Ludzie naprawdę nie rozumieją...

05.02.09, 14:55
Kilka dni temu podszedł do mnie znajomy. Popatrzył na mnie i mówi:
”Widzę, ze masz takie straszeni smutne oczy i chciałem Ci
powiedzieć, że nie ma sytuacji, w których nie da się uśmiechnąć”.
Na co ja przypomniałam sobie jak moja mama leżała nieprzytomna w
szpitalu i umierała i zaczęłam się zastanawiać czy w takiej sytuacji
ten znajomy by się uśmiechał.
I zrobiło mi się tak strasznie przykro i z oczu poleciały mi łzy.
A on odszedł i odchodząc stwierdził, że moje łzy powiedziały mu
więcej niż chciał wiedzieć.
Zastanawiam się, po co w ogóle do mnie podchodził? Co sobie myślał?
Że rzuci jedno zdanie o uśmiechu a ja z radością zmienię się w
promienną osobę? Pokiwam głową i przyznam mu rację i zacznę się
uśmiechać?
    • mmiicchheellee Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 05.02.09, 15:25
      > ”Widzę, ze masz takie straszeni smutne oczy i chciałem Ci
      > powiedzieć, że nie ma sytuacji, w których nie da się uśmiechnąć”.

      wiesz co mimo iż wiele przeszłaś to twój znajomy miał
      rację.....pewnie teraz pomyślisz że głupia jestem to pisząc i że nic
      nie rozumię ale tak naprawdę wiem co czujesz 3lata temu 21listopada
      w wypadku samochodowym zginął mój chłopak zresztą napisałam tutaj
      post pod tytułem "Mój chłopak nie żyje" byłam w strasznym dołku
      wiesz czułam jakby życie mi się zawaliło a tak naprawdę to dopiero
      się zaczynało tak kochałam Piotrka zresztą nadal kocham to było
      straszne co wtedy przeżywałam ale wiesz teraz się
      uśmiecham...wyszłam z dołka mam córcie która ma 10 miesięcy i ona
      jest moim uśmiechem prezentem od Piotrka mimo iż to nie on jest jej
      tatą...po stracie kogoś bliskiego czuje się tylko pustę ale potem
      przyzwyczajasz się do bólu do tego że tej osoby już nie ma i trzeba
      żyć bez niej taki jest ten świat że ludzie się rodzą i odchodzą a my
      nie mamy wyjścia i musimy się z tym pogodzić nie wierze że jak
      wspominasz miłe chwile ze swoją mamą to tak w duchu napewno się
      uśmiechasz...:) będize dobrze uwierz mi pomagałaś mamie w chorobie
      więc masz też siłe żeby dalej być i być szczęśliwą a twój kolego
      chciał po prostu cię rozweselić jak zmarł mój chłopak to uwierz mi
      chciałabym usłyszeć od kogoś to co powiedział ci kolega ale ja na
      pocieszenie słyszałam tylko "jesteś jeszcze młoda ułożysz sobie
      życie" i ułożyłam ale te słowa byu nie na miejscu wtedy.....zrozum
      ludzi którzy chcą ci pomóc nie zawsze im to wychodzi ale ciesz się
      że jest ktoś kto te pomoc oferuje i korzystaj z niej.
      powodzenia buziaki
      • hanka_m Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 05.02.09, 17:55
        Mnie na razie taki uwagi sie nie zdażają,ale wszyscy wiedzą, ze to
        wszystko dopiero sie stało, ale az sie boję co bedzie jak zaczną
        mówić, żebym sie wzięła w garść bo trzeba zyć dalej itp.Tak czy
        inaczej ludzie nie lubia oglądać smutnych i pogrążonych w żałobie
        takich jak my.
