aga-wiewiora
28.02.09, 23:47
Rok temu 29 lutego rak pokonal mojego tate.Nie bylo mnie przy nim
wtedy, nie bylam nawet na pogrzebie.(bylam w zaawansowanej ciazy,
mieszkam w UK, pogrzeb byl na drugi dzien).Cztery miesiace wczesniej
zginela moja babcia w wypadku samochodowym.To takie dziwne uczucie ,
jak sie wchodzi do mieszkania kogos kto zmarl niespodziewanie a tam
wszystko przygotowane na powrot do domutej osoby.Byla bardzo
zywotna, samodzielna i zdrowa kobieta.Kiedy tatus chorowal martwila
sie co bedzie jak go zabraknie,a okrutny los zabral ja
pierwsza.Zreszta ona przeczuwala, ze niedlugo odejdzie.Czesto mi
mowla, ze snil sie jej dziadek i mowil , ze niedlugo sie
zobacza.Czesto tez upewniala sie , ze jak jej sie cos stanie to
przyjade na pogrzeb.No i przyjechalam, ale jadac nie wiedzialm , ze
juz jej nie ma a jechalam aby pomoc jej w zrobieniu urodzin.Mam
nadzieje, ze tam z gory patrza na mnie i otaczaja opieka
wnuka/prawnuka , ktorego nie zdarzyli nigdy zobaczyc.