysyla
informacje ktore odbieramy to jak "cos z drugiej strony". Podobno
gdy czlowiek zamarza w pewnym etapie odczuwa cieplo.
Czy to nie reakcja obronna organizmu? Gdy jestesmy zdenerwowani.
Mozg daje sygnal do wydzielenia sie wiekszej ilosc adrenaliny przez
co nie czujemy bolu.

Wiara. Wiele razy slyszalem i czytalem. Ze to musi byc prawda
poniewaz 90% ludzi wierzy. hm...kiedys kiedy nie bylo
chrzescijanimzu, buddyzmu itp. rowniez wierzono w cos.
Zawsze w cos wierzono. Wtedy np. w glazy, kamienie, rosliny itp.
Czlowiek chyba jest istota taka ze musi w cos wierzyc.
Rozmawiasz z ksiedzem, kieruje Cie do bibli i publikacji. Zadnych
konkretnych informacji czy dowodow. Czesto przypisujemy
niewyjasnione rzeczy duchom, sila wyzszym itd.
Czy tak nasie przodkowie nie robili? Zabobony itp. Cofnijmy sie w
czasie chocby 200 lat. Ile to bylo spraw niewyjasnionych.
Wystarczylo troche czasu i duzo z tych mistycznych spraw naszych
przodkow
poprostu sie nadzwyczajnie wyjasnila dlatego ze nasza wiedza
wzrosla. Moze za 200 lat z wielu z dzisiejszych nie wyjasnionych
spraw nasi potomkowie beda sie smiac.

Mysle ze wiara w cos po tamtej stronie to po prostu nasza zwierzeca
naturalna obrona. Zawsze karmimy sie mysla ze bedzie lepiej. Gdy
chorujemy, mamy nadzieje ze szybko wrocimy do zdrowia, gdy w pracy
sie nie
udaje. Mamy nadzieje ze jutro bedzie lepiej lub w innej pracy bedzie
lepiej. Zawsze jest ta nadzieja ze jutro bedzie lepiej. To samo
dotyczy smierci. Mamy nadzieje ze tam bedzie lepiej.
Nasi przodkowie mieli nadzieje ze na drugi dzien bedzie wiecej
zwierzyny. My troche poszlismy dalej i myslimy o wyzszych sprawach
niz samo jedzenie. Jednak filozofia pozostaje dalej taka sama.

Jeszcze jedno. Gdzies czytalem ostatnio o cialach astralnych,
mentalnych. Co za bzdura totalna. Kto to w ogole wymyslil? Widocznie
jest sporo osob aby w to wierzyc to i znajda sie osoby
ktore tworza takie bzdury. Czy osoba generujaca ten stek bzdur byla
tam? Widziala? Sprawdzala? Czy moze za duzo srodkow halucynogennych.
Jest dzisiaj wiele spraw nie wyjasnionych. Tak jak pare wiekow
gwiazdy byly dla czlowieka aniolami teraz wiemy ze to nie aniolowie.

Jedyne co mozna w takich sytuacjach uslyszec to to ze trzeba
wierzyc. Gloszone przez ksiezy i osoby bardzo wierzace. Dobrze
osobom ktorym im to wystarczy i jest ok.
Czasem osoby mozno wierzace wrecz oburzaja sie i wytykaja osobom
ktore maja watpliwosci i wiele pytan. Mysle ze powinno to byc w
odwrotna strone. Jak mozna tak bezgranicznie wierzyc np. w zycie po
smierci?
nie mamy ani jednego dowodu na to. Karmimy sie dawka wiary dla
swojej przyjemnosci przez wieki. Jesli sie myle to naprawde zle ze
mna. A jesli nie to znaczy ze to wszystko najlepszy bajer
wszechczasow!

Tez chcialbym tak wierzyc mocno ze tam pozniej cos jest i moj tata
ma sie dobrze, czuwa nad nami.

Pozdrawiam.

