Juz nigdy

    • first.marionetka Re: Juz nigdy 31.10.09, 16:45
      Za chwilę idę trzeci raz na cmentarz.
      Czuję się jakbym szła na spacer. Nie ogarniam tego wszystkiego.
      Nie czuję bólu, czuję kompletną nierzeczywistość. Jakbym żyła w wirtualnym świecie.
      Nie wiem jak znaleźć z tego wyjście?????

      Jutro chyba oszaleję jak zobaczę Twoich znajomych... bez Ciebie....
      Trudne to, jak wszystko od Twojego odejścia........................
      Wiem, że Oni boją się mojego bólu.
      Nie ma pogodzenia, nie ma zrozumienia, jest tylko ta kompletna nierzeczywistość.

      Tak jak ja nie lubiłeś chodzić na cmentarz, teraz chyba wiem dlaczego....... ja
      nadal nie lubię, a latam wbrew sobie......tyle się podziało wbrew mnie, że chyba
      się pogubiłam.
      Czy to jeszcze jest życie????
    • first.marionetka Re: Juz nigdy 18.11.09, 08:22


      " Gdy odchodzi dziecko,pozostaje tylko milczenie..."

      przeczytałam to dziś, w wyrazach współczucia kierowanych do ojca
      po stracie córki.

      Milczenie!!! - jakie to wymowne.
      Może milczenie, to właśnie jest ten balsam, który przyniesie
      ukojenie.
      Pozwoli poukładać sobie w głowie..........
      • maretta111 Re: Juz nigdy 18.11.09, 11:44
        Po takiej tragedii nie ma słów pocieszenia, pozdrawiam ciepło. Marta
    • first.marionetka Re: Dzieli nas tylko czas 03.12.09, 12:09
      Synku, dzieli nas tylko czas……….


      Wczoraj miałam dziwną sytuację.

      Byłam u znajomej i ona chciała nastawić zegar, taki duży stojący.
      Spojrzałam na godzinę na telefonie 13 28, zegarek obok 13 50,
      jej mąż miał na tel. kom. 13 45 ( nastawiany satelitarnie).

      Mieliśmy wszyscy różnicę w czasie i wszyscy spieraliśmy się, że
      przecież mój jest dobrze nastawiony, bo sprawdzamy jak podają
      godzinę np. w radio.

      Znajoma wyskoczyła ze stwierdzeniem, „widzicie, czas nie istnieje”.
      W tym momencie doznałam szoku, bo ja to wcześniej wyczytałam na
      forum, albo z wpisu mailowego którejś z mam jako filozoficzne
      stwierdzenie Artura Schopenhauera.

      Ja po ok. 10 mim. spojrzałam ponownie na zegarek i „czas” sam się
      dobrze nastawił ( ok. 17 min).
      Mój tel był wyłączony. przez ok. godzinę i być może z tym to było
      związane, a inne czasy u znajomych???

      Dziś wyłączałam tel i włączałam i nie zmieniało mi godziny.

      Tak więc na tym nieco zabawnym przykładzie „czas” okazał się czymś
      umownym.

      Dzieli nas tylko czas..............................................

    • first.marionetka Re: Święta 28.12.09, 09:40
      Przeżyłam te święta dzięki książce, którą zresztą usilnie mi
      podsuwałeś już wcześniej.
      " Barbara Brylska w najtrudniejszej roli". Ból ten sam, matka traci
      ukochane dziecko.
      ... Barbara dużo czyta, w literaturze szuka odpowiedzi, po co
      jesteśmy, dokąd zmierzamy.

      ... tak, to było przeznaczenie, które ją w końcu zabrało...

      na 270 str. piękny tren o Basi ( córce).
      Ja kochanie nie potrafię. Piszę o wszystkim, ale nie o Tobie. Może
      jeszcze nie teraz. Dla mnie Ty żyjesz, żyjesz, jesteś obok.

      Z tą książką tak bardzo spokojnie, z opanowaniem przeszłam przez te
      trudne, piękne kiedyś święta.
      Chociaż kolędy mnie dobijały, mój synku. Tam synek się rodzi i
      będzie Mu dane znacznie więcej lat jak Tobie.
      Gdybyś był dziewczyną, nie słyszałabym w tych dniach tyle synek,
      syneczek w tych kolędach. To rozrywa serce.

      Babcia mi powiedziała, trzeba żyć, nic nie jesteś w stanie zmienić.
      A ja nie potrafiłam Jej powiedzieć, że żyję tylko na oślep, za szybą.
      Że mój świat się rozpadł na kawałeczki, że nikogo w rodzinie
      bliższej nie spotkało takie doświadczenie jak mnie.
      W dalszej tak. Od taty kuzyna syn w zbliżonym wieku zginął
      tragicznie w wojsku. Był krótko przed wyjściem i rzekomo spadł ze
      schodów.
      Byłam wtedy w II klasie liceum, pamiętam rozpacz Jego matki, głównie
      matki.
      Nigdy bym nie pomyślała, że i mnie los postawi w sytuacji utraty
      dziecka.


      Przeczytana książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że mierzymy się
      z przeznaczeniem i to właśnie ono, nie my wygrywa.

      Cóż, resztę dni co tu zostały spędzę na poszukiwaniu odpowiedzi, po
      co jesteśmy, dokąd zmierzamy.
      Czy ją znajdę? trudno powiedzieć, ale może choć trochę przestanę
      czuć się tą szmacianą kukiełką, bezwolną , bezwładną, która
      przegrałą z losem w nierównej walce.

      Skrzywdziłeś mnie losie, pomyliła ci się kolejność..........
      • maretta111 Re: Święta 28.12.09, 09:56
        Droga moja my tu wszyscy skrzywdzeni przez los,, "Pocharatani" życiowo, ale
        niestety na nic nie mieliśmy wpływu, pozdrawiam ciepło. Marta, siostra która
        cierpi okrutnie po śmierci jedynego brata.
    • first.marionetka Re: Juz nigdy 07.02.10, 15:25

      Syneczku, jest trudno. Milczę.... brakuje słów, brakuje zrozumienia świata.
      Nie śnisz mi się. Nie pytam dlaczego.
      Na każde dlaczego nie mam odpowiedzi...... ile trzeba czasu, żeby
      " coś" zrozumieć ? żeby do mnie dotarło, że dopiero spotkamy się po drugiej stronie.
      Ja wciąż na Ciebie czekam, jakbyś miał wrócić z dalekiej podróży.....a to Ty
      czekasz na mnie tam.........
      • agalt Re: Juz nigdy 07.02.10, 22:47
        Masz rację, Marionetko... Ciągle czekamy zapominając, że to my
        jesteśmy w drodze. Ktoś wpisał Jasiowi taki cudny wiersz:
        "Odszedłeś tak cicho
        nie mówiąc nikomu...
        My jeszcze idziemy,
        Ty już jesteś w domu"
        Tez tam dotrzemy...
        • first.marionetka Re: Juz nigdy 08.02.10, 07:59

          Masz rację Agalt, też tam dotrzemy.

          " Czas ucieka, wieczność czeka" - mawiał JP II.

          Tylko teraz ten czas trudno zapełnić czymś sensownym, zapełniam go
          myśleniem o tym jak Mu tam jest... już nie myślę, jak mnie tu jest.
          Zobaczyłam, że nie jestem sama.
          Jest Nas tu więcej. Uczę się innego myślenia. Myślenia, żeby myśleć
          inaczej aniżeli na pocątku tej drogi bólu i niezrozumienia życia.

          Ale jedyne naprawdę piękne pocieszenie,to takie, że czas szybko
          płynie i niebawem się spotkamy.
          Po mału jestem Ośmiorniczko gotowa. A jeszcze tak niedawno nie
          rozumiałam, że Ty chcesz do taty, a ja mojego Ptysiunia spowrotem...
          • maretta111 Re: Juz nigdy 08.02.10, 10:35
            "Może to nie gwiazdy, lecz otwory w niebie, przez które przedostaje się miłość
            naszych ukochanych zmarłych i świeci na nas z góry, abyśmy wiedzieli, że są
            szczęśliwi."
            Marionetko mi chyba tylko pozostaje wiara że mój brat, tata i wszyscy bliscy
            zmarli są szczęśliwi, chyba to nas trzyma przy tym ziemskim życiu, pozdrawiam
            ciepło. Sercem jestem z Tobą. Marta -zdruzgotana po śmierci jedynego brata...
            • first.marionetka Re: Juz nigdy 08.02.10, 11:33

              Martusiu, do tej wiary, że Im tam jest dobrze dochodzi się się przez
              ból, rozpacz, histerię, obłęd.
              Zdruzgotanie, tak jak piszesz.
              Ta wiara, trzyma mnie przy życiu. Choć nie jest to stan stały,
              permanentny, to huśtawka...
              Ostatnio pomaga mi cisza, samotność. To chyba ten moment, żeby
              rozpacz zastąpić zatrzymaniem się, wsłuchaniem w siebie.
              jeszcze słychać wewnętrzny krzyk, ale jakby z oddali.
              Zwyczajnie nie ma już siły na głośne użalanie. Raz jest rezygnacja,
              raz dość mądre myślenie " do jasnej anieli,w tym musi być jakiś
              sens".
              Sens przemijania....... jeszcze nie wiem jaki. Ale już chyba
              spokojniej pytam, proszę o zefirki zrozumienia.
              Czy dolecą? nie wiem. Ważne, że czekam.......

              Jestem jak dziecko, które po wyczerpującym płaczu zasnęło.
              Tylko w tym śnie nic mi się nie śni, nic mądrego, realnego..... sen
              życia, który trwa z godziny na godzinę.......
              • tilia7 Re: Juz nigdy 08.02.10, 22:35
                Marionetko znów mam wrażenie,że jesteśmy w podobnym punkcie.Ja też już nie mam
                siły mówić,wylewać tego bólu,żalić się.Ból nie zmalał ani trochę,nic się nie
                poukładało bardziej,ale tak jak przedtem miałam potrzebę,żeby pisać i pisać o
                tym ciągle,tak teraz mam momentami wrażenie,że wszystko,co mogłam
                powiedzieć,zostało powiedziane.Czasem mam ochotę przestać mówić w ogóle.Ale to
                by nie było dobrze,więc się staram...Ale to prawda,że człowiek kamienieje z bólu:(
                • first.marionetka Re: Juz nigdy 09.02.10, 10:07

                  Tilio, masz rację człowiek kamienieje z bólu. I choć na zewnątrz
                  jakoś się trzyma, to wewnątrz, tam gdzie nie wpuszczamy innych jest
                  kamień, beton, monolit, skała .... i nawet mądrości tego świata nie
                  są w stanie tego rozbić.
                  Stałam się kimś innym, ta rozłąka zmieniła mnie nie do poznania.
                  Inaczej patrzę na świat, o co innego mi chodzi.

                  Dużo rozmów prowadzę z samą sobą, a może z Bogiem, Boską Energią,
                  Światłem.
                  Kłócę się bez słów, jestem wredna bez słów.
                  Bo nie ma we mnie pogodzenia, zrozumienia.
                  Nie chcę być silna, mądra... na dziś chcę zrozumieć, że to wszystko
                  ma sens..... narazie nie czuję tego sensu.
                  • tilia7 Re: Juz nigdy 09.02.10, 11:54
                    Też tak mam.
                    Często mam takie myśli:jak w ogóle mogłam przeżyc Jego śmierc?To
                    jest i wyrzut do siebie samej,że przezyłam.I jednocześnie wielkie
                    zdziwienie tym,że nie padłam trupem widząc ukochanego człowieka
                    martwym.Byłam pewna,że czegoś takiego nie da się przeżyc.A żyję.Ale
                    zaraz przychodzi taka refleksja,że to nieprawda.Bo niby żyję ale
                    jednak Coś we mnie umarło,Coś bardzo ważnego.Żyje moje ciało,żyje
                    rozum.Ale dusza?Boli jakby żyła.Widocznie kamienie czują ból.Bo choc
                    niby żywa,to jest to Martwa Dusza.
                    • first.marionetka Re: Juz nigdy 09.02.10, 12:42

                      Ja myślę Tilio, że ja nie przeżyłam ja odeszłam razem z Nim.
                      Ta osoba teraz to nie ja. To ktoś zupełnie inny, często obcy dla
                      mnie...
                      Wspomnienia, bunt, niezrozumienie. Gdzie tu mowa o przeżyciu.
                      Może z biegiem czasu będą mnie " zrzucać" na ziemię, ale narazie
                      mnie tu nie ma.... o tym zresztą piszą inni piszący, nie jestem
                      pojedyńcza, wyjątkowa, jestem jedną z wielu,która niby tu jest, ale
                      większość czasu i tak spędza tam " w górze".
    • first.marionetka Re: Juz nigdy 22.02.10, 11:00

      Dziś napisałam, że jestem zablokowana na świat, bo to już nie jest
      mój świat.

      Otworzyłam skrzynkę mailową i jak na ironię wiadomość:

      Zagadka życia PRZED śmiercią rozwiązana

      Witaj,
      Zauważyłam ostatnio, że wielu ludzi się zastanawia, czy
      istnieje życie PO śmierci, a marnuje swoje życie PRZED śmiercią.

      Jakaś reklama, ale jakże wymowna, pobudzająca do refleksji.... ale
      czy pobudzi, czy dalej będę marnować swoje życie przed śmiercią? -
      czy to aby na pewno ode mnie zależy?
      przecież mogłam żyć bez marnowania, teraz żyłabym myślą jak tam
      Twoje zaliczenia, a teraz wymyślam " o co w tym wszystkim
      chodzi".... jak mogło dojść do tragedii na Haiti, jak w tym
      wszystkim się odnależć.......... wiem, wcześniej też były
      kataklizmy, współczułam, ale nie byłam tak blisko, teraz jestem
      jedną z nich..........

      Wiem Kochanie, że to Ty przez innych mi podrzuciłeś ten tekścik,
      ale.... czy ja go przeczytam ze zrozumieniem? mam wątpliwości.......
      Niemniej jednak dzięki, może komuś innemu pomoże.
      A może nawet i mnie, ale w swoim czasie....... narazie nic do mnie
      nie dociera..... nie jesteś ze mnie dumny, wiem... ja też nie...
      • first.marionetka Re: Juz nigdy 26.02.10, 08:33
        Kasiu, dziękuję Ci za ten wpis.
        Jak już pisałam wcześniej, ja wiem, że życie toczy się dalej. Że
        pędzącego świata nie obchodzi mój ból. Ale on jest. I jest
        wszechogarniający.
        Kochana Kasiu, tylko tu i w moim zeszyciku listów do syna mogę pisać
        o tym co czuję naprawdę. Dla „ świata” czas płynie jak płynął,
        dla matki czas się zatrzymał
        . I uwierz mi, nie ja jedna tak
        myślę.
        Coraz cieplej, wyciągał mnie na rower…. teraz tylko wspomnienia i
        ból. A te wspomnienia są na każdym kroku, na każdej ulicy, zakręcie,
        przystanku, sklepie- wszędzie. Tego nie da się ominąć, nie przeżyć.
        To jest ta codzienność.
        To trzeba przeżyć kroczek po kroczku.
        Wiem też, że ten prawdziwy ból jest niemy i niestety trzeba go
        przeżyć samemu. To też i przeżywam…..
        Wczoraj przeczytałam na szarfie piękny napis „ do zobaczenia w
        lepszym świecie”….. wierzę w ten lepszy świat, ale ten „ tu i teraz”
        się rozpadł na kawałeczki i w tym jęku i użalaniu składam go,
        chociaż nie widzę większego sensu.
        Widzisz, gdy odchodzi dziecko umierają wraz z nim marzenia,
        perspektywy.( Piszę ze swojej perspektywy, nie umniejszając bólu po
        stracie innych ukochanych). No bo żyjemy nie tylko dla siebie, to
        oczywiste.
        Stajemy się kimś innym, obcym. Być może nie jest to stan „na
        zawsze”, ale wiemy, że nic nie jest na zawsze, wszystko jest ulotne.
        Nasze życie też.
        Zapewne dużo czasu trzeba, aby zrozumieć, że tak musiało być. Na
        razie nie jestem w otwarta na takie myślenie….
        Otacza mnie inna rzeczywistość, w której trudno się odnaleźć.
        Zabrakło ważnego " napędu".
        Kasiu, myślę nie tylko o moim synu, myślę o innych młodych, o ich
        matkach. Zadaję w myślach miliony pytań, i….. idąc kroczek po
        kroczku, czekam na spotkanie w tym lepszym świecie.
        Jedyne dobro co wypływa z tego odejścia to takie, że moja śmierć
        będzie mi śmiercią drugą, bo pierwszą już przeżyłam. Tą drugą już
        oswoiłam.
        Przytulam.
      • agalt Re: Juz nigdy 07.03.10, 17:33
        Witaj Marionetko,
        nie sądzę, byśmy marnowały swój czas przed śmiercią. Jeśli miłość
        byłaby marnowaniem czasu, to co by nim nie było? Trudno oswoić myśl,
        że jesteśmy tu tylko na chwilkę, że te chwilki różnej długości, że
        niezbyt równo i nie po kolei, że ten ból prawdopodobnie dany nam po
        coś. Tyle niechcianej wiedzy, którą trzeba jednak ogarnąć... Więc
        robimy to, każdy w swoim tempie z sercem podzielonym miedzy tych, co
        Tu i tych, którzy Tam. Tęsknota za tymi, którzy Tam sprawia, że
        naszym duszom już opierzają sie skrzydła. Miłość do tych, którzy Tu
        cierpieliby z powodu naszego odejścia nie pozwala tych skrzydeł
        rozpostrzeć. Nie ma w słowniku nazwy na takie życie na pograniczu.
        Ale cokolwiek to jest, na pewno nie jest marnowaniem czasu.
        A Twój Synek jest z pewnościa z Ciebie dumny. Jeśli prawdą jest, że
        najważniejsza jest miłość i, że ona wszystko uświęca, to Nasi
        Ukochani tam musza być z nas dumni. To, że my nie jesteśmy, to
        kwestia naszego wychowania i innej perspektywy, ale przeciez
        perspektywa nam sie kiedys zmieni. To tylko kwestia czasu...
        Przytulam Cie mocno
        • halas1961 Re: Juz nigdy-do agalt 07.03.10, 20:34
          dziekuje Ci agalt za Twój list do Marionetki. Takiego słowa trzeba mi dzis było.
          Pozdrawiam serdecznie
          Halina-mama Agatki
        • tilia7 Re: Juz nigdy-do Agalt 07.03.10, 22:56
          "Tęsknota za tymi, którzy Tam sprawia, że
          naszym duszom już opierzają się skrzydła. Miłość do tych, którzy Tu
          cierpieliby z powodu naszego odejścia nie pozwala tych skrzydeł
          rozpostrzeć. "


