wychowywanie chłopca a dziewczynki

03.01.10, 02:24
Jestem mamą 5letniego chłopczyka. Zawsze byłam bardzo blisko z synkiem.Nie
pracuję i cały czas poświęcam sykowi.Często jest też w towarzystwie babć. Mąż
zarabia na rodzinę i ma mały kontakt z dzieckiem.
Synek często choruje dlatego nie chodzi do przedszkola i ma mały kontakt z
rówieśnikami.
Często słyszałam od dziadków i męża że wychowuję go na takiego syneczka
mamusi. Że nigdzie beze mnie nie chce iść, że cały czas tylko mama, że zajmuję
się "babskimi rzeczami",że będzie z niego taka dziewczynka,itd.
Chyba się przestraszyłam że mają rację i postanowiłam że to zmienię. Zaczęłam
być bardziej wymagająca, mniej czasu poświęcać na wspólne zabawy i zachęcać do
większej samodzielności, częściej zostawiać tylko z babciami, nie pomagać mu
we wszystkim, kiedy domagał się tylko i wyłącznie mojej osoby a był w domu
jego tata lub babcie to ja się wycofywałam. Ja zaczęłam więcej zajmować się
domem i sobą. Wydawało mi się syn te wszystkie zmiany przyjął ok i nie stawiał
nawet jakiś oporów co utwierdziło mnie tylko w tym że dziadkowie mieli rację.
Ja osobiście przestałam czuć tą dużą więź z synem i miałam uczucie jakbym go
odpychała od siebie, czegoś mi brakowało i jednocześnie czułam się złą mamą.
Ale skoro to miało być dla dobra dziecka...
Po dłuższym czasie (2miesiące)nagle zachowanie synka się zmieniło. Zaczął być
niegrzeczny, przestał kogokolwiek słuchać,stał się nadpobudliwy, chwilami
agresywny, płaczliwy. Nagle zaczął jeszcze bardziej niż kiedyś domagać się
mojej osoby, cały czas chce się tylko przytulać i pyta czy go kocham i
powiedział że myślał że go już nie kocham.
Czy ja źle zrobiłam, czy źle zrozumiałam różnice w wychowywaniu chłopca a
dziewczynki? Czy zrobiłam krzywdę mojemu dziecku?
Rozumie że to złe zachowanie to dla mnie kara bo poczuł się że go zostawiłam
,ale co mam teraz zrobić?
Jak w takim razie wychowywać chłopca żeby nie był "syneczkiem mamusi"?
    • morekac Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 03.01.10, 10:33
      Rozumiem, że sądzisz, że prawdziwy meżczyzna nie ma pojęcia o obsłudze lodówki,
      zmywarki, zaś odkurzacz jawi mu się jako straszliwe stworzenia atakujące
      nieszczęśników popijających piwo przed telewizorem, zaś dziewczę może być całe
      życie płaczliwe i wtulone w mamusię, pod warunkiem, że jest pogromczynią mopa?
      Chyba jednak źle zrozumiałaś...
      Każde dziecko powinno stawać się coraz bardziej samodzielne, kompetentne i
      świadome własnej wartości - bez względu na płeć i bez względu na to, co lubi
      robić. Na tym polega dorastanie. 5-latek powinien mieć już swoich
      przyjaciół/kolegów, z którymi mógłby się bawić, nie zaś spędzać czas wyłącznie z
      rodzicami. Tu mu zaproponowałaś samodzielną zabawę i samotne spędzanie czasu
      zamiast swojego towarzystwa czy towarzystwa kolegów/koleżanek.Wcale się nie
      dziwię, że się buntuje.
      Posłałabym go przedszkola... Brak kataru to nie wszystko, co jest ważne dla
      człowieka...
    • kobraluca Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 03.01.10, 14:54
      nie widze potrzeby innego traktowania chlopca i dziewczynki, oboje tak samo potrzebuja matczynej czulosci i bliskosci
      piszesz,ze czulas pustke, Twoja intuicja podpowiadala Ci ze dziecko Cie potrzebuje, szkoda ze jej nie posluchalas

