dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo...

11.05.10, 22:05
Niby nic, a jednak problem. Córka lat 9. Wzorowa uczennica, energiczna i
żywiołowa, ale gdy trzeba refleksyjna i zadumana. Ogólnie - nie mogę na nic
narzekać a tylko chwalić. Z tym jednym wyjątkiem - czasem wstępuje w nią "mały
diabełek" i zaczyna się ze mną kłócić, w taki sposób, że ja chyba na coś
takiego sobie pozwalałam w stosunku do mamy dopiero gdy miałam naście lat! Np.:
Ja:Córeczko czy możesz sprzątnąć rozwalone farby?Ona:Zaraz
Ja:Nie zaraz tylko teraz Ona:Nie będziesz mi mówić kiedy mam to zrobi
Ja:Owszem będę, proszę cię grzecznie,bo muszę mieć porządek
Ona:Nie, nie będziesz, nie bądź taka mądra, wiesz
Ja:Jak ty do mnie mówisz? Sprzątnij natychmiast i nie dyskutuj! Ona:Będę
dyskutować, nie zabronisz mi tego... itd itp.
Zawsze robi potem to o co proszę, bo istnieje groźba kary, ale... po co ta
dyskusja?!
Kolejna rzecz z "ostatnim słowem"-dyskusje z rówieśnikami. Zdarzyło się, że
wpadła w rozpacz, bo dzieci nie przyznały jej racji, że... dobrze jest mieć
piątki w szkole... Ale czasami rzecz jest bardziej "śmieszna" - np. ostatnio
kłóciła się z jakimś dzieckiem, że właściciel psa musi mieć książeczkę zdrowia
pieska inaczej nie jest właścicielem... Za tego typu różne "słuszności" moja
córeczka jest w stanie toczyć walkę słowną aż do pierwszych łez i złości,
której już nie potrafi powstrzymać.
Z czego może się brać taka zaciętość?! Potrzeba posiadania zawsze racji u
dziecka?! Jak to zmienić? Na co zwrócić uwagę?
    • morekac Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 11.05.10, 22:56
      No i co z tego, że ona ma 8, a ty miałaś naście? A teraz nawet masz
      więcej. Ty też się odzywasz do niej mało sympatycznie.
      Nie zabronisz jej dyskutowania - tu ma rację. Dyskusja jako taka nie
      jest niczym szkodliwym.
      Zresztą na razie to ty stawiasz na swoim - więc od kogo ma się
      nauczyć kulturalnej dyskusji, negocjowania i ewentualnego
      uwzględniania interesów drugiej strony?
      I dlaczego ty musisz mieć porządek,a ona musi rzucać wszystko, żeby
      w tej chwili, na twój rozkaz, sprzątnąć farby?
    • mruwa9 Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 00:19
      jedynaczka , jak podejrzewam?
      Dyskusja sama w sobie nie jest zla. I ciesz sie, ze masz dziecko,
      ktore potrafi zaciekle bronic swojego zdania i wie, czego chce,
      zamiast potulnego cielatka, z ktorym kazdy moze zrobic to, na co ma
      ochote. Dziewczyna ma zadatki na przywodce i tyle.
    • spiacawdzien Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 08:18
      Morekac, chyba źle mnie zrozumiałaś. Dałam dwa przykłady aby lepiej unaocznić w
      czym problem, ale widzę, że może mało jasne i zbyt skrótowe(bez wstępu, który
      zawsze jest uprzejmy i grzeczny! więc kompletnie nie w tym problem, że dziecko
      czuje się np. zdominowane).
      Otóż... ja do córki zwracam się zawsze grzecznie i zawsze jest to na początku -
      Kochanie, bardzo cie proszę... Córeczko mam do ciebie prośbę... itp. Zawsze też
      motywuję swoją prośbę. Więc nie jest tak, że ja wydaję rozkazy i koniec kropka.
      Dyskusja jest dobra, ale nie zawsze i nie wszędzie.
      "Zresztą na razie to ty stawiasz na swoim - więc od kogo ma się
      nauczyć kulturalnej dyskusji, negocjowania i ewentualnego
      uwzględniania interesów drugiej strony? "
      Na razie ja stawiam na swoim, ale NIE W TYM PROBLEM. Kulturalna dyskusja... tego
      jest miedzy nami cała masa! Ale jak już pisałam NIE ZAWSZE dyskusja jest na
      miejscu. Negocjacje i dyskusje z rodzicem, gdy po prostu dziecko ma się wywiązać
      ze swoich obowiązków?! Raczej nie tak wyobrażam sobie wychowanie, bo jeśli iść
      Twoim torem myślenia, to powinnam właściwie wciąż z nią dyskutować i negocjować
      ;)) To by dopiero było!
      Problem, który chciałam uwypuklić to ciągła potrzeba córeczki do posiadania tego
      "magicznego ostatniego słowa". I bardziej martwi mnie to w odniesieniu do
      rówieśników nawet niż do mnie, bo tamte dyskusje dziecko przeżywa ogromnie
      emocjonalnie!
      Ponieważ staram się zawsze dociec sedna problemu - dlatego zwróciłam się z tym
      na forum eksperckim - gdyż nie mogę sama wydumać o co chodzi i jak dziecku
      pomóc, po za tym, że oczywiście uczę córkę, że dyskusja nie polega na
      postawieniu na swoim (nota bene zawodowo zajmuje się wypracowywaniem porozumień
      pomiędzy skonfliktowanymi stronami, więc coś w tym temacie wiem ;))
      Powtórzę może jeszcze raz - interesują mnie opinie, Wasze pomysły na to SKĄD w
      dziecku potrzeba takiego zachowania? Bo może robię jakiś błąd, którego nie
      zauważam?
      • morekac Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 09:42
        Negocjacje i dyskusje z rodzicem, gdy po prostu dziecko ma się wywiąza
        > ć
        > ze swoich obowiązków?! Raczej nie tak wyobrażam sobie wychowanie, bo jeśli iść
        > Twoim torem myślenia, to powinnam właściwie wciąż z nią dyskutować i negocjować
        > ;)) To by dopiero było!
        Moim zdaniem dyskusja nie jest na miejscu tylko w sytuacji zagrożenia zdrowia
        czy życia. Ale wtedy też nie trzeba wydawać z siebie grzecznych próśb tylko
        można spokojnie wrzeszczeć.;-) Każdą inną kwestię można przedyskutować.
        "Jak ty do mnie mówisz? Sprzątnij natychmiast i nie dyskutuj!" sympatycznym
        odezwaniem nie jest.
        na razie jest tak, że wpadasz i coś jej każesz zrobić zaraz i natychmiast bez
        uzasadnienia - moim zdaniem.
        Ty:Córeczko czy możesz sprzątnąć farby? Przychodzą goście/zaraz będzie
        obiad/przeszkadzają mi w tym miejscu/ustaliłysmy, że farby nie mogą tutaj leżeć,
        tylko u ciebie na biurku/jakiekolwiek inne uzasadnienie.
        Ona:Zaraz
        Ja:Kiedy? Zależy mi na czasie. Przeszkadzają mi.
    • Gość: tylkotroche Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... IP: 195.74.134.* 12.05.10, 10:23
      Wzorowa uczennica, energiczna i żywiołowa, ale gdy trzeba
      refleksyjna i zadumana.


