Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE

IP: *.dsl.emhril.sbcglobal.net 23.01.10, 06:01
A czy tak jest?Dla mnie nie rozpieszczam tylko bardzo kocham !
Z mojego pkt widzenia wydaje mi sie ze nie rozpieszczam pozniewaz:
corka(2,5 latka) samodzielnie potrafi np.
ubrac,spodnie,skarpetki,buty,czapke,sfeterek na zapinanie badz
kurtke-kiedy chce jej pomoc mowi JA SAMA oczywiscie nie
zawsze,czasem pozwoli sobie pomoc.Po drugie jest BARDZO
posluszna,tzn.jesli robi cos zle i ja mowie o tym ze tak nie wolno
to przestaje.Po trzecie sprzata za soba zabawki-czasem musze
poprosic ale zazwyczaj robi to sama albo mowi "pozbierasz ze mna?"-
wiec zbieramy razem.Po czwarte kiedy zje ,sniadanie czy cokolwiek to
odnosi naczynia do zlewu albo na blat w kuchni-nigdy jej tego nie
rozkazywalam,tylko duzo opowiadam zawsze co robie np. po snadaniu
mowie ze ide zaniesc talerz do mycia ;)itd.Eh i wiele innych ale dla
mnie to jest po prostu grzeczne dziecko,czujace wielka milosc i
zaufanie jakim je obdarzam.
A moj maz twierdzi: jest rozpieszczona bo duzo ja przytulasz,na
wiele jej pozwalasz,no np. na to aby pomalowala swoja lalke moimi
cieniami do powiek.Mowi ze ja rozpieszczam bo: -jest sytuacja ze maz
pyta corke"kochasz mame?" na to ona "kocham mame" a on pyta "kochasz
tate?" a ona "kocham mame" na to on "to ja ide sobie poszukac inna
coreczke" i wychodzi z pokoju ;),na to ja mowie "corus tata sie
obraznil,kochasz tate?" a ona "kocham" to ja "powiedz tacie ze go
kochasz" a ona "tata kocham cie" a on nic bo niby obrazony-na
zarty:), to ja mowie do corki powiedz "tata nie to nie" i ona to
mowi.To wtedy on do mnie ze ja zle ucze,a ja mowie ze ucze ja jak
moze sie w danej sytuacji "bronic".Ogolnie corka mowi nam obojgu ze
kocha ,tylko czasem sie przedrzeznia,ze mna tez czasem sie
przedrzeznia,mowi ze kocha TATE ale ja nie mowie wtedy ze sobie
kogos innego poszukam tylko mowie I TAK CIE MAMUSIA KOCHA.
Oj i duzo takich.Corka zazwyczaj pyta "czy moge..."wiec z reguly za
to ze jest grzeczna -pozwalam jej.Oczywiscie rzeczy ktorych naprawde
nie moze to zabraniam i ona rozumie to,zadko protestuje-choc sie
zdarza.
osobiscie gdybym czytala "corka zazwyczaj pyta-czy moge?-"-
pomyslalabym ze jakies wytresowane dziecko....ale wlasnie Ona to ma
sama w sobie.
Zupelnie nie rozumie dlaczego maz mowi ze kiedy corka bedzie starsza
to wejdzie mi na glowe?!czy moje dziecko jest rozpieszczone??!