      nie jest jeszcze za pozno, tul synka, okazuj mu swoja milosc, poswiecaj mu duzo czasu, dzieci tego potrzebuja jak powietrza
    • jola_ep Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 03.01.10, 18:04
      Dziecko nie rozwija się jednotorowo. Nawet jeśli nie ma zmian w jego życiu, są okresy, gdy jest bardziej buntownicze, albo uległe, bardziej potrzebuje bliskości, albo jest bardziej samodzielne. Więc może te zmiany w jego zachowaniu są spowodowane raczej jego wiekiem?

      > Nie
      > pracuję i cały czas poświęcam sykowi.

      Moim zdaniem 5-latek nie potrzebuje matki, która poświęca mu cały swój czas.

      > Mąż zarabia na rodzinę i ma mały kontakt z dzieckiem.

      Może nie teraz, ale już niedługo Twój syn będzie go bardzo potrzebował. Nawet jeśli będzie to 10 minut wspólnej zabawy, albo wspólnego "majsterkowania". Wychowanie syna tak, aby był mężczyzną to jego zadanie. Nie, wcale nie chodzi o chłód, brak czułości, rezerwę i "niepłakanie". Wręcz przeciwnie. Ważny jest tu dobry kontkat i przyjmność płynącą "z bycia razem". Twój mąż ma być autorytetem dla dziecka. Choć może jeszcze nie teraz (tradycyjnie "postrzyżyny" były gdzieś w okolicy 7 lat).

      > Często słyszałam od dziadków i męża że wychowuję go na takiego syneczka mamusi.

      Jeszcze raz: chcą mieć "męskiego" wnuka i syna? To niech się nim zajmą :D (ale tak, aby mu się podobało) Ale w tym celu muszą zadbać o wspólny czas spędzany z dzieckiem. Nawet jeśli mama jest w tym samym pokoju. (majsterkowanie, "pomoc"). Chyba, że ci mężczyźni w domu nie mają nic ciekawego do zaofiarowania.

      > zajmuję się "babskimi rzeczami"

      A jakie to są "baskie rzeczy"? Może gotowanie? (mój syn bardzo lubi gotować i naprawdę jest już pomocny w kuchni, zaczął gdzieś w wieku 5 lat) A może sprzątanie? Pranie? Chcą wychować ofiarę z dwiema lewymi rękami? Mój mąż, (a mamy tzw. tradycyjny podział ról) jest bardzo męski, a w dodatku sprzątanie, pranie, prasowanie, częściowo gotowanie itp. to moje zadania. Ale on też potrafi to wszystko robić. I jeśli ja mam mniej czasu, to przejmuje (z własnej zresztą inicjatywy) te zadania i wszystko w domu gładko się toczy :D

      > mniej czasu poświęcać na wspólne zabawy

      Nigdy nie bawiłam się z moimi dziećmi. Co innego pokazać im jak podejść do tej, czy innej zabawki i co z nią można zrobić. Albo wciągnąć ich do tego, co ja robię.
      Wspólna zabawa to raczej zadanie dla grupy równieśniczej :)

      > nie pomagać mu we wszystkim

      Nie pomagasz, bo jesteś dumna z tego, że on to sam potrafi :) Czasem można jednak troszkę pomóc - wiem, że sam to potrafisz, ale jak chcesz to pobawimy się w dzidziusa ;)

      > Ja osobiście przestałam czuć tą dużą więź z synem i miałam uczucie jakbym go odpychała od siebie

      Nie rozumiem tego. To trochę brzmi tak, jakbyś te wszystkie zmiany przeprowadzała wbrew sobie? Dlaczego? Nie odpychaj go. Raczej zajmij się ... sobą :) Swoim hobby. Nawet jeśli jest nim prowadzenie domu :) Wciągnij do tego swojego syna.
      Ty pokazujesz mu kobiecą naturę, to bardzo ważna rola. Umiejętność nawiązywania bliskiej więzi z kobietą napewno mu się przyda w przyszłości :D

      Chodzi tylko o to, abyś go sztucznie nie przywiązywała do siebie. Ty jesteś bazą, do której on wraca. Jesteś "pod ręką". Ale jednocześnie on MUSI mieć okazję do przećwiczenia samodzielnych wypraw.