      A przepraszam kiedy to TRZEBA byc refleksyjna i zadumaną?
      A kto nie lubi miec ostatniego słowa?
      A tobie zależy, że by było posprzątane czy żeby miec ostatnie slowo?

      dziecko ma własne zdanie, ma własne oczekiwania i zamiast się z
      tego cieszyć to usiłujesz dziecko naprawiać!

      Dziecko ma byc szczęśliwe i odpowiedzialne czy POSŁUSZNE?

      Przykład o farbkach i krótkiej informacji DLACZEGO maja byc
      posprzatane własnie teraz jest doskonały.
      TERAZ - bo ja tak mówie - nie jest żadnym argumentem. Takie żądania
      zrób właśnie TERAZ bo ja tak mówie należy olewać.
    • Gość: reni_78 Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... IP: *.182.169.219.nat.umts.dynamic.eranet.pl 12.05.10, 11:32


      ZARAZ to mój standardowy tekst w dzieciństwie
      ZARAZ potrafiło trwać trzy dni, chyba że nerw prośbodawcę trafił i
      też kazał tu i teraz, bo tak mówię
      dorosły ma fajnie, bo tu i teraz może wymagać
      dziecko, jak usłyszy tysięczny raz zaraz, które nigdy nie nadchodzi,
      to co najwyżej podyskutować sobie może, i kończy się na tym, że
      bezpodstawnie się stawia i pyskuje
      potem już nawet dochodzi do tego, że może mieć swoje zdanie, pod
      warunkiem, że go nie wypowiada

      piszę z własnego doświadczenia
      mnie, już jako czterolatkę, interesowały takie ‘pierdoły’ jak pomoc
      mamie w gotowaniu, praniu, sprzątaniu, prasowaniu – i zawsze było
      zaraz, nie teraz, kiedy indziej – zanim mama by pokazała, omówiła,
      dopilnowała czegoś w moim wykonaniu, to sama była już trzy czynności
      dalej, a przed nią jeszcze sterta pieluch tetrowych
      w późniejszym wieku, ‘pierdoły’ nie wchodziły do programu nauki,
      więc tym bardziej nie wchodziły też do życia codziennego, tym
      bardziej, że praca-przedszkole-szkoła-zakupy-dom-obiad na 17tą, nie
      ma czasu do tracenia, a gdy pytałam czy i jak mogę pomóc, zawsze
      słyszałam odpowiedź ‘nieprzeszkadzając’

      spójrz na siebie i córkę poprzez pryzmat lusterka
      być może coś ujrzysz

    • spiacawdzien Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 12:11
      Najmocniej przepraszam, ale Panie chyba czytają bez zrozumienia. Przecież
      napisałam wyraźnie, że zawsze uzasadniam swoje prośby!!!
      Więc nie wiem czemu ma służyć wypowiedź morekac i tylkotroche?
      reni_78 - zwróciłaś mi słuszna uwagę na to słówko - zaraz...
      oj, chyba coś w tym jest.
      Jednak wciąż nie wiem skąd w córce taka chęć posiadania tego ostatniego
      słowa?..... :)))Dyskusji prowadzonych z rówieśnikami aż do histerycznej złości,
      bo ktoś uważa inaczej i nie rozumie argumentów córki.
      • tylkotroche Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 12:27
        Ja:Owszem będę, proszę cię grzecznie,bo muszę mieć porządek -
        to nadal nie jest odpowiedź dlaczego ten porządek musisz miec
        TERAZ
      • morekac Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 12:29
        Ja:Córeczko czy możesz sprzątnąć rozwalone farby?Ona:Zaraz
        Ja:Nie zaraz tylko teraz Ona:Nie będziesz mi mówić kiedy mam to
        zrobi
        Ja:Owszem będę, proszę cię grzecznie,bo muszę mieć porządek
        Ona:Nie, nie będziesz, nie bądź taka mądra, wiesz
        Ja:Jak ty do mnie mówisz? Sprzątnij natychmiast i nie dyskutuj!
        Ona:Będę
        dyskutować, nie zabronisz mi tego... itd itp.
        Możesz napisac, w którym miejscu uzasadniasz swoją prośbę? Bo ja
        nie potrafię dostrzec tego uzasadnienia. Poza tym, że ty chcesz to
        teraz i natychmiast...