Osobiscie pod pojeciem ROZPIESZCZONE rozumie: dziecko ktore nie
slucha,na kazdy zakaz reaguje placzem-po czym rodzic ulega-,dziecko
ktore nie liczy sie ze zdaniem rodzicow-rodzice swoje ,dziecko swoje-
,dziecko ktore mowi "zjem jak wlaczysz mi bajke"- a rodzic ulega-,i
duzo takich.Ogolnie dla mnie jest to takie dziecko ktore rzadzi
rodzicami.
Moje takie nie jest ,oczywiscie sa systuacje ze mala o cos placze
ale jesli jest to cos czego nie moge dla niej zrobic,badz nie moge
jej dac czy pozwolic ,to czekam az sie uspokoi i miedzy czasie
proboje wytlumaczyc dlaczego nie pozwalam.Mam w pamieci jedna
sytuacje : corka pyta czy moze polepic modelina na to ja TERAZ
NIE,WIECZOREM a ona wyciaga to modeline i mowi ze chce i troche
skialczy ze nie pozwalam,na to ja OK ,bo sobie pomyslalam DLACZEGO
NIE TERAZ?.....eh
    • justyna_dabrowska Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 23.01.10, 12:12
      Uderzyło mnie w Pani liście to, że wymuszacie Panstwo na córce coś co SAMI
      chcecie od niej uzyskać, nie zwracając uwagi na to ile dziecko ma lat i jaka ma
      świadomośc. Tak małe dziecko nie wie co znaczy KOCHAM i mysle ze nie mozna nim
      manipulowac, zmszajac do mowienia czegos i obrazajac sie za niemówienie tego co
      chcemy usłyszeć. Dziecko to tez człowiek - czy zmuszamy innych bliskich nam
      ludzi by mówili to, co chcemy w danej chwili usłyszeć? Cieszmy si e kiedy
      dziecko nam spontanicznie okazuje uczucie, ale pamiętajmy że to my jesteśmy tu
      od KOCHANIA i dawania a nie ono. Jeśli dziecko dostanie od nas duzo uczuć i
      akcepacji to poniesie to dalej w zycie, a potem gdy będzie dorosłe ODDA swoim
      dzieciom. Rodzice nie sa od tego, by zaspokajac swoje potrzeby za pomoca dzieci.
      Zresztą - one nas przecież absolutnie i bezgranicznie kochają, jak nikogo potem
      - tylko okazuja to w sobie właściwy sposób.
      Rozpieszczanie polega na tym, że nie stawia sie dziecku wymagań ani granic, że
      tworzy sie sztuczną sytuację która ma się nijak do realiów świata dorosłego. Ze
      sie nie odmawia dziecku, i xle toleruje wszelkie jego niezadowolenie. Polecam
      świetną ksiązke "kiedy pozowlić, kiedy zabronić" a także dodatek do naszego
      numeru marcowego (5 lutego w kioskach).
      Pozdrawiam
      JD
    • mskaiq Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 23.01.10, 13:16
      Rozpieszczanie dziecka polega na dawaniu tego co psuje pojecie
      swiata, siebie, ludzi i wartosci.
      Stawianie dziecku granic nie uczy tak samo jak nie uczy zakaz.
      Postawione granice i zakazy zawsze kiedys zostana przekroczone. O
      wiele lepiej jest pomoc dziecku rozumiec co wywoluje niezadowolenie
      niz ignorowac albo poslugiwac sie zakazem.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • verdana Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 23.01.10, 15:47
        Cóż, niemożność przekraczania granic bywa kalectwem. Jak granic nie
        ma, to świat jest nieprzewidywalny i nudny jednoczesnie.
        dziecko, ktore nie zna granic nie nadaje sie do kontaktów
        społecznych, nie rozumie, dlaczego obrazony czy pobity kolega
        protestuje, dlaczego trzeba podporzadkować się normom.
        No i dziecko nie wytresowane, a wychowane w poczuciu, ze granice
        istnieją, moze uznać je za słuszne i nie przekraczać.
        Zrozumienie tego, ze wyskakiwanie oknem zdrowe nie jest,
        zepchnięcie koleżanki z krzesła nie spotka się z aprobatą, może
        dziecko sporo kosztować.
      • justyna_dabrowska Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 23.01.10, 16:35
        Mamy różne zdania na ten temat. Według mnie stawianie granic w relacjach między
        ludxmi (również bliskimi) jest bardzo ważne. Każdy z nas ma jakieś
