krolowazla
31.10.08, 11:49
Wszystko wraca. W dodatku ze zdwojoną siłą.
Właśnie rok temu stan mojej mamy drastycznie sie pogorszył. Walczyła 2 lata,
a zgasła w przeciągu miesiąca. Za kilka dni dokładnie 5 listopada minie rok,
odkąd usłyszałam od lekarki, że to koniec. 2 lata wczesniej tez w listopadzie
u mamy stwierdzono raka.
Widzę moją mamę jak siedzi na szpitalnym łóżku, zamyślona - powiedziałam, ze
jutro zrobią badania, więc wracamy do domu. Ale ja wiedziałam, ze juz nikt jej
nie bedzie leczył. Dwa dni później powiedziałam, że to przerzuty.
Moja mam nie płakała. Powiedziała: "szkoda, że tak szybko. Walczyłam jak mogłam".
Miesiąc później odeszła. Odeszła cichutko, bez krzyku. Po prostu zasnęła.
Zaskoczyła nas jej choroba, zaskoczyła również śmierć.
Wmawiam sobie, że jest dobrze. Proszę, żeby do mnie przyszła. Chce wiedzieć
czy jest jej dobrze.
Prosze ją o opieke nade mną, nad moją córeczką. Wiem, ze nam pomaga. Ten rok
to był horror w moim zyciu osobistym, wierze, że to ona pomogła mi ułozyc
życie na nowo.
Ona pomogła podjąć mi decyzję, która zmieniła moje życie (wtedy to przyszła do
mnie pierwszy i ostatni raz).
Tęsknie. Bardzo tęsknie.