        >> Jednak wciąż nie wiem skąd w córce taka chęć posiadania tego
        ostatniego
        > słowa?.....
        Może ten typ tak ma po prostu? Po mamie? Ja też uważam inaczej niż
        ty, nie rozumiem wielu twoich argumentów i się z Tobą nie zgadzam -
        uważasz, że czytam bez zrozumienia... Czy twoje dziecko nie reaguje
        tak jakoś podobnie? ;-)
        • spiacawdzien :))) 12.05.10, 12:45
          szanowna morekac i tylkotrochę, pragnę zwrócić Waszą uwagę na to, że
          podkreśliłam, że to jest skrót z naszej rozmowy, że NA POCZĄTKU PADŁO
          WYJAŚNIENIE po co ma córka sprzątnąć te nieszczęsne farby. Teraz już ok?
          Zrozumiałe dla Was? :))
          A pisząc, że czytacie mało uważnie... o tym, że uzasadniam swoje prośby pisze
          trzeci raz... Oto dowod cytat mojej wypowiedzi- Otóż... ja do córki zwracam się
          zawsze grzecznie i zawsze jest to na początku -Kochanie, bardzo cie proszę...
          Córeczko mam do ciebie prośbę... itp. Zawsze też motywuję swoją prośbę. Koniec
          cytatu.
          Szanuję cudze, INNE argumentu, ale sensowne, a nie te wyssane z palca, bo komuś
          nie chce się czytać ze zrozumieniem. W tym temacie tyle, prosiłabym o jakieś
          wskazówki związane z tematem postu.
          A może nie ma się czym przejmować, może to nic takiego strasznego, że dziecko
          wpadło w histerię, bo koleżanka nie przyznała racji? Albo, że nie rozumie czegoś
          tak samo?
          We mnie zrodziła się jednak obawa, że czegoś jej nie nauczyłam, lub, że czegoś
          nie dałam... lub dałam za dużo.
          • morekac Re: :))) 12.05.10, 13:08
            No to po co miała sprzątać te nieszczęsne farby? ustaliłyście
            wcześniej, że je sprzątnie/że nie mogą tam leżeć/powiedziałaś jej,
            że pomieszczenie bez farb jest ci koniecznie potrzebne w tej chwili?
            Jeśli jest u was ustalona zasada, że to czy tamto się nie wala po
            podłodze/po stole - to idziesz do młodej i mówisz: Na stole leżą
            twoje farby. Ustaliłyśmy, że ich miejsce jest u ciebie w pokoju.
            Chcę,żebyś je stąd zabrała.
            Córka: Zaraz.
            Ty: Kiedy?
            To nawet nie może ci odpowiedzieć "Nie będziesz mi mówić kiedy mam
            to zrobić" - sama musi ustalić termin.
            A się dajesz wciągnąć w pyskówkę...
          • morekac Re: :))) 12.05.10, 13:24
            Szanuję cudze, INNE argumentu, ale sensowne, a nie te wyssane z
            palca, bo komuś
            nie chce się czytać ze zrozumieniem. W tym temacie tyle, prosiłabym
            o jakieś
            wskazówki związane z tematem postu.

            Ale kto określa, czy te argumenty są sensowne czy też wyssane z
            palca? Ty. Tak samo dla twojej córki twoje argumenty za
            sprzatnięciem farb ze stołu mogą być wyssane z palca - przecież ona
            nie myśli tak jak ty, tylko myśli po swojemu (i dobrze - ostatecznie
            nie jest tobą). Skąd wiesz, że twoje motywowanie to nie jest dla
            niej po prostu trucie?

            A może nie ma się czym przejmować, może to nic takiego strasznego,
            że dziecko
            > wpadło w histerię, bo koleżanka nie przyznała racji? Albo, że nie
            rozumie czego
            > ś
            > tak samo?
            Bo może warto czasami poświęcić nieco czasu na dogłębne zbadanie,
            jak dany problem rozumie druga strona? Powiedzeniu co się czuje
            samemu i jak dany problem się rozumie?
            Na razie to prosisz (w trybie nakazowo-rozdzielczym)/coś mówisz, a
            zaraz potem się wściekasz. Mam wrażenie, że córka to powiela.

            A co do tego czytania ze zrozumieniem - że uzasadniasz swoje prośby,
            a ty był tylko skrót... Ważne jest też, jak je uzasadniasz.


            A może nie ma się czym przejmować, może to nic takiego strasznego,
            że dziecko
            wpadło w histerię, bo koleżanka nie przyznała racji? Albo, że nie
            rozumie czegoś
            tak samo?
            • morekac Re: :))) 12.05.10, 13:41
              A może nie ma się czym przejmować, może to nic takiego strasznego,
              że dziecko
              wpadło w histerię, bo koleżanka nie przyznała racji? Albo, że nie
              rozumie czegoś
              tak samo

              Myślę, że każdemu robi dobrze, jeśli nauczy się patrzeć na problemy
              również od tej drugiej strony. Można wtedy spróbować nauczyć tego
              własne dziecko.
    • spiacawdzien i jeszcze jedno podkreślę 12.05.10, 12:16
      Tak wiele, wiele razy powtarzam córeczce, że bardzo często są sytuacje, w
      których każdy wszystko widzi inaczej i nie można mówić, że ktoś ma rację, bo
      każdy ma swoją. Tak często powtarzam, że na tę samą rzecz, sprawę różne osoby
      mogą patrzeć zupełnie inaczej. Pokazuję jej choćby wielość religii, dużo, bardzo
      dużo rozmawiamy.
      I stąd moje zaskoczenie - dlaczego ona jest taka nieprzejednana w tych dyskusjach.
      Tak, ktoś napisał, że rośnie na przywódcę. Ale nawet przywódca musi czasami
      przyznać, że ktoś inny ma rację a nie on :)))
      • morekac Re: i jeszcze jedno podkreślę 12.05.10, 12:32
        Tak wiele, wiele razy powtarzam córeczce, że bardzo często są
        sytuacje, w
        > których każdy wszystko widzi inaczej i nie można mówić, że ktoś ma
        rację, bo
        > każdy ma swoją. Tak często powtarzam, że na tę samą rzecz, sprawę
        różne osoby
        > mogą patrzeć zupełnie inaczej
        A pozwalasz jej mieć inne zdanie niż ty masz? I to nie w kwestii
        religii (rzecz dosyć odległa,abstrakcyjna i nie mająca zasadniczego
        wpływu na życie codzienne),a w kwestii sprzątania?
        • spiacawdzien może i racja 12.05.10, 13:57
          O i na to morekac z chęcią Ci odpowiem i z chęcią to przeczytałam, bo uwaga jest
          sensowna, warta zastanowienia.
          Może mieć inne zdanie, ale nie w kwestiach, które wcześniej ustaliłyśmy i
          uzgodniłyśmy RAZEM. Uzgodniłyśmy np, że przed spaniem pokój ma być sprzątnięty.
          Jej sprawa kiedy to zrobi.
          Ale jak napisałam już poniżej - być może córka chce mieć wpływ większy na pewne
          sprawy? i Może tu masz rację, muszę z nią o tym porozmawiać.
          Nie zmienia to faktu, że jej zacięte dyskusje z rówieśnikami przyprawiają mnie o
          zawrót głowy. Oraz jej głęboki żal i poczucie krzywdy, bo ktoś miał inne zdanie
          i ją zaczął wyzywać (ona tego nie umie z równie dużą wprawą jak dzieci z podwórka).
          • morekac Re: może i racja 12.05.10, 14:31
            nie w kwestiach, które wcześniej ustaliłyśmy i
            > uzgodniłyśmy RAZEM. Uzgodniłyśmy np, że przed spaniem pokój ma być
            sprzątnięty.
            > Jej sprawa kiedy to zrobi.
            Moim zdaniem - zamiast wdawać się w słowną przepychankę - po
            prostu przypominasz, co ustaliłyście. Że pokój ma być sprzątnięty
            przed spaniem. (Na co panna pewnie odpowie, że przecież nie idzie
            jeszcze spać ;-) ).
            I pytanie - ty to uzgodniłaś czy ona też miała coś do powiedzenia?