P.S.
Przepraszam za niescislosc i bledy w tekscie. Pisalem to
spontanicznie nie dbajac o pisownie.
    • kasik2222 Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 01.10.08, 14:05
      mam nadzieję że nie masz racji, straciłam męża po 9 latach razem i
      mam nadzieję że tam uda mi się z nim być dłużej.
      A jak myślicie, czy tam też są pary czy nie mam na co liczyć?
      • sonja12 Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 01.10.08, 19:04
        Nomad. net piszesz,że tam nic nie ma , to jak wytłumaczysz sny. Mnie
        na 8 mies. przed mamy smiercia snio sie ,ze mama zachoruje na raka i
        tak sie stało.A nawet nie było mowy o żadnej chorobie. Zreszta nie
        zgodze ,się z toba , ja doswiadczyłam takich sytuacji,że wierzę ,że
        coś tam jest, nie wiem czy to zycie ,czy może inaczej się nazywa,
        ale wiem ,ze zmarli ostrzegaja przed nieszczęściami.A wierzysz w
        anioła stróża , ja żeby nie pomoc anioła to już by mnie tu nie
        było , weszłabym pod samochód. I nie mów,że to jakies urojenia , bo
        ja wiem jak było.
        • nomad.net Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 02.10.08, 09:52
          Nie mialem w zamiarze napisania ze nic tam nie ma. To sa po prostu
          moje ostatnie przemyslenia na ten temat.