      Moja córa w tym wieku nie chciała zostawać sama. Nawet na parę godzin u ukochanej babci. Kiedy wracałam do domu na parę godzin, aby położyć młodszego, ona jechała ze mną. Pewnego dnia, po długich zachętach, aby jednak została (wrócę za dwie godziny, po co ma się nudzić w domu, czekając na przebudzenie brata), znowu polegałam i zabrałam ją ze sobą. Dojechaliśmy do domu (odwoził nas mój teść) i ona rezolutnie i całkowicie spokojnie stwierdziła, że _zostawi_ mnie i pojedzie z dziadkiem :) Różnica subtelna, ale była: to nie ja ją zostawiłam, ale ona mnie. Tak działają małe dzieci: łatwiej im opuścić mamę, niż zgodzić się na odwrotny układ ;)

      W przypadku małych przylepców lepszą taktyką niż odpychanie (bo wtedy przyklejają się mocniej) jest zezwolenie na bliskość. Nasycone, z naładowanymi akumulatorkami, łatwiej zdobędą się na samodzielność. Ale muszą mieć ku temu okazję :)

      Mieszkacie w mieście? Zapisz go na jakieś kółko. Nawet w małych mieścinach bywają jakieś przy centrach kultury.
      Chodzicie na place zabaw? Usiadź sobie na ławeczce i niech chłopak bryluje w towarzystwie. Ty zajmij się czymś fajnym (np. czytanie, ja włączałam muzyczkę i wyszywałam).
      Zapraszaj jego rówieśników i usuń się w cień itd. itp.

      > czy źle zrozumiałam różnice w wychowywaniu chłopca a
      > dziewczynki?

      Mam chłopca i dziewczynkę. Nie wiem, jaka jest różnica w ich wychowaniu. Owszem, są inni, a ja postępuję w stosunku do nich nieco inaczej, ale nie jestem pewna, czy to wynika z różnicy płci, czy raczej z różnicy w ich osobowości :)

      W wychowywaniu zwracaj po prostu uwagę na komunikaty, jakie daje Ci dziecko (niekoniecznie tylko te słowne!)

      > Czy zrobiłam krzywdę mojemu dziecku?

      Nie przesadzasz aby?