          Pięknie to napisałaś:)Dziękuję.
          • agalt Re: Juz nigdy-do Agalt 08.03.10, 18:56
            :)Dziękuję
        • first.marionetka Re: Juz nigdy 08.03.10, 09:58
          Witaj Agalt,

          dziękuję za Twój wpis.
          Myślę sobie, że to marnowanie czasu tu, to ten mój ból, życie za
          szybą, niemożność pozbierania myśli, zagubienie.
          Inna rzeczywistość, w której nijak sobie nie radzę. Wspomnienia
          zabijają. Miłość obezwładnia.
          Nie przyswajam nowej wiedzy, bo jestem na dzień dzisiejszy życiowym
          analfabetą. Niby tu jestem, a nic nie rozumiem. Taki analfabetyzm
          wtórny, z zachowaną pamięcią, że kiedyś potrafiłam składać literkę
          do literki i rozumiałam treść. Obecnie nic mi się nie zgadza.
          Przychodzą fale zrozumienia, ale na chwilę i szybko odpływają.
          Zostaję na tej mokrej plaży życia i zziębnięta pytam, o co tu
          chodzi, gdzie w tym sens.
          Świetnie rozumiem przemyślenia Tilii w nowym wątku.
          Może dodatkowo dołuje ta długa zima. Bo czuję w całej sobie chłód.
          A może to skostnienie, bo życie uleciało.

          Tak w bólu i niezrozumieniu mija życie i zbliżam się do spotkania z
          Synem, z Tatą z Babunią ( drugiej nie znałam), Dziadkiem( drugiego
          nie znałam), starszym braciszkiem, którego nie znałam, ze znajomymi.
          Boże, jak dużo tam znajomych.......
          • bramasole2 Re: Juz nigdy 08.03.10, 14:02
            ja również tkwie w grudniu 2008, utkwiłam tam pare miesięcy temu. Z
            jednej strony nic wazniejszego w moim życiu niż to się nie
            wydarzyło, ale tez nic tak niezrozumiałego.
            Zajrzyj do mnie: niewidzialnyswiataniolow.blogspot.com/
          • agalt Re: Juz nigdy 08.03.10, 18:55
            first.marionetka napisała:

            > Myślę sobie, że to marnowanie czasu tu, to ten mój ból, życie za
            > szybą, niemożność pozbierania myśli, zagubienie.
            > Inna rzeczywistość, w której nijak sobie nie radzę. Wspomnienia
            > zabijają. Miłość obezwładnia.
            Marionetko kochana, przeciez próbujesz przebić sie przez tę szybę,
            oswoić ten ból, odnaleźć się w nowej niewyobrażalnie trudnej
            sytuacji. To nie jest marnowanie czasu. Twój Synek na pewno tak tego
            nie odbiera. Doskonale rozumiem to, o czym piszesz.

            > Przychodzą fale zrozumienia, ale na chwilę i szybko odpływają.
            Mam dokładnie tak samo. Czasem czuję wręcz fizyczną obecność Jasia.
            Wiem, że on jest tuż, czuję, że sie uśmiecha. Czuję jego radość i
            boję się spojrzeć w jego kierunku, bo wiem, że go nie zobaczę. I, że
            to zabierze mi cząstkę tego cudu. Ale to starcza na bardzo króciutko
            i choć wiem, że było, zaczynam tęsknic znowu.

            > Może dodatkowo dołuje ta długa zima. Bo czuję w całej sobie chłód.
            > A może to skostnienie, bo życie uleciało.
            To chyba Cortazar gdzieś napisał, że "trudno zostać zdjętym z Krzyża
            i zachować życie". Ja tez czuję, że pół mojego serca przeszło na
            tamtą stronę razem z Jasiem

            Przytulam Cie mocno
            Światełko dla Twojego Syneczka (*)
            • first.marionetka Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 11:20

              Agalt, dziękuję Ci za światełko dla mojego syna.

              Próbuję się przebić przez tę szybę, masz rację. Widzę ,że za nią
              jest życie.
              A może jak w „ Mistrzu i Małgorzacie” tylko iluzja, ogłupienie.
              A jednak jakoś tam się podnoszę, „coś” robię i szukam odpowiedzi,
              że to ma sens.
              Marnowanie czasu to niemożność zrobienia tego co by się chciało, bo
              zwyczajnie nie mam w sobie ludzkiej siły.
              Nieraz leżąc już do snu nie mam siły, aby podnieś rękę i przeżegnać
              się na koniec dnia.
              Te ręce są ołowiane, pełne niemocy.
              To jest to marnowanie życia przed śmiercią. Ale na dziś nie potrafię
              ( a może nie chcę ?) osiągnąć wcześniejszej aktywności życiowej.
              Napisała do mnie matka, pięć lat temu rozstała się z synem. Pięć
              lat i dziś jest inaczej niż pięć lat temu….Jakiś rodzaj pogodzenia z
              losem. Mnie pogodzenie jest dziś obce.
              Póki co brzmi mi w uszach wypowiedź wspomnianego przez Ciebie
              Cortazara:
              „ Muszę znosić codzienny wschód słońca.
              To potworne. To nieludzkie”.
              • agalt Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 16:44
                Marionetko Kochana,
                wybacz mi, proszę, jeśli pomyślisz, że czepiam sie słów. Ale ja
                nadal będe sie upierać, że nie marnujemy czasu. My tu chyba wszyscy
                mamy tak jak Ty. Myślę, że każdy na tym forum mógłby sie podpisać
                pod Twoimi słowami:
                > Marnowanie czasu to niemożność zrobienia tego co by się
                > chciało, bo zwyczajnie nie mam w sobie ludzkiej siły.
                > Nieraz leżąc już do snu nie mam siły, aby podnieść rękę i
                > przeżegnać się na koniec dnia.
                > Te ręce są ołowiane, pełne niemocy.
                > (...) Ale na dziś nie
                > potrafię ( a może nie chcę ?) osiągnąć wcześniejszej aktywności
                > życiowej.

                Ale jak mamy postępować inaczej? Jak robić coś, co by się chciało,
                kiedy Ty byś chciała pojechać na rower ze swoim Synem, a ja
                przytulić się do Jasia? Na to ludzka siła to za mało...
                Jak osiągnąć większą aktywność życiową, gdy tyle energii wymaga
                codzienne zmaganie się z rzeczywistością i tyle czasu pochłania
                rozważanie tego, czego za nic nie chciałoby sie rozważać z naszej
                perspektywy?
                Tak, jak pisałyście z Tilią, dano nam wiedzę, której nie chcieliśmy
                i o którą nie prosiliśmy. Ale ją mamy i nie da się nad tym tak po
                prostu przejść do porządku dziennego. Możliwe, że zwalniając i
                poświęcając swój czas na zgłębienie sensu tego, co wydaje sie być
                nieogarnione, robisz najwazniejszą rzecz w swoim życiu. A może tę,
                która pozwoli Ci najbardziej zbliżyć się do Twojego Ukochanego
                Dziecka. "Marnowanie czasu" brzmi pejoratywnie. Marnuję czas czyli
                robię coś, co jest bezowocne, albo nie robię nic. Z całym
                szacunkiem, nie zgadzam się z tym.
                W ogóle zastanawiam się, czy traktowanie czasu, jak rodzaj kapitału
                jest z naszej perspektywy nadal słuszne. My "oszczędzamy
                czas", "inwestujemy czas", "gospodarujemy czasem", "brakuje nam
                czasu", mówimy "czas to pieniądz". Nie w każdej kulturze tak jest.
                A może ten nasz czas to rodzaj ziarna, które kiełkuje światłem w
                sercach tych, których kochaliśmy i kochamy? I nieważne po której
                stronie tęczy jesteśmy my, czy są Oni. A może darem, którym możemy
                kogoś uszczęśliwić? A może jeszcze czymś innym? Nie wiem, ale chcę
                Cie prosić, abyś dała sobie czas. Nie poganiaj się. Czasu bez
                naszych Ukochanych i tak mamy w nadmiarze...
                Przytulam
                a/
                • first.marionetka Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 16:59

                  Agalt, piszesz tak jasno, zrozumiale, bo tak kochana już myślisz.
                  Dziękuję Ci za ten wpis, ale ja ze swoimi myślami jestem daleko za
                  Tobą w tyle.
                  Nie ma w moim myśleniu spójności.
                  Masz rację, nie marnuję czasu. Robię coś co jest zgodne z moim
                  wnętrzem, moją wrażliwością- poszukuję,dopytuję, dzielę przysłowiowy
                  włos na 4....ale myślami wybiegam " co bym robiła gdyby" był przy
                  mnie i wtedy to co robie wydaje się takie banalne.
                  Pewnie bym nie była na tym forum. Nie poznała Ciebie i innych
                  bratnich dusz. Może odeszłabym nie zadając sobie większości
                  pytań,które teraz kłębią się w mojej głowie.... ale jestem w tym a
                  nie innym miejscu i jestem wewnętrznie jak po wybuchu granatu.
                  Zbieram się, ale nieudolnie i nie zawsze w dobrym kierunku.

                  • agalt Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 19:35
                    Marionetko kochana,
                    nie jestes w tyle ani za mną, ani za nikim. My tu wszyscy na
                    huśtawce losu. Raz jasniej widzimy, raz bardziej przez łzy. I ze
                    spójnością tez pewnie u wszystkich rozmaicie. Bo jaka spójność w
                    tym, że czuję, że Jaś jest przy mnie i chwilę później tak bardzo za
                    nim tęsknię?
                    Ja tylko wierzę, że jeśli dano nam ten ból, to on nam po coś. Do
                    przeżycia, do zgłębienia, do poznania. I wierzę, że mój Bóg we mnie
                    wierzy. Że jeśli dał mi taki ból, to wierzy, że go uniosę i znajdę w
                    nim to, co chce, abym znalazła. No to szukam. To jest moje zadanie
                    na teraz.
                    Ty robisz to samo, tylko masz większe oczekiwania w stosunku do
                    siebie. A jeśli Synka wypatrujesz, to przecież w Niebo patrzysz. To
                    to nie może być niedobry kierunek...
                    Przytulam Cie mocno
                    • tilia7 Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 20:17
                      Zgadzam się z Tobą Agalt niemal całkowicie.No może z wyjątkiem tego,że Bóg daje
                      taki ciężar,jaki możemy udźwignąć.Ale co do czasu to się zgadzam zupełnie.To
                      jest czas dla nas bardzo trudny,że użyję eufemizmu,ale na pewno nie jest to czas
                      zmarnowany.
                    • first.marionetka Re: Juz nigdy do Agalt 10.03.10, 20:05

                      Kochana Agalt,
                      dziękuję za dobre słowo, za pocieszenie. Może to i dobry kierunek,
                      ale nie było w tym mojej zgody, więc nic dziwnego, że zwyczajnie źle
                      się czuję na tej drodze.
                      Tak, patrzę w Niebo, ale Ono na ten czas z czarnymi chmurami,
                      promyki słońca prawie się nie pojawiają.
                      Może powinnam więcej zaufać, że to ma sens, ale ja tak bliżej Tilii,
                      niż Ciebie w swoim myśleniu.
                      Szukam sensu i narazie go nie widzę.
              • margolka-and-more Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 22:28
                W "Mistrzu i Małgorzacie" jest też takie zdanie: "Rękopisy nie płoną".
                Jest w nas coś, co nie poddaje się przemijaniu. Może czasu nie ma
                wcale. Nie wiem. Ciągle nie mogę się nadziwić, że JEDNAK płynie. I
                myślę, co warte jest tego, by trwać. Taką małą Zuzię poznałam... Nie
                widzi, nie słyszy, nigdy nie mogła i nie będzie mogła. Nic nie będzie.
                A jej młodziutka mama mówi "ale ja ją kocham" - i nikomu nie odda, i
                walczy o nią. Tyle może mieć nadziei, co my tutaj. Może wystarczy czas
                tylko kochaniem wypełnić.Na razie myślę tak...
                • tilia7 Re: Juz nigdy do Agalt 09.03.10, 23:12
                  Ja właśnie czytam najnowszą powieść Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez
                  kości umarłych" i jestem zaskoczona a wręcz wstrząśnięta ile własnych,dosłownie
                  moich własnych,przemyśleń na temat śmierci,bólu,kondycji człowieka znajduję w
                  tej książce.Polecam.Zwłaszcza tym poszukującym.
                  • first.marionetka Re: Juz nigdy 25.03.10, 08:08

                    www.youtube.com/watch?v=cRwEumYq2oE&feature=related
                    "Zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną".
                    Jak słaba moja wiara, jak dużo we mnie żalu, bólu. Jak wielki
                    bezsens mnie dopadł.

                    Wczoraj w Religia TV rozmawiali o śmierci, ze spokojem, zrozumieniem
                    mówili o odchodzeniu, pogodzeniu.
                    Pani z hospicjum powiedziała jednak, że jak odchodzą młode osoby nie
                    jest łatwo zrozumieć.
                    No nie jest łatwo!!!!
                    Dziś czytam, jak dużo jest zaginięć ludzi i że to jest gorsze
                    aniżeli żałoba.....
                    Może i gorsze, bo jeszcze bardziej niezrozumiałe jak ktoś może się
                    ot tak "rozpłynąć".....

                    Kotku, tyle bólu, cierpienia na tym świecie.
                    Ty już wiesz, co znaczy proste zdanie świętego Pawła: ani oko nie
                    widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało
                    pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują
                    (1 Kor 2,9).
                    czy w tym zdaniu mieści się nasz dalszy ciąg, wieczność????
                    a ja taka głupia i nic do mnie nie dociera.
                    A myślałam, że tyle we mnie wiary. Była i co się z nią stało?
                    ustąpiła bólowi? widocznie była za słaba, że pokonał ją ból.

                    Synku, nie śnisz mi się wcale..... na końcu krzyża jest
                    zmartwychwstanie...... narazie czuję ciężar krzyża.......
                    • kath31 Re: Juz nigdy 25.03.10, 09:12
                      Przepiękne jest to co napisałaś Marionetka. I takie bliskie mi.
                      Życzę Ci jak najwiecej Weronik i Szymonów w tej drodze, oby
                      świadomość Zmarwtchwstania dodawała sił w niesieniu Krzyża.
                      • first.marionetka Re: Juz nigdy 25.03.10, 09:44

                        Kath, to właśnie TU spotkałam Weroniki i Szymonów.
                        Za co jestem bardzo wdzięczna.
                        W realnym świecie ludzie boją się takich jak my.
                        Cichutko mówią " ja bym tego nie uniosła". A ja, jaki miałam wybór?
                        Dziękuję za Twoje ciepłe słowa.
                    • tilia7 Re: Juz nigdy 25.03.10, 11:24
                      Marionetko ja akurat dziś maiałm taki sen,który się doskonale
                      wpisuje w Twoje refleksje.
                      Sen był na początku chaotyczny,bo najpierw mi się śniło,że mój
                      ukochany nie żyje,potem,że jednak żyje-jak już uwierzyłam,że żyje to
                      znowu się okazało,że leży jak martwy - całkowity zamęt i
                      niepewnośc.I jak tak leżał bez ruchu zaczęłam krzyczec w tym śnie,że
                      jednak nie żyje,że po co mi robią nadzieję, skoro nie żyje.Na to On
                      otworzył oczy i patrząc prosto na mnie powiedział:"Żyję,no przecież
                      żyję.Ale tobie po tym wszystkim zawsze już będzie się tak mieszac".
                      • first.marionetka Re: Juz nigdy 25.03.10, 11:49

                        Ciekawy ten sen Tilio.

                        Mnie też śnił się , że wrócił do domu i ja mówię z takim
                        przerażeniem, śniło mi się, że nie żyjesz na co On odpowiada żyję.
                        To że nie żyję to tylko sen.
                        Wszystko się miesza, dobrze Ci powiedział w tym śnie.
                        Ale gdzieś w tych snach jest wspólny mianownik, to słowo – żyję-.
                        Ta wielka tajemnica.
                        „ Czas ucieka, wieczność czeka” JP II Ta wieczność to cd. życia.

                        Można by napisać OBIECAŁEŚ. Twoje Zmartwychwstanie zniosło śmierć.
                        Śmierć nie istnieje. To tylko chwilowe rozstanie na ścieżce
                        wieczności.

