spiacawdzien
11.05.10, 22:05
Niby nic, a jednak problem. Córka lat 9. Wzorowa uczennica, energiczna i
żywiołowa, ale gdy trzeba refleksyjna i zadumana. Ogólnie - nie mogę na nic
narzekać a tylko chwalić. Z tym jednym wyjątkiem - czasem wstępuje w nią "mały
diabełek" i zaczyna się ze mną kłócić, w taki sposób, że ja chyba na coś
takiego sobie pozwalałam w stosunku do mamy dopiero gdy miałam naście lat! Np.:
Ja:Córeczko czy możesz sprzątnąć rozwalone farby?Ona:Zaraz
Ja:Nie zaraz tylko teraz Ona:Nie będziesz mi mówić kiedy mam to zrobi
Ja:Owszem będę, proszę cię grzecznie,bo muszę mieć porządek
Ona:Nie, nie będziesz, nie bądź taka mądra, wiesz
Ja:Jak ty do mnie mówisz? Sprzątnij natychmiast i nie dyskutuj! Ona:Będę
dyskutować, nie zabronisz mi tego... itd itp.
Zawsze robi potem to o co proszę, bo istnieje groźba kary, ale... po co ta
dyskusja?!
Kolejna rzecz z "ostatnim słowem"-dyskusje z rówieśnikami. Zdarzyło się, że
wpadła w rozpacz, bo dzieci nie przyznały jej racji, że... dobrze jest mieć
piątki w szkole... Ale czasami rzecz jest bardziej "śmieszna" - np. ostatnio
kłóciła się z jakimś dzieckiem, że właściciel psa musi mieć książeczkę zdrowia
pieska inaczej nie jest właścicielem... Za tego typu różne "słuszności" moja
córeczka jest w stanie toczyć walkę słowną aż do pierwszych łez i złości,
której już nie potrafi powstrzymać.
Z czego może się brać taka zaciętość?! Potrzeba posiadania zawsze racji u
dziecka?! Jak to zmienić? Na co zwrócić uwagę?