      Pozdrawiam
      Jola
      • kachape Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 03.01.10, 20:18
        jola... amen. Nic dodać nic ująć:)!
    • justyna_dabrowska Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 03.01.10, 22:48
      Można zrouzmieć, że syn poczuł sie trochę zagrożony, bo Pani sama czuła że go
      "odpycha". Ponieważ robiła Pani coś do czego sama nie była Pani przekonana,
      dziecko wyczuwało sztucznośc sytuacji a to dodatkowo powodowało napięcie i
      niepokój. Pani opis jest krótki ale po przeczytaniu tego, co Pani napisała mam
      dwie propozycje. Po pierwsze myslę że to absolutnie najwyższa pora by ojciec
      chłopca stal sie bardziej aktywny i obecny w zyciu synka. Jest przecież czas PO
      PRACY, są WEEKENDY są wolne dni. Dla każdego dziecka, niezaleznie od tego, czy
      jest chłopcem czy dziewczynką ojciec jest bardzo ważny więc jesli tylko jest
      taka mozliwośc - to nalezy ojcu oddać więcej "pola" do działania. Na początku
      dla obydwu panów może to byc trudne (także dla Pani, bo może sie wydawać że
      tylko Pani "zna" synka) ale trudne początki zaowocują czyms bardzo cennym i
      potrzebnym na dalsze zycie dziecka - relacją z ważnym, kochającym mężczyzną.
      Po drugie, to najwyższy czas by chłopiec poszedł do przedszkola. To tam nauczy
      się różnych umiejętności, które pozwola mu stać się bardziej samodzielnym i
      niezależnym od Pani, tam tez spotka innych chłopców i będzie mógł rozwijać swoje
      "chłopackie" umiejętności. Wszystkie dzieci chorują idąc do przedszkola ale to
      jest normalne i nieuniknione - ćwiczą w ten sposób swoja odporność, która potem
      - juz w szkole- jak tarcza chroni dziecko przed byle wirusem.
      Poza wszystkim nie jest dla dziecka zdrowo jeśli cała uwaga dorosłego człowieka
      skupia się na nim jednym.
      Poza okresem noworodkowym, nie ma takiej potrzeby. Im więcej kochających osób
      dookoła dziecka - tym lepiej. Dla wszytkich.
      Pozdrawiam serdecznie
      JD
      • Gość: zalamana to ja sie podepne pod watek IP: *.dyn.optonline.net 04.01.10, 00:39
        jestem mama rocznej dziewczynki. Mieszkam na drugiej polkuli, nie
        mam tutaj nikogo bliskiego. Po urodeniu malej zajmowalam sie
        wszystkim sama. Maz mimo pocatkowych checi, jak tylko mala dostala
        kolek przestraszyl sie i zrywal sie z domu. Nie mialam sil na
        klotnie po nieprzespanych nocach, wiec odpuscilam sobie. Maz
        zaangazowal sie w opieke nad corka tak w 100% jak miala 8 miesiecy.
        Tesciowa mimo tego, ze mieska 20 min od nas nigdy nas nie odwiedila,
        widuje wnuczke tylko dzieki mojej inicjatywie. 2 tygodnie temu Mala
        skonczyl aroczek. Od zawsze corka spedala casz ze mna. Nie pracuje
        wiec poswiecam jej duzo czasu. Gdy plakala i bolal ja brzusek
        nosilam i tulilam ja, nigdy nie odmawialam jej bliskosci. Teraz
        Malutka cesto sie przytula daje buzi, ale pojawil sie problem. Nie
        chce isc do nikogo innego jak tylko ja i tata. Jak jestem w pokoju
        nikt nie moze sie nia zajac tylko my. Jak wyjde bedie bawila sie z
        innymi diecmi cy wujkami i ciociami, ale jak tylko mnie uslyszy
        koniec. W domu nie moge wyjsc z pokoju na sekunde bo juz za mna
        raczkuje. Od jakiegos tyg domaga sie placzem wiecia na rece
        (ostatnio wyszlo jej 7 zebow, ateraz choruje wiec tlumacze sobie,
        ze to ma moze z tym zwiazek). Poza tym rzadko zdarza sie, ze sama
        sie soba zajmie na macie. Czesciej domaga sie zebym siedziala gdzies
        w poblizu, wtedy ladnie sie bawi. Maz ma do mnie pretensje, zreszta
        jak i cala jego rodzina, ze robie z niej dzikusa, niesamodzielne i
        uzaleznione ode mnie dziecko, ze krzywdze ja w ten sposob. Uwazaja,
        ze powinnam pozwoilc jej poplakac i niereagowac. Owszem jak mala
        jest niegrzeczna i nie slucha nie pozwalam jej tego robic i jestem
        stanowcza, ale jak widze, ze jest rozdrazniona, ze nie potrafi sobie
        poradzic z tym czy z tamtym to starm sie ja ukierunkowac,
        zainetresowac czyms innym. Ostatnio mamy czesto spiecia na tym
        punkcie z mezem: ja uwazam, ze zabawa z dzieckiem i poswiecanie mu
        uwagi to jest inwestycja na przyszlosc, on uwaza, ze powinnam wiecej
        czasu poswieci na dom, sibie a mala zostawiac sama sobie mimo
        protestow. kto ma racje? czy popelnilam blad w wychowaniu corki? czy
        rzeczywiscie wychowuje mamina coreczke i kaleke zyciowa? chce zeby w
        przyszlosci corka byla samodzielna, pewna siebie dziewczynka, a nie
        chowala sie za moja spodnica. prosze o porade bo juz nie wiem co
        robic:-(
        • titta Re: to ja sie podepne pod watek 05.01.10, 13:18
          Absolutnie nie przejmuj sie rodzina i nie zmuszaj dziecka jak nie chce. Sa
          dzieci, ktore sa niesmiale, boja sie obcych. Wysmiewane i zmuszane do kontaktow
          staja sie jeszcze bardziej zamkniete w sobie, albo ucza sie grac: wuawac
          towarzyskich, a jednoczesnie maja poczzucie, ze cos z nimi jest nie tak. Zamiast
          tego zachecaj mala do kontaktow z innymi ale badz w poblizu jesli mala bedzie
          chciala do ciebie uciec. Im bardziej bespiecznie sie bedzie czula, tym wieksza
          szansa, ze szybciej sie przelamie. Dzieci z tego wyrastaja.
          Zapytaj meza czy sam chcialby byc pozostawiony sam sobie? Czy dzisiaj, jako
          dorosly facet, chcialby abys go ignorowala jak czegos chce, czy ma po prostu zly
          chumor? Czy raczej chce twojej uwagi?
          To ze dziecko nie mowi, to nie znaczy, ze nie czuje, nie ma emocji i nie
          zapamietuje. Bezpieczne i szczesliwe bedzie szczesliwym i pewnym siebie
          czlowiekiem. Moze tatus zajmie sie wiecej corka, a ty w tym czasie domem?
        • morekac Re: to ja sie podepne pod watek 05.01.10, 16:00