                        Na Ziemi wszyscy jesteśmy tylko bezdomnymi, prawdziwy dom jest tam
                        gdzie nasi Ukochani.
                        Tylko dlaczego tak trudno pogodzić się z tym chwilowym
                        rozstaniem???? nawet wiara nie pomaga.
                        • tilia7 Re: Juz nigdy 25.03.10, 12:00
                          No własnie.NIC nie pomaga.Różne już stany przechodziłam i czy wierzę
                          czy nie wierzę,boli tak samo.Bo ja chcę TU,tu żeby był,TERAZ,ze
                          mną.Nie wiem,jaki jest sens tego wszystkiego.Czasem zastanawiam się
                          czy to jest tak,że z jakiegoś powodu mamy nie wiedziec?Czy też jest
                          tak,że tam po prostu nic nie ma i tylko się łudzimy?Sama już nie
                          wiem.Niezależnie od wiary w Boga,wierzę,że dusza ludzka jest w jakiś
                          sposób nieśmiertelna.Moją niepewnośc wzbudza raczej ten "jakiś
                          sposób",bo to przeciez może byc zupełnie coś innego niż nam się
                          teraz wydaje.

                          Ja miałam więcej takich snów,w których bardzo wyraźnie przy mnie był
                          i zawsze wtedy jakby coś chciał mi pokazac,powiedziec.Te sny różnią
                          się o takich "zwykłych" w których też mi się czasem śni.Ale jak
                          napisałaś,ból jest tak duży,że jak narazie wygrywa ze
                          wszystkim,wszystko zmiata z siłą huraganu.
                          I jestem tak tym wszystkim zmęczona,że czasem myślę,że jednak
                          najlepiej,gdyby TAM nic nie było,bo jeśli tam coś jest to znaczy,że
                          nawet po śmierci nie mozna będzie odpocząc:(
                          • first.marionetka Re: Juz nigdy 25.03.10, 13:05
                            Moje zmęczenie też mnie przerosło.
                            Natomiast jest we mnie silna wiara, że się spotkamy.
                            To jest takie niewytłumaczalne,ale dla mnie to aksjomat.
                            Ale mnie, podobnie jak Tobie Tilio nie daje to ukojenia, złagodzenia
                            bólu. Góruje brutalne, ludzkie myślenie - nie ma cię blisko, cierpię
                            potwornie.

                            Wczoraj słuchałam w tym programie o śmierci jak kobieta ze spokojem
                            mówiła o rozstaniu z mężem po bodajże 27 latach małżeństwa, z wiarą,
                            że się spotkają i że 3 lata po śmierci zesłał jej drugiego męża żeby
                            się nią opiekował.
                            Jakie to mądre a dla mnie niepojęte. Jak pięknie sobie wytłumaczyła
                            i dała sobie pozwolenie na dobre, godne życie.
                            Nie wiem od czego to zależy, że jedni mają taki sposób myślenia, że
                            dają radę iść do przodu.
                            Ja też idę, ale gdzie mi tam do tak pięknego myślenia.

                            Tilio, może to jeszcze nie czas żebyśmy zrozumiały. Może do tego
                            potrzebny jest czas. Jedni potrzebują go mniej inni więcej.
                            A może Ci co mają większe zaufanie do sensu tego wszystkiego cierpią
                            jednak troszeczkę mniej.
                            • tilia7 Re: Juz nigdy 25.03.10, 17:33
                              Nie wiem od czego to zależy,pewnie od różnych czynników.W codziennym
                              życiu ludzie też sobie różnie radzą,jedni załamują się z byle powodu
                              inni,mimo trudności życiowych trwają jakoś i zachowują pogodę ducha.
                              Myślę,że nam na pewno potrzeba więcej czasu.Dotknęły nas potworne
                              tragedie-ani śmierc dziecka,ani samobójstwo nie wpisują się
                              w "naturalną kolej rzeczy",stąd pewnie w naszym akurat przypadku
                              trudności ze zrozumieniem sensu.Ja jestem osobą,której w duchowy
                              sposób bardzo bliska jest Natura.Z niej czerpię wiarę,w niej
                              dostrzegam "cuda",a odwieczny cykl obumierania i odradzania się
                              życia niewątpliwie ma swój sens.Tylko tego,co się stało nijak nie
                              umiem wpasowac ani w ten sens ani w żaden inny.Nie umiem
                              zaakceptowac,nie umiem się pogodzic,nie umiem odnaleźc własnego
                              miejsca w tym wszystkim.A zbliżająca się rocznica śmierci mojego
                              mężczyzny wywołuje takie napięcie,że nawet oddychanie mnie boli i
                              męczy.Zdecydowanie daleko mi do spokoju czy pogodzenia:(
                              • first.marionetka Re: Juz nigdy 26.03.10, 09:14

                                Ja też Tilio, nie potrafię doszukac się sensu w odejściu mojego Syna.
                                A wszystko co wcześniej miało sens, straciło go bezpowrotnie.
                                Wcześniej nie rozmyślałam o wojnach, tragediach. Teraz sama tkwiąc w
                                tragedii, widzę jak jej pełno wokół. Pomaga mi wiara, że On tam na
                                mnie czeka, że się spotkamy. Że tam to wszystko " ogarnę".
                                Pociesza myśl, że nie jest tam sam. Ma tam dziadków.
                                Też pochylam się nad pięknem natury. Robię zdjęcia. Jesienią
                                zrobiłam zdjęcie krzewu bez liści z jednym czerwonym owocem. Wygląda
                                to na głóg. Ale uwierz mi, nie mam siły dojść do tego, czy to na
                                pewno głóg. Zdjęcie ciekawe, bo z miejsca, gdzie bywaliśmy razem.
                                Pokazuje przemijanie. Tylko ten czerwony owoc w tych suchych pędach
                                podsuwa nadzieję. Nadzieję na sens istnienia. Wydrukowałam to
                                zdjęcie i zawiesiłam nad biurkiem.
                                Teraz myślę przyjrzeć się temu krzewowi na wiosnę, w lecie.
                                Porobię zdjęcia i będę analizować każdy pęd, każdy listek.
                                To takie moje małe ucieczki od mojego wszechogarniającego bólu
                                i niemocy.
                                Może my też się odradzamy jak przyroda???

                                Te święta są szczególne, bo pokazują odejście. Pokazują ból.
                                Ból, który jest udziałem chyba każdego z nas, tu na Ziemi.
                                Ten ból był zaplanowany jeszcze przed przyjściem na świat Człowieka-
                                Boga i czy dla naszych Ukochanych i dla nas też ten ból był
                                zaplanowany, pomimo, że wierzyliśmy w bezkresne szczeście????
                                Wciąż pytanie i mur.... tajemnica.... i to ma być życie??? jak go
                                ogarnąć?
                                W życiu piękne są tylko chwile, śpiewał Ridel. Teraz ta piękna
                                chwila, jest wtedy jak tonę w patrzeniu na czerwony owoc na nagim
                                krzewie i nie myślę, nie myślę......Tilio, wtedy oddychanie mniej
                                boli.
                                • tilia7 Re: Juz nigdy 27.03.10, 20:46
                                  Ridel śpiewał też w przepięknym "Liście do m":

                                  "Dobiega mnie jakaś muzyka
                                  Nie, to tylko w mej głowie szum
                                  Siedzę, tonę i tonę we łzach
                                  Bo jest mi smutno, bo jestem sam
                                  Dławi mnie strach

                                  Samotność to taka straszna trwoga
                                  Ogarnia mnie, przenika mnie
                                  Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
                                  Że nie ma Boga, nie ma, nie..."

                                  I chyba ten tekst jest mojemu sercu najbliższy w tych strasznych dniach:(((

                                  Ja też szukam ukojenia w przyrodzie.Codziennie rano zaglądam do doniczek z
                                  kaktusami i storczykami,wypatrując choć najmniejszych nowych
                                  listków,pędów,pączków.Czekam aż na moje okno,do gniazda powrócą
                                  jaskółki.Podobnie jak Ty zmusiłam się zimą do sfotografowania mrozu na szybach i
                                  refleksji,że skoro z kryształków lodu mogą ułożyć się liście paproci,to wszystko
                                  jest chyba możliwe.Czasem pytam sama siebie:jakie to ma teraz znaczenie?A mimo
                                  to czuję,że ma.Że w jakiś sposób ma ogromne znaczenie.

                                  Te święta pierwotnie były świętami radości,świętami odradzania się życia.Zresztą
                                  w chrześcijaństwie też takie są,mają przecież nieść nadzieję,tylko my teraz
                                  bardziej zwracamy uwagę na ból,na tą część która związana jest ze
                                  śmiercią.Odrodzenie czy zmartwychwstanie jest tajemnicą,której nie da się
                                  pojąć.Fizyczność śmierci jest tak dojmująca,że trudno,choćby się nie wiem jak
                                  mocno wierzyło,nie zastanawiać się nad tym,czy nie umiera jednak wszystko.Bo
                                  żywy człowiek jest tym wszystkim naraz:duszą,ciałem,intelektem,świadomością.I w
                                  naszych ludzkich umysłach nie chce się pomieścić,że można to jakoś
                                  rozdzielić.Tak sobie dzisiaj myślałam,wspominając dzień pogrzebu,jakie to jest
                                  straszne doświadczenie,widzieć ukochaną osobę martwą.Bo czy to jest nadal ta
                                  osoba,czy już nie jest?I samemu się widzi,że to przecież ten ktoś kogo się
                                  kocha,a jednocześnie czuje się,że to już nie jest ten ktoś.Jak nie oszaleć po
                                  takich doświadczeniach - nie wiem:(
                                  A jeśli dusza jest,jeśli nie umiera,to czemu zostaje po człowieku taka
                                  pustka,czemu zostaje taka dziura w przestrzeni,której niczym nie da się zatkać,a
                                  która pochłania całe światło z naszego życia?

                                  Marionetko,pisałam już o tym,ale napiszę jeszcze raz,już teraz osobiście Tobie
                                  polecając książkę "Biegnąca z wilkami".To książka tak mądra,że nie sposób
                                  przecenić jej wartość.I przepięknie tłumaczy istnienie tzw. kręgu
                                  Życia-Śmierci-Życia oraz naszą rolę w tym kręgu,rolę tych,które zostały.Mówi o
                                  tym,że jesteśmy tu po to,żeby "zbierać kości" i "śpiewać nad nimi",o tym że
                                  Miłość i Pamięć mają moc przywracania życia i leczenia duszy.Polecam Ci ją z
                                  całego serca,bo widzę że nasze poszukiwania idą podobną drogą.Ja tą książkę
                                  czytałam kilka lat temu,w czasie kiedy byłam bezgranicznie szczęśliwa.Zrobiła na
                                  mnie ogromne wrażenie i uważam,że to najważniejsza książka w moim życiu.Nie
                                  uleczy ona bólu,ale daje jakąś pierwotną siłę,która pozwala mimo wszystko trwać.

                                  Masz rację Marionetko,pisząc:
                                  "tonę w patrzeniu na czerwony owoc na nagim
                                  > krzewie i nie myślę, nie myślę......Tilio, wtedy oddychanie mniej
                                  > boli."

                                  Tak rzeczywiście jest.Tylko teraz,na trzy dni przed rocznicą mam wrażenie,że
                                  znowu patrzę Śmierci prosto w oczy.A ona jest uparta.Wymaga uwagi.I zasłania mi
                                  głóg...
    • first.marionetka Re: Juz nigdy- Do Tilii 29.03.10, 09:10

      Wiesz Tilio, moja koncentracja, możliwość rozumienia tekstu,
      zapamiętywania jest okropna. Ale myślę, że „ Biegnąca z wilkami”
      będzie dla mnie taką szansą na Wielkanoc jak „ Barbara Brylska w
      najtrudniejszej roli” na Boże Narodzenie.
      Czytałam tę książkę z takim zapałałem i zrozumieniem jakbym wróciła
      do siebie.
      Jeszcze dziś zadzwonię do pobliskiej księgarni i zapytam o nią.
      Dziękuję za polecenie.

      Piszesz „ Tylko teraz, na trzy dni przed rocznicą mam wrażenie, że
      znowu patrzę Śmierci prosto w oczy. A ona jest uparta. Wymaga uwagi.
      I zasłania mi głóg...
      Wydaje mi się, że mnie udało się pokonać czas. Zlałam go w jakąś
      całość. Nie istnieje dla mnie w takim sensie jak kiedyś.
      Myślę, że to dlatego, żeby nie zwariować. Zresztą dla mnie jeszcze
      „ wczoraj” byliśmy tu razem….. rocznice, daty to jakaś umowność.
      Wyszłam z niej.
      Wiem, że czas płynie, że zbliża mnie do niego, ale ja go czuję
      inaczej…..
      Mnie to przynosi „ inność” , nowe spojrzenie. Zatrzymałam się.
      Czas płynie, ale dla mnie to już nie ma większego znaczenia. Życie
      bez dat, pomimo dat jest moim obecnym życiem…..
      W tym spowolnieniu jest miejsce na szukanie sensu istnienia. Masz
      rację, że śmierć jest uparta, wymaga uwagi. Ale ja jestem z natury
      też uparta, przekorna i konsekwentnie dążąca do celu. Chcę ją
      pokonać tym wpatrywaniem się w zielony listek na moim zdjęciu, w
      ten czerwony owoc. W nowe pędy na juce, niedawno pociętej.
      To właśnie na juce widzę, jaki jest pęd roślin do życia. Niby martwy
      kawałek rośliny rodzi się do życia wypuszczając nowe listki. Szukam
      sensu istnienia. Jak mała dziewczynka cieszę się, że śmierć nie
      istnieje, bo ta pocięta na kawałki łodyga dostała szansę na nowe
      życie.
      Wszystko we mnie krzyczy, to nasze życie musi mieć głębszy sens.
      Śmierć nie może być końcem….

      Myślę sobie Tilio, że może naszym celem jest pokonać śmierć, pokonać
      czas….
      Każdy z nas ma swoje ścieżki w dochodzeniu do prawdy. Moja ścieżka
      jest usłana poszukiwaniem bez czasu. I choć boli, zmysły otępiałe w
      tym małym głogu, w juce widzę moich sprzymierzeńców, współbraci na
      ścieżce do zrozumienia.

      Nie wiem, co Ci mogę napisać na ten dzień. Może, żebyś pokonała
      czas. Tulę…...




      • tilia7 Re: Juz nigdy- Do Marionetki 29.03.10, 12:17
        Dziękuję Ci Marionetko za wsparcie.

        Z tym czasem jest dokładnie tak,jak mówisz.Płynie inaczej i jakby
        poza nami.Ja też mam wrażenie,że widzieliśmy się jeszcze wczoraj,że
        to wciąż jest ta sama wiosna.To wrażenie jest tak silne,że jak
        potrzebuję obliczyc kiedy dane wydarzenie miało miejsce to w ogóle
        nie dodaję tego czasu,który "od wtedy" minął - jakby go nie było.Dni
        sa tak do siebie podobne,a te nasze poszukiwania są tak bardzo poza
        czasem,że naprawdę trudno zauważyc,że ten czas w ogóle jest.I
        odnaleźc się w tym rzeczywistym.
        Ale jednka tych przedrocznicowych dni nie da się jakoś z tego czasu
        nie wyróżnic.I cały problem jest nie w tym,że minął już/dopiero
        rok.Problem w tym,że czas się zatrzymał i to co było,w moich
        uczuciach dzieje się ponownie TERAZ.Uczucie jest koszmarne.Bo
        przecież już się stało,co się miało stac.A wrażenie takie,że się
        dopiero stanie,że wiem kiedy się stanie i jak,a poradzic nic nie
        mogę tak jak nie mogłam wtedy:(
        Napięcie i stres są takie,że nic nie jest w stanie ich
        uspokoic,wyciszyc.Wspomnienia z tych ostatnich dni,godzin,spadają na
        mnie jak lawina.Każdy gest,każde słowo,każde
        spojrzenie,wszystko.Wszystko to już było a mimo to czuję jak dzieje
        się znów:(


        Książka mam nadzieję będzie dla Ciebie pociechą.Nie wszystkie
        rozdziały są akurat bezpośrednio związane z naszymi obecnymi
        potrzebami,ale to się da wyczytac w spisie treści a czytac można
        wybiórczo,bo każdy rozdział jest oddzielną całością.Najważniejszy
        jest początek,bo rzutuje na zrozumienie i odbiór całości.
        Ja dostałam ostatnio na urodziny "Najpiękniejsze widowisko świata"
        Dawkinsa - o ewolucji.Też będzie do poczytania na święta.Tylko
        jeszcze dotrwac do tych świąt...

        Cały czas zadaję sobie pytanie skąd biorę siły na to wszystko.Jesem
        już wyczerpana fizycznie i psychicznie do granic możliwości i
        niezmiennie czuję że to jest "nie do przeżycia".A jednak jakoś
        człowiek trwa.Czasem dosłownie wbrew sobie samemu.

