zonka77
26.11.08, 23:01
Witam
Za kilkanaście dni będzie pierwsza rocznica śmierci mojej mamy. Ja nie do
końca poradziłam sobie z jej nagłym odejściem. Najpierw była rozpacz, potem
wydawało się że jest coraz lepiej. Ale od jakiegoś czasu jest znowu gorzej,
bardzo tęsknię, jestem coraz smutniejsza. Niedawno urodziłam córeczkę, ma
miesiąc. Wielka radość z jej narodzin miesza się ze smutkiem - bo ona nie
pozna mojej mamy a moja mama nie pozna jej.
zaraz po narodzinach córki przyjechał do mnie tata i powiedział mi że kogoś
poznał. Wszyscy o tym wiedzieli wcześniej - tylko nie ja. Nie chcieli mi mówić
kiedy byłam w ciąży bo obawiali się że źle to przyjmę. Niby nie przyjęłam źle,
z jednej strony cieszę się szczęściem taty i życzę mu wszystkiego dobrego,
wcale nie chcę aby był sam. Z drugiej strony odkąd się dowiedziałam śnią mi
się okropne koszmary z mamą w roli głównej i jest mi smutno i ciężko. Gdzieś w
głębi nie rozumiem czemu tata tak szybko znalazł kogoś na miejsce mamy...
Mam wspaniałą rodzinę, dwie córeczki, kochanego męża. A czuję się ostatnio jak
małe dziecko które chciałoby iść się przytulić do mamy. Tylko mamy już nie ma.
Nie mówię o tych smutkach nikomu z rodziny - nie potrafię. Kiedy jestem sama
popłakuję, kiedy mąż i starsza córka są w domu - nic nie daję po sobie poznać.
Chociaż mąż pewnie w końcu się zapyta co mi jest bo nie zachowuję się chyba
jak zwykle.
Jestem zmęczona smutkiem i bólem.
Okropnie się boję że sama nagle zachoruję lub umrę - jak moja mama. I że moje
dzieci, zwłaszcza starsza córka będzie cierpieć. I mój mąż. Strasznie też boję
się że dzieci lub mąż zachorują. Jakoś po śmierci mamy która była nagła i
niespodziewana dotarło do mnie że NA PRAWDĘ KAŻDY może umrzeć w każdej chwili.
Jestem wierząca, wiem że Bóg ma swoje plany i że one są najlepsze. Nie kłócę
się z NIM, nie mam żalu. Po prostu jakoś mi ostatnio brakuje siły, rozsądku,
wytrzymałości. Jednego dnia jestem przeszczęśliwa, mam przecież czym się
cieszyć. Następnego jestem w wielkim dołku :(
Niedługo mam poznać "dziewczynę" taty. Bardzo się tego boję. Bardzo nie chcę
jej urazić ani zrazić do siebie. Ona jest wieku taty, wdowa, ma dzieci - jest
w porządku, ma prawo sobie życie układać, tak jak i mój tata. Chciałabym ją
polubić. A boję się że ryknę płaczem na jej widok :(