          Sonja12. Masz racje czasem sny mowia o czyms co moze sie zdarzyc ale
          czy zawsze? Moze my po prostu nie potrafimy tego odczytac.
          • kopciuszek125 Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 02.10.08, 21:51
            Moja mama odeszła od nas rok i 4 miesiące i też szukałam w internecie różnych
            tematów na temat życia po drugie stronie.
            Nomad przeczytałam Twoja wypowiedź i zgadzam się z Tobą ja też doszłam do takich
            wniosków jak Ty. Moja mama tez mi się bardzo często śni ale ja uważam że po
            prostu cały czas o niej myślę i to dlatego. Bardzo bym chciała żeby istniało to
            drugie życie żebym mogła się jeszcze z mamą zobaczyć, ale jestem niepoprawną
            realistką i nie wierzę w takie rzeczy.
            Gdyby tak było to na pewno mama dałby mi jakiś znak bo wiedziała doskonale jak
            bardzo ją kochałam i jak mi jej teraz brakuję.
      • halas1961 Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 09.10.08, 18:47
        A ja jestem przekonana, ze moja corcia Agatka ma sie dobrze na tamtym swiecie, w
        innym wymiarze, czy jak to zwal...
        A tego, ze sie nami opiekuje to juz jestem pewna w 100%.
        I nie jest to tylko moje pobozne zyczenie.
        Bo jak wytlumaczyc (jestem realistka przy bardzo zdrowych zmyslach)takie oto
        zdarzenie. Myslalam o Agatce, rozmawialam z nia w myslach, stalam w jej pokoju
        przy oknie. Drzwi wejsciowe sa oddalone o okolo 7 metrow od tego miejsca gdzie
        bylam, sa widoczne z tego miejsca. patrzylam przez okno wiec stalam tylem do
        drzwi. Mieszkam w poniemieckim domku jednorodzinnym na gorze.Nagle poczulam
        lekki powiew od drzwi wejsciowych i uslyszlam otwieranie drzwi, ale nie bylo
        slychac krokow. Od razu sie odwrocilam, drzwi zamkniete, nie balam sie, wolam po
        imieniu syna, nikt sie nie odezwal wiec podeszlam do drzwi , otworzylam je, ale
        nie bylo nikogo. Nie zdarzyl by nikt w tym czasie odjsc czy zejsc ze schodow. Bo
        trwalo to moment. Takie zdarzenie mialo miejsce dwa razy.Zawsze kiedy
        rozmawialam z Agatka w myslach i bylam w jej pokoju. Na pewno nic mi sie nie
        przeslyszalo, nie gralo radio ani telewizor, bylo zupelnie cicho. Jesli cos
        zawierusze, np. portfel albo jakis drobiazg czy dokument, a zdarza mi sie to
        czasami, wystarczy ze poprosze pomoz mi corciu i spojrze na jej zdjecie od razu
        wiem gdzie dana rzecz lezy. To samo mowi moja mama, a tez w kolko cos gubi, ze
        tylko spojrzy na Agatke od razu znajduje.
        Poza tym bylam teraz niedawno w szpitalu i tez czulam przed operacja i po niej
        opieke i obecnosc Agatki. Przed przyjeciem balam sie ,ale po pobraniu krwi juz
        na oddziale prosilam Agatke o pomoc, i to jest naprawde bardzo dziwne, bo taki
        spokoj ktory mnie ogarnal naprawde zdarzyl mi sie chyba pierwszy raz. Sama bylam
        zdziwiona tym jak sie czuje, trudno mi to przekazac bardzo dziwne uczucie
        spokoj, ale taki dziwny inny niz zwykle , tak jakby radosc, szczescie, nistety
        nie potrafie tego opisac slowami. Nie bralam zadnych lekow uspokajajcych.
        Zdarzylo sie tez szereg innych drobnych zdarzen zwiazanych ze zdjeciem corki,
        jej niektorymi rzeczami, itp.
        Tak wiec ja wiem , ze moja corcia, jakas jej czesc, ta najistotniejsza zyje i
        mam cicha nadzieje, ze stworca pozwoli mi kiedys ja spotkac. Czego rowniez i Wam
        z calego serca zycze, abyscie tez uwierzyli ze kiedys spotkacie swoich
        najdrozszych...
        Halina-mama Agatki
        • sonja12 Re:Do halas1961 09.10.08, 19:33
          Witaj Halinko. Czytam wszystkie twoje posty po kilka razy i musze
          ci powiedzieć ,że dają mi one taka siłę do życia i nadzieję ,że
          spotkam tam kiedyś moją mamę.Ja też doświadczyłam sytuacji
          podobnych do twoich i wierze ,że tam coś .Pisz jeżeli możesz , ja
          czekam bardzo na twoje posty . Pozdrawiam cię serdecznie ewa.
          • halas1961 Re:Do sonja12 09.10.08, 20:32
            Strasznie sie ciesze, ze to co pisze komus pomaga.
            Dlugo nie pisalam, bo bylam w szpitalu, zle sie czulam,mialam zepsuty komputer.
            I byl moment , ze stwierdzilam iz powinnam zrobic sobie przerwe od tematow
            poruszanych na tym forum. A czasem jest tak, zreszta sama na pewno to masz, ze
            sie po prostu nic a nic nie chce.
            Staram sie nie byc w takich stanach dlugo, na sile wychodzic z tego jak
            najszybciej. Czasem jestem bardzo, bardzo zmeczona, ale maz i syn wciaz mam
            wrazenie sa slabsi ode mnie i szukaja wlasnie u mnie wsparcia. Tak widocznie ma
            byc, moze to wlasnie moje zadanie tu do spelnienia.
            Ps. Ja tez czytam wszystkie Twoje posty:):):)
            pozdrawiam mile
            Halina-mama Agatki
    • nomad.net Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 03.10.08, 15:54
      A ja szukam i szukam odpowiedzi. Ponizej znajduje sie jeden z
      komentarzy napisanych przez "Vika" do tekstu ze strony
      www.ndw.v.pl/art.php?nr=597&kom=1
      "Tak sie sklada, ze przezylam smierc kliniczna dwukrotnie i za
      kazdym razem mialam podobne odczucia jak opisane w
      artykule.Dwukrotnie kazano mi wracac do zycia z tego samego powodu:
      mialam wowczas malenkie dzieci.Od tamtej pory wyzbylam sie strachu
      przed smiercia.I tu male zastrzezenie co do jedbnej z tresci
      zawartych w artykule: faktem jest, ze po "przejsciu na tamta strone"
      zycia pragnie sie powrotu "tam" do zycia po smierci, zywie ogromna
      tesknote do powrotu tam"... Jest to oczekiwanie radosne , bez
      strachu i obaw.Nabiera sie wiary w...Najwyzsza Sile rzadzaca calym
      wszechswiatem, niewyobrazalnie dobra i przyjazna.Zmienia sie poglady
      na sprawy wiary i religii. One wygladaja calkiem inaczej niz wpajaja
      nam religie swiata. One tylko tlumacza , przyblizaja "TO WIELKIE
      COS" w naszym ludzkim rozumieniu.Staraja sie nam przedstawic to
      zjawisko w sposob dla nas ludzi zrozumialy ale w sposob mocno
      uproszczony. Nabylam wowczas przeswiadczenia, ze musze spelnic
      zadania, ktore sa mi przeznaczone w czasie zycia fizycznego
      i...nawet w najgorszych opalach zyciowych samobojstwo jest
      calkowicie ZAKAZANE! Dlatego dziwi mnie stwierdzenie zawarte w
      artykule, ze z tesknoty za zyciem po smierci samobojcy probuja po
      raz kolejny. To nie moze byc prawda! Sila najwyzsza( obojetnie jak
      sie nazywa) surowo zakazuje samobojstwa i zabijania innych zywych
      istot! Takie przeswiadczenie sie wynosi wlasnie z powrotu z tamtej
      strony. Obecnie mam 48 lat i raka.19 kwietnia czeka mnie powazna
      operacja. Czy to bedzie moj koniec zycia terazniejszego , nie
      wiem.Ale mam ten komfort: nie boje sie smierci. Od chwili tamtych
      przezyc wiem, ze czeka na mnie tylko cos wspanialego. Znacznie
      przekraczajacego wyobraznie ludzi, ktorzy tego nie doswiadczyli
      i...przekraczajacego zasob ludzkich slow i wyobrazni, abym to mogla
      dokladnie opisac a czytelnik zrozumiec. I rzecz dziwna: jednoczesnie
      boje sie, ze...nie zdaze zalatwic wszystkiego co powinnam, ze smierc
      przyjdzie za wczesnie.A tak bardzo chcialabym zasluzyc na pozwolenie
      pozostania tam,gdzie juz bylam...Przez ostatnich ponad dwadziescia
      lat bardzo sie staralam na pozostanie tam zasluzyc. Stojac wiec
      wlasciwie nad grobem nie musze chyba klamac czy probowac kogos
      przekonac o czymkolwiek.I nie taka jest moja intencja.Moja intencja
      jest raczej przekazanie wszystkim zaniepokojonym czy ciekawym jednej
      mysli: Najwyzsza Sila Natury, dawca nam zycia doczesnego, kazdego z
      nas stworzyl sciscie okreslonym celu.Raczej nalezy poprostu zyc i
      selnic swoje zadania na ziemi a potem ...bedzie zycie po zyciu.
      Pozdrawiam Autora artykulu i uczestnikow tej rozmowy. No i
      oczywiscie sie nie zegnam, bo przeciez sie wczesniej czy pozniej i
      tak spotkamy. :-)"
    • osmiorniczka030 Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 03.10.08, 17:17
      Czesc