        Przytulam również
        • first.marionetka Re: Juz nigdy- Do Tilii 29.03.10, 14:12

          Ja krzycząc, buntując się zrozumiałam, że tak naprawdę to nie
          zawrócę czasu.
          Wiadomo chcę zrozumieć, po co to odejście? Matce się tego nie
          robi!!!!
          Trafiłam na art., bodajże w Zwierciadle , gdzie Barbara Skarga mówi
          o swobodzie myślenia.
          Zrozumiałam, że ten ból, niepogodzenie jest we mnie i we mnie jest
          też klucz do swobodnego myślenia.
          Chodź na dzień dzisiejszy jeszcze nie widzę sensu, daję sobie
          szansę, aby ten sens odszukać.
          Dałam sobie szansę na „ zainstalowanie” zmiany w głowie, w
          myśleniu…..
          Dałam sobie szansę na patrzenie z zaciekawieniem na kwiaty, na
          konary drzew.
          Może to następny etap żałoby. Ale w mojej „ głowie” to szansa na
          zrozumienie życia i śmierci. Nie piszę tu o radości, bo jej nie ma ,
          ale jest zaciekawienie i to już pozwala wyciszyć zmysły.
          Człowiek z natury szuka ucieczki od bólu, to jest moja ucieczka. Nie
          koncentruję się na bólu, tylko na rozwiązaniu.
          Nie powiem, że jest to stan permanentny, nie, ale już mi się udaje
          uciec w przyrodę.
          Bo przecież zagłębianie się w lekturze, to też poszukiwania i
          swojego rodzaju ucieczka od bolącej rzeczywistości.
          Może bardziej rozbudowałam empatię i to pozwala zobaczyć, że nie
          tylko mnie los tak doświadczył.
          Na początku nie wierzyłam, że matka może przeżyć choćby godzinę po
          stracie dziecka.
          Teraz wiem, że choć serce uległo spopieleniu jestem, bo pewnie mam
          tu jeszcze coś do zrobienia.
          Tilio, może przez ten najbliższy okres mniej myśl, a bardziej
          obserwuj np. kwiaty z podobnym zdziwieniem jak obserwujesz przez
          ten czas odejście….
          Wiem, że nie ma mądrych słów, mądrych rad, ale to moje inne
          spojrzenie jednoczy mnie w tej ciszy z moim synem, czuję Go bliżej
          mnie.
          Poszerzyłam swój świat o Wszechświat i nie jestem już taka
          osierocona.

          Mocno Cię ściskam i posyłam część mojej obecnej siły, którą udało mi
          się otrzymać z Góry….. jestem z Tobą.
          • tilia7 Re: Juz nigdy- Do Tilii 29.03.10, 15:33
            Ponownie bardzo Ci Marionetko dziękuję.

            To co piszesz jest mi bardzo bliskie.Ta ciekawośc świata była we
            mnie zawsze,ciekawośc jego różnorodności,zmian,zjawisk.Również
            tolerancja dla tego co nieznane,odmienne,niezrozumiane.A przyroda od
            zawsze,od dziecka była czymś co zachwycało i dawało mi kontakt z
            jakąś Siłą Wyższą-jakkolwiek to rozumiec.I jest tak rzeczywiście,że
            ta ciekawośc teraz jakoś ratuje.Właśnie to,że całe życie byłam
            blisko natury,że uwielbiam zdobywac nową wiedzę,że literatura jest
            bardzo ważną częścią mojego świata,jakoś pozwala teraz przetrwac.I
            chyba też to wszystko powoduje,że jestem otwarta na szukanie
            nowego,poznawanie niepoznanego.Czasem udaje się ból trochę
            wyciszyc.Ale jeszcze jest to stan bardzo rzadki.

            Te dni przed rocznicą są jednak inne.Na lekturze nie mogę się
            skupic.Fizycznie odczuwam takie napięcie że aż czuję "mrówki" w
            końcach palców.Chodząca bomba z adrenaliny.Wyciszyc się można ale
            tylko na chwilę i właściwie niewiele to daje bo zaraz wszystko
            wraca,jak bumerang,ze zdwojoną siłą.Myślec wcale dużo nie
            myślę,raczej czuję jak to wszystko wraca.Jakby obrazy przepływałay
            przeze mnie.Staram się ich nie zatrzymywac a z bólem się za bardzo
            nie szarpac.Myślałam sobie najpierw-wezmę prochy i prześpię ile się
            da.Ale nie.Bo czuję,że to jest bardzo ważne,żeby to przeżyc,nie
            przeczekac,tylko przezyc.Moja psycholog zresztą potwierdziła,że to
            trzeba świadomie przeżyc - jest to piekielnie trudne,ale
            nieuniknione.I jest symbolicznym zamknięciem tego
            pierwszego,najgorszego,najboleśniejszego kręgu.Więc staram się
            przetrwac,choc momentami to jest ocieranie się o Otchłań:(

            Za pozytywną Energię dziękuję.Postarma się spożytkowac jak najlepiej
            potrafię.
            • first.marionetka Re: Juz nigdy- Do Tilii 29.03.10, 15:52

              Tak, tego bólu nikt za nas nie przeżyje.
              Ja nie mogąc go udżwignąć ofiarowałam ten wszechogarniający ból za
              wzrastanie Jego duszy.
              Dało mi to duże ukojenie.

              Pomyśl, że na tej ścieżce jest NAS więcej i zawsze możesz liczyć na
              ciepły uśmiech, wsparcie i być wsparciem dla innych.
              Bo mnie też wiele pomogłaś w "układaniu" nowego myślenia.
              • tilia7 Re: Juz nigdy- Do Tilii 29.03.10, 17:08
                Dziękuję,to faktycznie jest bardzo wzmacniające,że mimo własnego
                bólu a może wręcz dzieki niemu,można pomóc innemu cierpiącemu
                człowiekowi.To bardzo ważne.Ja też od Ciebie czerpię wiele dobrego
                Marionetko,zwłaszcza,że jakoś od początku mam wrażenie,że idziemy
                podobnym "tropem" w tych poszukiwaniach.Zresztą od każdej osoby na
                forum "coś" doastajemy cennego.
                • tilia7 Re: Juz nigdy- Do Marionetki 29.03.10, 17:10
                  Z tego zagapienia to nawet w tytułach nie pozmieniałam "do Tilii"
                  na "do Marionetki",ale myślę,że to wybaczalne przeoczenie:)
                  • first.marionetka Re: Do mnie to nie dociera..... 12.04.10, 10:06

                    10-04-2010 r. do mnie to nie dociera. Brak słów.
                    Potwierdza się, że nikt z nas nie jest reżyserem własnego życia.
                    Bezmaru tej tragedii nie rozumiem.
                    Tak jak bezmiaru mojej osobistej tragedii też nadal nie pojmuję....

                    Zatrzymałam się, pytam " co jest ważne? " - miłość, rodzina...
                    wyrwano 96 osób, z miłości z rodzin. Na Boga, nie ogarniam tego.

                    Synku, młodzi, inteligentni, ważni dla Polski.... Ich też "
                    powołano" tak jak Ciebie.
                    Tak cierpiałam, miałeś plany, Oni też... i śmierć przyszła jak
                    złodziej....
                    Moment w którym człowiek przychodzi na świat i odchodzi ze świata -
                    nie zależy od NIEGO. Tak trudno się z tym pogodzić.
                    Znałeś tych ludzi, bo polityka była bliska Twoim zainteresowaniom,
                    od ok 50 godzin masz ICH TAM.... a mnie tu pozostało jeszcze większe
                    niezrozumienie, grubsza matowa szyba przez którą patrzę na świat....
                    Wczoraj w deszczu karmiłam łabędzie, jeżdziliśmy tam razem i tam
                    jesteś taki obecny, taki mój ma zawsze. Tam matowa szyba topi się w
                    wodzie. Widzę Ciebie roześmianego,łąbędzie, kaczki, trzciny i czuję,
                    że jestem...
                    To tam wszystko można próbować zrozumieć przez pryzmat WIECZNOŚCI.
                    Tak bardzo Cię kocham- mama.
                    • maretta111 Re: Do mnie to nie dociera..... 12.04.10, 21:16
                      Moja droga w tym bezsensie... jestem z Tobą...
                      • first.marionetka Re: Do mnie to nie dociera..... 13.04.10, 09:52

                        Maretta, w tej całej, ogromnej tragedii jedno do mnie dotarło, że
                        tak naprawdę ani duchowni, ani świeccy nie próbują tej tragedii
                        wyjaśniać, tłumaczyć, rozumieć.
                        Wszystkim brakuje słów. Pokora, milczenie nad ogromem bólu, nad
                        przemijaniem.
                        Próbują zrozumieć ból, cierpienie bliskich, którzy zostali.
                        Głębokie refleksje, wspomnienia i zero wymądrzania, że wiedzą, że
                        znają odpowiedź – dlaczego????
                        A ja waliłam głową w mur, bo chciałam wiedzieć dlaczego ON, dlaczego
                        tak wcześnie !!!!
                        My tu z forum, wiemy co tak naprawdę czują najbliżsi, jak długo
                        będzie im towarzyszyć cierpienie, przeogromne cierpienie i ta
                        obezwładniająca bezsilność…..
                        Powiem za Herbertem … i dymi mgłą katyński las… i ta mgła roztoczy
                        się na życie tak wielu ludzi, rodzin, przyjaciół , znajomych…. ta
                        mgła, choć nie katyńska jest też w naszym życiu od tego dnia, od
                        dnia rozstania……..
                        Pomimo, że żyję, to jest to jednak życie we mgle.
                        • maretta111 Re: Do mnie to nie dociera..... 13.04.10, 12:29
                          Marionetko na pogrzebie mojej cioci jedna z kuzynek powiedziała mi że rozmawiała
                          z księdzem dlaczego umarł tak wcześnie ten czy tamten, dlaczego inny leży
                          chciałby z godnością odejść, a jego życie przedłuża się, dlaczego ... A ksiądz
                          podsumował"nie zadawaj mi takich głupich pytań, na które nie ma odpowiedzi". Nie
                          ma słów zrozumienia dlaczego odeszli nasi bliscy, tak wcześnie, dlaczego ludzie
                          giną, dlaczego konają w mękach. Czasem tak sobie myślę że nawet i do śmierci
                          samej w sobie trzeba mieć "szczęście". Jeden zaśnie w fotelu na wieki,a inny
                          prosi Boga o śmierć,bo cierpi,a jeszcze inny traci życie w jednej chwili w
                          makabryczny sposób.
                          Ja tak po omacku tego sensu szukam, nauczyłam sama siebie pocieszać, dlaczego
                          ja, dlaczego mój tata, mój brat, dlaczego inni bliscy tak szybko musieli odejść.
                          Może tam im lepiej niż tu. Może...Pewności tej nie mam. Musze żyć dla tych co
                          zostali, czy mi się chce czy nie...Pozdrawiam ciepło.
                          • first.marionetka Re: Do mnie to nie dociera..... 13.04.10, 12:46


                            Tak, musimy żyć dla tych co pozostali.
                            Miałam wujla lekarza, który nie rozumiał słów pieśni.." od nagłej i
                            niespodziewanej śmierci wybaw nas Panie"... buntował się na te
                            słowa, bo widział dużo chorych na nowotwory.
                            Sam odszedł na zawał, pierwszy śmiertelny.
                            I nic nie pomogło. W sekundach zjawiły się dzieci, też lekarze....
                            nie było szans na ratunek.
                            A On zawsze powtarzał lepsza nagła, udało Mu się tak odejść.
                            Pomimo, że był po 70- tce rozpacz była ogromna.
                            I też wyrzuty sumienia, a może mogliśmy to , tamto zrobić,
                            zauważyć... dziś wiem, że tak miało być.
                            Masz rację, nie równo dostajemy od losu- dlaczego tak jest? nie znam
                            odpowiedzi.
                            I tylko nadzieja na spotkanie potrafi podnieść z kolan, bez tej
                            nadziei nie widzę sensu naszego istnienia.
                            • tilia7 Re: Do mnie to nie dociera..... 13.04.10, 13:49
                              Kiedyś przeczytałam takie mądre zdanie,że na każde pytanie jest
                              odpowiedź,ale pod jednym warunkiem,że odpowiedno sformułujemy
                              pytanie.Dopóki zadajemy pytania logiczne:jak?co?Kto?gdzie?Kiedy? -
                              odpowiedź prawdopodobnie się znajdzie a w każdym razie potencjalnie
                              może się znaleźc.Ale na pytanie Dlaczego? odpowiedzi z zasady nie
                              ma.Zawsze mozna snuc spekulacje,domysły...ale odpowiedzi nie znamy i
                              nikt nam jej nie udzieli.
                              • first.marionetka Re: Do mnie to nie dociera..... 13.04.10, 14:22


                                Tilio, ale sporo czasu musi upłynąć, jak dotrze do świadomości, że
                                nie ma odpowiedzi na pytania" dlaczego Ona/On "? dlaczego wtedy??? i
                                inne dlaczego.... wcześniej przechodzimy przez bezradność,utratę
                                sił, a niejednokrotnie wręcz ocieramy się o utratę zmysłów, a co
                                najmniej o brak logicznego myślenia.
                                I ten wewnętrzny krzyk, jak dalej żyć??? jest towarzyszem dnia
                                codziennego na długo...........................................
                                • first.marionetka Re: Wiem, że to niemożliwe..... 02.07.10, 09:56

                                  Synku,
                                  wczoraj w tramwaju na siedzeniu przede mną usiadł młody chłopak.
                                  Przez chwilę myślałam, że zwariowałam. Ten sam kolor włosów, tak
                                  samo obcięte włosy, nawet profil miał ten sam i sposób gładzenia się
                                  lewą ręką za uchem....te same dłonie z długimi palcami.
                                  Jasny t-shirt i małe brązowe znamie dokładnie w tym samym miejscu na
                                  szyi.
                                  Wszystko wróciło......... myśli, wspomnienia i ból... tylko Ty
                                  zostałeś tam gdzie jesteś.
                                  A ja nie wiem GDZIE!!!!!


                                  NADZIEJA NA SPOTKANIE

                                  Spójrz
                                  Na żywego trupa
                                  Człowieka
                                  Który przeżył
                                  Swoją śmierć
                                  Za życia

                                  Między zielonymi
                                  Alejkami
                                  Z czarną aksamitką
                                  Na szyi
                                  Rozmawia
                                  Ze śmiercią
                                  Wodzi wzrokiem
                                  Po nieśmiertelności
                                  Widzi
                                  Jak wieczność
                                  Budzi się
                                  Do życia

                                  Czarna aksamitka
                                  Uwiera
                                  Jak lasso
                                  Zarzucone
                                  Przez los

                                  SYNKU
                                  Zegar
                                  Odmierza sekundy
                                  Gdy znowu
                                  Będziemy RAZEM. mama - kocham Cię mój Skarbie.
                                  • tilia7 Re: Wiem, że to niemożliwe..... 02.07.10, 11:57
                                    Marionetko,wiersz piękny,tym smutnym pięknem,które tylko my-żywe
                                    trupy w czarnych aksamitkach-potrafimy dostrzec...

                                    Doświadczyłam podobnego przeżycia-widziałam niemalże
                                    sobowtóra.Nieraz się zdarza,że ktoś podobny i serce zabije
                                    szybciej,ale ten jeden raz wszystko było Nim:wzrost,postawa,coś
                                    specyficnego,miękiiego w ruchach,nawet sposób trzymania i pochylania
                                    głowy,nawet strój,nawet policzki miękko nieogolone.To było
                                    straszne,STRASZNE.Bo widziałam go a wiedziałam,że widzę nie
                                    Jego.Zapomniałam oddychac i gapiłam się jak wół w malowane
                                    wrota,nieświadoma co robię.I dopiero jak ten mężczyzna odwzajemnieł
                                    spojrzenia,to zobaczyłam,że oczy nie te.No bo przeciez nie mogły byc
                                    TE...Przecież niby od razu wiedziłam...
                                    • first.marionetka Re: Wiem, że to niemożliwe..... 02.07.10, 12:15

                                      Jaj już dałam sobie spokój w wypatrywaniu Go w tłumie.... to
                                      znalazłam kogoś, na wyciągnięcie ręki. Fotel przede mną.
                                      Nawet ta brązowa mała plamka w tym samym miejscu.
                                      Chciałam wyjąć z torby aparać i uchwycić to co widzę. Powstrzymałam
                                      się. Zrozumiałam, że nie mam prawa naruszać czyjejś prywatności
                                      przez moją " inną" wizję obecnej rzeczywistości.
                                      To było coś, co nie miało prawa mi się zdarzyć.
                                      To było realne podobieństwo i w konsekwencji realny ucisk w klatce
                                      piersiowej. I wewnętrzny krzyk : DLACZEGO!!!! nie wiem jak doszłam
                                      do domu....
                                      • tilia7 Re: Wiem, że to niemożliwe..... 02.07.10, 14:41
                                        Nie miało prawa się zdarzyc...Tak.A jednak się zdarzyło.Tak jak inne
                                        rzeczy,które nie miały prawa się zdarzyc a się zdarzyły,w
                                        konsekwencji czego jesteśmy na tym forum:(
                                        • first.marionetka Re: Sny 04.07.10, 10:26

                                          Przyszedłeś do mnie Kochanie we śnie.
                                          Zapamiętałam Twoją twarz. Byłeś jakby za szybą9 w tym z soboty).
                                          Twoja twarz była taka piękna, wręcz nie z tej ziemi piękna.
                                          Nie wiedziałam w tym śnie, że jesteś tam,gdzie mnie matce mówi się " jeszcze nie
                                          teraz, jeszcze nie możesz Go przytulić".
                                          Pamiętam, że chciałam Cię przekonać, abyś z tego usamodzielnienia wrócił do domu.
                                          Powiedziałeś,że masz co robić, masz plany....
                                          Najbardziej zapamiętałam Twoją twarz i moje myśli, żeby Cię przekonać do powrotu.
                                          Przecież masz prawo się usamodzielić.... ale to takie trudne dla matki.

