mamaplakusia
04.05.10, 06:05
moj synek od urodzenia byl bardzo placzliwy-wymagajacy duzo uwagi.
jest dzieckiem bardzo zywym, niespokojnym. jego wychowaniem w
zasadzie zajmuje sie sama-maz raczej sie "przyglada" a to tez nawet
rzadko-bo dlugo pracuje, a w weekendy nawet jesli nie spotyka sie ze
znajomymi to i tak mi w niczym nie pomoze przy dziecku, bo po
pierwsze nawet sie nie oferuje a po drugie jesli go zmusze to maly i
tak nie pozwoli tatusiowi nic zrobic- tzn np umyc raczki, zmienic
pieluszke..nawet wozek w sklepie musze pchac ja-bo inaczej
histeria..jesli musze wyjsc(zakupy) i musi zostac z tata histeria
jest wieksz niz gdy zostaje z niania(pracuje pare razy w tygodniu po
kilka godzin). na pomoc rodziny nie moge liczyc-mieszkam za granica-
a babcia ktora mieszka tutaj z nami wpada czasem na pol godzinki..i
tyle. tak wiec wszystkie czynnosci pielegnacyjne..wychowanie
wszystko nalezy do mnie.
bardzo latwo wyprowadzic go z rownowagi-gdy czegos nie moze zrobic
albo dostac w sekundzie dostaje ataku histerii i nie mozna go
uspokoic, jesli gdzies wyjdziemy i ktos do niego cos powie-zaczepi
zlosci sie-tupie noga, nasladuje ryk lwa..:) i w dodatku parska-cos
w rodzaju plucia:) wszystkie uwagi ze tak nie wolno, nie ladnie-nie
skutkuja. dzis np poszlismy do sklepu i chcialam wrzucic cos do
koszyka-kazal mi odlozyc-"tego ja nie chce!mama poloz to!"
powiedzialam ze nie, ze potrzebuje to i poszlismy dalej a on w
histerii..cokolwiek wrzucalam-"ja tego nie chce!" i wycie. moze
powinnam wyjsc ze sklepu-ale naprawde musialam kupic pewne rzeczy.
potem zaczal wychodzic z wozka ryczac przy tym na caly sklep,
wzielam go na rece-pobil mnie-tlumacze ze nie wolno- przytrzymalam
go za raczki-a on sie wil i krzyczal. pan przyszedl z ciasteczkami-
to parskal na niego...i darl sie dalej.. wrocilismy jakos do
domu..usnal po drodze chcialam go wziasc na rece i zaniesc do lozka-
gdy tylko go unioslam-ryk ja tu chce byc ja tam nie chce isc
ok..poczekalam 5 min i znowu proba i tak trzy razy. w koncu go
zabralam bo nie moge koczowac przy samochodzie na ulicy i czekac az
ksiaze sie wyspi-darl sie znowu i szarpal cala droge. darl sie 10
min. uspokoil sie.zaczelam jesc obiad"mama nie je obiadu mama postaw
to"- i histeria.. nadszedl wieczor pora kapania-robilam obiad na
nastepny dzien-wiec mowie do meza ty go dzis kapiesz. maly uslyszal
i biegnie do mnie "mama nie robi obiadu-mama kapu kapu tata nie i
juz zaczyna sie marudzenie. zajal sie czyms na chwile po chwili
patrzy na mnie "mama zdejmie fartuszek - mama nie moze tego miec-i
juz marudzi zaczyna plakac.. ja mowie ze potrzebny mi jest bo mama
moze sie poparzyc i mama go nie zdejmie.. nic ni daje-zalany lzami
pisk-pochylam sie i kaze sie uspokoic-to zlapal mnie za wlosy i
ciagal tak mocno ze nie moglam mu ich wyrwac z raczki.. krzyknelam
ze boli i nie wolno tak to on glosniej jeszcze wyl i darl sie ze
sadzie pomyslseli ze go maltretujemy. wzielam go na rece kazalam sie
uspokoic i przeprosic- a on wyje jak opetany i krzyczy "nie-nie
przeprosze" zasmarkal sie wiec chcialam mu wytrzec twarz- a on mnie
za reke-druga mnie bije po twarzy-"ja tego nie chce poloz to tu!!" w
koncu juz nie wytrzymalam powiedzialam ze nie chce z nim rozmawiac
poki sie nie uspokoi i ze zloscia posadzilam go na lozko..a on wyl
dalej.. takich sytuacjijest mnostwo..nie chce mu ulegac ze wszystkim
bo niedlugo nie pozwoli mi skorzystac z toalety..albo bedzie kazal
stac na glowie..nie wiem co zrobic.mam wyrzuty sumienia bo czesto
krzycze na niego- zeby sie uspokoil, bo tlumacznie mu nic nie daje-
krzyk zreszta tez nie. jestem zla matka..nie umiem poradzic sobie z
wlasnym dzieckiem..i zastanawiam sie skad w nim tyle agresji i
zlosci..mam na mysli to bicie i szrpanie i te krzyki-jest w nim tyle
zlosci jakby szatan w niego wstapil-sceny jek z egzorcysty.. musze
powiedziec ze oprocz tych atakow jest bardzo kochany-przychodzi do
mnie caluje mnie-przytula..mowi ze kocha.. gdzie popelnilam blad?
jak go nauczyc samouspokajania? pomozcie bo juz nie daje sobie z nim
rady......