            >być może córka chce mieć wpływ większy na pewne
            > sprawy?
            Dzieci rosną, i to co dobre dla 5-latka, niekoniecznie musi byc
            dobre dla dzieci sporo starszych.

            Nie zmienia to faktu, że jej zacięte dyskusje z rówieśnikami
            przyprawiają mnie
            > o
            > zawrót głowy. Oraz jej głęboki żal i poczucie krzywdy, bo ktoś
            miał inne zdanie
            > i ją zaczął wyzywać (ona tego nie umie z równie dużą wprawą jak
            dzieci z podwór
            > ka).
            Na żal i poczucie krzywdy możesz poradzić tylko jedno - dać się jej
            wygadać i wyżalić. Nic więcej nie zrobisz.
      • Gość: tylkotroche Re: i jeszcze jedno podkreślę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.10, 13:58
        Tak wiele, wiele razy powtarzam córeczce, że bardzo często są
        sytuacje, w których każdy wszystko widzi inaczej
        i nie można
        mówić, że ktoś ma rację, bo każdy ma swoją
        . Tak często powtarzam,
        że na tę samą rzecz, sprawę różne osoby mogą patrzeć zupełnie
        inaczej.
        Pokazuję jej choćby wielość religii, dużo, bardzo dużo
        rozmawiamy
        .


        Dokładnie tak.
        Twoja córka uważa, że może posprzątać ZARAZ a ty , że TERAZ. Żadna z
        was nie ma absolutnej racji, bo dwie osoby mogą na ta sama rzecz
        patrzeć zupełnie inaczej. Dlaczego wiec chcesz zmieniać córkę, żeby
        tobie przyznała racje?

        Myślę, że dziecko naśladuje to jak się rodzice ZACHOWUJĄ a nie jak
        MÓWIĄ, ze się należy zachowywać.



    • jotde3 Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 13:14
      spiacawdzien dzieciak ambitny i energiczny i to dobrze.
      niedyskutuj już . od razu po niewykonaniu zadania przejdż do
      części "kary".jednak uwaga- nierób z niej wykonawcy twoich dorażnych
      poleceń a raczej ustal zasady np. bałaganić można tylko w swoim
      pokoju ale przed spaniem czy na wekend posprzątać trzeba .dorażne
      zadania tylko czasem ?
      • morekac Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 13:31
        Ale dlaczego nie dyskutować? Dyskutowac jak najbardziej. Mama ma
        jakieś potrzeby (chociażby taką, żeby te cholerne farby nie tkwiły
        jej pomiędzy sałatką a kotletem), dziecko też ma swoje (właśnie
        zwalcza straszliwego potwora) - tylko, że to, co spiacawdzien
        uprawia to raczej mało ma wspólnego z dyskusją.
        Zasady jak najbardziej wskazane.
    • justyna_dabrowska Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 13:31
      Być może córka to człowiek niezależny który nie lubi jeśli ktoś mu mówi co ma
      robić. Wielu dzieciom idea sprzątania jest całkiem obca, nie rozumieją tego. A
      to, że dorosły prosi (a właściwie żąda) nie jest wystarczającym uzasadnieniem.
      Ja bym pomyslała nad tym czy jest w domu miejsce gdzie młoda osoba może sobie
      malowac bez przeszkód tak by innym nie przeszkadzać, a kiedy to miejsce będzie
      jej potrzebne do czego innego, to sobie farby sprzątnie. JAk nie sprzątnie to
      jej wyschną i nie będzie ich miała.
      Pozdr

      JD
    • spiacawdzien Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 13:45
      Dziękuję za zainteresowanie tematem,a le widzę, że Wszyscy skupili się na tych
      nieszczęsnych farbach :((( A nikt na tym, co jest moim problemem - być może
      wyimaginowanym.
      Otóż dziecko ma swój pokój, ma gdzie malować, są ustalone zasady (ma być
      posprzątane przed spaniem, jej sprawa kiedy to zrobi)
      Tak, córka może mieć swoje zdanie, ale... może rzeczywiście w zbyt małej ilości
      spraw?.Nie mam pojęcia, ale zastanowię się nad tym. Choć z drugiej strony słyszę
      od wielu znajomych, że ma za duży luz.
      Chyba dobrze napisała jotde3 - nie dyskutować tylko karać. I może tu jest pies
      pogrzebany, bo ja tak strasznie nie lubię tych kar!!! :(
      Dziękuję za odpowiedzi.

      • morekac Re: dziecko chce mieć zawsze ostatnie słowo... 12.05.10, 14:20
        że Wszyscy skupili się na tych
        > nieszczęsnych farbach :((( A nikt na tym, co jest moim problemem
        To może zdefinuj jasno ten problem - może przestanę mieć kłopoty z
        czytaniem ze zrozumieniem ;-).

        >nie dyskutować tylko karać
        Jotde3 ma 5 -latka. Ostrzegam, że metody adekwatne przy 5-latku mogą
        dziwnie nie pasować do dziecka dwukrotnie starszego. ;-( Też żałuję.
        Ja dyskutuję. I raczej kar unikam, bo nie chce mi się bez przerwy
        dziewczyn pilnować i nie mam zamiaru być strażnikiem z Texasu.
        Panny zaś - jak dotąd - nie nadużywają tego luzu. I żeby nie było -
        są sytuacje, kiedy wcale nie jestem uprzejma, wyważona i spokojna.