                                          Gdy się obudziłam, zaczęłam rozmyślać o tym, co mnie spotkało w tramwaju i o tym
                                          co przeżyłam we śnie.
                                          I pomyślałam, że jesteś blisko, tak jak w tym tramwaju, tylko ja ślepa, z
                                          ograniczonymi zmysłami nie widzę tego.
                                          I tu i tu byłeś tak blisko....choć w śnie, była szyba... nie do pokonania..
                                          Jak pokonać barierę czasu? to niemożliwe, trzeba czekać i wierzyć, że się spotkamy.
                                          Czasami życie podcina skrzydła, ale trzeba wierzyć, że z czasem te skrzydła "
                                          wyzdrowieją" i na nich polecę do Ciebie.

                                          Taka jestem wdzięczna Bogu, że powracasz w snach wczoraj, dziś- dziękuję, dziękuję.

                                          Choć nadal nie wiem jak żyć, ale jest lepiej, gdy noc pozwala na spotkanie dusz.
                                          To się jakaś kosmiczna siła, której nie sposób wytłumaczyć.

                                          • agalt Re: Sny 04.07.10, 19:35
                                            Witaj Marionetko,
                                            tak się cieszę, że sie doczekałaś na swój wytęskniony sen:)
                                            Światełko dla Twojego Syna (*)
                                            • agawyzga Re: Sny 04.07.10, 20:03
                                              Od 9 miesięcy nie ma mojej córki i jeszcze ani razu mi się nie przyśniła, tak bardzo tęsknie i czekam każdej nocy i ...nic ..nic...nic...
                                              Wiec wiem ,ze nie mam już nic..
                                              Agnieszka-mama Madzi
                                              • tilia7 Re: Sny 04.07.10, 20:12
                                                Ago na pewno się w końcu doczekasz.Brak snów z Twoją córeczką prawdopodobnie
                                                wynika z blokowania jakichś uczuć przez Ciebie-nieświadomie oczywiście.Są
                                                ludzi,którym się śni i którym się nie śni.Ja należę do szczęśliwców,mój ukochany
                                                śni mi się często,choć bywają czasem długie przerwy.I to są często
                                                dobre,piękne,choć naznaczone smutkiem sny.Ale za darmo nic nie ma,płacę za to
                                                czasem sennymi koszmarami i tych mi już naprawdę nie ma co zazdrościć:(
                                              • mariola008 Re: Sny 04.07.10, 20:49
                                                agawyzga przytul się do jakiegoś ciuszka swojej córeńki. I uwierz, że się
                                                przyśni.Oni są na pewno.
                                              • first.marionetka Re: Sny 05.07.10, 12:20

                                                Ago, w moim śnie oddzielała nas szyba.
                                                W życiu też czuję taką grubą szybę za którą toczy się życie innych.
                                                Dawno mi się nie śnił. Tym snem tłumaczę sobie, że pokazał mi ładną,
                                                spokojną twarz, żebym zrozumiała, że jest Mu dobrze.
                                                Bo ostatnio przytłaczała mnie myśl" żebym tylko wiedziała, że jest
                                                Ci kochanie dobrze, może łatwiej bym się podnosiła z mojego upadku".
                                                Ale ta szyba, to tak jakby dwa różne światy- mój i Jego.
                                                I myślę sobie, kto jest bardziej za tą szybą??? chyba jednak ja, z
                                                tą ziemską, małą świadomością.

                                                Madzia przyśni się w swoim czasie, uwierz mi.
                                                A wiesz, że czasem nam się śnią,a nic nie pozostaje w pamięci po
                                                przebudzeniu.
                                                Pozostaje jakaś niezrozumiała siła wewnętrzna. Ja przynajmniej mam
                                                coś takiego .
                                                Jak Ci się przyśni, napisz..... pozdrawiam.
                                                • agawyzga Re: Sny 05.07.10, 14:04
                                                  Jak to się stanie pierwsze się o tym dowiecie....tak bardzo czekam na nią już od 9 miesięcy...
                                                  Agnieszka-mama Madzi
    • first.marionetka Re: Juz .............nie pasuję 18.08.10, 19:17

      Nie pasuje
      Do dzisiejszej
      Rzeczywistości
      Wycięta ze
      Starego zdjęcia
      Błądzi wzrokiem
      Po matowej
      Szybie
      Za którą
      Zamknął się
      Jej Świat........

      Synku, nadal żyję za szybą.

      Tyle nieszczęść śledzę na co dzień i nadal nie pojmuję
      " o co chodzi", po co to wszystko.
      Czy ja wcześniej byłam ślepa, czy ten świat był inny?
      Teraz zawieszona między niebem a ziemią szukam miejsca dla siebie i wiesz, tu go
      nie potrafię znaleźć, dlatego coraz częściej bywam TAM.
      Myślami. Tylko tak pozwalają przytulić się do Ciebie.
      Bardzo Cię kocham i czuję Twoją miłość.
      • agawyzga Re: Juz .............nie pasuję 19.08.10, 18:43
        Marionetko...ja tez tu nie pasuje....nie pasuje...
        Agnieszka-mama Madzi
        • tilia7 Re: Juz .............nie pasuję 19.08.10, 19:10
          Bo już nic do niczego nie pasuje.W ogóle.Świat nie pasuje sam do siebie a ja do
          świata.
          • first.marionetka Re: Juz .............nie pasuję 20.08.10, 07:56

            Tak kochane dziewczyny, nie pasujemy.... ale, trzeba się nauczyć
            " nowej roli" i jak pisała Aga,podnosić się z kolan, pomimo licznych upadków.
            Nie jest to proste, łatwe to wiemy, ale moim zdaniem tak trzeba.
            Wydaje mi się, że mamy tu jeszcze coś do zrobienia.
            Na dziś myślę sobie, że gdybym to ja " wyprzedziła" mojego Syna, chciałabym, aby
            żył tu najlepiej jak potrafi i jak się spotkamy mógł powiedzieć przeżyłem to
            życie " po tobie" w pełni..... Boże, jakie to trudne, ale taki mam cel, takie
            założenie.... Synku, Bóg mi świadkiem staram się, chodź wszystko we mnie wyje,
            chodź czuje się całkowicie wypalona.... ale staram się dla nas... aż do spotkania.
            Uczę się dopiero tej nowej roli, z dużą pokorą od innych.
            Od matek, ojców, młodych dziewcząt,którym też nie jest łatwo jak nagle, ich
            świat zszedł na inne tory......
            Za tatą młodego szachisty zadaję sobie pytania: " gdzie teraz jesteś, jak mogę
            Ci pomóc????? pytam, pytam, pytam..... w końcu muszę otrzymać " jakieś" mądre
            odpowiedzi.
            Jedno już wiem, że Twoje przejście na drugą stronę odkryło przede mną bezkres
            nieszczęść tego świata i kiepsko sobie radzę w tej nowej optyce.
            Zadaje sobie pytanie " czy wcześniej byłam skrajną egoistką? ślepym człowiekiem?
            - sama nie wiem.
            Miałam chyba za mało czasu, żeby analizować świat, tak jak robię to teraz.
            W tej nowej rzeczywistości, zatrzymałam się. Wiele rzeczy " odpuściłam" stąd
            ogrom czasu na przemyślenia.
            Te przemyślenia, to nic innego, jak chęć zbliżenia się do Ciebie Kochanie. To
            nic innego jak szukanie odpowiedzi, że to wszystko musi mieć jakiś głębszy
            sens.

            Na razie dla mnie niepojęty.
            Jeżeli do tej pory moje serce, które jest rozszarpane na kawałeczki nie
            przestało bić, to chyba coś tu jeszcze mam do zrobienia.
            • first.marionetka Re: do Agi..... 09.09.10, 11:51

              Agnieszko, pozwoliłam sobie przenieść naszą rozmowę do tego wątku.

              Pytasz, czy wierzę w sny.
              Zacznę od tego, że wczoraj poszłam do kościoła i było właśnie czytanie, jak Józef dostał właśnie we śnie pewne, nazwijmy to "przekazy".
              Dużo wieczorem rozmyślałam n/t snów.
              Wydaje mi się, że jest to swojego rodzaju pomost pomiędzy " tu i tam".
              W wątku sny prorocze napisałam o młodej dziewczynie, która śni w podobny sposób jak we wczorajszym czytaniu.
              Ale dobrze wiemy, że nie każdemu dane są takie sny.
              Ja natomiast mam coś takiego, że nie pamiętam snu, a mam uczucie, jakby nasze dusze danej nocy były razem.
              Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale po takiej nocy jestem dziwnie silniejsza, spokojniejsza.
              Jakbym była u Niego w " odwiedzinach".
              Dzieje się to nie na poziomie śwadomości, ale daleko poza nią..... dostaje takie " prezenty", ale nie za często.
              Nie szukam wyjaśnień jak to się dzieje, bo wiem, że wiele pytań ma pozostać bez odpowiedzi.
              Przez pewne tajemnice zwyczajnie nie dane nam przejść... po wielokrotnym waleniu głową w mur przyjęłam to do wiadomości, co nie znaczy, że zaakceptowałam....
              Znam z przekazów pisemnych, że wiele osób wyśniło swoją śmierć np. Abraham Lincoln.
              • agawyzga Re: do Agi..... 09.09.10, 12:04
                Marionetko piszesz......Wydaje mi się, że jest to swojego rodzaju pomost pomiędzy " tu i tam"...zgadzam się z tobą...

                Ja nie zasłużyłam widocznie na ten pomost niestety....tak mi smutno..
                Agnieszka-mama Madzi
                • first.marionetka Re: do Agi..... 09.09.10, 12:24
                  Myślę sobie Ago, że to nie trzeba rozpatrywać w kategoriach " zasłużyłam".
                  To jest coś innego, głębszego. Co nie do końca ogarniamy zmysłami.
                  Czytałam " Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje" i wówczas myślałam podobnie jak Ty.
                  Nie zasłużyłam na taki kontakt, jak w tej książce matka - syn.
                  Dziś myślę, każdy ma co innego do przejścia w życiu i to chyba o to chodzi.

                  Agnieszko, to że Madzia się przyśni to pewne, tylko musi " przebić się" przez Twój ogromny ból.
                  U mnie tak przynajmniej było.... częściej śnił się innym, aniżeli mnie.
                  Ja najbardziej niewyjaśnione zjawisko miałam, jak usłyszałam ( tak myślę) Jego głos, gdy wymówił mamo..... dziwny jest ten świat.....
                  • agawyzga Re: do Marionetki.... 09.09.10, 12:29
                    Napisz coś więcej o tym zjawisku proszę.
                    Aga
              • tilia7 Re: do Agi..... 09.09.10, 12:19
                Marionetko,mam podobne poczucie.Ja wprawdzie oprócz tego mam czasem bardzo wyraźne sny,w których mogę z Nim byc.Ale przede wszystkim mam to uczucie,że w nocy jestem jakoś bliżej.Przez pierwszy okres po śmierci mojego mężczyzny nie spałam wcale,przysypiałam na 10 minut w ciągu dnia i koniec,całe noce,mimo prochów byłam przytomna.A potem się nagle zmieniło.Śpię zazwyczaj spokojnie(choc zdarzają się czasem i koszmary) i we śnie czuję spokój i błogośc.Aż jest to dziwne przez ten kontrast z tym co czuję na jawie.
                • first.marionetka Re: do Agi..... 09.09.10, 12:38

                  Agnieszko, jak nie potrafię "poruszać się w czasie", więc nie pamiętam, ile czasu minęło, gdy przed zaśnięciem usłyszałam wyrażnie " mamo" lub " mami" bo ta końcówka byłam taka, że mogło być zarówno o jak i.
                  Ja to słyszałam. Ale to było takie, jakby i dzwięk i w mojej głowie... trudno to wytłumaczyć.
                  Może chciał, żebym zrozumiała, że jest blisko?
                  To się zdarzyło tylko jeden raz. Ale, otworzyło we mnie myślenie, że tak naprawdę, to tak niewiele wiemy o życiu....
                • first.marionetka Re: doTilii 09.09.10, 12:45
                  Tilio, wiele osób doświadcza wiele po odejściu ukochanych, ale nie ogłaszają się z tym, bo boją się ośmieszenia.
                  Dopiero jak zaczyna się z kimś rozmowę, otwiera się ten przysłowiowy worek i słyszysz
                  " ja też tak miałam".
                  Ja tego teraz doświadczam. Z tych właśnie " innych kawałeczków" próbuję składać nową siebie, nową rzeczywistość.
                  Nie miałam w śnie koszmarów. Mnie koszmar, który mnie przerósł dopadł w realu i jeszcze mnie trzyma.
                  • tilia7 Re: doTilii 09.09.10, 13:34
                    To prawda,że wiele osób boi się ośmieszenia.Ale też niestety wiele osób boi się samodzielnego myślenia.Wierzą w coś albo nie wierzą a nie mają odwagi na jakąś własną refleksję,nie mają odwagi pomyslec,że może każdy powinien szukac swojej własnej prawdy,zamiast się miotac między czyimiś prawdami.No i mało wierzywmy we własne doświadczenia.A przecież jeśli czegos naprawdę doświadczamy,to dla nas jest to prawdą.Inna sprawa,jaka jest prawdziwa przyczyna tych doświadczeń.Może czasem trzeba odpuścic wyjaśnianie ich i po prostu przyjąc,że są.
                    • first.marionetka Re: doTilii 09.09.10, 13:56
                      W tym największym bólu, samodzielne myślenie "nie działa". Przynajmniej u mnie tak było. Rozpadło się na kawałki. Nie czułam co jest dobre, co jest złe.
                      Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę..... chciałam przestać myśleć......

                      Ktoś mi kiedyś powiedział, "prawda jak d... każdy ma swoją" i coś w tym jest.


                      • agawyzga Re: do Marionetki 09.09.10, 14:22
                        Marionetko...ile czasu upłynęło od odejścia twojego dziecka? jeśli mogę zapytać?
                        Aga
                        • first.marionetka Re: do Marionetki 09.09.10, 14:27
                          ... jestem w drugim roku......kalendarzowo, a to, jak czuję to zawsze jest "wczoraj".
                      • tilia7 Re: doTilii 09.09.10, 14:24
                        Masz rację,w takim bólu niemyślenie jest usprawiedliwione.Ale trzeba się starac,żeby nie paśc ofiarą ludzi,którzy to niemyślenie i ten ból zawsze chętnie wykorzystują.Nie bez powodu jest tak,że wszystkie sekty i oszuści żerują na osobach nieszczęśliwych a najczęściej właśnie na osobach w żałobie.Bo w tym bólu szukamy ulgi za wszelką cenę i czasem wcale nie prawdziwego sensu,tylko obojętnie jakiego pocieszenia,które by tą ulgę przyniosło.Dlatego ważne jest to opieranie się na własnym doświadczeniu bardziej niż na jakichś zbirowych ideach i jakieś takie wyczucie gdzie jest granica naszych poszukiwań.Ja na przykład wierzę naprawdę,że te ważne sny czasami są faktycznie przekazem,czuję czasami opiekę "stamtąd" i chcoc nie umiem tego wyjaśnic,przyjmuję to i cieszę się,że jest mi to dane.Proszę zresztą mojego ukochanego o opiekę,ale zawsze dodaję przy tym :"jeśli nie narusza to Twojego spokoju".Bo czuję,że absolutnie nie powinnam tego wymuszac,że ściąganie Ich tutaj jakoś na siłę,czy tym bardziej wywoływanie duchów i dążenie do takiego kontaktu z naszej strony jest złe.Nie wiem czy dla Nich,ale dla nas na pewno.Szukanie sensu w takim bólu jest stąpaniem po bardzo kruchym lodzie.Jak już pisałam kiedyś,jeśli bardzo chce się znaleźc drogę to czasem dostrzega się ja tam,gdzie jej nie ma.Więc w największym bólu moim zdaniem trzeba po prostu z tym poczekac,wsłuchac się w swoje własne uczucia,w intuicję,która jednak zwykle podpowiada nam słusznie.Po to,żeby ktoś nas nie skrzywdził podsuwając łatwe do przyjęcia a nieprawdziwe prawdy.
                        • agawyzga Re: do Marionetki 09.09.10, 14:37
                          Marionetko przepraszam,ze jestem taka ciekawa i o wszystko cie pytam,ale jeśli możesz powiedz mi czy twój syn ma stronkę na stronce " zapal świeczkę"...?
                          Przepraszam,ze tak cie wypytuje, ale chciałabym zobaczyć jak wyglądał twój syn i zapalić mu świeczkę...
                          Aga
                          • first.marionetka Re: do Agnieszki 09.09.10, 14:58
                            Agnieszko, nie ma.
                        • first.marionetka Re: doTilii 09.09.10, 14:48
                          Tilio, myślę sobie, że osoby, które budowały siebie, przed żałobą na bazie dobra i miłości, w żałobie idą dokładnie tym samym torem. Tylko wolniej. Ale w tym powolnym, żółwim tempie też chcą budować się dobrem.
                          I tu mam nadzieję, że jak nawet chwilową wiatr zła zwieje ich na pobocze, to i tak dobro naprowadzi je na dobrą drogę.
                          Z pięknym szacunkim piszesz " jeśli nie narusza to Twojego spokoju". To jest to dobro, które prowadzi nas do celu.
                          Ja też mojego Syna nie chcę tu zatrzymywać. Mówię " mnie jest żle, ale Ty kochanie rób swoje". Nieraz miota mną wściekłość, bo bardzo Go kocham i nie mogę poijąć dlaczego tylko/może dla Góry AŻ 8010 dni- jeszcze to boli, jeszcze się wściekam.... a póżniej łagodnieje i mówię " synku, rób swoje, to musi mieć jakiś sens....................
                          Miłość i dobro pomimo bólu, pomimo niezrozumienia. To jest moja droga.
                          Zakłócanie spokoju- nie- , bo co by mi to dało?
                          • agawyzga Re: do Marionetkii 09.09.10, 15:03
                            To bardzo proste jest założyć taką strunkę, jeśli chcesz mogę to zrobić...
                            Aga
                            • first.marionetka Re: do Agnieszki 09.09.10, 16:00

                              Dziękuję Ci Agnieszko, ale jeszcze nie teraz.......
                          • tilia7 Re: doTilii 09.09.10, 15:21
                            Tak też myślę,że jeśli budowało się siebie i przed żałobą to teraz nieomylnie wyczuwa się co jest miłością i dobrem.Czasem w rozpaczy naprawdę nie widac drogi i chyba nie o to chodzi,żeby ją widziec cały czas.Ważne,żeby cały czas widziec gdzie jest to Światło,do którego mamy dojśc.A kiedy Światła na horyzoncie nie widac-bo w żałobie i tak często bywa-to kierowac się miłością.Bo to jest taka siła,którą chyba każdy potrafi rozpoznac,nawet w najczarniejszej rozpaczy.
                            • first.marionetka Re: doTilii 09.09.10, 16:12

                              Ja nie widzę drogi, ale światełko znam " sprzed" i myślę, że to dobrze rokuje.
                              Czegoś Go uczyłam, coś starałam się wpoić i temu chcę być wierna dalej.
                              Wierzę, że moje ukochane dziecko, mój ukochany tata, babunia ( tylko jedną znałam) patrzą z Góry i pomagają.