      A teraz czas na moje przemyslenia filozoficzne na temat smierci...

      Otoz zacznijmy od poczatku. Uwazam, ze to nie jest przypadek, ze
      powstal swiat, galaktyki, gwiazdy, planety, Ziemia... Uwazam, ze to
      nie przypadek, ze wszystko posiada rownowage i swego rodzaju
      symetrie. Bo przeciez kazda rzecz na Ziemi ma swoj poczatek i
      koniec, swoisty rytm, gleboki sens i wedlug mnie bardzo logiczny lad
      i porzadek.

      Najlepszy przyklad - ze na Ziemi jest tlen i to w ilosci takiej,
      jakiej potrzebuje czlowiek i inne stworzenia. To samo dotyczy wody,
      temperatury, wilgotnosci, pozywienia, ze sa pory roku, ze przyroda
      sie odradza, ze ludzie i zwierzeta sie rozmnazaja, ze rosliny
      owocuja...

      Jest swoista rownowaga

      dobro-zlo
      przyczyna-skutek
      ogień-woda
      sila-slabosc
      dzien-noc
      zdrowie-choroba
      mlodosc-starosc
      radosc-smutek
      przyszlosc-przeszlosc
      góry-doliny
      milosc-nienawisc
      jasność-ciemność
      zimno-ciepło
      zmeczenie-odpoczynek
      poczatek-koniec
      zycie-smierc

      Oczywiscie z naukowego punktu widzenia wiele jest do wytlumaczenia,
      ale ja osobiscie uwazam, ze musi byc jakas Istota wyzsza, ktora to
      wszystko stworzyla i ktora tym wszystkim kieruje, ponieważ to
      wszystko ma sens.

      Co wiecej, uwazam, ze to, co w naszym zyciu wydaje sie zwyklym
      przypadkiem, wcale nie jest takie przypadkowe. Mysle, ze kazdy z nas
      ma w zyciu swoja role do spelnienia. Raz jestesmy uczniami i musimy
      sie czegos nauczyc, a innym razem jestesmy nauczycielami i uczymy
      innych. Uwazam, ze owa Istota specjalnie prowadzi nas roznymi
      kretymi, czesto bardzo bagnistymi drogami. To nasze zycie wedlug
      mnie to taka troche "szkola przetrwania."

      Idac dalej tym tropem uwazam, ze skoro jest "ktos" to
      wszystko "wymyslil" i tak doskonale ze soba polaczyl, dopasowal,
      niczym elementy jednej ukladanki, ze wszystko na swiecie ma jednak
      swoj sens, nawet to, co z pozoru wydaje sie nam bez sensu, to
      dlaczego nagle nasze zycie i smierc mialyby byc tego sensu
      pozbawione?

