tak nagle...

14.01.09, 12:16
Witam,
5 stycznia zamarł mój kochany tatuś.Wyszedł do pracy i już nie
wrócił.Najprawdopodobniej dostał rozlegly zawał serca.Pół godziny
reanimacji nie pomogło.Tata miał tylko 54 lata.Tak strasznie
cierpimy...mama nie potrafi sobie poradzić z odejściem taty,a ja
muszę być przy niej twarda.Razem załatwiliśmy pogrzeb...to było
straszne.Wybór trumny,wieńca..ach aż serce ściska.Tata już pochowany
a my nie wiemy jak dalej zyć. Pozostało tylko jedno pytanie
dlaczego tak szybko nas zostawił?
    • apapon Re: tak nagle... 14.01.09, 17:04
      współczuję Tobie bardzo, dzisiaj mija miesiac od śmierci mojej mamy,
      i wiem jak to bardzo boli ...
      • halas1961 Re: tak nagle... 14.01.09, 21:58
        Wcale nie musisz byc twarda, nie badz twarda.
        Wyplacz swoj zal, swoj bol, swoja rozpacz, tesknote, zal do Boga, wyplacz...
        Rozmawiaj o tym jesli chcesz, mama tez pewnie potrzebuje rozmowy.
        Pisz tu na forum lub do zeszytu to troche pomaga, moze pomoga Ci nasze slowa.
        Wszyscy tu cierpimy jednakowo, tesknimy, niektorzy sa troche dluzej, inni od
        wczoraj, ale jednakowo dotknieci przez los.
        A moze zachec mame i naucz ja, jesli nie umie i niech tez do nas dolaczy.

        Pozdrawiam
        Halina-mama Agatki
        • maretta111 Re: tak nagle... 15.01.09, 09:40
          ja pochowałam tatę 17 lat temu i do dziś boli, brata 28 listopada ubiegłego
          roku, współczuję niezmiernie
          • mal_28 Re: tak nagle... 15.01.09, 11:18
            z mamą rozmawiamy,bo teraz jest u mnie.Rozmowy bardzo pomagają,ale
            cały czas myśle że tata sam tam leży...taki bezbronny tak
            naprawdę.Zawsze był silny,twardy i tak było do końca.Los jest
            okrutny.Pocieszam sie tylko tym że serce i nogi już Go nie bolą.Mimo
            wszystko dziekuje za ostanie Święta spedzone razem i TYLKO za to....
            Dzisiaj ide ureglować koszty zwiazane z pogrzebem i wszystko znowu
            wraca.Moje serce krwawi....
            Dziekuje wszystkim ze słowa otuchy
            • kam.mar Re: tak nagle... 16.01.09, 11:03
              Też myślałam o tym, że moja mama leży na cmentarzu, sama, jest zima
              i ziemia zamarza i jej ciało zamarza i te myśli były dla mnie tak
              niewyobrażalnie smutne... Pamiętam ten smutek i myślę, że nigdy go
              nie zapomnę...
              Wcale nie musisz być twarda. Straciłaś ojca i to jest sytuacja,
              kiedy człowiek naprawdę potrzebuje oparcia...
              • amberka2 Re: tak nagle... 16.01.09, 11:56
                Moj tata rowniez zmarl nagle na zawal serca. To bylo 14 lat temu
                rowniez w styczniu, miesiac po moich 18 urodzinach. Poszedl do pracy
                i juz nie wrocil.
                Wiem co czujesz. Bol jest okropny. Miesiac temu stracilam mame. Od
                diagnozy chorowala tylko 4,5 miesiaca. W miedzyczasie urodzilam
                coreczke , na ktora mama tak dlugo czekala...
                To wszystko jest takie strasznie. Czasem mysle, ze zycie jest bez
                sensu. Zyjemy tylko po t5o, zeby kiedys umrzec.
                • mongajd Re: tak nagle... 16.01.09, 21:51
                  nie tylko po to, żeby kiedyś umrzeć...
    • stokrotka29 Re: tak nagle... 17.01.09, 09:19
      mal_28 napisała:

      > Witam,
      > 5 stycznia zamarł mój kochany tatuś.Wyszedł do pracy i już nie
      > wrócił.Najprawdopodobniej dostał rozlegly zawał serca.Pół godziny
      > reanimacji nie pomogło.Tata miał tylko 54 lata.Tak strasznie
      > cierpimy...mama nie potrafi sobie poradzić z odejściem taty,a ja
      > muszę być przy niej twarda.Razem załatwiliśmy pogrzeb...to było
      > straszne.Wybór trumny,wieńca..ach aż serce ściska.Tata już pochowany
      > a my nie wiemy jak dalej zyć. Pozostało tylko jedno pytanie
      > dlaczego tak szybko nas zostawił?