        Otóż dziecko ma swój pokój, ma gdzie malować, są ustalone zasady (ma
        być
        > posprzątane przed spaniem, jej sprawa kiedy to zrobi)
        No to dlaczego tak przeszkadzają ci te farby?
        Jeśli było ustalone, że ma być sprzątane przed spaniem, to farby ma
        zebrać przed spaniem, a nie teraz i natychmiast.
        • spiacawdzien ale to było właśnie przed spaniem 12.05.10, 14:48
          Ale właśnie dlatego było natychmiast, że to było przed spaniem!
          I odpowiadając na Twoje jeszcze jedno pytanie - (choć napisałam to już wyraźnie
          ;))Tak RAZEM ustalamy zasady. To mniej więcej wygląda tak, że np. ja chciałam
          aby pokój przed spaniem był sprzątnięty, ustaliłyśmy dokładnie nawet CO TO
          ZNACZY sprzątnięty pokój (wiadomo dla jednego oznacza to, że dojdzie do swojego
          łóżka bez potykania się o coś, a dla innego, że każda rzecz trafia na swoje
          miejsce ;))Obie zgodziłyśmy się co do tego, że to jej sprawa kiedy to będzie
          robić - czy po zabawie, czy przed spaniem, czy kiedy tam sobie zażyczy.
          Wydaje mi się, że problem zdefiniowałam dość konkretnie:
          "moja córeczka jest w stanie toczyć walkę słowną aż do pierwszych łez i
          złości,której już nie potrafi powstrzymać.
          Z czego może się brać taka zaciętość?! Potrzeba posiadania zawsze racji u
          dziecka?! Jak to zmienić? Na co zwrócić uwagę? "
          Myślę, że problemem jest też to, że gdy dzieci tracą argumenty "w ruch" idą
          epitety, przekleństwa itp. Moje dziecko jest w tym baaadzo kiepskie. I kolejna
          rzecz, którą sobie uświadomiłam - ona walczy o rzeczy, których jest pewna bo
          mama i tata jej powiedzieli (np. dobrze jest się uczyć), albo przeczytała. I nie
          rozumie, że ktoś te - dla niej - oczywistości podważa.
          Mają rację Wszyscy Ci, którzy pisali o silnej osobowości - wszystko święta
          prawda. Ale jak już pisałam, nawet "silna osobowość" musi czasem przyznać się,
          że nie ma racji :)
          Kar unikam jak ognia, nie wiem czy to dobrze czy źle. Córka miała może dwie,
          trzy kary w dotychczasowej "karierze" bycia córką.
          • morekac Re: ale to było właśnie przed spaniem 12.05.10, 15:10
            Ja:Córeczko czy możesz sprzątnąć rozwalone farby?Ona:Zaraz
            Ja:Nie zaraz tylko teraz Ona:Nie będziesz mi mówić kiedy mam to
            zrobi
            Ja:Owszem będę, proszę cię grzecznie,bo muszę mieć porządek
            Ona:Nie, nie będziesz, nie bądź taka mądra, wiesz
            Ja:Jak ty do mnie mówisz? Sprzątnij natychmiast i nie dyskutuj!
            Ona:Będę
            dyskutować, nie zabronisz mi tego... itd itp.
            Dajesz się wkręcać, serio.
            Trzymaj się faktów: pokoj miał byc sprzątniety przed spaniem i teraz
            jest pora na spanie.
            Ty: Jest pora na spanie, a na biurku leżą rozwalone farby. Proszę,
            sprzątnij je.
            Córka: Zaraz
            Ty: Umawiałyśmy się, że sprzątasz przed spaniem. Idziesz spać o 9-
            tej, taka była umowa. Jest za pięć 9-ta. Kiedy sprzątniesz?

