br-uno
03.01.10, 02:24
Jestem mamą 5letniego chłopczyka. Zawsze byłam bardzo blisko z synkiem.Nie
pracuję i cały czas poświęcam sykowi.Często jest też w towarzystwie babć. Mąż
zarabia na rodzinę i ma mały kontakt z dzieckiem.
Synek często choruje dlatego nie chodzi do przedszkola i ma mały kontakt z
rówieśnikami.
Często słyszałam od dziadków i męża że wychowuję go na takiego syneczka
mamusi. Że nigdzie beze mnie nie chce iść, że cały czas tylko mama, że zajmuję
się "babskimi rzeczami",że będzie z niego taka dziewczynka,itd.
Chyba się przestraszyłam że mają rację i postanowiłam że to zmienię. Zaczęłam
być bardziej wymagająca, mniej czasu poświęcać na wspólne zabawy i zachęcać do
większej samodzielności, częściej zostawiać tylko z babciami, nie pomagać mu
we wszystkim, kiedy domagał się tylko i wyłącznie mojej osoby a był w domu
jego tata lub babcie to ja się wycofywałam. Ja zaczęłam więcej zajmować się
domem i sobą. Wydawało mi się syn te wszystkie zmiany przyjął ok i nie stawiał
nawet jakiś oporów co utwierdziło mnie tylko w tym że dziadkowie mieli rację.
Ja osobiście przestałam czuć tą dużą więź z synem i miałam uczucie jakbym go
odpychała od siebie, czegoś mi brakowało i jednocześnie czułam się złą mamą.
Ale skoro to miało być dla dobra dziecka...
Po dłuższym czasie (2miesiące)nagle zachowanie synka się zmieniło. Zaczął być
niegrzeczny, przestał kogokolwiek słuchać,stał się nadpobudliwy, chwilami
agresywny, płaczliwy. Nagle zaczął jeszcze bardziej niż kiedyś domagać się
mojej osoby, cały czas chce się tylko przytulać i pyta czy go kocham i
powiedział że myślał że go już nie kocham.
Czy ja źle zrobiłam, czy źle zrozumiałam różnice w wychowywaniu chłopca a
dziewczynki? Czy zrobiłam krzywdę mojemu dziecku?
Rozumie że to złe zachowanie to dla mnie kara bo poczuł się że go zostawiłam
,ale co mam teraz zrobić?
Jak w takim razie wychowywać chłopca żeby nie był "syneczkiem mamusi"?