      Bardzo współczuję.5.10 ub.roku rak zabrał mojego tatę nie dając ani jemu ani
      lekarzom ani nam żadnych szans.Tatuś zmarł 3 tygodnie po diagnozie:(a dwa lata
      temu ta sama przeklęta choroba zabrała moją mamę.Oboje byli jeszce ludzmi w sile
      wieku/61 i 57 lat/.Zostalismy z rodzeństwem sami i wiem jak bardzo to boli i
      jaka straszna pustkę sie czuje gdy serce z rozpaczy rozpada sie na atomy:(mam 32
      lata i chociaż mam partnera i rodzeństwo to czuje sie jak mała osierocona
      dziewczynka dlatego wiem o czym piszesz,ale uwierz ,że choc brzmi to banalnie i
      pusto to złe chwile naprawde kiedyś mina pozwalając życ dalej bo życ
      trzeba,Rozmawiajcie z tatą i ze sobą nawzajem,wspierajcie się,płaczcie,szukajcie
      ludzi albo samotności i zachowajcie tatę w pięknym wspomnieniu.Ono kiedyś
      zostanie gdy minie rozpacz i dzięki niemu tata zostanie z wWami na
      zawsze.Pozdrawiamy i czule tulimy do naszych równie obolałych i osieroconych
      serc.Kiedyś naprawde zaświeci słońce.Ból nie zniknie ale będzie naprawdę
      łatwiej.Uwierz
      • mal_28 Re: tak nagle... 17.01.09, 11:29
        po wizycie w zakładzie pogrzebowym pojechałam do taty na
        cmentarz.Musialam sie iść z Nim spotakć bo znowu wszystko
        wróciło.Postałam,otrzepałam kwiaty ze śniegu(tak zawsze lubił
        porządek)pogadałam z nim i zrobiło sie troche lepiej.Dobrze ze mam
        dzieci i trzeba im zrobić obiad,pobawić się...bo byłoby naprawde
        fatalnie.Chociaż czasami mam tak dosyć,bo chciałabym posiedzieć w
        samotności,powspomonać jak to było,porozpaczać...ach serce płacze a
        oczy już nie maja czym płakać.Cząstka mnie umarła na
        zawsze....bardzo cierpie.
        Wy również cierpicie a mimo to wspieracie mnie dobrym słowem i za to
        WAM dziekuje
        • halas1961 Re: tak nagle... 17.01.09, 22:21
          Cząstka Ciebie umarła,
          Lecz czastka Twego ojca zyje w Tobie, przeciez jestes krwia z jego krwi, koscia
          z jego kosci. Wiec On nie calkiem umarl, nie calkiem...

          Jak to cudownie miec dzieci, ktore potem (choc to bardzo, bardzo
          przykre)oplakuja swoich rodzicow. Jak cudownie miec dzieci, ktore zaplaja na ich
          grobach swiatlo. Jak cudownie miec dzieci, ktore modla sie za dusze swoich
          rodzicow...
          Halina-mama Agatki
    • mal_28 Re: tak nagle... 18.01.09, 21:35
      dzisiaj byłam z mamą na cmentarzu.Te wizyty mimo bolu uspokajają
      mnie.Mama popłakała się a ja ...ja już nie mam czym płakać.Zapaliłam
      znicze i poztawiłam w "nogach" ,zawsze lubił ciepło.Otrzepałam
      kwiaty ze śniegu mówiąc że buziak ma zasypany.Ach czuje rozpacz i
      żal.Wstyd się przyanac że jeszcze za NIm nie tesknię.Myslę ze za
      tydzień dopadnie mnie tesknota.Zawsze mówił "wszystko będzie dobrze"
      a tak naprawdę jest do bani.Na dodatek miałam okropny sen,wręcz
      koszmar.Śniło mi się że mój mąż leżał w trumnie tylko żywy,szukałam
      balej koszuli do pogrzebu,ale tak naprawde miał to być pogrzeb
      taty.Mam nadzieję ze to tylko ze mnie nerwy i emocje
      wychodzą.Prosiłam tate o jakiś znak,abym mogła to zrozuumieć.Liczę
      że mnie uspokoi.Tak bardzo go kocham;
      • coreczka.tatusia Re: tak nagle... 18.01.09, 22:41
        Cześć. Mój tatuś też zmarł nagle, na zawał 17 grudnia, dokładnie
        tydzień przed Wigilią. Wczoraj minęło 30 dni od jego śmierci. Boli
        okrutnie.Mam uczucie jakby serce było rozdarte. Nigdy nie
        przypuszczałam,że tak ciężko się rozstać. Ale... nie proś go o
        jakieś znaki,teraz On potrzebuje Twojej modlitwy. Dla niego również
        jest ciężko, bo też się tego nie spodziewał. Ty masz mamę,możecie
        nawzajem się wspierać. Razem więc poprzez modlitwę za niego, możecie
        również mu pomóc. Ja też bardzo kocham swojego tatę i wiem,że On
        również kochał mnie ponad życie, więc pociesza mnie myśl,że teraz
        nareszcie sobie odpocznie.