            I kolejna
            > rzecz, którą sobie uświadomiłam - ona walczy o rzeczy, których
            jest pewna bo
            > mama i tata jej powiedzieli (np. dobrze jest się uczyć), albo
            przeczytała. I ni
            > e
            > rozumie, że ktoś te - dla niej - oczywistości podważa.
            A ty lubisz, jak ktoś podważa twoje oczywistości? Może wystarczy,
            jeśli powiesz w nierozstrzygniętej dyskusji "To jest moja opinia, a
            ty masz taką. I być może obie są słuszne. " Nie ma jednej racji ani
            jednej prawdy. Przyznajesz się czasem do błędów? Uznajesz jej racje
            czy też racje innych? Przepraszasz córkę, jak się zagalopujesz?
            • spiacawdzien Re: ale to było właśnie przed spaniem 12.05.10, 15:35
              No masz rację, daję się wkręcać skupiając się na tym, jak ona może podważać coś,
              co przecież trzeba zrobić! Zamiast skupić się, że PO PROSTU ma to zrobić!
              A co do reszty - tu właśnie "leży mój szok", bo dziecko jest uczone, że każdy
              może mieć swoje racje, odmienne zdanie itp. Sama często rozmawiając z nią mówię:
              ok, ty myślisz tak a ja inaczej, masz takie prawo, ja też.( Ale oczywiście są
              też rzeczy, które przedstawiamy jej jako prawdy nienaruszalne U NAS W RODZINIE. )
              Nawet gdy słyszy co opowiadam o mojej pracy słyszy zawsze o tym, że te same
              osoby widzą jeden problem całkiem inaczej, już z tego samego faktu powinna wiele
              sobie przyswoić i nie być taką zaciętą! To mnie bardzo dziwi.
              A czy ja się przyznaję do błędów? Może zbyt mało?
              • morekac Re: ale to było właśnie przed spaniem 12.05.10, 15:56
                Z relacjami z kolegami niewiele możesz zrobić. Możesz jej tylko
                wysłuchać, kiedy jest zła i rozżalona.Wysłuchać, ale nie pouczać.
                Ktoś, kto się właśnie pokłócil i zerwał dozgonną przyjaźń z
                najlepszą przyjaciółką na wieki(a przynajmniej do czwartku ;-) ), ma
                prawo być zły i ma prawo do smutku. Daj się jej wygadać, wypłakać -
                z doświadczeń z moją córką widzę, że dosyć skutecznie zmniejsza to
                sklonność do histerii.
              • verdana Re: ale to było właśnie przed spaniem 12.05.10, 16:01
                Bo pomylily Ci się troche rózne sprawy. Twojej corce wobec tego też.
                1. Mowisz, ze "prosisz" dziecko o sprzatnięcie farb. Nie, ty
                wyrazasz polecenie i to zdecydowane w formie prosby - jednak prosba
                ono nie jest, bo prosba może zostać przedyskutowana lub zignorowana -
                na tym to polega. Chcesz wydac stanowcze polecenie - nie proś!
                Powiedz - zaraz przychodza goscie, masz sprzatnąć farby w ciągu 10
                minut. I tyle. Takich poleceń może byc jednak bardzo niewiele i
                trzeba ich wykonanie egzekwować, a nie udawać, ze dziecko ma wybór.
                A Twoja corka prawdopodobnie jest zdezorientowana, nie wie przecież,
                kiedy "prosba" jest prosba, a kiedy poleceniem - sa wydawane w tej
                samej formie.
                2. Dziecko nie moze być uczone, ze ma prawo mieć swoje zdanie tylko
                wtedy, gdy Ty uznajesz, ze ma takie prawo... Albo zawsze, albo
                nigdy. Swoje zdanie ma prawo powiedzieć zawsze. Nie zawsze jednak Ty
                musisz brać je pod uwagę (i odwrotnie zresztą), co takze trzeba
                córce uswiadomić.
                3. Zacietej jestescie obie równo - ani ty nie ustąpisz o centymetr
                (dobra, skończ ten obrazek, a sprzatnij za 15 minut), ani ona. Obie
                strony musza być elastyczne, nie tylko jedna.
                4. Jesli Twoja rozmowa jest wiernym odbiciem rzeczywistosci, to
                zareczam Ci - nic nie da, tylko rozzłosci dziecko. Zamiast
                mowic "Jesteś niegrzeczna" czasem wystarczy powiedzieć "Moze jestem
                i glupia, czepliwa oraz mam wredny charakter, ale Ty sprzatnąć
                musisz i tak. Współczuję matki, ale cóż, taki los." Zareczam, ze po
                takim tekście większość dzieci sprzata chętniej, niż po słownej
                przepychance.
                • spiacawdzien dziękuję za odpowiedzi :) 12.05.10, 16:26
                  absolutna słuszność verdana!
                  Tak, ja nawet rozkazy mówię prosząc... Proszę a potem jestem oburzona, że ona
                  nie rozumie, że proszę tylko "pro forma" ;))
                  I rzeczywiście ona sama nie wie kiedy może mieć to swoje zdanie, a kiedy nie.
                  Zresztą ja sama trochę już nie wiem czy być bardziej restrykcyjna czy mniej :(
                  Często słyszę, że jestem zbyt pobłażliwa i na zbyt wiele pozwalam. Ale przecież
                  9 lat - dziecko powoli przestaje być dzieckiem. Tak mi się wydaje. Nie wiem też
                  czy dobrze robię, ale daję się czasem ponieść grom na komputerze z córką. Ona te
                  chwile uwielbia! A mnie to bardzo odstresowuje :) Tyle, że jak jej wytłumaczyć,
                  że czasem mogę to robić a czasem nie? Za to ona MUSI coś zrobić?! Skoro ja nie
                  muszę słuchać jej prośby, abyśmy razem pograły to ona nie musi mnie słuchać. I
                  zaczyna się dyskusja... Kończy się najgłupszym z możliwych argumentów, że to JA
                  jestem dorosła - no wiem, porażka ;)))
                  Bardzo dziękuję za odpowiedzi, trochę mi rozjaśniły.
                  • verdana Re: dziękuję za odpowiedzi :) 12.05.10, 16:52
                    Cóż, ja tam z synami grałam i czasem jeszcze gram na komputerze
                    (córka, ku mojemu zalowi, gier nie lubi, wyrodek jakis).
                    Dzięki temu mialam o czym rozmawiać - dwa lata spedzilam na
                    rozmowach o Diablo.
                    Na pewno nie dlatego, ale może częściowo - nie miałam także buntu
                    nastolatków...
                    A jak wytłumaczyć? Chyba dziecko w tym wieku zrozumie proste
                    tlumaczenie - mam czas tylko czasami. I stosuję zasadę - najpierw
                    robie to, co musze, a dopiero potem się bawię. A potem już nie
                    nalezy dyskutować, tylko powiedzieć, ze nie zagrasz, bo masz w tej
                    chwili coś pilnego do roboty.
                    Czyli widzisz - Twoja córka naprawdę sądzi, zę prosba to jest coś,
                    co druga osoba ma obowiązek spełnić. Radziłabym zacząć uświadamiać
                    córce, jaka jest róznica między prosba, ktora może, ale nie musi być
                    spełniona "Proszę, kup mi loda", uprzejmym poleceniem "Proszę,
                    nakryj do stołu" i zdecydowanym poleceniem, ktore ma być
                    wykonane "Jest jedenasta, idź spać".
                    Bez tego nie wyplączecie się z nieporozumień komunikacyjnych - jeśli
                    córka nie bedzie rozróżniała grzecznosciowego "proszę" od prosby.
                  • morekac Re: dziękuję za odpowiedzi :) 12.05.10, 22:56
                    > Zresztą ja sama trochę już nie wiem czy być bardziej restrykcyjna
                    czy mniej :(

                    To ty znasz twoje dziecko i to chyba ty wiesz, czy bardziej jej
                    śrubę przykręcić czy mniej.

                    Nie wiem też
                    > czy dobrze robię, ale daję się czasem ponieść grom na komputerze z
                    córką. Ona t
                    > e
                    > chwile uwielbia! A mnie to bardzo odstresowuje :)
                    Mnie moje zabroniły grać, bo im SIMy wybijałam. No i nawet mebla nie
                    umiałam przestawić - taka byłam niekompetentna. ;-( W każdym razie
                    miały ubaw.

                    Tyle, że jak jej wytłumaczyć,
                    > że czasem mogę to robić a czasem nie?
                    A nie możesz tak po prostu? Że teraz chcesz zrobić coś innego? (i
                    nie musi być to rzecz dla niej użyteczna ;-) )

                    Kończy się najgłupszym z możliwych argumentów, że to JA
                    > jestem dorosła
                    Jak to najgłupszym? Toż to oczywista oczywistość - to ty jesteś
                    dorosła, nie ona.

                    Za to ona MUSI coś zrobić?! Skoro ja nie
                    > muszę słuchać jej prośby, abyśmy razem pograły to ona nie musi
                    mnie słuchać. I
                    > zaczyna się dyskusja..
                    Znowu się dajesz wkręcać... Jeśli umawiałyście się, że coś
                    zrobi,chociażby sprzątnie swój pokój przed spaniem, to ty nie
                    prosisz jej uniżenie, żeby to zrobiła, tylko przypominasz o umowie.
                    Nie dyskutujesz kiedy, kto ma rację i dlaczego nie ty - tylko ze
                    stoickim spokojem przypominasz jej jej własne zobowiązanie.
                    Jeśli ona cię prosi, żebyś ty pograła tu i teraz - masz prawo
                    odmówić. Na ten czas zaplanowałaś sobie robienie innych rzeczy.
                    Jeśli jednak obiecałaś jej wcześniej, że pograsz z nią tego i tego
                    dnia przez tyle i tyle godzin - to wypadałoby tej obietnicy
                    dotrzymać albo się dobrze usprawiedliwić. Tak samo jakieś jej extra
                    obowiązki warto byłoby wcześniej uzgodnić i liczyć się też z tym, że
                    może odmówić twojej prośbie, bo ma inne plany.
                  • jotde3 Re: dziękuję za odpowiedzi :) 13.05.10, 08:47
                    spiacawdzien napisała:

                    > absolutna słuszność verdana!
                    > Tak, ja nawet rozkazy mówię prosząc... Proszę a potem jestem
                    oburzona, że ona
                    > nie rozumie, że proszę tylko "pro forma" ;))

                    nieokłamuj sie ,ona rozumie bo mówi o tym kontekst i ton
                    głosu .nawet 5 latek to łapie ;)
                • drugikoniecswiata Re: ale to było właśnie przed spaniem 12.05.10, 21:58
                  Ototo właśnie. Prośba to prośba, proszony może odmówić i to nie jest obraza
                  majestatu. "Zaraz to taka duża bakteria", jak pewnie wszyscy wiedzą,
                  wszechobecna tam, gdzie są dzieci (i chyba nie tylko).