          >ze robie z niej dzikusa, niesamodzielne i
          > uzaleznione ode mnie dziecko
          Bo roczne dziecko jest jeszcze dziwnie niesamodzielne: często
          jeszcze nie chodzi, mało mowi, nie rozbierze się/ubierze, nie zje,
          nie napije. Właściwie samo to może sobie iść spać.
          Takie małe dzieci nie wiedzą jeszcze (podobno), że jak mama znika -
          to nie na zawsze , a że jeszcze nie potrafi powiedzieć "Wiesz, mamo,
          jestem zaniepokojona , że nie wrócisz " - to co robią? Płaczą.
          Dzieci w tym wieku bawią się same przez chwilę (krótką).A te maty -
          właściwie są nudne, w kuchni jest więcej ciekawych rzeczy...
          Twoje dziecko zachowuje się jak normalne, roczne dziecko - taki
          standard w tym wieku.
          Pewnie jakby nie płakała, nie witała się z tobą i godzinami bawiła
          się sama w kąciku - też bys się martwiła...
          Ale z tym noszeniem na rękach może nie przesadzaj, bo ci kręgosłup
          wysiądzie...
    • titta Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 05.01.10, 13:07
      Jego zle zachowanie nie bylo "kara dla ciebie", a wynikiem tego, ze dziecko
      (kazde) slabo radzi sobie z poczuciem odrzucenia i frustracja.

