nowa kobieta taty a nie minął nawet rok

26.11.08, 23:01
Witam
Za kilkanaście dni będzie pierwsza rocznica śmierci mojej mamy. Ja nie do
końca poradziłam sobie z jej nagłym odejściem. Najpierw była rozpacz, potem
wydawało się że jest coraz lepiej. Ale od jakiegoś czasu jest znowu gorzej,
bardzo tęsknię, jestem coraz smutniejsza. Niedawno urodziłam córeczkę, ma
miesiąc. Wielka radość z jej narodzin miesza się ze smutkiem - bo ona nie
pozna mojej mamy a moja mama nie pozna jej.
zaraz po narodzinach córki przyjechał do mnie tata i powiedział mi że kogoś
poznał. Wszyscy o tym wiedzieli wcześniej - tylko nie ja. Nie chcieli mi mówić
kiedy byłam w ciąży bo obawiali się że źle to przyjmę. Niby nie przyjęłam źle,
z jednej strony cieszę się szczęściem taty i życzę mu wszystkiego dobrego,
wcale nie chcę aby był sam. Z drugiej strony odkąd się dowiedziałam śnią mi
się okropne koszmary z mamą w roli głównej i jest mi smutno i ciężko. Gdzieś w
głębi nie rozumiem czemu tata tak szybko znalazł kogoś na miejsce mamy...

Mam wspaniałą rodzinę, dwie córeczki, kochanego męża. A czuję się ostatnio jak
małe dziecko które chciałoby iść się przytulić do mamy. Tylko mamy już nie ma.

Nie mówię o tych smutkach nikomu z rodziny - nie potrafię. Kiedy jestem sama
popłakuję, kiedy mąż i starsza córka są w domu - nic nie daję po sobie poznać.
Chociaż mąż pewnie w końcu się zapyta co mi jest bo nie zachowuję się chyba
jak zwykle.

Jestem zmęczona smutkiem i bólem.

Okropnie się boję że sama nagle zachoruję lub umrę - jak moja mama. I że moje
dzieci, zwłaszcza starsza córka będzie cierpieć. I mój mąż. Strasznie też boję
się że dzieci lub mąż zachorują. Jakoś po śmierci mamy która była nagła i
niespodziewana dotarło do mnie że NA PRAWDĘ KAŻDY może umrzeć w każdej chwili.

Jestem wierząca, wiem że Bóg ma swoje plany i że one są najlepsze. Nie kłócę
się z NIM, nie mam żalu. Po prostu jakoś mi ostatnio brakuje siły, rozsądku,
wytrzymałości. Jednego dnia jestem przeszczęśliwa, mam przecież czym się
cieszyć. Następnego jestem w wielkim dołku :(

Niedługo mam poznać "dziewczynę" taty. Bardzo się tego boję. Bardzo nie chcę
jej urazić ani zrazić do siebie. Ona jest wieku taty, wdowa, ma dzieci - jest
w porządku, ma prawo sobie życie układać, tak jak i mój tata. Chciałabym ją
polubić. A boję się że ryknę płaczem na jej widok :(
    • kluchaleniwa Re: nowa kobieta taty a nie minął nawet rok 27.11.08, 18:17
      Zaczne może od tego,że bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojej
      Mamy.Moja Mama nie żyje 7 lat,też odeszła nagle i pomimo tego,że
      stosunki między nami były takie sobie ból był przeogromny,już nie
      płakałam,wyłam,bo to aż fizycznie bolało.Został ojciec w jednym domu
      i ja z rodziną.Dom jest ogromny,każdy ma swoje wejście i osobne
      gospodarstwa.No i właśnie w niecały rok pojawiła się
      ONA.Sąsiadka,wdowa...Wzieli ślub,a ja dowiedziałam się o tym po
      miesiacu,po 2 miesiącach ONA przestała dbać o pozory,w domu MOJEJ
      MAMY czuje się lepiej niż my-dzieci,nie mówiąc o podstępnym
      nastawianiu ojca przeciw nam.Bądz więc ostrożna,mam nadzieje,że Twój
      ojciec jest mądrzejszy od mojego,a i ta pani nie jest wyrachowanym
      babsztylem czychającym na majątek.
      • zonka77 Re: nowa kobieta taty a nie minął nawet rok 27.11.08, 21:25
        o majątek się nie obawiam, Tata pod tym względem jest bardzo poukładany, zadbał
        o nas (swoje dzieci) wszystko jest dogadane. Zresztą...jestem dorosła i mam
        swoje życie, pracę i pieniążki.
        Ale oczywiście troszkę się obawiam żeby tata nie cierpiał...To takie dziwne
        uczucie. Z jednej strony nie mogę oswoić się z myślą o nowej kobiecie a z
        drugiej skoro już jest to oby była jak najlepsza i oby mój tata był jak
        najszczęśliwszy. I byleby nie był rozczarowany ani zraniony...Ehh.
        • nocula Re: nowa kobieta taty a nie minął nawet rok 29.11.08, 21:04
          Nie pomyślałaś, że to mogą być objawy lekkiej deprsji poporodowej,
          zwłaszcza te irracjonalne lęki.
    • wredzioszek Re: nowa kobieta taty a nie minął nawet rok 30.11.08, 03:51
      zonka 77, martwie sie o Ciebie. nie ukrywaj swoich przezyc tylko dla siebie.
      opowiedz komus , moze mezowi, moze przyjaciolce, siostrze o swoich uczuciach,
      bolu i lękach.zastanow sie i pomysl - czy lęki ktore masz i poplakiwania sa na
      poziomie ktory okreslisz jako racjonalny, miarodajny czy czujesz ze sie w tym
      gubisz..mozesz byc po prostu w takiej depresji, dlatego nie ukrywaj tego,
      opowiedz komus bliskiemu o swoich rozterkach.po smierci bliskiej mi osoby
      przychodzilam do domu, siadalam na lozku i plakalam. i tak kazdego dnia.
      schudlam wtedy strasznie, nie potrafilam sie z tego wydobyc. praktycznie
      plakalabym tak nieustannie. moj bol byl ogromny.trapily mnie tez takie lęki o
      zdrowie. dopiero kolezanka mi pomogla, mowiac ze chyba wpadlam w depresje.
      wyslala mnie do lekarza.bylam juz w takim stanie ze bylo mi obojetne co ludzie
      pomysla. i faktycznie, leczenie pomoglo. minelo juz wiele lat a ja wiem ze wtedy
      pomogla mi druga osoba ktora umiala rozpoznac jak zatracam sie w bolu. to bylo
      straszne doswiadczenie, ale patrzac wstecz musze Ci powiedzic ze to mija. nie
      zostawaj tylko sama z tymi uczuciami i myslami. a Tacie pozwol zyc tak jak on
      chce.jedni reaguja tak, inni inaczej, nie nam oceniac.mozesz tez zawsze go
      prosic by troche sie wstrzymal by poszanowac Twoje uczucia. ta cienista dolina
      ma swoj koniec, uwierz mi, ale nie zostawaj zupelnie sama w tym bolu.
Pełna wersja