        • pawellkowa Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 05.02.09, 18:27
          Mój mąż nie żyje od 2 mcy. Mam dwójkę dzieci. Na początku nie
          znosiłam gdy ktos mówił, masz dzieci musisz sobie dac radę. Teraz
          nie znoszę, gdy ktos mówi, ze jestem silna. Nic o mnie nie wiedzą,
          nie wiedzą ile kosztuje samotnośc po stracie, nie wiedza co znaczy
          poranne przebudzenie. |Gdy znów sobie uswiadamiasz ten koszmar. To
          ich gadanie o tym jaka jestem silna, to jest samousprawiedliwianie.
          Jesteś silna, nie potrzebujesz mojej pomocy i nie potrzebujesz
          rozmowy o tym co się stało. Takich ludzi zaczynam od siebie odsuwac.
          • halas1961 Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 05.02.09, 19:18
            Mnie tez bardzo denerwuje gdy mowia mi ze jestem silna, ze trzeba sie z tym
            pogodzic, ze wziasc sie w garsc, itd. A co ostatnio zauwazylam ,ze niektorzy
            kiedy cos w rozmowie zaczne nadmieniac o Agatce nie sluchaja, lub zmieniaja
            temat. Albo strasznie mnie denerwuje jak ktos ma jakis niewielki problem a
            narzeka albo histeryzuje jakby to bylo niewiadomo co. Od razu chce mi sie
            krzyczec: czlowieku ty nie wiesz co to jest problem, co to jest klopot,
            tragedia...Wogole dziwi mnie jak ktos sie przejmuje drobiazgami, a teraz
            wiekszosc tzw. problemow to dla mnie drobiazgi.
            Dzis w nowym miejscu pracy nowo poznany kolega mile mnie zaskoczyl. Wydaje sie,
            ze to wrazliwy i serdeczny chlopak. Bardzo chcial zeby opowiedziec mu o Agatce,
            ale w szczegolnosci o tym jak psychicznie radzila sobie ona i my rodzice z
            choroba. Opowiedzialam choc bylo mi ciezko i oboje plakalismy. Ja i ten obcy
            nowo poznany czlowiek.
            Halina-mama Agatki
            • aaaggnieszka Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 22.02.09, 19:46
              Tak , to smutne... podzielam doswiadczenia p. Halinki.
              Gdy wspominam mame , cisza, zmiana tematu, niesmak.
              Ludzie naduzywają okreslen typu tragedia, dramat, niewiedzac co
              dramatem jest naprawde, gdy przychodzi pozegnac sie moze na zawsze.
              Dzis moja Mama ma/miałaby 55 urodziny. Wszysktkiego najlepszego
              Mamo, gdziekolwiek jesteś.
              Życze Wam duzo sily.
              • basia446 Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 22.02.09, 20:28
                To straszne, ale ludzie nas nie rozumieją i nie chcą zrozumieć. Ile razy mam tłumaczyć koleżance jednej, czy drugiej, że nie mam ochoty na wyjście do baru, czy koncert. Nie mam ochoty się śmiać i nie zawsze chcę rozmawiać. Chyba mam do tego prawo?
                • kurczak1 Re: Ludzie naprawdę nie rozumieją... 23.02.09, 14:44
                  Oczywiście, kazdy ma prawo do cierpienia. A inni mają prawo nie
                  rozumieć. Bo choc sobie wyobrazam czyjes cierpienie to mnie ono
                  bezposrednio nie dotyka. Ja myślę, że to o czym piszecie to są
                  trudne chwile żalu po stracie, ale tez może depresji. Mj tato zmarł
                  rok temu na raka. Miał 56 lat. Był dobrym człowiekiem. W zeszłym
                  roku odeszła też moja koleżanka i przyjaciel. Śmierć zaczęła krążyc
                  bliżej mnie. Życie nabrało innego wymaiaru. Zacieśniłam wiezy z
                  rodziną, staram się być dobra dla ludzi. Mam problemy osobiste i
                  rożne małe porażki, które urastają do rangi katastrofy, mimo ze gdy
                  pomyślę o Tacie, zdaje sobie sprawe ze nia nie są. Ale takie jest
                  nasze życie. że wszystko mija. I takie być musi
Pełna wersja