radomilu
27.02.09, 23:10
Witam, wszystkich uczestników tego forum. Od dwóch tygodni regularnie czytam
Wasze zwierzenia... i mimo pracy jaką wykonuję (na co dzień jestem Mistrzem
Ceremonii Pogrzebowych) głęboko przeżywam niektóre z Waszych wypowiedzi. Te
słowa poruszają moje serce i przenikają dusze, prowokują łzy... jednocześnie
jestem winien Wam przeprosiny za to, ze tak wtargnąłem w ten świat. Nie chcę
urazić Waszych uczyć, rozumiem Wasz smutek i rozpacz, przez te dwa tygodnie
stałem się uczestnikiem Waszego cierpienia i bólu.
Osobiście nie doświadczyłem w ostatnim okresie śmierci najbliższej osoby.
Jak wspomniałem wcześniej, na co dzień towarzyszę rodzinom podczas pogrzebu,
jestem z nimi w czasie ostatniego pożegnania, staram się im pomóc w tych
trudnych chwilach. Czasem jak potrzebują to razem się modlimy, czasem proszą
abym powiedział parę ciepłych słów o zmarłym, innym razem proszą tylko abym
był w pobliżu, trzymał za rękę jak nie mają dość sił, aby samodzielnie podejść
do trumny... zdarza się, ze płaczą na mym ramieniu... Zawsze najbardziej
przeżywam te pogrzeby, które nie są w zgodzie z naturą... gdy rodzice chowają
swoje dzieci, gdy odchodzi nagle młody człowiek... często trudno powstrzymać
łzy, które same cisną się do oczu a głos nagle więźnie w gardle... to takie
nieprofesjonalne, jak czasem mówią mi koledzy. Ale osobiście przeżywam każdy
pogrzeb i czuję jak tak praca wypala mnie psychicznie, a jednocześnie każdego
dnia dodaje mi sił i nadaje sens mojemu życiu...
Teraz to ja chciałbym prosić Was o pomoc, dzielicie się najtrudniejszymi
osobistymi przeżyciami, ta forma rozmowy staje się dla Was pewną formą
terapii, socjalizacji i powrotem do codziennego życia... Przyznam się Wam, że
pierwszy raz zajrzałem na forum w poszukiwaniu materiałów do mojej pracy
dyplomowej. Jestem studentem Pedagogiki i piszę pracę licencjacką na temat
psychoterapeutycznych aspektów związanych z obrzędami pogrzebowymi. Nie chcę
pisać o książkowej teorii, chciałbym pracę oprzeć na przeżyciach osób, które
osobiście doświadczyły starty najbliższych. Jak sobie radzicie w tych trudnych
sytuacjach? Czy obrzędy pogrzebowe pomagają przeżywać ból i cierpienie? W czym
szukać siły? Czy obrzędy pogrzebowe mogą być formą terapii, pomocy w powrocie
do życia po śmierci najbliższych? Czy śmierć najbliższej osoby może mieć
aspekty terapeutyczne, wychowawcze? Zdaję sobie sprawę, że wchodzę w bardzo
osobistą sferę, to są trudne tematy, ale jeśli zechcielibyście podzielić się
ze mną swoimi przeżyciami i w ten sposób pomóc mi w napisaniu tej pracy...
Piszę licencjat na ten temat ponieważ chciałbym jeszcze bardziej być dla
innych. Być może i ja mógłbym komuś pomóc...
Raz jeszcze dziękuję za zrozumienie... pozdrawiam Was wszystkich, których
dotknęła wielka osobista tragedia. Łączę się z Wami w Waszym bólu i smutku...
na koniec napiszę Wam parę słów, z których często korzystam podczas Ceremonii:
"kiedy jednak minie żałoba, powrócimy wszyscy do życia, do codzienności, do
naszych małych kłopotów i radości. Wraz z tym powrotem pamiętajmy o tym, że
żył wśród nas wielki człowiek, który nagle musiał odejść. Zatrzymał się jednak
w naszych sercach i stamtąd mówi do nas, stamtąd wskazuje nam drogę w ten sam
sposób w jaki czynił to za życia... mali są ludzie - wielkie są ich dzieła".