on1953
01.12.08, 10:45
Oddszedl, po krotkiej, niespodziewanej chorobie czlowiek ktorego
pokochalam, czlowiek ktory latami kochal mnie i dla mojego szczescia
wyrzekl sie swojego: ja mialam Rodzine, dziecko, meza. Mimo tej
wielkiej wspanialej Milosci wybralam Rodzine, odpowiedzialnosc,
liczylismy na to, ze kiedys na starosc bedziemy razem, On wiedzial,
ze ja nie potrafie skrzywdzic dziecka, obiecal, ze bedzie na mnie
czekal tak dlugo jak ja bede tego wymagac, do starosci...Wiedzialam
jak bardzo go to boli, jak cierpi, ale moja decyzja byla
nieodwolalna. Nabralam do niego dystansu, wmowilam sobie, ze ten
zwiazek musi poczekac kilka lat..A On odszedl, nie zdazylam mu nawet
powtorzyc jak bardzo Go dalej kocham, jak bardzo Go szanuje, jak
kocham za Jego milosc, za Jego madrosc, ...Tak cierpie, nawet bol
fizyczny jest nie do pokonania..Modle sie, nie wiem czy On mnie
slyszy, nie wiem w co wierzyc??, Prosze pomozcie mi!Jak poradzic
sobie z tym strasznym bolem?