jaska222
17.02.09, 11:23
Czesc, 21 lutego jusz miesiąc jak me życie przewróciło sie. Nagle,
niespodziewanie, zmarł moj mąż. Miał tak straszny wylew, ze lekazy
prawie odrazu zawiadomili, ze straciłam, go, a w ciągu doby
odlączyli wszystkie aparaty, które podczymywali jego. Przeżyliś my z
nim 5 lat. To byla wielka miłośó. Ten człowiek był dla mnie
wszyskim, moim kolegiem, moją koleżanką, to była moja gruga połowa.
Zaczeliś my budowę domu, od wszystko robił,swymi rękoma. Jak to się
muwi wił dla nas gniazdko. Ja calkiem nie jestem specialiską od
bydowy ale z wielką częcią pomagałam mu, przyjemnie było byó przy
nim, a i on starał się wykożystac każdą chwile spędzic ze mną.
Gotowaliś my razem obiad, jeździliś my na zakupy, do pół nocy
rozmawialiś my i planowaliś my. To dla mnie był jusz drugi związek
małżeński. Moich dwuch dzieci mąż przyjoł jak swych własnych,
pokochał ich z całego serdca, ja przyjełam jego sunka i żyliś my
całą dużą rodziną. Jakieś przedczucie tego, że na tym swiecie
człowiek niemoże żyć jak w raju ciągle było. Na duszy ostatni rok
ciągle bylo niespokojnie jak mnie tak i jemu. Ja ciągle przezywałam
za niego a on jak kura za jajkiem biegał za mną. Muwiłam mu nieraz,
jestem dorosłą osobą i że nie musi za mną tak traszczyć się. Gdy
wyjezdżałam samochodem, sprawdzał samochód, wraz jusz dzwonił czy
jestem na miejscu, czy pomyślnie dojechalam. Gdy zostawałam u swych
rodziców i miałam jakąść pracę, to jusz za 40 km. leciał samochodem
by mnie pomóc. Nawet chleba kupic jechaliś my kupic razem. Ciągle
staraliś my byó razem, chociaż każdy miał swoje obowiązki. Wiechorem
dzień przed swą smiercią, przytulił się do mnie i tak żałośnie
powiedział:"Kocik moj kocik kiedy my z tobą jusz będziemy razem?".
Niewie poco to ja tut wszystko opisuje, może ktoś powie że mam
dzieci przy sobie i muszę troszczyć się jak swymi dziecmi tak i
jego musza ich wychowac, ja to i sama rozumiem, mam rodziców które
mnie kochają, a ja niewiem jak żyć dalej, mnie chcesie do niego. On
był dobrym człowiekiem, dla tego niewątpie że Pan Bog znajdzie
miejsce dla niego na niebie, ale rowniesz wiem ze niebędzie mu tam
dobrze bo mnie tam niema. A moze będzie tu na ziemi jeszcze jednym
moim aniołem strużem? Czy ktoś z Was wierze ze na niebie na nas
czekają nasze blizkie? Tu w forum czytałam ze czas leczy ale jusz
miesiąc po pogrzebie i nic nie lepiej.
Przepraszam za blędy, jestem polką z Litwy, nie oczyłam sie
polskiego w szkole.