                              Dziś mija kolejna rocznica odejścia mojego ukochanego wujka K.
                              To On miał czas, aby pokazać mi ciekawe , zielone zakątki przyrody.Jego śmierć, gdy byłam dorastającą dziewczyną przez długo niosła niepogodzenie. Miał tylko 45 lat.... nie mogłam pojąć " dlaczego", był taki młody.
                              Nigdy bym wówczas nie "uwierzyła", że młodsi też umierają...........
                              Dziękuję Ci K. za zielone zakątki, które pokochałam na zawsze.
                              • tilia7 Re: doTilii 09.09.10, 17:35
                                No i tak się te historie straszne powtarzają:(Mój ukochany też miał siostrzenicę,czteroletnią dziewuszkę,która Go uwielbiała.Podobno nie chce przychodzic na cmentarz,choc w domu czasem pyta o wujka.A jak jej się przypomnimy oboje,to pyta czy ciocia już jej nie kocha,że nie przyjeżdża się bawic...:(A mnie serce pęka,jak mi o tym mówią i nie wiem nad kim bardziej płaczę,nad sobą czy nad nią:(
                                • first.marionetka Re: doTilii 09.09.10, 20:24
                                  Takie małe dzieci nie potrafią się pogodzić z rozstaniem z ukochaną osobą.
                                  Jeżeli my, przy większym doświadczeniu życiowym nie radzimy sobie, to co dopiero gdy się jest dzieckiem.
    • raffaella54 Re: Juz nigdy 09.09.10, 19:40
      Przeczytałam Wasze dzisiejsze wypowiedzi i postanowiłam,że nie będę tu pisywać.Nie pasuję tutaj i moje podejscie do spraw poruszanych na tym forum jest diametralnie różne.Nie chcę przez to powiedzieć,ze czuję się kimś lepszym,co to,to nie,po prostu jestem kimś tak innym,że swoimi wypowiedziami moglabym kogoś nieopatrznie urazić,a wolałabym tego uniknąć.

      Jestem spirytystką(choć nie wywołuję duchów)tudziez wyznawczynią nauk zawartych w ksiażkach Roberta A.Monroe i Bruce`a Moena.Za cel swojego życia obrałam uzyskanie dowodu(nie naukowego sensu stricto,lecz dowodu serca)na istnienie życia po śmierci).Jeśli nawet,co wielce prawdopodobne,nigdy takiego dowodu nie uda mi się uzyskać,mam cel,do którego dążę i który daje mi motywację do dalszej egzystencji.Bez niego prawdopodobnie rozpadłabym się w proch i pył.

      Do tej pory(a trwa to około 8 miesięcy)miałam pewne doświadczenia,które dają bardzo dużo do myślenia.,a nawet i takie ,ktorych w żaden sposób nie da się w sposób tzw."racjonalny"wytłumaczyć.Mój syn przychodzi do mnie każdej nocy.,ale to traktuję jako "normę".
      Chyba tyle chcialam powiedzieć na koniec.Sporo pisuję na forach religijno-filozoficznych oraz popularno-naukowych.
      Jeśli ktoś będzie chciał,sam drogę do tej wiedzy znajdzie.Nie bedę nikogo na siłę uszczęśliwiać.
      Serdecznie wszystkich pozdrawiam i mimo wszystko życzę choć odrobinę pogody ducha,a przede wszystkim nadziei.

      • first.marionetka Re: Juz nigdy 09.09.10, 20:41
        Rafaello, dziękuję.
        • agawyzga Re: Juz nigdy do rafaelii i marionetki.... 09.09.10, 20:47
          Czy to jest powód aby rafaella nie pisała na forum? Przecież może pomaga innym swoimi przezyciami.....
          Dlaczego Marionetko chcesz aby odeszła? Nie widzę nic złego w tym że tu pisze co czuje i przeżywa.
          Agnieszka-mama Madzi
          • first.marionetka Re: Juz nigdy do Agi 10.09.10, 07:37
            Rafaella napisała:

            Przeczytałam Wasze dzisiejsze wypowiedzi i postanowiłam,że nie będę tu pisywać.
            Nie pasuję tutaj i moje podejscie do spraw poruszanych na tym forum jest diametralnie różne.

            Agnieszko, podziękowałam Rafaelli za to, że nas rozumie.

            Nie mnie decydować co i kto ma pisać na tym forum. Forum jest obszerne, dla każdego znajdzie się miejsce.
            Natomiast w tym wątku otrzymywałam/ otrzymuję budujące mnie wpisy i niech tak pozostanie. a/
            • agawyzga Re: Juz nigdy C 10.09.10, 08:35
              Co to znaczy ze rafaella ma inne podejście? nie cierpi już ?
              • first.marionetka Re: Juz nigdy 10.09.10, 08:50
                Przeczytaj wpis Rafaelli z dnia wczorajszego, tam znajdziesz odpowiedź na Twoje pytanie.
                • agawyzga Re: Pytanie 10.09.10, 14:04
                  Marionetko czy mogę w twoim wątku zadać wszystkim pytanie:
                  Czy wy dziewczyny wierzycie w reinkarnację?
                  Pytam,bo mam ogromny mętlik w głowie chciałabym znać wasze zdania...
                  Agnieszka-mama Madzi
                  • tilia7 Re: Pytanie 10.09.10, 14:32
                    Nie wiem Ago.Biorę pod uwagę,że jest taka możliwość,ale nie mogłabym powiedzieć,że wierzę w to na pewno i bezkrytycznie.Wierzę, na pewno,że jakaś Energia po nas zostaje,że z chwilą śmierci fizycznej coś się z tego ciała uwalnia i jakoś we Wszechświecie funkcjonuje.To mi się wydaje oczywiste i jest zgodne z moimi uczuciami-przy czym myślałam tak "od zawsze" i śmierć mojego mężczyzny nie miała na to wpływu,co najwyżej mnie w tym utwierdziła.Ale tu się jakby kończy moja pewność.I chyba nie mam w tej chwili potrzeby zgłębiać tego,co się z ta Energią konkretnie dzieje potem.Myślę,że ona-ta Energia czy Dusza,jak tam kto sobie chce nazywać- w jakiś sposób zapamiętuje to kim była,że może się rozpraszać albo czasem skupiać w dawną postać i wtedy zdarzają się nam te dziwne momenty w snach czy na jawie.Ale to takie moje luźne przemyślenia...I chyba takimi zostaną,bo żadne systemy religijne,które dotąd funkcjonują nie przekonują mnie.No i ja outsiderem jestem,nawet wierzyć umiem tylko osobno i po swojemu.

                    Natomiast wierzę w wielką siłę umysłu(nie rozumu jako takiego,ale umysłu w ogóle) i moje przekonanie jest takie,że to w co bardzo wierzymy,dla nas staje się prawdą.I,że w istocie rzeczy,dopóki jesteśmy po tej stronie tęczy,właśnie to ma dla nas podstawowe znaczenie.Dlatego wierzę całym sercem,że mój ukochany gdzieś tam jakoś jest,że nadal otacza mnie swoją miłością i opieką,że mam takiego swojego osobistego Anioła Opiekuńczego a jednocześnie,wierzę,że moje działania i uczucia tu:palenie lampek,przynoszenie kwiatów a przede wszystkim Miłość i Pamięć to jest pewnego rodzaju opieka moja nad Nim i że z tej strony tęczy ja jestem Jego Opiekuńczym Aniołem.I wierzę,że się Tam spotkamy,że wreszcie będę mogła się w Niego wtulić tak,jak to robiłam tu.W to wierzę bezkrytycznie.Bo tak.Nawet,jeśli nie umiem podać żadnych logicznych wyjaśnień.Nawet,jeśli nie mam na to żadnych konkretnych dowodów.Nie szkodzi.Póki żyję,będę w to wierzyć i tu TO będzie moja prawda.A co się okaże potem,to się okaże potem.Jeśli nic Tam nie ma to jak umrę raczej się już o tym nie dowiem.Jeśli coś jest i będzie miało jakieś zastrzeżenia do mojej wiary to powiem tylko tyle,że kierowałam się Miłością i starałam się być dobrym człowiekiem.Tyle:)

                    • agawyzga Re: Pytanie 10.09.10, 14:40
                      Pięknie to napisałaś Tilo...
                      Mnie tylko jeszcze jedną rzecz nurtuje, jak to jest że te słynne media kontaktują się z naszymi zmarłymi...i czy to jest naprawdę możliwe...?to znaczy...czy spotykają faktycznie nasze bliskie osoby czy jakieś inne...np.złe duchy???
                      Agnieszka -mama Madzi
                      • tilia7 Re: Pytanie 10.09.10, 14:50
                        Tego nie wiem Ago.Myślę,że większość słynnych mediów to zwykli,bardzo sprytni naciągacze.A że człowieka w żałobie i rozpaczy łatwo oszukać,bo jest czasem gotów na wszystko,byle tylko móc uwierzyć,że ukochana osoba żyje,to wiele nie trzeba.Nie daj się wciągać w takie rzeczy:(
                        Mów do swojej Córki,jakby przy Tobie była,napisz list do Niej-nie wiem,ale nie daj manipulować sobą.
                        • first.marionetka Re: Pytanie 10.09.10, 14:53
                          Tilio, czy masz na myśli ustawienia Hellingerowskie?
                          • tilia7 Re: Pytanie 10.09.10, 15:12
                            Tak,tylko nastawione na specyficzne potrzeby osoby w żałobie.Bo tu nie chodzi w tym wypadku o rozwiązywanie problemów rodzinnych tylko o pewnego rodzaju możliwość bezpiecznego "porozmawiania" z osobą,która odeszła.Masz Marionetko jakieś doświadczenia z tym związane?
                            • first.marionetka Re: Pytanie 10.09.10, 18:32
                              Tak, ale nie w żałobie.
                              Byłam parę lat temu jako widz, ale wybrano mnie dwa razy.
                              Niesamowite uczucie, bo rzeczywiście jakby wchodziło się w świat osoby, którą się "gra".
                              • tilia7 Re: Pytanie 10.09.10, 21:21
                                Tak,to podobno jest całkowity fenomen,zresztą metoda na fenomenologii oparta.Moja psycholog też się tym zajmuje.Ja sama nie brałam udziału w takim seansie.Proponował mi to i się zgodziłam,ale po przedyskutowaniu doszłyśmy do wniosku,że w moim wypadku nie ma to sensu,bo ja od początku prawie "rozmawiam" z moim ukochanym poprzez pisanie listów do Niego i nie ma po co wywoływać sztucznej sytuacji "rozmowy " z Nim,skoro te listy właściwie spełniają taką samą funkcję.Podobno metoda się sprawdza i wielu osobom pomogła.Ważne,żeby to było robione pod okiem terapeuty,który wie co robi,zwłaszcza u osób z poważną traumą.
                                • first.marionetka Re: Pytanie 11.09.10, 09:55
                                  Nie pomyślałam, że można to zastosować w żałobie. A faktycznie, to może być fenomenalne.
                                  Za fenomen uważam to, co piszesz -listy. Mnie to nie wychodzi, choć próbowałam wielokrotnie.
                                  Za duży bałagan w głowie.
                                  Ja piszę pamiętnik, listy do Syna. Ale tylko z jednej strony....
                                  Czy to co robisz to można nazwać pismem automatycznym?
                                  • tilia7 Re: Pytanie 11.09.10, 10:38
                                    Nie Marionetko,to nie jest na pewno pismo automatyczne.U mnie to też jest forma pamiętnika i tak naprawdę najczęściej opis albo analiza moich uczuć i przemyśleń,tylko skierowane są do mojego ukochanego,żeby "wiedział" jak sobie radzę,co czuję do Niego,do siebie,do świata itp.Nie oczekuję "odpowiedzi",natomiast dzieje się czasem tak,że odpowiedź się pojawia w formie różnych zdarzeń,snów albo coś po prostu w mojej głowie wskakuje na swoje miejcse.Myślę,że te listy mają wartość przede wszystkim psychologiczną,bo dają mi możliwość wylać część bólu na zewnątrz,ponazywać te wszystkie procesy i właśnie ogarnąć jakoś ten chaos w głowie.Ja to nazywam na swój użytek "przybijaniem myśli do kartki",łatwiej je wtedy uporządkować.Ale jest w tych listach coś niezwykłego,bo ilekroć otwieram ten zeszyt to odbieram to jako namiastkę "bycia razem".I muszę powiedzieć,że to pisanie,to jest jedna z tych rzeczy,które pomagają mi najbardziej.Myślę,że to co robisz jest podobne,bo u mnie to też są listy z jednej strony.Ujęłabym to tak,że nie próbuję przywoływać Jego Energii stamtąd,raczej wysyłam swoją do Niego.Ważne jest to,żeby być naprawdę bardzo szczerym,nie hamować pisania o tym,co złe.I czasem zdarza się,że nagle naprawdę zaczyna się pisać nie "z rozumu",tylko gdzieś z najgłębszych uczuć-i wtedy się pisze rzeczy najważniejsze,które jakoś leczą duszę.
                    • tilia7 Re: Pytanie 10.09.10, 14:45
                      Ago,czytając Ciebie,wyczuwam jak bardzo chciałabyś się móc skontaktować z Córeczką.Jak już pisałam wczoraj,uważam,że wszelkie formy wywoływania duchów nie są dobrą praktyką,bo nie możemy mieć pewności,że nie krzywdzimy Ich lub siebie.Ale poleciłabym Ci znalezienie dobrego,sprawdzonego ośrodka psychologicznego,który się specjalizuje w Terapii Gestalt.To jest taka terapia,w której najważniejszymi pojęciami są:świadomość i doświadczenie.Podchodzi się do człowieka jako do całości,a więc intelekt,duchowość,emocje i ciało traktuje się jako jedność zwracając uwagę na harmonijne ich współdziałanie.W tej tej koncepcji psychologii pojawia się taki rodzaj pracy terapeutycznej,który nazywany jest "metodą pustych krzeseł" albo "metodą ustawień".Myślę,że taka terapia mogłaby Ci bardzo pomóc.Bo tam w pewnym sensie,pod okiem psychologa "rozmawia się" z osobą,która odeszła a jednocześnie nie jest to żadna forma spirytyzmu i nie ma to nic wspólnego z żadną religią,wiarą,wywoływaniem duchów ani w ogóle niczym takim.Jest to sprawdzony,oficjalny nurt w psychologii.Można poczytać w necie,jest na przykład artykuł w Wikipedii.Ważne tylko,żeby terapeuta miał odpowiednie licencje i wszystkie papiery i choć trochę doświadczenia.
                  • first.marionetka Re: Pytanie 10.09.10, 14:35
                    Bardzo proszę.

                    Ago, ja też przechodziłam i przechodzę przez b. wiele pytań.
                    Jeżeli chodzi o mnie, to nie ma we mnie jednoznacznej odpowiedzi - jest - niema.
                    Wierzę, że dusza ludzka jest nieśmiertelna..... to mój etap na dzień dzisiejszy.
                    A jak to wygląda z wędrówką dusz????? wpadają mi takie przykłady jak np.opisywałam w tym tygodniu, ale co o tym myśleć????
                    Tajemnica, to drugie słowo, które towarzyszy mi od pewnego czasu.... dużo tajemnic.....
                    • agawyzga Re: do Tili 11.09.10, 09:38
                      Tilo , dziękuję ci za pomoc, mówisz o spotkaniach typu Gestalt, nie wiem o co chodzi, ale świadomość mówienia do pustego krzesła trochę do mnie nie przemawia, ale może się mylę..?
                      Po prostu zazdroszczę rafaelii, bo pisze ze spotkania z synem są dla niej jakby normą,rafaella znalazła swoja drogę a ja marzę o tym co noc, choćby o zwykłym śnie w którym spotkałabym się z córką....i masz racje miotam się i nie mogę znaleźć swojego miejsca...a jednocześnie ponieważ bardzo wierzę w moc Jezusa, bo na razie tylko dzięki Niemu jeszcze jakoś żyję, boje się ,bo nie mam tyle odwagi co rafaella.
                      Agnieszka-mama Madzi
                      • first.marionetka Re: do Agi 11.09.10, 10:26
                        Agnieszko, to nie jest mówienie do pustego krzesła. Wybierasz z grupy osobę, która ma " być" tą/tym nieobecnym na sali.
                        Opiszę Ci więcej na maila, może wieczorem.