      Zamiast go odpychac zapewnij mu wiecej kontaktu z rowiesnikami, jakies zajecia
      fizyczne. Zachec ojca (ojca a nie dziecko) zeby mu wiecej czasu poswieceal. (Np.
      wspolne spacery).
    • Gość: ykb7 Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki IP: *.s10.a033.ap.plala.or.jp 11.01.10, 07:02
      Ja tez mam synka. Ma rok i dziewiec miesiecy. Non stop jest ze mna.
      Probowalam pracowac, a w tym czasie ojciec zajmowal sie malenstwem.
      Do czasu kiedy synek zaczal sie poruszac i okazalo sie, ze jego
      ojciec nie ma zielonego pojecia o zapewnieniu bezpieczenstwa.
      Chlopak wlazil na stol, stawal na nim, a tata ze zlozonymi rekami na
      piersiach cieszyl sie, ze takie rzeczy juz potrafi zrobic. I ani
      pomyslam, ze ten malec moze za moment zleciec ze stolu i niezle sie
      pokancerowac. Takich przykladow mialam mnostwo. Nabawilam sie
      nerwicy. nie moglam tez spokojnie pracowac, bo caly czas myslalam
      jaka niebezpieczna zabawe moj maz zaoferuje roczniakowi i co z niej
      wyniknie. Klotni mielismy tysiace. Wynik-moj maz mysli, ze ciezko
      mnie zadowoloc. Czy zrozumial, ze poltoraroczne dziecko nie
      kontroluje swoich decyzji i nie zdaje sobie sprawy z
      niebezpieczenstw? NIE!
      Dlatego zanim tak zaufacie tacie dziecka, lepiej sprawdzic, czy on
      wie na czym rzecz polega.Bo moga z tego wyniknac siniaki, albo tez
      ciezsze wypadki.
      • dom-za Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 12.01.10, 01:17
        Chyba przesadzasz z tym lękiem... mam wrażenie,że mąż zauważa
        sukcesy dziecka, aTy jedynie niebezpieczeństwa. Może mąż czuwa nad
        dzieckiem, kiedy ono "triumfuje" stojąc na stole. Jeśli jest wtedy
        przy nim, to w czym problem?
        Żebyś tylko nie zabiła w mężu chęci do przebywania z dzieckiem...
        Siniaki to nieodzowny element dorastania malucha. Nie wiem, jak
        można nauczyć się chodzić bez siniaków czy guza... A potem jak można
        nauczycć się jeździć na rowerze bez zdartych kolan?
        Nie uchronisz dziecka przed bólem, urazami, to jego życie i ono musi
        przez nie przejść. Oczywiście, zapewnienie bezpieczeństwa w domu
        jest ważne, ale bez przesady, jeśli ma to się równać
        ubezwłasnowolnieniu!
        Piszesz, że dostałaś przez to nerwicy... A może konsekwencją jakiś
        tam zaburzeń nerwicowych są Twoje lęki...czyli może troche na
        odwrót..
        co do Ojca dziecka, jeśli nie Jemu, to juz nie wiem komu (tylko
        sobie?) mogłabym zaufać. Mam 200% zaufania do męża, chociaż znam
        dziecko i jego potzreby lepiej, jednak nigdy i w żaden sposób nie
        zapewnie córce Ojca, którego ma jednego, niepowtarzalnego. Nie
        ingeruję w to, jak mąż bawi się z dzieckiem, samopoczucie dziecka w
        czasie tych zabaw mówi samo za siebie. POza tym kim ja jestem, żeby
        go kontrolować? Wychodząc z założenia,że oboje jesteśmy rodzicami,
        równie dobrze on może kontrolować mnie, jesteśmy na równi.
        Życzę Ci nabrania dystansu i dogadania się z mężem. Naprawdę żal
        byłoby (zwłaszcza dla dziecka(, gdyby sie odsunął od dziecka przez
        te kłotnie, pozdr
        • ykb7 Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 13.01.10, 15:03
          Wiem dokladnie co chcesz mi powiedziec i nie znajac sytuacji sama
          bym tak to potraktowala. Niestety to nie moje przewrazliwienie, ale
          wypadki dziecka mnie tak wyczulily. Zdarzaly sie za kazdym
          najdrobniejszym kontaktem z ojcem. Jezdzilam z malcem do pracy i w