      Dla mnie wydaje sie calkiem sensowne i logiczne, ze jezeli jest
      cialo, to dla rownowagi jest i dusza. Jezeli jest swiat fizyczny, to
      takze swiat duchowy. W przypadku, gdyby nie istnial swiat duchowy,
      nasza ziemska wedrowka BYLABY POZBAWIONA SENSU i byloby to chyba
      jedyne ogniwo w tej olbrzymiej "budowli" tego sensu pozbawione.

      A Smierc bliskich? Choroba? Rak? Cierpienie? Osamotnienie? Bieda?
      Bezdomność? Bezradność? Tesknota? Ból? Krzywda? Uwazam, ze im
      bardziej kreta droga idzemy przez zycie, tym wieksza czeka nas za to
      nagroda po tej drugiej stronie, tym bardziej jestesmy przez ta
      Istote wyroznieni.

      To nasze zycie przypomina mi troche przypowiesc o Hiobie.

      "Hiob jest doświadczany przez Boga, który najpierw odebrał mu 10
      dzieci, ogromny majątek, a na koniec zesłał trąd, walczy godnie z
      przeciwnościami losu. Żona Hioba nie rozumie pełnej pokory postawy
      męża. Zachęca go, aby złorzeczył Bogu, na co Hiob odpowiada: "azali
      tylko dobre przyjmować będziemy od Boga, a złego przyjmować nie
      będziemy?". W innym miejscu oświadcza, że Pan ma prawo zarówno
      dawać, jak i odbierać, bo wszystko od niego pochodzi. Jak z tego
      widać, w swoim cierpieniu Hiob jest osamotniony. On wie, że jest
      niewinny: "sumienie mam czyste". Tym większy jest zatem jego dramat.
      Cierpi godnie, domaga się tylko rozmowy z Bogiem, bo chce mieć prawo
      do obrony. Jahwe przyjmuje propozycję Hioba. Jawi się mu w całym
      majestacie swej potęgi i mocy. Przytłoczy jednak Hioba tysiącem
      pytań, na które człowiek nie znajduje odpowiedzi. Ze słów Stwórcy
      Hiob jednak zrozumie, że cierpienie jest próbą wiary i wielka
      tajemnicą. Uległość i wierność Hioba zostanie jednak wynagrodzona,
      Bóg odwróci nieszczęścia". (Cytat z www.zgapa.pl)

      Moje przemyslenia wcale nie wynikaja z tego, ze jestem katolikiem,
      bo po smierci Taty zupelnie, jak u wiekszosci obecnych tu osob, moja
      wiara tez sie zalamala i musialam ja budowac od nowa. Mnie takze nie
      wystarczaly zapewnienia osob duchownych o tym, ze jest Bog, jest
      Niebo i jest zycie po smierci. Ja tez uwazalam, ze to jakas bajka,
      ktora ludzie wymyslili sobie na pocieszenie po stracie bliskich.

      Uwierzcie mi, ja przez ten rok przeszlam prawdziwa wedrowke
      filozoficzna w poszukiwaniu Boga, Taty, zycia wiecznego i sensu
      naszego istnienia. Nie powiem Wam ze mam pewnosc, iz tamten swiat
      istnieje, ale powiem Wam, ze za duzo w moim zyciu sie wydarzylo i za
      duzo elementow laczy mi sie w jedna, logiczna calosc, zebym mogla
      teraz, jak niektorzy forumowicze "od biegajacej kanapki z serem", z
      cala stanowczoscia powiedziec, ze tamtego swiata nie ma.

      Pozdrawiam i jak zawsze zycze Wszystkim wiary i nadziei.
      • misiu.stefan Re: Moje przemyslenia na temat smierci. 06.10.08, 13:13
        Jak widać każdy inaczej patrzy na sprawy śmierci.

        Ja mam takie przemyślenia:
        dla mnie każdy człowiek jest wieczny,
        nie pamiętamy momentu narodzin i tak samo nie będziemy pamiętać
        chwili śmierci.

        Istnieję od zawsze, nie było momentu w którym się pojawiłam.
        Jestem od zawsze,
        nie czuję jak mija czas. Dzień za dniem, rok po roku. Gdyby mi ktoś
        kiedyś nie powiedział, ze istnieje czas, godziny, dni, lata to nie
        zdawałabym sobie z tego sprawy.

        Śmierć jest najtrudniejsza dla bliskich, bo ogarnia nas poczucie
        pustki, tęsknoty, krzywdy i żalu.

        Ja chciałabym odejść w spokoju, bez bólu, w ciszy.

        I mam nadzieję odnaleźć spokój po tej drugiej stronie...

        Człowiek dorasta,
Pełna wersja