kasia_oczko
31.10.08, 14:29
Hej nazywam sie Kasia!!
Trafilam na te forum bo dzis w przeddzien swieta zmarlych...postanowilam wkoncu po 2 latach tlumienia bólu...znalezc dla niego ukojenie lub chociaz jakies ujscie bo nigdy o nim szczerze nie mowilam...
2 lata temu w wigilie zmarla moja najukochansza babcia...jej starosc i powolne umieranie w cierpieniu, leku było straszne a moja bezradnosc przerazajaca-ona była taka krucha delikatna bezbronna jak dziecko...i na koncu taki finał-śmierć w taki dzien:((((o ile w ogole istnieje dobry dzien na smierc to wigilia jest najgorszym z mozliwych....zrozumie to ten Kto stracił bliska osobe w ten dzien...juz na zawsze swieta stracily swoj blask i jeszcze dobitniej przypominaja o przezytej tragedii...czujesz ze nie tylko straciles kogos najblizszego ale jeszcze odebrano Ci jededen jedyny najszczesliwszy dzien w roku:((((
...znalazlam jednak pocieszenie...a raczej staralam sie pocieszyc tym ze mam jeszce druga babcie...one tez byla chora- dochodzila do siebie po udarze mózgu, ale wlasnie w te swieta poczula sie lepiej...wydawalo sie ze wszystko jest na najlepszej drodze...wiec postanowilam byc dla niej silna...pomyslalam ze musze dac odejsc tamtej babci bo smierc byla dla niej napewno ukojeniem...ale życ dla drugiej, której moja milossc pomoze wyzdrowiec...a tu 6 stycznia 2 tygodnie pozniej w swieto trzech króli telefon ze babcia nie zyje...zasnela po obiedzie i sie nie obudzila- umarla dokladnie tak jak chciala...a ja pomyslalam ze to jest jakis cholernie glupi zart!!!!!
...przestalam wierzyc we wszystko!!!...przestalam sie modlic...jaka bylam wsciekla na Boga!!!...wydawalo mi sie ze dobrze sie bawi...ze siedzi wygodnie w tym swoim niebie i zrzuca na nas te cierpienia by sprawdzic ile jestesmy w stanie zniesc!!!...do tej pory mam do Niego zal:(((
...jednak nie poddawalam sie...postanowilam walczyc o siebie z Bogiem czy bez Boga to bylo bez znaczenia...wymyslalam sobie kolejne pocieszenia...w dniu w ktorym jechalam na pogrzeb babci moja przyjaciolka urodzila coreczke- to troszke pomoglo...kilka miesiecy pozniej moja siostra zaszla w ciaze- wtedy pomyslalam, ze takie poprostu jest zycie ze umiera Ktos by mogl sie narodzic Ktos...jednak radosc nie trwala dlugo...poronila:(((...juz mialysmy wymyslone imie...juz widzialam jak prowadze je w wozeczku...maialam byc chrzestna...:(((((...
I tak z cierpienia w cierpienie...z tragedi w targedie...juz nie wspominajac ze w miedzyczasie tata moj otarl sie o smierc...i nawet nie mialam czasu ani sily by sobie z tym poradzic by odpoczac...jak mialam sie modlic skoro przestalam ufac Bogu???...a kto inny jest w stanie poradzic sobie z takim cierpieniem jak nie Bóg??...pogobilam sie w tym wszystkim...i jedynym sposobem bylo wyparcie bolu...zaczelam zyc jakby nigdy nic sie nie zdarzylo...jakby zycie toczylo sie dalej...wszyscy na forach pisza ze chodza codziennie na cmentarz ze rozmawiaja ze zmarlymi...a ja na grobie jednej babci bylam tylko raz po pogrzebie...dlaczego??...poprostu zwyczajnie sie boje...boje sie ze sie posypie...boje sie jechac do miasta w ktorym mieszkala i jest pochowana bo to mi ja przypomni...bo powroca wszystkie wspomnienia szcesliwych dni dziecinnstwa gdy spedzalam tam wakcje a razem z nimi te najbolesniejsze...bo uswiadomioe sobie ze jej juz tam nie ma...a tak moge sobie marzyc ze kiedys pojade i ja odwiedze i wypijemy kawe z ciastem drozdzowym...
grob drugiej babci jest w mojej rodzinnej miejscowosci wiec czasem go odwiedzam, ale zadko i na chwilke i nigdy sama...wole miec towarzystwo zeby pogadac o jakis pie...ch...by nawet na chwile nie pomyslec nie zadumac sie nie powspominac...by ani na chwile nie zostac z babcia sam na sam...by nie uswiadomic sobie jak bardzo jej brak...
Nie wiem co mam robic??...nie moge przeciez tak wiecznie uciekac...wychodze wkoncu na wyrodna wnuczke ktora nie odwiedza grobow dziadkow...
Co mam zrobic by dalej zyc normalnie?? co mam zrobic by znow zaufac Bogu??
niedlugo wychodze za maz i chcialabym by babcie byly ze mnie dumne!!napewno wspomnienia o nich przyjda do mnie tego dnia ale nie chce by zepsoly ten dzien, ale zebym czula ze one sa ze mna i sie ciesza razem ze mna!!
a co jesli wkrotce zostane mama?? boje sie kochac by nie cierpiec tak bardzo po stracie...im mniej osob kochamy tym mniej jestesmy narazeni na cierpienie po ich stracie!!!
Jak pozbyc sie tych wszystkich lękow!!!