          czasie swoich zajec (ucze angielskiego) wspolpracownicy sie nim
          zajmowali. Nie mialam zadnych watpliwosci co do ich opieki.
          Przyklady zabaw mojego meza z dzieckiem?: wlaczona suszarka do
          wlosow i przytknieta do glowy dziecka, zrywanie dzikich owocow z
          krzakow(niejadalnych, 100% pewnosci, ze trujacuch ) i dmuchanie nimi
          w powietrze (wtedy dziecko mialo rok i trzy miesiace).
          Ja tez sie ciesze, ze chlopak potrafi wejsc na stol. Sama go
          asekuruje, zeby potafil zejsc na kanape. Ale go asekuruje. W dniu,
          kiedy pisalam pierwsza opinie, dziecko spadlo z wysokego,kreconego
          krzesla pod kanape i slady na karku nie wygladaly na bezpieczne. Byl
          wtedy pod opieka ojca.
          Moj syn jest sprawny fizycnie, a ze jestem tez instruktorem tanca i
          choreografem, dlatego jego umiejetnosci jak najbardziej mnie ciesza.
          Zdaje sobie jednak sprawe, w jakim wieku jakie umiejetnosci sie
          nabywa.
          Nerwicy nabawilam sie bo maz nie uczy sie na bledach. ALe jego temat
          nie jest tu istotny. Guzy guzami, a minimum przewidywania w
          wychowaniu dzieci jest nieodzowny. Jakos moi wspolpracownicy maja
          ten instynkt ( 90% mezczyzn w firmie) i z calym zaufaniem powierzam
          im swoja latorosl.
          Co chcialam tu napisac, to zeby mamy sie przekonaly, czy ich mezowie
          zrobia dobra, ojcowska robote, czy tylko wierza we wlasne
          umiejetnosci, a tych nie ma za grosz.Bo tak bywa( u mnie na pewno).
          • dom-za Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 14.01.10, 02:13
            hmmm to sorki, bo faktycznie to co dopisałaś czyni tę sytuację w
            moich oczach zgoła inną. Jako choreograf i nauczyciel z pewnością
            wiesz, jak dobrze chronić dziecko. Tak mi przyszło do głowy, że może
            mąż ma jakąś ukrytą agresję do dziecka... bo aż dziwi Jego nie tyle
            niefrasobliwe, co wręcz stwarzające niebezpieczeństwo zachowanie.
            Wybacz jeśli znów się wymądrzam, nie mając racji, ale tak
            kombinuję;) Wiadomo, że faceci zawsze są ciut w tyle za nami w
            chronieniu malucha, tak to już jest. Mój mąż też śmieje się, gdy
            przesadzam z opiekuńczością, niemniej jednak bardzo uważa na córcię.
            Gdybym "przyłapała" go na takim numerze z suszarką, jaki opisujesz
            zrobiłambym pewnie aferę o dręczenie dziecka (nie ważne czy
            nieumyślne). Piszesz,że to zdarza się za kązdym nawet
            najdrobniejszym kontaktem dziecka z ojcem... - teraz rozumiem Twój
            niepokój, pozdrawiam
            • Gość: ykb7 Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki IP: *.s10.a033.ap.plala.or.jp 14.01.10, 07:06
              Nie przypuszczam, zeby mial agresje.To jest po prostu totalna
              bezmyslnosc!Brak tez takiego odruchu podtrzymujacego, jaki ludzie
              maja gdy dziecko upada. Czasami jest sytuacja, ze cos sie przechyla,
              leci i jest mnostwo czasu, zeby to zlapac. Ja mam zajete rece,
              probuje noga, albo ramieniem, maz wydaje dzwieki typu ra,ra, ra ,ra
              ra. Czyli, ze cos widzi i co?.... Nie przyjdzie mu do mozgownicy aby
              uzyc wlasna reke do podtrzymania.Jakby ogladal film, albo jakis
              program telewizyjny. Musze przyznac, ze krew mnie totalnie zalewa.
              Bo okazuje sie, ze nawet lopatologicznie nie jestem w stanie uzyskac