                  Polecam książeczki Faber&Mazlish z serii "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały" i
                  Marshalla Rosenberga o porozumieniu bez przemocy. Nadaje się nie tylko do
                  komunikacji z dziećmi :)

                  A co do własnego zdania... moja mama całe życie powtarzała mi (i nie tylko mi)
                  że nic nie jest czarno-białe, że są różne perspektywy, że ja myślę tak, ale ktoś
                  może myśleć inaczej, itd itp. Efekt? Taki, jak przy wspomnianym w sąsiednim
                  wątku odchudzaniu. Moje głębokie przekonanie, że ZAWSZE jest powód do tego, żeby
                  rację przyznać komuś innemu, usprawiedliwić go, wybaczyć. Że ja NIGDY w oczach
                  mamy nie mam po prostu racji. Że inni ludzie i ich uczucia są ważniejsze niż
                  moje, to im, a nie mnie dzieje się krzywda, to ja, a nie oni, czegoś nie
                  zauważam, nie rozumiem itd itp. Poczucie totalnego odrzucenia. Oczywiście, nie
                  takie były intencje. Ale taki rezultat.

                  Kompromisów nauczy ją życie, naprawdę, i to, co robicie, jak funkcjonujecie w
                  rodzinie i z innymi, a nie twoje gadanie - przeceniasz. Chyba nie ma co
                  ingerować w rozmowy 9-latki z rówieśnikami w stopniu większym, niż wsparcie w
                  kryzysie. Przecież jak ją dzieciaki zwymyślają to sama zauważy, że mają inne
                  zdanie i że tak można.
                  • spiacawdzien cenne słowa 13.05.10, 08:18
                    "Efekt? Taki, jak przy wspomnianym w sąsiednim wątku odchudzaniu. Moje głębokie
                    przekonanie, że ZAWSZE jest powód do tego, żeby rację przyznać komuś innemu,
                    usprawiedliwić go, wybaczyć. Że ja NIGDY w oczach mamy nie mam po prostu racji.
                    Że inni ludzie i ich uczucia są ważniejsze niż moje, to im, a nie mnie dzieje
                    się krzywda, to ja, a nie oni, czegoś niezauważam, nie rozumiem itd itp."
                    Bardzo cenne słowa! Nie pomyślałam o tym, że dziecko tak to może odbierać.
    • eps no i własnie po co ta dyskusja?? 13.05.10, 08:52
      Ja kiedys robiłam tak jak Ty niby prosząc ale nie proszac. póxniej przeczytałam
      cudna ksiazke "kiedy pozwolić, kiedy zabronić" i ona zdjeła mi klapki z oczu.
      Otóż Twoja rozmowa z córką powinna wyglądac tak:
      Ty:Córeczko sprzątnij te farby bo np. wyłącze telewizor (lub inna kara której
      używasz po 40 zdaniach niepotrzebnej dyskusji).
      Córka na poczatku kilka razy Cię przetestuje czy mówisz poważnie ale po kilku
      takich scenach nauczy sie że dyskusje są niepotrzebne. zreszta Ty je sama
      prowokujesz bo pytając "Czy możesz sprzątnąc ..." musisz sie liczyc z tym że
      dziecko czy to z własnej wygody (bo mu sie nie chce) czy aby cie z lekka wkurzyć
      może odpowiedzieć "nie". tytanie Czy moze wywołać dwie różne odpowiedzi z punktu
      widzenia córki.
      • jotde3 Re: no i własnie po co ta dyskusja?? 13.05.10, 09:30
        eps napisała:

        > Otóż Twoja rozmowa z córką powinna wyglądac tak:
        > Ty:Córeczko sprzątnij te farby bo np. wyłącze telewizor (lub inna
        kara której
        > używasz po 40 zdaniach niepotrzebnej dyskusji).

        to jednak proces w całym rozwoju i nieda sie chyba od razu wskoczyć
        na dany etap .powinno to wyglądać tak :
        1)przekonujesz ,namawiasz ,podlizujesz sie;) -dyskutujesz .
        2)wprowadzasz szantaż z ciągłym przypominaniem o konsekwencjach
        3)stopniowo skracasz przypominanie do zera coraz szybciej
        przechodząc do sankcji ( dzięki ci Panie za komputer ,tv i
        gadzety ;))) choć starsze dzieci pewnie już co innego kręci )

        autorka wątku zasiedziałą sie chyba na etapie 1. ? powinna wejść
        teraz na etap 2 .