        • mal_28 Re: tak nagle... 19.01.09, 20:38
          dzisiaj minęło dwa tygodnie od śmierci taty.I sama nie wiem czy juz
          czy tylko....Tak naprawde to dopiero teraz zaczynam tęsknić,z każdym
          dniem coraz bardziej.Jestem zła że zostawił nas tak szybko...miał
          jeszcze tyle do zrobienia.Wiem ze to jest zle ale jesztem rozżalona
          i zła.Zostawił swoje trzy kobiety i sie zwinął..ach.Niby taka kolej
          rzeczy,ale ja nie portafie sie z nia pogodzić.Tak naprawdę to
          jeszcze do końca nie wierzę że już Go nie ma z nami.
          Dziekuje Wam za madre słowa,które pomagają ...na chwile ale pomagaja.
          • maretta111 Re: tak nagle... 20.01.09, 08:36
            "Tragedia sprawia że wszyscy odczuwamy taką samą rozpacz. Dlaczego tak się
            stało? Bo sądziliśmy, że na wszystko mamy gotową odpowiedź i nie
            godziliśmy się
            na żadną zmianę..."
    • agnes3131 Re: tak nagle... 22.01.09, 16:42
      Ja nie mam żalu do Mamuni- wiem, że nie miała wyboru, że z własnej
      woli nigdy by nas nie opuściła, chociaż ostatniego dnia tak
      cierpiała, że mówiła, że chce zasnąć. Nie wierzę, że naprawdę tak
      myślała i odeszła na własne życzenie. Odeszła 6.10 i tak bardzo mi
      jej brak, wczoraj mój synek z okazji dnia babci mógł odwiedzić tylko
      cmentarz, a nie ma jeszcze 3 latek... Tak bardzo chciałabym do niej
      zadzwonić.
      Kocham Cię Mamo wciąż, zawsze.
      • mal_28 Re: tak nagle... 26.01.09, 11:35
        dzisiaj mija trzy tygodnie od śmierci taty....zle mi z tym, serce
        nadal boli i placze bo oczy juz nie mogą.Chodzę do nigo co 2-3 dni i
        nadal tak naprawde nie wierzę w to co się stało.Na dzien dziadka
        moja córka zrobila laurke dla dziadka.Tak bardzo go kochała...nawet
        nie dożył jej 4 urodzin.Na laurce było słoneczko,aby było Mu
        ciepło,kubek na herbate-którą Mu zawsze wypijała,buty i serduszka...
        Myślę że ona rozumie wiecej niż by wszystkim sie wydawalo.
        Tata śni mi się ze chodzi ze mna załatwiać sprawy,bo tak często było
        a pózniej odworzę go na cmentarz. Oj....mam nadzieję że jest
        szcześliwy,bo my cały czas cierpimy po starcie.Serce i dusza
        płacza....
    • mal_28 Re: tak nagle... 29.01.09, 08:56
      wczoraj byłam u taty na cmentarzu>Coś mnie ciągnęło,aby Go
      odwidzić.Pojechałam ze starsza córka.Zobaczyłam porozurzacane kwiaty
      na grobie.Po chwili dotarło do mnie że panowie przyszli złorzyć
      pomnik i zostawili po sobie pobojowisko.Tablica tay stała za
      pomnikiemn.Bardzo sie wzburzyłam ponieważ byliśmy umówieni że złożą
      go za dwa miesiące.moja cztroletnia córka nie wiedziala co sie
      dzieje.Pytała tylko dlaczego dziadzia tu leży zakopany,dlaczego jego
      serduszko nie bije i że ona odkopie dziadzię bo chce Go zobaczyć.