              zednego efektu.
              • dom-za Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 14.01.10, 16:49
                Hejka, sytuacja naprawdę niewesoła... musisz być cały czas obok
                dziecka, masakra... zupełnie nie wiem nawet, co doradzić w takiej
                sytuacji, no bo pewnie x razy próbowałaś rozmawiac z mężem... a
                przecież nie ograniczysz mu kontaktów, prawda? A z drugiej strony,
                jak możesz być spokojna, gdy są razem... no nie wiem, zatkało mnie,
                jedynie powodzenia mogę życzyć, choć to marna pociecha, trzymaj się;(
                • Gość: ykb Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki IP: *.s10.a033.ap.plala.or.jp 15.01.10, 05:46
                  Tu nie ma co radzic. Bezmyslnosc jest nieuleczalna. Faktycznie
                  jestem caly czas przy dziecku. Jak jestesmy we dwoje, to syn juz
                  mniej wiecej wie, co i jak, zeby nie zrobic sobie krzywdy. Moge isc
                  pod prysznic, a on ladnie sie bawi. Z mezem w pokoju musze byc
                  czujna. I oczywiscie, ze nie bronie kontaktow. Przeciaz to chlopak,
                  a chlopcy jak najbardziej musza miec meski wzorzec( nad tym
                  ubolewam).Zreszta syn caly czas wola ojca i chce mu pokazac, czego
                  nowego sie nauczyl podczas jego nieobecnosci. I tu kolejny moj
                  stress, bo ojciec nie za bardzo jest zainteresowany. Syn czasami go
                  wola stojac tuz obok, a ten nawet nie raczy spojrzec. Byla sytuacja,
                  ze syn juz nie mogl sobie z tym emocjonalnie poradzic, wiec zaczal
                  sie bic po glowie i walic nia w sciane.
                  Pierwszy rok zycia dziecka klocilam sie o to z mezem. Brak efektu
                  spowodowal, ze teraz jestem skoncentrowana na zapewnieniu dziecku
                  komfortu psychicznego. Mieszkam za granica i jeszcze nie bylam w
                  stanie przyjechac do rodziny. Dziecko ma tylko rodzicow, wiec
                  obydwoje jestesmy dla niego bardzo wazni.Tym bardziej zdwoilam
                  energie na wypelnieniu roli obojga. Ostatnio dosyc dobrze mi to juz
                  idzie. Syn jest spokojniejszy. Chociaz caly dzien tylko wola tata i
                  tata. Pokazuje jego rozne przedmioty i mowi, ze to ojca. Wiec
                  rozmawiamy: to jest taty pizama, a to taty zdjecie, to tata kupil, a
                  to jest tego samego koloru jaki tata zazwyczaj nosi.
                  Jedyna moja nadzieja na poprawe, to przyjazd do kraju, zlapanie
                  troche dystansu i nezliczone spotkania rodzinne. Moj maz tez tego
                  dystansu potrzebuje.
                  Zazdroszcze wiec meza-partnera, ktory po prostu cieszy sie, ze ma
                  dzieci i chce byc dobrym tata.
                  Powodzenia w utrzymaniu takiego stanu.
                  • dom-za Re: wychowywanie chłopca a dziewczynki 15.01.10, 23:52
                    Nie martw się, życie ma to do siebie, że NA SZCZĘŚCIe wciąż przynosi
                    zmiany... Jesli jesteście odizolowani od bliskich, to skupiacie się
                    także tylko na sobie nawzajem, to może rodzić konflikty. Myślę, że
                    jakoś się to wszystko ułoży, gdy znajdziecie się na łonie ojczyzny -
                    czego Wam życzę. A Synek rośnie i staje się coraz bardziej świadomy,
                    więc głowa do góry. Coraz mniej mu zagraża. Pozdrawiam, trzymaj się!
Pełna wersja