                        Każdy z nas na swoją drogę i ja nikomu nie zazdroszczę. Wręcz powiem, że nie wyobrażam sobie takich kontaktów z synem. Po co? Co mi to da?
                        Wiesz, mnie bardzo pomogła znajoma, która ma Męża blisko mojego Syna.
                        Powiedziała, " można by było walić głową w mur, gdybyśmy MY byli tu wieczni, ale my też tam do NICH pójdziemy".
                        Wolę się zastanawiać z czym pójdę tam do Syna, do mojego Taty i innych bliskich niż ściągać Ich tutaj.
                        Ale to ja tak myślę i dlatego szukam sposobów jak przeżyć tę resztę dni do spotkania z moim dzieckiem godnie......
                        Kochana, co Ty teraz myślisz, poszukujesz ja też przeszłam i ........... zatrzymałam się.
                        Zatrzymałam się, żeby " porozmawiać z Bogiem, ze sobą, z moim dzieckiem".
                        • agawyzga Re: 11.09.10, 10:52
                          Marionetko kochana napisałaś bardzo piękne słowa,ze" można by było walić głową w mur, gdybyśmy MY byli tu wieczni, al e my też tam do NICH pójdziemy".Ja dodam jeszcze swoje słowa...Można by walić głową w mur , ale to i tak nic już tu nie zmieni...
                          Ja to wszystko wiem, w teorii jestem świetna, ale praktyka w ogóle mi nie wychodzi...
                          To są jedyne słowa ,które trzymają mnie jeszcze na powierzchni życia, ale niestety zauważam u siebie,ze z czasem jest coraz gorzej,zbliża się rok bez Madzi i z każdym dniem zaczynam dygotać,ze muszę się z tym zmierzyć, cały czas wraca do mnie wypadek, szpital ten szary pochmurny dzień który na zawsze złamał me serce,, taki jak dziś....nie umiem sobie poradzić z tak wielkim bólem, z tym żalem, z tym wielkim poczuciem krzywdy jaka mnie spotkała...mam dość uśmiechania się w pracy, na ulicy bo smutek dziś nie pasuje do ludzi...chciałabym zasnąć i się nie obudzić...
                          Agnieszka-mama Madzi
                        • tilia7 Re: do Agi 11.09.10, 11:06
                          Dokładnie tak samo czuję Marionetko.Tęsknię tak,że słów brakuje,żeby to opisać.Ale za żadne skarby nie chcę takiego "wywoływanego" kontaktu z ukochanym.Jestem pewna,że jeśliby Oni mogli przychodzić do nas,to by przychodzili.Może nawet przychodzą,właśnie poprzez sny czy takie poczucia obecności jakie czasem mam.Ale jestem bardzo bardzo głęboko przekonana,że nie wolno ich tu ściągać na siłę.I też czuję,że najważniejsze jest teraz to,z czym ja pójdę Tam.
                          • tilia7 Re: do Agi 11.09.10, 11:07
                            Odnośnie krzesła-zdarza się,że mówi się do niby-pustego,bo osoby w żałobie prowadzone są zwykle indywidualnie i nie ma "grupy".Natomiast to jest tak,że najpierw symbolicznie się osobę,która odeszła na to krzesło "sadza".I naprawdę się wie,że Ona tam jakoś jest.
                      • tilia7 Re: do Tili 11.09.10, 11:01
                        Ago,ze snami jest tak-ze wszystkimi snami-że jeśli w naszej głowie pojawia się jakaś potężna blokada,jeśli doświadczamy traumy tak głębokiej,że nawet w naszej podświadomości się ona nie może pomieścić,to sny są zablokowane.I to nie jest tak,że Madzia do Ciebie nie przychodzi a do nas bliscy przychodzą w snach,tylko tak,że to Ty - nieświadomie oczywiście- blokujesz te sny swoim ogromnym cierpieniem.Wręcz może jest tak,że tak bardzo chcesz,tak dużo poświęcasz temu myśli i oczekiwań,że właśnie to Cię blokuje.Dlatego proponuję,zamiast szukać niepewnych dróg duchowych,najpierw spróbować sprawdzonych metod psychologicznych.Mówienie do pustego krzesła istotnie wydaje się absurdalne na pierwszy rzut oka.A jednak jest w tym coś niezwykłego,czego naprawdę nie da się wyjaśnić słowami.Jak wspomniałam ja akurat tego na sobie nie doświadczyłam,ale niektóre elementy terapii Gestalt moja terapeutka wobec mnie stosuje i czasem wychodzą z tego zadziwiające rzeczy i niesłychanie ważne.O terapii Gestalt i ustawieniach można poczytać w necie,jest sporo artykułów.Ale szczerze mówiąc,nie dotykają istoty rzeczy,bo to co się dzieje w czasie takich ustawień jest nieopisywalne słowami.Trzeba tego doświadczyć,żeby przekonać się,że działa.Więc myślę sobie,że jeśli chcesz włożyć jakiś wysiłek w to,żeby było Ci łatwiej,to zacznij jednak od sprawdzonego psychologa.Poszukiwania duchowe są ważne i jeśli Rafaelli pomaga to,w co wierzy to dobrze.Ja tylko myślę sobie,że jednak najpierw trzeba wyjść z tej otchłani rozpaczy,żeby móc na własne poszukiwania popatrzeć w pełni świadomie i z odpowiednim dystansem.
                        No i jeszcze taka sugestia:piszesz,że bardzo wierzysz w moc Jezusa.To zawierz tej mocy do końca.Idź do kościoła,najlepiej kiedy jest tam spokojnie,pusto i cicho i po prostu porozmawiaj z Jezusem.Powiedz wszystko,co Ci leży na sercu,co Cię dręczy,co boli,co przeraża.Nie klep wyuczonych zdrowasiek i ojczenaszów tylko mów do tego Jezusa jakby naprawdę był przy Tobie i mógł cię przytulić,wysłuchać,ukoić.Pamiętaj o Matce Bożej jako postaci,która też straciła dziecko-Jej tez możesz to wszystko opowiedzieć i ona na pewno Cię zrozumie.Ja jak wiesz,nie utożsamiam się z religią chrześcijańską czy inną ,ale wierzę,że czysta wiara może mieć moc uzdrawiania.Tylko trzeba zawierzyć naprawdę.
                        • first.marionetka Re: do Tili 11.09.10, 11:25
                          Tak Tilio, najpierw trzeba wyjść z odchłani rozpaczy...... bo tu nie myśli się logicznie, nie jest się sobą.
                          Trzeba pokonać rozpacz i " wrócić do siebie" , a to przecież wcale nie jest łatwe.
                          Wraca się różnymi drogami, bo przecież jesteśmy różni. I to co pomoże jednej nie koniecznie pomoże drugiej osobie.
                          Należy się kierować intuicją.
                          Ago, jakbym czytała siebie, wiele wiem i nic nie wiem..... ruszam do przodu na kolanach, obolała, ale wiem, że chcę, że powinnam pokonać ból, niemoc, tą obecną siebie.
                          Uczę się tego od innych, którzy przypominają " a jaka byłaś wcześniej" wolisz tą, czy tamtą,
                          pytają jaką drogą chcesz iść? to pobudza do zdrowego myślenia pomimo poczucia niezdrowego funkcjonowania.
                          • tilia7 Re: do Tili 11.09.10, 14:02
                            Wiem,że nie jest łatwo wyjść z otchłani rozpaczy,bo sama wciąż w niej jestem.Myślę,że dobrze jest-zresztą piszesz o tym też-odwoływać się do pewnych prawd,do których doszło się "przed".A jeśli nie to zatrzymać się na chwilę bez żadnej prawdy.
                            Ja obecnie jestem na etapie,kiedy poszukiwania rozwiązań rozumowych zawiodły całkiem.Rozum się poddał.Wczoraj byłam u psycholog.I ona jak o tym usłyszała to stwierdziła,że to jest bardzo dobry i bardzo ważny etap-choć bolesny niemiłosiernie.Ale ważny bardzo.Porównała moje uczucia do dziecka,któremu stała się straszna krzywda i które w związku z tym ryczy,wyje,wścieka się,płacze,dostaje konwulsji,dusi się i dławi z rozpaczy.A rozum,jak bezradny rodzic z całych sił chce pomóc,wymyśla miliony sposobów,żeby ukołysać to dziecko,utulić,pocieszyć,uratować,ale nic nie przynosi rezultatu-dziecko nadal wyje.Aż w końcu ten rozum-rodzic po prostu pada z wyczerpania i bezradności na pysk,obok tego zrozpaczonego dziecka.Przestaje działać,przestaje kombinować,szukać rozwiązań,bo widzi,że możliwości wyczerpał już wszystkie.Jest bezradny.I z tej bezradności się wycisza.I wtedy wreszcie zaczyna UWAŻNIE SŁUCHAĆ dziecka-uczuć.Bo tak naprawdę cały czas słyszał ,że to dziecko-uczucia wyje i płacze,naprawdę chciał mu pomóc,ale w tym chaosie nie zastanowił się ani przez moment nad tym,czego temu dziecku potrzeba,żeby mogło się uspokoić.I okazuje się,że ono niczego innego nie chce,tylko,żeby przy nim być,po prostu być razem,szanować jego prawdziwe uczucia i słuchać.Jest to dla mnie doświadczenie zupełnie nowe.Bezradność i świadomość,że już nic nie mogę zrobić są straszne.A jednocześnie pojawił się jakiś nowy rodzaj wewnętrznego skupienia i wyciszenia.Uświadomiłam sobie,że choć nienawidzę tego u innych,sama sobie narzucam to cholerne "weź się w garść".A tak się z uczuciami rozmawiać nie da.I teraz wiem,że rozum mi nie może narzucać tego,co ja mam robić a tym bardziej co mam czuć.Jeśli chce współdziałać,to musi spytać pokornie:"w czym mogę ci pomóc?"To coś dla mnie niezmiernie ważnego:pierwszy raz od śmierci mojego ukochanego czuję,że przestałam być swoim wrogiem.Piszę o tym nie żeby kogoś do tego zachęcać,bo to nie jest efekt który da się wywołać,on musi sam przyjść.Tylko po to,żeby go nie przegapić,kiedy przyjdzie.Bo jest naprawdę ważny.
                            Piszesz Marionetko o kierowaniu się intuicją.Ja też właśnie nią się kieruję.I choć z rozpaczy przychodzą różne pomysły do głowa,to jednak intuicja zawsze podpowiada,co zrobione być musi,co zrobione być może i czego za nic w świecie zrobić się nie powinno.Myślę,że dobrze jest słuchać tego głosu.
                            • agawyzga Re: do Tili 11.09.10, 14:27
                              Tylko ,że ja zupełnie nie wiem którego głosu mam słuchać, rozum jedno,serce drugie,a gdzie logika? brak...nie wiem czego mam słuchać i dokąd zmierzam, tak bardzo chciałabym umrzeć...ale wciąż kiedy tak myślę mam świadomość, ze jeszcze nie teraz ...bo mąż...bo druga córka...bo ...no właśnie bo co?
                              Szukam sensu na silę,ale znajduje ból.rozpacz i dramat mojego życia...
                              Bez Madzi wszystko jest szare i bez znaczenia, kiedy w moim życiu w końcu znajdę kolory??
                              Aga-mama Madzi
                              • first.marionetka Re: do Agi 11.09.10, 16:48
                                Agnieszko, te kolory to twoi ukochani którzy są obok.
                                Im również nie jest łatwo.
                                Tilio bardzo ładnie opisała nasz stan.... i nie ma szans z mroku, przeskoczyć na plażę pełną słońca... zresztą chyba nie o to chodzi.
                                Uczymy się jak niewidomi przystosować do nowej rzeczywistości krok po kroczku z tym krzykiem, niezrozumieniem, bólem........ tak to już jest nie ma innej drogi......
                              • tilia7 Re: do Tili 11.09.10, 18:02
                                Logika?A gdzie niby miałaby być logika w takiej tragedii Ago?Logiki nie ma.I nie da się tego na logikę przeżyć.Bo na moją logikę to w ogóle się tego przeżyć nie da.Więc może nie w logice trzeba szukać siły.Ja nie wiem,co Ci doradzić,bo sama tkwię po uszy w bólu i w walce o to,żeby nie odchodzić jeszcze teraz.Nie wiem,jak Ci pomóc,co doradzić-choć bardzo bym chciała.Nie znam lekarstwa na własne cierpienie a cóż dopiero na czyjeś.Chyba nie ma złotych rozwiązań na taki ból.A na pewno nie ma rozwiązań takich,że nagle wszystko wróci do normy,bo nie wróci.I nie ma Ago żadnej religii,żadnej logiki,żadnej filozofii czy nauki,która mogłaby zrobić to,co my chcemy-bo my chcemy,żeby wrócili,żeby to się nigdy nie stało.Ale to się stało i żadną miara nie przywrócimy im życia.Dlatego jak na ten moment trzeba zadbać o siebie.Czy Ty miałaś kontakt z jakimkolwiek psychologiem,z psychiatrą,z kimś kto mógłby po prostu przy Tobie być w tym bólu,wytłumaczyć co i dlaczego czujesz?Z kimś,kto choć trochę pomógłby Ci poukładać siebie?Może tego Ago spróbuj.To też nie da cudownego ozdrowienia,ale jednak jest pomocne i ważne.
                                • agawyzga Re: do Tili 12.09.10, 10:37
                                  Tilo miałam kontakt z psychologiem przez dwa miesiące zaraz po odejściu Madzi,potem jakoś tak się urwało, a teraz nie mam ochoty obcej osobie znowu od początku wszystko opowiadać...
                                  Agnieszka-mama Madzi
                                  • tilia7 Re: do Agi 12.09.10, 11:40
                                    W porządku Ago.Prosiłaś o radę,było mi Cię bardzo żal,więc starałam się podsunąć Ci jakiś rozsądny sposób,żebyś mogła sobie pomóc.Nie zmuszam Cię,to chyba oczywiste.I więcej na ten temat pisać nie będę,bo straciłam na to za dużo energii,która jest mi potrzebna do walki z moim własnym cierpieniem.Idź taką drogą,jaką uważasz za słuszne.Dla mnie ta wymiana zdań z Tobą i wplątaną we wszystko niejaką Rafaellą była bolesną acz cenną lekcją o nazwie:"zajmij się sobą i nie współczuj innym o bo oberwiesz po nosie".
                                    • agawyzga Re: do Tili 12.09.10, 18:41
                                      Teraz to mnie się zrobiło przykro, bo myślałam że właśnie po to tu jesteśmy,zeby sobie radzic i pomagac..
                                      Mnie dużo pomaga ze mogę tu pisać, a teraz jest mi przykro...myslalam,że jestes inna...
                                      moze poczujesz się lepiej jak wszystkich stąd wygonisz??? Teraz kolej na mnie???
                                      Aga
                                      • agawyzga Re: do Tili 12.09.10, 18:55
                                        Już dawno nikt mnie tak nie potraktował jak ty Tilo... miło było przez chwilę poczuć się chociaż tu zrozumiana...przez chwile , bo nagle taki kop...że ciężko mi wstać...
                                        Przepraszam,że tu jestem.broniłam rafaelii, bo nie wydaje mi sie zebyś mogła wydac wyrok kto tu moze byc, a ten nie...to przykre,ze ktos sie wam nie podoba i wtedy ma odejśc, myslalam,że nie jestescie towarzystwem wzajemnej adoracji...
                                        szkoda,ze nie mam dokąd pójść...
                                        Aga
                                        • tilia7 Re: do Tili 12.09.10, 19:44
                                          Nie Ago,nie mogę wydać wyroku kto tu ma być a kto nie.I nie chcę takiego wyroku wydawać.Rafaella robi na mnie wrażenie bardzo nieszczerej i nieautentycznej a Ty bardzo zrozpaczonej i chciałam Ciebie właśnie przed tym ochronić.Przykro mi,jeśli nie potrafisz tego docenić i jeszcze zarzucasz mi,że potraktowałam Cię źle.Spędziłam całe wczorajsze przedpołudnie przy komputerze,żeby do Ciebie pisać,mimo że jestem chora i nie powinnam nawet wstawać z łóżka.Ale wyczułam Twoją rozpacz i chciałam doradzić jak umiałam najlepiej.Nie żebym oczekiwała jakiejś wdzięczności.Po prostu zrobiło mi się przykro,że stanęłas po stronie kogoś kto mnie atakował.Więc jesteśmy kwita.Mnie przykro,Tobie przykro-nie wiem komu możemy za to podziękować.Chciałam Ci pomóc wiedziona najszczerszym współczuciem.Przepraszam,jeśli w jakikolwiek sposób dołożyłam Ci bólu,nie było to moim zamiarem.Tak jak nie było moim zamiarem dołożyć bólu samej sobie.
                                      • tilia7 Re: do Tili 12.09.10, 19:36
                                        A mnie było przykro wczoraj,kiedy się starałam jak mogłam Ci pomóc a Ty stanęłaś po stronie Rafaelli mimo,że w widoczny sposób mnie atakowała.Było mi naprawdę bardzo smutno.Nikogo nie wyganiam i nie interpretuj opacznie moich słów bardzo proszę.Po prostu ja tez mam ludzkie uczucia,też cierpię i tez jestem przewrażliwiona.I poczułam się wczoraj paskudnie i strasznie smutno.Bo starałam się pomóc Tobie a w efekcie miałam wrażenie,że ja tu przeszkadzam.
                                        • first.marionetka Re: do Agnieszki 12.09.10, 21:20

                                          Agnieszko, bardzo Cię proszę poczytaj wpisy Tilii ze spokojem, a zobaczysz jak wiele w nich mądrych przemyśleń.
                                          Wiem jak Ci ciężko, ale zrozum, my tu wszyscy czujemy ogromny ból.
                                          Ja myślę, że najważniejsze, żeby z wpisów " wziąść" coś dla siebie, coś co pomoże, wesprze naszą obolałą duszę.
                                          Tilia ma bardzo dużo takich uporządkowanych wpisów.
                                          Wspierają, chociaż Ona sama, również jak ja pisze o wielkim bólu.
                                          O tym samym bólu z którym Ty również obecnie się mierzysz.
                                          Nie odbierajmy sobie sił........ jest dostatecznie ciężko.

