dorrita79
17.02.09, 17:30
Ja po tragedii długo żyłam w szoku (za kilka dni minie 2 lata, gdy straciłam w
wypadku całą rodzinę), jakieś 4 miesiące i wtedy zachowywałam się tak jakby
nic się nie stało, potem falami zaczął przychodzić ogromny ból, nie do
zniesienia, który podginał pode mną kolana. Znajomi od początku mówili idź do
psychiatry po leki, pomóż sobie, ulżyj sobie, ale nie, ja byłam ambitna,
chciałam przeżyć to cierpienie w pełni świadoma (bo wiedziałam, że nie
pozostaje mi nic innego jak przeżyc). Starałam się być silna, chodziłam
dzielne do pracy i wykonywałam pozostałe obowiązki. Ludzie patrząc na mnie w
życiu by nie pomyśleli, że tak wielka tragedia mnie dotknęła. Tylko najbliżsi
wiedzieli jak wyglądaja moje stany totalnego bóly, ryku, wycia... Minął prawie
rok od tragedii i zaczęło się najgorsze... depresja pełną gębą, myśli
samobójcze. Praktycznie o niczym innym nie myślałam tylko o tym, by się zabić
i jak to zrobić, bo moje życie straciło sens. Było ze mną coraz gorzej.
Zdecydowałam się wreszcie na leki antydepresyjne, ale zanim zaczęły działać ja
staczałam się coraz niżej, już nie tylko myśli "s", ale i nie wstawanie z
łóżka, przesypianie każdego wolnego czasu. Nie chciałam czuć, myśleć, życ. I
wreszcie pewnego dnia przedawkowałam leki....i tak zaczęła się moja długa
przygoda ze szpitalami, z ostatniego szpitala wyszłam 2 miesiące temu. Dzisiaj
sobie myślę, że może warto było wziąść wcześniej leki, żeby nie dopuścić do
takiego stanu. Dziś bywa różnie, mam zmienne nastroje, mam dni totalnego nie
chciejstwa, ale powoli zaczynam się do różnych rzeczy zmuszac, zaczęłam prawo
jazdy, mam zamiar skończyć magisterkę i powoli wracam do ludzi, do przyjaciół
i znajomych. Ale też np po tragedii gorzej odnajduję się wśród nieznanych mi
ludzi, mam problemy z koncentracją itd. Zmieniłam się ja... zmieniło się moje
życie. Na nowo muszę zbudować własne wartości
A jak to było u Was? Jak wpłynęła na wasze życie strata?? Co się zmieniło?