        psychologiczne i fizyczne granice i warto by dam o nie dbała a także dbał o to
        by inni ich nie przekraczali. Małe dziecko nieustannie przekracza granice
        rodziców bo na początku czuje się "jednym" z matką. Nie zna więc swoich granic,
        nie zna tez granic matki. Kiedy matka reaguje swoim stanowczym NIE na jakies
        zachowania, dziecko UCZY się, gdzie matka ma swoje granice. Potem WIDZI że inni
        ludzie mają podobnie. Tez maja SWOJE granice. DZiecko jest niezadowolone bo
        chciałoby móc posunąc sie dalej, albo zrobic po swojemu, ale INNI mu na to nie
        pozwalają chroniąc swoja wolnośc i integralnośc. W ten sposób dziecko UCZY się
        że może byc wolne o tyle o ile nie narusza wolności innych. To jest jedna z
        kluczowych umiejętności w zyciu społecznym i właśnie stawianie GRANIC nas tego
        uczy. Tyle, że jest to nieustająca lekcja bo nasza relacja z dzieckiem sie
        zmienia...Na przyklad kiedy jest niemowlęciem, bierzemy je do łózka małżenskiego
        a kiedy jest nastolatkiem już nie. Kiedy dziecko jest małe może wejśc w nocy do
        naszej sypialni a kiedy jest duże, uczy sie że trzeba pukać. Kiedy jest małe
        może nam przerwac w rozmowie bo JUZ chce mu sie siusiu i nie może czekać, kiedy
        jest większe MOŻE z powodzeniem zaczekać i nie chcemy zeby nam
        przerywało...kiedy ma pietnaście lat chcemy by było w domu o konkretnej
        godzinie, kiedy ma 18 lat - niekoniecznie...itd itd cała sztuka polega na tym by
        wiedzieć kiedy i jakie stawiać granice. O których możemy rozmawiać a które są
        nienegocjowalne.
        • mskaiq Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 24.01.10, 01:31
          To prawda ze dziecko nie zna granic i dlatego je przekracza. Kiedy
          je przekroczy ma szanse na zrozumienie ze nie nalezy tego robic.
          Kiedy jej nie przekroczy i nie bedzie rozumialo dlaczego nie wolno
          tego zrobic to ja wczesniej czy pozniej przekroczy.
          Stanowcze slowo NIE niewiele pomaga i nie uczy, moze wywolac za to
          histerie, strach, agresje.
          Zupelnie inaczej wyglada to kiedy dziecko rozumie dlaczego nie moze,
          kiedy ma sie dla niego na tyle szacunku ze wytlumaczy sie i przekona.
          Dziecko moze nie rozumiec ze narusza wolnosc innych i moze chciec
          zrobic po swojemu.
          Niech zrobi po swojemu, a potem mozna pokazac jak mozna to zrobic
          inaczej. Ono kupi ten inny sposob, a jesli nie to warto sie
          zastanowic dlaczego nie chce tego zrobic.
          Dla malego dziecka naruszanie wolnosci innych to nie zrozumiale
          haslo. Mozna je narzucic slowem NIE, wytyczyc granice. Dziecko sobie
          wytlumaczy dlaczego NIE we wlasny sposob, czesto zupelnie bledny.
          Trzeba uczyc ale nie zakazywac, stawiac granice ale dbac aby dziecko
          je rozumialo i akceptowalo je. Jesli nie akceptuje tzn ze czegos
          nadal nie rozumie.
          Nastolatek moze zrozumiec juz wiecej, szczegolnie kiedy jako dziecko
          nauczone zostalo na czym polega naruszanie wolnosci innych.
          Wtedy latwo powiedziec dlaczego nalezy pukac do sypialni, rozumie ze
          nie trzeba przerywac na siusiu, albo samemu rozwiazac juz taka
          potrzebe.
          Serdeczne pozdrowienia.
    • kobraluca Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 23.01.10, 15:01
      >Mam w pamieci jedna
      >sytuacje : corka pyta czy moze polepic modelina na to ja TERAZ
      >NIE,WIECZOREM a ona wyciaga to modeline i mowi ze chce i troche
      >skialczy ze nie pozwalam,na to ja OK ,bo sobie pomyslalam DLACZEGO
      >NIE TERAZ?.....eh

      nie widze w tym nic zlego, zdalas sobie sprawe z tego,ze Twoj zakaz
      nie ma sensu i dobrze,ze nie stawialas na swoim tylko po to by
      pokazac kto rzadzi, nastepnym razem proponuje przemyslenie zakazu
      zanim powiesz NIE i dziecko zacznie plakac
      • Gość: gość_ Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.chello.pl 23.01.10, 19:41
        kobraluca napisała:

        > nie widze w tym nic zlego, zdalas sobie sprawe z tego,ze Twoj zakaz
        > nie ma sensu

        Nie wyczytałem nigdzie w poście, że zakaz nie miał sensu. Było to raczej -
        "właściwie może dla świętego spokoju pozwolić". To raczej szukanie uzasadnienia,
        by pozwolić coś zrobić. W ten sposób uczysz, że każdą rzecz należy oprotestować
        a nuż się uda. Konsekwencja jest bardzo ważna - tutaj wyraźnie jej brak.

        Jeśli zakaz jest bez sensu, to go nie artykułuj. Jeśli wyartykułujesz, to już po
        sprawie.
        • Gość: to_ja Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.hsd1.il.comcast.net 23.01.10, 22:11
          > Jeśli zakaz jest bez sensu, to go nie artykułuj. Jeśli wyartykułujesz, to już po sprawie.

          aha, czyli jesli zdam sobie sprawe z tego,ze moj zakaz nie ma tak naprawde sensu, bo co mi wlasciwie szkodzi,ze dziecko sie pobawi teraz plastelina, to powinnam i tak stawiac na swoim i czekac do wieczora, w imie konsekwencji?

          nie zgadzam sie z takim podejsciem, kazdy popelnia bledy, rodzicie tez i jesli nie zdarza sie to zbyt czesto zmiana zdania nie przynosi szkody, choc najlepiej oczywiscie nie artykulowac takich zakazow i nie doprowadzac do sytuacji, w ktorej dziecko musi wymuszac placzem
          • Gość: gość_ Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.chello.pl 23.01.10, 22:20
            Możesz się nie zgadzać. Dla dziecka w wieku 2 lat zakaz typu: nie wyskakuj przez
            okno z dziesiątego piętra, bo sobie zrobisz krzywdę oraz nie baw się teraz
            plasteliną bo pobawimy się wieczorem ma dokładnie tyle samo sensu. Dla dziecka
            jest to tylko zakaz, reszta się nie liczy - zresztą niezupełnie 2-letnie dziecko
            jest w stanie zrozumieć sens zakazu (np. wyskakiwania przez okno).
            • kobraluca Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 24.01.10, 00:26
              Dla dziecka w wieku 2 lat zakaz typu: nie wyskakuj prze
              > z okno z dziesiątego piętra, bo sobie zrobisz krzywdę oraz nie baw
              się teraz plasteliną bo pobawimy się wieczorem ma dokładnie tyle
              samo sensu

              owszem,ale rowniez obydwa te zakazy sa dla dziecka tak samo
              frustrujace, jesli matka dochodzi do wniosku,ze jednak zakaz zabawy
              plastelina byl niepotrzebny moze zmienic zdanie i nie ma w tym nic
              zlego

              bardzo fajnie opisala to Jola
              • Gość: gość_ Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.chello.pl 24.01.10, 09:42
                kobraluca napisała:

                > Dla dziecka w wieku 2 lat zakaz typu: nie wyskakuj prze
                > > z okno z dziesiątego piętra, bo sobie zrobisz krzywdę oraz nie baw
                > się teraz plasteliną bo pobawimy się wieczorem ma dokładnie tyle
                > samo sensu
                >
                > owszem,ale rowniez obydwa te zakazy sa dla dziecka tak samo
                > frustrujace, jesli matka dochodzi do wniosku,ze jednak zakaz zabawy

                Zakazy są frustrujące i dziecko musi się przyzwyczaić do zakazów. I nie tylko
                zakazów ale także tego, że nie zawsze będzie mogło robić to, co chce. A ciągłe
                zmienianie zdania robi z rodzica mimozę.
                • kobraluca Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 24.01.10, 14:19
                  >A ciągłe zmienianie zdania robi z rodzica mimozę.

                  zgadzam sie,ze ciagle zmienianie zdania jest niekorzystne,ale jesli
                  dzieje sie to raz na jakis czas szkody nie widze
                  • Gość: gość_ Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.chello.pl 24.01.10, 15:50
                    sztuką jest znalezienie tego "na jakiś czas", by nie stało się to kolejną zasadą
                    i regułą w postępowaniu
          • jola_ep Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 23.01.10, 22:31
            > nie zgadzam sie z takim podejsciem, kazdy popelnia bledy, rodzicie tez i jesli
            > nie zdarza sie to zbyt czesto zmiana zdania nie przynosi szkody,

            Zgadzam się. Ale nie chodzi tylko o popełnianie błędów. Czasem jest tak, że podejmując decyzję nie mam wszystkich potrzebnych mi danych: np. jak ważne jest to dla mojego dziecka? Dlatego mi zdarzało się zmieniać zdanie i generalnie uczyłam moje dzieciaki, że zawsze mogą ze mną podyskutować. Z czasem nauczyłam je, że o ile wrzasków słucham jakby mnie, to na spokojnie można wiele wynegocjować.

            Nie sądzę, aby takie podejście wyrządziło jakieś szeczególne szkody.
            Dzieci wiedziały, że są zakazy nie do przekroczenia (głownie związane z bezpieczeństwiem), ale są i takie, które można zmienić, albo zaproponować inne rozwiązanie.

            Czasem zdarzało mi się zmienić zasady: bo widząc opór dziecka nagle uświadamiałam sobie, że to przy czym się upieram nie jest aż tak obiektywnie ważne i słuszne, jak mi się wydawało. Czasem były to sprawy ważne: jak to że pod wpływem mojego dziecka zrezygnowałam z prób odstawienia jej od piersi (miała wtedy ponad dwa lata, do rozstania z piersią dojrzała sama parę miesięcy później). A czasem drobiazgi jak nie wchodzenie w kałużę (zmieniłam zasadę z: "nie wchodzimy do kałuż" na: "można wchodzić, gdy już wracamy do domu").

            W przypadku z modeliną, całkiem możliwe, że powiedziałabym " skoro tak bardzo chcesz, to mogę się z tobą pobawić już teraz". Lub "niestety nie mam teraz czasu/ochoty, pobawimy się wieczorem" W zależności od tego, czy znalazłabym czas i chęci :)

            Pozdrawiam
            Jola
            • Gość: gość_ Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.chello.pl 24.01.10, 09:47
              jola_ep napisała:

              > Zgadzam się. Ale nie chodzi tylko o popełnianie błędów. Czasem jest tak, że pod
              > ejmując decyzję nie mam wszystkich potrzebnych mi danych:

              Nigdy nie masz wszystkich potrzebnych danych. Nawet po czasie nie będziesz ich
              miała.

              > Dlatego mi zdarzało się zmieniać zdanie i generalnie uczył
              > am moje dzieciaki, że zawsze mogą ze mną podyskutować.

              roczne czy dwuletnie dziecko? Może piszesz o starszych dzieciach.

              > A czasem drobiazgi jak nie wchodzenie w kałużę (zmieniłam zasadę z:
              > "nie wchodzimy do kałuż" na: "można wchodzić, gdy już wracamy do domu").

              I twierdzisz, że niespełna dwuletnie dziecko było w stanie to zrozumieć.
              • jola_ep Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 24.01.10, 13:33
                > > Zgadzam się. Ale nie chodzi tylko o popełnianie błędów. Czasem jest tak, że podejmując decyzję nie mam wszystkich potrzebnych mi danych
                >
                > Nigdy nie masz wszystkich potrzebnych danych.

                Oczywiście, że nie. Ale czy to oznacza, że w imię konsekwencji mam się trzymać kurczowo decyzji, gdy zrozumiałam, że jest błędna? Dowiedziałam się więcej, więcej zrozumiałam, wyciągnęłam wnioski, ale decyzji zmienić nie mogę, bo .... konsekwencję na ołtarzyku domowym położyłam? ;)

                > > Dlatego mi zdarzało się zmieniać zdanie i generalnie uczył
                > > am moje dzieciaki, że zawsze mogą ze mną podyskutować.
                >
                > roczne czy dwuletnie dziecko? Może piszesz o starszych dzieciach.

                Tak. O dwuipółlatkach ;) (post inicjujący wątek)
                W tym wieku moje dzieci już potafiły mówić :)
                Potrafiły "dyskutować", doskonale wyczuwały, kiedy, od kogo i czego można oczekiwać. Zupełnie świadomie bardzo niewiele spraw stawiałam "na ostrzu noża". W tych najważniejszych byłam twarda i nieugięta.
                Oczywiście dyskutować ostatecznie nauczyły się dużo później :)

                Nie chodzi mi o bycie chorągiewką na wietrze. Nie zmieniałam zdania w kółko, ja tylko czasem uwzględniałam ich opinię, nawet jeśli już podjęłam decyzję.

                > I twierdzisz, że niespełna dwuletnie dziecko było w stanie to zrozumieć.
                Nie. Złapałeś mnie. Przyznaję się do winy. Moje dziecko miało wtedy około 3 lat, może parę miesięcy więcej. Oczywiście musiałam mu przypominać, kiedy może już włazić, a kiedy jeszcze nie ;)

                Pozdrawiam
                Jola
                • Gość: gość_ Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.chello.pl 24.01.10, 15:48
                  jola_ep napisała:

                  > Tak. O dwuipółlatkach ;) (post inicjujący wątek)
                  > W tym wieku moje dzieci już potafiły mówić :)
                  > Potrafiły "dyskutować", doskonale wyczuwały, kiedy, od kogo i czego można oczek
                  > iwać. Zupełnie świadomie bardzo niewiele spraw stawiałam "na ostrzu noża". W ty
                  > ch najważniejszych byłam twarda i nieugięta.

                  Myślę, że to kwintesencja.

                  Dziecko jak jest małe potrzebuje pewności i oparcia. Decyzja oznacza
                  odpowiedzialność, więc podjęcie decyzji za dziecko jest zdjęciem tej
                  odpowiedzialności. W miarę rozwoju dziecka można (a nawet należy) dopuścić
                  możliwość negocjacji - co ważne, te negocjacje muszą być w pewnym obszarze, nad
                  którym panujemy.

                  Pamiętam, jak dopuszczałem negocjacje z roczniakiem i zwykle wychodziło z tego
                  coś złego. A może zjeść dzisiaj kolację na foteliku siedząc tyłem z nogami na
                  stole? A może obrus ze stołu można ściągać (w sumie nic na nim nie stoi). No i
                  jeszcze okres buntu dwulatka, gdy pytasz się: chcesz zjeść - odpowiedź NIE,
                  dajesz łyżkę kaszki - młody wcina ze smakiem i kończy przełykanie mówiąc NIE.
                  Nie dlatego, że nie chce jeść, tylko nauczył się nie zgadzać.

                  Nie piszę o zasadach dla zasady, dobrze je najpierw przemyśleć i ustalić w domu
                  tak, by oboje rodzice jednoznacznie je komunikowali. Jak będzie starsze, to
                  będzie można uczyć odstępstw od zasad (ale skąd wiadomo, co jest odstępstwem,
                  jak nic nie jest stałe i wszystko się zmienia :-)).
              • nikusica Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 24.01.10, 17:43
                > I twierdzisz, że niespełna dwuletnie dziecko było w stanie to
                zrozumieć.

                Owszem,bo moje teraz juz dwuletnie dziecko potrafi i potrafilo
                bedac mlodsze zrozumiec ze TERAZ czegos nie wolno ale bedzie
                mozna "wracajac do domu".Zalezy od umiejetnosci iscia na kompromis-
                oczywiscie wiem ze tak male dziecko nie wie co to kompromis.W duzym
                stopniu to zalezy od charakteru dziecka.
            • nikusica Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE 24.01.10, 17:39
              Postepuje bardzo podobnie,jesli teraz kiedy jest zima i wychodze z
              dzieckiem na dwor a mala chce sie bawic w sniegu to
              mowie "przejdziemy sie troche po sniegu ale kulki polepimy jak
              bedziemy wracac do domu".
              Widze ze niektore osoby troche najezdzaja na autorke postu,ze
              zmieniajac zakaz robimy szkode.Owszem zgadzam sie z tym ale w pewnym
              stopniu.Np. moje dziecko wie kiedy czegos naprawde nie wolno i ja o
              tym glosno mowie i duzo tlumacze,ale mialam tez takie sytuacje ze
              czegos zabronilam ale po chwili wydal mi sie to beznadziejny zakaz
              BO CZEMU NIE? i zgodzilam sie.I tu wcale nie chodzi o to ze
              zgodzilam sie dlatego bo moje dziecko marudzilo o zakazana
              rzecz.Tylko o to ze zbyt wczesnie glosno wypowiedzialam
              swoja "mysl",po czym stwierdzilam ze wcale mi nie przeszkadza np.to
              by w tym momencie polepila plastelina.
    • Gość: magdziol18 Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: *.washdc.east.verizon.net 26.01.10, 02:14
      a co to za dziwne pytanie taty kochasz mnie i licytowanie sie z
      dzeickiem kogo kocha? musicie takie cos slyszec? nie jest oczywiste,
      ze dziecko was kocha? nie rozumiem takich pytan...
    • Gość: mama 3 latka Re: Maz mowi ze rozpieszczam dziecko.DLUGIE IP: 193.90.120.* 27.01.10, 12:27
      Przytocze tu wymiane zdan miedzy moim mezem i synem
      - tata bardzo Cie kocha
      - Ja tez kocham
      - A kogo kochasz
      - Patryka (kolega z przedszkola)
      lub ze mna
      - kocham cie Sloneczko
      - ja kocham pieska (ulubiona przytulanka)

      Przeciez ona jeszcze nie wiem co mowi moj syn wiele razy mowil ze
      mnie kocha a jeszcze wiecej ze kocha pieska czy Patryka czy kogo
      innego. Moze tez mowic ze nienawidzi lub cos w tym stylu a my zawsze
      musimy odpowiadac
      - A ja Cie kocham najbardziej na swiecie
      Postaraj sie wytlumaczyc to mezowi, niech tez poprzytula mala,
      wezmie na raczki, powyglupia sie. Moze byc ciezko na poczatku ale
      powtarzaj mu ze male dzieci potrzebuja milosci czulosci i bliskosci
      to on jest dorosly i on musi zrozumiec z coreczka nic nie zrobisz
      chyba ze zaczekasz kilka lat. Zycze powodzenia
Pełna wersja