                                          Ja rozumiem Twój obecny stan, ale pomyśl o intencjach osób piszących.
                                          Tilia, mogłaby nie zareagować na mnie, na Ciebie na inne matki.... a uwierz mi, ja czuję jak Ona z wielką serdecznością stara się nam pomóc. Choć sama cierpi podobnie jak my.
                                          Za co Tilio niejednokrotnie Ci dziękowałam na bieżąco.
                                          Jeżeli mogę Ci Agnieszko coś napisać jako matka bardzo cierpiąca to proszę Cię, abyś w danym dniu " wyłuskała" z forum choć jedno zdanie dla siebie i pomyślała o tej osobie, która to napisała z serdecznością.
                                          Ja tak robię, wtedy troszkę jest lżej..... uwierz mi........
                                        • agalt Re: do Agi 12.09.10, 21:34
                                          Ago,
                                          Tilia na pewno nie chciała Cie urazić. Wiemy, jak bardzo jesteś zrozpaczona i kiedy pojawiaja sie na naszym forum posty osób takich jak ann-a90, to ja osobiście odczuwam lęk o takie osoby jak Ty czy Marionetka. Z Marionetką pisałam o tym na priva. I wiem, że mogę byc spokojna o nią. Ale w Twoim przypadku, nie jestem tego pewna. Wiem, że tak bardzo brak Ci Madzi, że Ci sie nie śni, że być może dusze byś zaryzykowała, żeby chwycić choć cień nadziei.
                                          I wszyscy to widzimy. Równiez Twoi bliscy. Ja osobiście uważam, że masz wspaniałego teścia. Nie znam go, ale to, co opowiedział o śnie, jest dla mnie wyrazem jego wielkiego serca. Watpie w prawdziwość jego słów, bo przecież Twoja Madzia musi byc świadoma, że matce nie trzeba "przypominać" o dziecku. Ale to piękne, że teść tak bardzo chce Ci pomóc.
                                          Myślę, że Tilia - tak samo jak ja - nie chciałaby, żeby ktoś tę Twoją desperację w poszukiwaniu nadziei wykorzystał. Ja widzę jej posty jako próbę chronienia najsłabszych z nas, a nie jako atak na Ciebie czy kopanie Cię. Ale my tu wszystkie jestesmy kruche. I wszystkie mamy wolna wolę. Tilia doradzała Ci psychologa. Ty nie czujesz sie na siłach. I wolisz rady raffaelli. Masz do tego prawo, a Tilia ma w takim razie prawo poczuć sie zwolniona z troski o Ciebie, bo przeciez i tak nic Ci narzucić nie może nawet gdyby chciała. A ona ma zbyt wiele szacunku do ludzi, żeby chcieć cos komus narzucać.
                                          I jeszcze jedno, nikt tu nikogo nie wygania i nikt nie decyduje, kto ma na forum być, a kto nie. Ale kiedy widzę, że ktoś mniej lub bardziej jawnie manipuluje nami, to pisze o tym. Stąd moje dość ostre słowa do ann-a90 i jakiegos jeszcze chłopaka, który wczesniej reklamował tę samą stronę. Posty raffaelli tez mi sie nie podobają, bo nie ma w nich konsekwencji. Dla mnie jest to osoba z buzia pełna frazesów i mądrości, których jednak nie wprowadza w życie. Oczekuje od innych szacunku i tolerancji, ale sama go innym nie okazuje. Ty oczywiście masz prawo myślec i czuc inaczej. Ale w takiej sytuacji mozemy Cię jedynie wysłuchać, bo pomóc Ci nie umiemy.
                                          Pozdrawiam
                                          • agawyzga Re: do Agi 12.09.10, 21:56
                                            Ja tez was bardzo przepraszam, Ciebie Tilo tez, poczułam się przez chwile okropnie jakbym miała sobie z stąd pójść, a wiem że nie mogę,bo sama zwariuje.
                                            Agnieszka-mama Madzi
                                            • agalt Re: do Agi 12.09.10, 22:00
                                              Ktoś, kto chciałby, zebys stąd poszła, nie walczyłby o Ciebie z takim zapamietaniem:)
                                              • first.marionetka Re: do Agnieszki 12.09.10, 22:20

                                                Dobrze Agnieszko, że odpisałaś.
                                                Napisałam Ci na maila - przeczytaj.
                                                Wiem jak bardzo Ci ciężko.
                                                Ja dość często mam takie myśli w głowie, że zastanawiam się gdzie mój Syn jest i co mam Mu zrobić np. wyprasować coś, coś kupić.... nie dociera do mnie i myślę, że długo jeszcze nie dotrze. Mózg nie chce się przestawić....
                                                To boli i ma boleć, ale musimy się ratować dobrym słowem i świadomością, że tu się rozumiemy.
                                                Ja Cię rozumiem i wiem, że masz prawo chwytać się tego, co wydaje się pomocne, choć to mogą być tylko pozory....
                                                Agnieszko, pomocna jest droga krok po kroczku.... i to najlepiej z nas potrafi w formie słownej podać Tilia.
                                                Nie da się pokonać naszego bólu przez przeskoczenie..... do mnie ponad rok nie docierało, "że to się stało naprawdę", to Tilia swoimi wpisami ( pokazując własną pracę nad budowaniem Siebie) spowodowała, że zaczęłam inaczej rozmawiać na terapii.
                                                Ja chodzę do psychologa przez cały czas i wiem, że z ledwością do mnie dociera, że zobaczymy się po drugiej stronie.
                                                • tilia7 Re: do Agnieszki 12.09.10, 22:49
                                                  Marionetko i Agalt-jeszcze raz dziękuję.Dobrze wiedzieć,że ktoś czyta ze zrozumieniem zarówno sensu słów jak i moich intencji.

                                                  Ago,ja mam taki sposób pisania:nie owijam w bawełnę,bo uważam,że jeżeli w jakikolwiek sposób mogę pomóc osobom tu obecnym i przy okazji sobie samej,to wyłącznie pisząc absolutnie szczerze o swoich przeżyciach i przemyśleniach.Mam odwagę powiedzieć o sobie samej rzeczy,które są trudno akceptowane,na przykład,że czuję agresję,wściekłość,że się boję szaleństwa,że bywam złośliwa itd.Ale mam też odwagę wytknąć osobom takim jak Rafaella ich niekonsekwencję,arogancję i manipulatorstwo.Mam odwagę powiedzieć komuś,że jest małą paskudną hienką jeśli uważam,że ktoś jest zagrożeniem dla nas tu obecnych.Owszem,moje słowa czasem są ostre,czasem ponoszą mnie emocje,ale jeśli poczytasz moje posty z uwagą i skupieniem,to na pewno zobaczysz,że są w nich dwa motywy przewodnie:albo walczę o siebie i wyrażam swój własny potworny ból albo staram się pomóc.Staram się w miarę swoich możliwości przekazać rzeczy,które dla mnie,w moim procesie żałoby są ważne i jeśli ktoś naprawdę wczyta się w moje słowa to wyczyta,że intencje moje zawsze są czyste.
                                                  Nikogo z forum nie wyganiałam.Jeśli chodzi Ci o słowa "idź swoją drogą" to dotyczyły one tego,żebyś wybrała swoją własną drogę wychodzenia z traumy.Ja też się tu wczoraj poczułam niepotrzebna i zastanawiałam się jaki jest sens produkować się i angażować,jeśli to się ma spotkać z takim oddźwiękiem.Odetchnęłam z ulgą kiedy przeczytałam wpisy dziewczyn,potwierdzające,że jest sens.
                                                  Ja wiem Ago,że Twój ból jest tak duży,że może czasem sens słów zniekształcać i zaciemniać Ci właściwy odbiór.Pomyśl wtedy,że ja tez jestem konkretnym człowiekiem,konkretną osobą,kobietą,która ma uczucia,postać fizyczną i jest żywym organizmem a nie tylko tekstem na ekranie.Więc czytając moje wpisy,poszukaj tam człowieka.Może wtedy zrozumiesz,że każde słowo,które wczoraj napisałam było słowem,które Tobie miało przynieść pomoc.A każde słowo,które napisałam dzisiaj było słowem osoby,która poczuła,że dostała w pysk za to,że chciała pomóc.
                                            • tilia7 Re: do Agi 12.09.10, 22:50
                                              Przeprosiny przyjmuję.I Ty proszę też nie miej żalu do mnie.
                                              • tilia7 Re: do Marionetki 12.09.10, 23:16
                                                Marionetko wysłałam Ci maila,ale mi cały czas wraca.Jeśli możesz podaj,jaki masz dokładnie adres,to jutro prześlę jeszcze raz.
                                                • first.marionetka Re: do Agalt 13.09.10, 07:28
                                                  Mam do Ciebie serdeczną prośbę, prześlij Tilii mój adres mailowy.
                                                  Bardzo Cię proszę.
                                                  Nie wiem co poprzestawiałam, że nie potrafię do Niej też wysłać.
                                                  Dzięki a/
    • first.marionetka Re: Ślady.......... 14.09.10, 09:18
      Ślady na piasku
      Margaret Fishback Powers

      Pewnego dnia śniło mi się,
      Że spacerowałam plażą z Panem,
      Na ciemnym niebie rozbłyskiwały sceny z mego życia.
      Po każdej z nich na piasku pojawiały się dwie pary stóp:
      jedne należały do mnie
      a drugie do Pana.
      Kiedy błysnęła przede mną ostatnia scena,
      Spojrzałam znowu za siebie.
      Nie zauważyłam śladów stóp Pana.
      Uświadomiłam sobie, że był to najgorszy
      i najsmutniejszy czas w moim życiu.

      Nigdy nie mogłam o nim zapomnieć.
      „Panie – rzekłam – kiedy postanowiłam iść za Tobą,
      powiedziałeś mi, że zawsze będziesz przy mnie.
      Jednak w najtrudniejszych chwilach mojego życia
      na piasku widniały ślady tylko jednych stóp.
      Panie, dlaczego, gdy najbardziej Cię potrzebuję,
      Ty mnie zostawiasz?”.
      „Moje drogie dziecko – wyszeptał – kocham cię
      i nigdy cię nie opuszczę, nigdy i nigdzie
      w chwilach prób i doświadczeń.
      Gdy widziałaś ślady tylko jednych stóp
      to znak, że cię niosłem”.

      • hala30 Re: Ślady.......... 15.09.10, 09:10
        "Gdy widziałaś ślady tylko jednych stóp
        to znak, że cię niosłem”
        Tak bardzo chciałabym żeby była to prawda.Tak bardzo chciałabym w to wierzyć.
        Ja prawie 6 miesięcy temu straciłam dorosłego syna w wypadku. Nieszczęśliwy splot okoliczności, zły los, fatum. Jedna chwila i życie straciło sens. Teraz dzień za dniem czekam końca dnia. Miotam się w codzienności. Próbuję żyć ale to takie trudne.
        Taki wiersz niesie ukojenie. Dziękuję
        • first.marionetka Re: Ślady.......... 15.09.10, 10:35
          "Próbuję żyć ale to takie trudne."

          Tak wiem, bardzo trudne. "Nikt nie wie co mu jest pisane".
          Mnie również bardzo boli, że tylko "tyle" było pisane mojemu Synowi.
          Ale wzmacnia mnie to, że BÓG daje perspektywę na wieczność.
          Mnie to po malutku pomaga.
          • first.marionetka Re: Babcia 29.10.10, 21:59
            Dziś poszła do Ciebie Babcia......... nic mi się nie śniło, nie miałam żadnego przeczucia.
            Tylko tak żle się czułam.......
            Nie moja Mama, druga Babcia, młodsza.....
            Ona nie potrafiła żyć bez Ciebie...... znowu jesteście blisko.
            Teraz martwię się o moją Mamę..... Boże, za dużo tego, za dużo........







            • proy0311 Re: Babcia 29.10.10, 22:19
              (*)
              • tilia7 Re: Babcia 29.10.10, 23:05
                (*)(*)(*)
                • margolka-and-more Re: Babcia 29.10.10, 23:13
                  (*)(*)
                  • first.marionetka Re: sny 28.12.10, 13:09
                    Obudziłam się w nocy 19-go na 20- go .
                    Rozmyślałam.
                    Rozmawiałam z moim Synem.
                    Pytałam;” kochanie, jakbyś teraz wyglądał”?
                    Gdzie jesteś? Jak ja mam żyć? Jak myśleć?, jak przetrwać?
                    Zasnęłam nad ranem i przyśnił mi się, że wszedł do swojego pokoju… nie rozmawialiśmy słownie, porozumiewaliśmy się w myślach. W mojej świadomości jakby gdzieś wyjechał..
                    Poczułam ulgę, że On jest już w domu i zobaczyłam pięknego, dojrzalszego mojego Syna.
                    Nie miałam w tym śnie świadomości faktycznego stanu rzeczy, że jesteśmy w różnych miejscach.
                    Byliśmy blisko, bardzo blisko i tacy szczęśliwi….
                    Ja wierzę, że mój Syn przyszedł w tym śnie, aby mi pomóc… dał mi piękny kawałek Siebie.
                    Odpowiedział na pytania: jak wygląda i jak blisko mnie jest obecnie.
                    Nie potrafię opisać tej błogości, którą wlał w moje spopielone serce, ale to pozwoliło przetrwać ten radosny dla innych okres z głębszym zastanowieniem nad sensem tu i teraz i tam….

                    Kochanie, dziękuję Ci z całego serca za ten sen. Kocham Cię mój Skarbie.

                    Niecały miesiąc po odejściu śniłą mi się Teściowa.

                    Wyglądała przepięknie. Twarz miałą taką młodszą, spokojną.
                    Pomachała mi ręką i powiedziała " Do widzenia lub zobaczenia... nie jestem pewna które z tych słów powiedziała.
                    Ta Jej twarz spokojna, była w tym śnie na pierwszym planie....
                    Długo myślałam o tym śnie i doszłam do wniosku ,że dała mi znak, że się zobaczymy, że to w żadnym razie nie koniec.... do widzenia, znaczy, że będziemy się jeszcze widzieć...
                    W telewizji usłyszałam, nie tylko się zobaczymy, ale i rozpoznamy.... to zdanie z mediów było mi potrzebne...........
                    Życzę wszystkim takich snów, które przenoszą w inny wymiar, w inne postrzeganie życia..... to ulga nie do opisania ludzkimi słowami.....
                    • kopciuszek125 Re: sny 28.12.10, 19:32
                      Moja mama śni mi się bardzo często, ale nigdy nie słyszałam od niej jakiegoś przesłania czy przestrogi. Ostatnio najechał na nas młody chłopak i zniszczył nam samochód. Byłam później na grobie i mówię mamo dlaczego mnie nie ostrzegłaś, dlaczego we śnie nie dałaś jakiegoś znaku, potem jak głębiej się nad tym zastanowiłam to doszłam do wniosku że chyba jednak czuwa nad nami bo nam się na szczęście nic nie stało, tylko samochód do naprawy. Święta minęły ale gorzej jest teraz po taki mnie ogarnął smutek, żal.
                    • beattrix120309 Re: sny 28.12.10, 23:02
                      first.marionetka............piękny sen.....Oni na pewno nad nami czuwają.
                      20 grudnia mijała moja 7 rocznica ślubu...kilka dni wcześniej tez miałam piękny sen...śnił mi sie mój mąz taki inny niz zwykle ...bardziej radosny , uśmiechnięty i taki zdrowy. Przez sen czułam jego bliskość i czuły dotyk.....czułam że jest jemu tam dobrze.
                      Po przebudzeniu czułam się radosna a jednocześnie zawiedziona że to tylko sen..(((

                      Myślę że takie syny pokazują nam że nie mamy sie o nich zamartwiać ...że wszytko jest ok....a może ten sen.... to prezent świąteczny....)
                      • first.marionetka Re: sny 29.12.10, 21:06
                        Myślę sobie, że gdy człowiek tak bardzo cierpi "GÓRA" daje znaki w snach, żeby zatrzymać się, zastanowić.....
                        poczuć, że istnieje też niewidzialne......
Inne wątki na temat:
Pełna wersja