      Tata tak bardzo ja kochał....była oczkiem w głowie.Teraz widzę że
      cierpi.Dużo rozmawiamy o dziadku,ale jak jej pomóc.
      Zawsze jak witam sie z tatą i żegnam to zawsze płaczę...nie mogę
      inaczej.A ona biedna patrzyła na mnie zdezorientowana.Cały czas
      serce boli....czy to kiedyś minie
      Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo siły
      Gośka
      • kee-gan Re: tak nagle... 29.01.09, 10:36
        Też, straciłem kilka bliskich osób w ostatnim czasie.Chciałem się
        podzielić taką refleksją.Gdy ktoś odejdzie np. kolega , czy
        koleżanka z pracy, na ich miejsce zaraz przychodzi ktoś inny, szybko
        się zapomina o tej osobie, bo przecież wyścig szczurów musi trwać
        dalej.
    • elenarka_21 Re: tak nagle... 29.01.09, 21:29
      Co moge napisac...tylko tyle ze wiem co czujesz,daj sobie czas,bo
      czas nie leczy ran lecz przyzwyczaja do bolu.3.02 minie dwa lata
      kiedy moja Mama odeszla jednego dnia potrafie sie smiac a nastepnego
      jest tragicznie ciezko i tak bedzie juz zawsze.Moj synek mial 7
      miesiecy kiedy nas opuscila ale bedzie Ja pamietal zawsze z moich
      opowiadan.Trzymaj sie mocno pozdrawiam goraco
      • mal_28 Re: tak nagle... 30.01.09, 16:22
        dzisiaj jest mi bardzo ciężko.Moze przez pogodę.Pada
        śnieg,wieje.Patrzę w okno na spadajace płatki i płaczę.Że znowu tat
        zostanie zasypany,że kwiatków nie będzie widział,ze leży tam w tak
        zimnym miejscu sam....a ja,ja nic nie mogę zrobić.
        Wiem ze taka kolej rzeczy,ale Bóg tak szybko i nagle nam Go
        zabrał.Tak po prostu,bez przygotowania nas na smierć tatusia.
        Już nie mam siły....
        • mal_28 Re: tak nagle... 30.01.09, 16:31
          dzisiaj mija trzy tygodnie od dnia kiedy trafiłeś w to zimne
          miejsce.Nie mogę pojechać tatusiu na cmentarz,ale wiedz ze myślę i
          bardzo Cię kocham.
          [*]
    • mal_28 Re: tak nagle... 11.02.09, 13:25
      minął miesiac,mijają dni a czły czas mam nadzieje że zaraz
      przyjdziesz z pracy.Przychodziłeś ok.13....a teraz ...pozostał
      smutek,żal i nadzieja ze moze,że coś sie stanie...i wrócisz.Czekam
      na słowa co na obiad?,co sie martwisz?.
      Wiesz tatusiu co sie u nas dzieje.Mieszkamy u Was.Mama jakoś sobie
      radzi,tak naprawde wspieramy się.Chcemy sprzedać mieszkanie ,ale
      jakoś nic nam nie idzie.Rok zaczął sie fatalnie.Zawsze będziesz w
      naszych sercach.Julcia cały czas mówi o Twoim odejściu i bardzo to
      przeżwa.Byłeś jej najkochańszym dziadziusiem....Przepraszam ze sie
      rozkleiłam.Wiem ze tego nie lubisz.
      Dzisiaj w nocy m,iałam wrazenie jakbyś nas odwiedził.Przez chwilę
      czułam strach,ale pózniej dotarło do mnie że tu jest Twój dom.
      Kocham Cie
      Twoja córeczka
    • marta26 Re: tak nagle... 19.02.09, 21:39
      mal_28, musiałam napisać, biernie uczetniczyłam na forum, ale to co
      przeczytałam jest mi bardzo bliskie...
      Mój Tata odszedł w ten sam sposób, wyszedł do pracy i nie wrócił,
      rozległy zawał bez żadnego uprzedzenia, żadnego sygnału.
      Jesteśmy z mamą zdruzgotane. Miał 55 lat. Czasami jest już lepiej
      ale mam takie chwile słabości że zapadłabym się pod ziemie. Nie
      potrafię sobie poradzić z tym wszystkim.
      Gdybyś chciała pogadać napisz na maila gazetowego.
      7 kwietnia minie rok.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja