ap77
06.03.10, 14:43
Witam!
U naszego Jacka, zdarzaja sie srednio raz na tydzien histerie, ktore potrafia
trwac do godziny!! Przyklad: wczoraj byl u prababci, sprzatalismy jej
mieszkanie, pomagal odkurzac i bylo git. Potem skonmzylismy odkurzanie, tzn
ja, bo synek chcial nadal robic "szu szu". Powiedzialam, ze nie, ze juz
odkurzal i zbieramy sie do domu! Dostal histerii (przy wszystkich domownikach,
babci, prababci, tacie), zwykle sie hamuje przy dalszej rodzinie, ale nie tym
razem!
Byl w takim stanie, ze caly sie trzasl, pod koniec nie mogl zlapac oddechu,
powtarzal jak mantre "ja chce szuszuszu, ja chce szuszuszu". Nic do niego nie
docieralo, krzyczal na wszystko NIE NIE. Byl jak w amoku! jak sie uspokajal i
z nim rozmawialam, tlumaczylam, to za chwile znowu to samo powtarzal! Uparty
zawodnik!!!
Siada na podlodze, albo rzuca sie i nie pozwala dotknac!
Co powinnismy zrobic w takiej sytucji, pozwolic sie wykrzyczec??? (chyba by
zemdlal z tej zlosci-histeria u niego wyglada bardzo powaznie ), przekupic,
ustapic???
W koncu szarpiac sie, maz go ubral! Cala droge do domu, chlipal, ze on chce
odkurzac, nie mozna go bylo zagadac, wracal do poprzedniego tematu.
Po powrocie do domu, bylo juz lepiej, zapomnial w kapieli o incydencie!
Co robic w takiech sytuacjach? na ogol staram sie ich unikac i to sie zwykle
udaje, ale nie zawsze jestem tak przewidujaca;)
czy sa tutaj podobne dzieci, ktore AZ tak histeryzuja???
Pani Justyno, czy warto w takiej sytuacji stosowac "technike przetrzymywania"
o ktorej przeczytalam w Malym tyranie???