        • Gość: eps Re: no i własnie po co ta dyskusja?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.10, 10:44
          no własnie tak.
          ja jesteś na etapie 2 to po jakims czasie juz nie trzeba za każdym razem
          wyjeżdzac z konsekwencją bo dziecko wie co ma robic.
          Czasem jak istnieje ryzyko kwestionowania można poprzeć konsekwencja. ale tak
          jak napisałaś etap drugi i później przechodzimy płynnie na etap 3, czasem
          wspomagając sie etapem 2 i 1 (no ale tu ostrożnie bo mozemy dyskutowac na tematy
          na kórych nam bardzo nie zalezy).
    • spiacawdzien tak tak tak 13.05.10, 12:09
      Wszystkie Panie macie tu rację w tych ostatnich postach.
      Rzeczywiście kiedy jestem "ostra" i mówię grożąc karą, jeśli umowa nie zostanie
      dotrzymana to zadanie jest wykonywane.
      Rzeczywiście daję się wciągnąć w dyskusję, bo... taka prawda - często się
      zamyślam, jestem nieobecna myślami i wtedy sytuacja rozgrywa się jakby obok.
      Dopiero po kilku zdaniach zdziwiona stwierdzam, że coś nie gra ;)
      Moja mama była osoba bardzo ostrą i chyba mam problem gdzie jest granica bycia
      mamą "zbyt ostrą" a "zbyt pobłażliwą".
      A co do dyskusji z rówieśnikami i mocnego przeżywania córki - osoby, które mają
      wyrobione poczucie swojej wartości łatwo rezygnują z konieczności, aby przyznać
      im rację, łatwo im się z tym pogodzić. Czy nie jest trochę tak, że dziecko,
      które buduje swoje poczucie wartości testuje rówieśników jak daleko dadzą mu się
      posunąć w zdominowaniu sytuacji czy też innych? I przeżywa boleśnie, że jednak
      się nie udało - co oznacza "aż tak silan nie jestem" wśród dzieciaków? chyba
      każdy z nas pamięta sytuacje kompletnie irracjonalne tego typu dyskusji z
      koleżankami czy kolegami? Mój mąż przypomniał sobie, że w drugiej klasie Szkoły
      Podstawowej prawie się pobił z kolega kłócąc się kto ma rację a rzecz
      dotyczyła...pistoletów laserowych - czy łatwo się naciska w nich spust czy
      trudno. Oczywiście obaj ośmioletni chłopcy WIEDZIELI przecież z całą pewnością
      jak działają pistolety laserowe ;))))
      • morekac Re: tak tak tak 13.05.10, 12:28
        Moim zdaniem poczucie własnej wartości buduje się przede wszystkim w
        domu i w sobie. I nie ma to wiele wspólnego ze zdominowaniem w
        sytuacji.
        • Gość: eps Re: tak tak tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.10, 13:26
          wg mnie nawiązując do moich poprzednich postów nie mozna po prostu pozwolić
          dziecku wciągac sie w puste dyskusje i przepychanki słowne jeśli sobie tego nie
          zyczymy.
          Dla mnie to nie ma nic wspólnego z surowościa postepowana. Dziecko musi mieć
          stałe granice postepowania. Coby córka nie czuła sie zdominowana że zawsze musi
          być na Twoje to mozesz jej na przykładzie tych całych farb powiedziec.
          "kochanie posprzataj klocki co chce zeby było czysto. Możesz to zrobić teraz
          albo za godzine jak woli ale posprzatane być musi bo ..... (i tu konsekwencja".
          Dziecko od razu wie co bedzie jeśli nie wykona polecenia a do tego ma
          jasnegranice postępowania i moze dokonać wyboru wg własnego widzi mi sie czyli
          posprzata teraz a później np. poogląda Tv ,albo jeśli leci jej ulubiony program
          to najpierw niech obejrzy ale za max. godzine sprzatnie. Jeśli nie to bez
          wiekszych juz póxniej dyskusji mówimy : miałas posprzatać farby, mineła godzina
          a one leza wiec ..... (i wykonujemy zapowiedzianą konsekwencję".
          To naprawde działa bo sprawdzilam na swoim butnym i non stop mnie testującym synku.
          • Gość: eps Re: tak tak tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.10, 13:27
            nie klocki miało być a farby :)
          • Gość: tylkotroche Re: tak tak tak IP: 195.74.134.* 13.05.10, 13:39
            - "kochanie posprzataj klocki co chce zeby było czysto. Możesz to
            zrobić teraz albo za godzine jak woli ale posprzatane być musi o 17
            bo przychodza goście"

            godzina 16.45:
            U mnie w domu nie wyobrażam sobie sytuacji w której dziecko nie
            sprząta tych klocków. Może płakac, ryczeć, wyzywać - rozumiem,że nie
            lubi sprzatać. Ale klocki musza byc posprzatane.
            Czasem się wkurzam i nakrzyczę : był czas 2 godziny, to teraz masz
            10 minut, nie karze ci lubic sprzatać, czy chcieć sprzatać. ma byc
            posprzatane!
            I zawsze jest.
            cel jaki chcemy osiagnąc to posprzątane klocki a nie dziecko
            , które bez słowa i chetnie sprząta.
            Obecnie jako mama 15 latka moge powiedzieć, że taka metoda
            przyniosła efekty.
            -Zrób to i to .
            -Dobrze, za 15 minut.
            W 90% nie musze drugi raz przypominac, za 15 minut jest zrobione.
            • morekac Re: tak tak tak 13.05.10, 13:52
              >Może płakac, ryczeć, wyzywać
              Tu akurat mama ma (chyba) wiekszy problem z odzywkami dziecka ;-(
              >posprzątane klocki a nie dziecko
              > , które bez słowa i chetnie sprząta.

              Tu akurat mama ma problem z odzywkami dziecka...
              • tylkotroche Re: tak tak tak 13.05.10, 17:13
                Ok, mama ma problem z odzywkami dziecka:
                wiec to mama wymaga "zmiany" ;) ( tzn jakiejś pracy z sobą ) a nie
                dziecko...
      • drugikoniecswiata Re: tak tak tak 13.05.10, 18:13
        > A co do dyskusji z rówieśnikami i mocnego przeżywania córki -
        > osoby, które mają wyrobione poczucie swojej wartości łatwo
        > rezygnują z konieczności, aby przyznać
        > im rację, łatwo im się z tym pogodzić.

        Docelowo, dorosły człowiek - tak. Ale mała ma jeszcze trochę czasu żeby się tego
        nauczyć, nie stawiaj poprzeczki tak wysoko! Nie nauczy się w teorii, tak jak nie
        opanuje jeżdżenia na rowerze oglądając go przez szybę.

        > Czy nie jest trochę tak, że dziecko,
        > które buduje swoje poczucie wartości testuje rówieśników
        > jak daleko dadzą mu się posunąć w zdominowaniu sytuacji
        > czy też innych? I przeżywa boleśnie, że jednak
        > się nie udało - co oznacza "aż tak silan nie jestem" wśród
        > dzieciaków?

        Nawet jeśli by tak było, to twoją rolą jest pomóc jej przeżyć tę frustrację, a
        nie próbować ją przed nią ochronić. Zostaw jej relacje z rówieśnikami, to nie
        twoje towarzystwo :-) Ty masz być matką, a nie bodyguardem. Próbując oszczędzić
        jej trudnych doświadczeń wyrządzasz niedźwiedzią przysługę.

        > chyba każdy z nas pamięta sytuacje kompletnie irracjonalne
        > tego typu dyskusji z koleżankami czy kolegami?
        > Mój mąż przypomniał sobie, że w drugiej klasie Szkoły
        > Podstawowej prawie się pobił z kolega kłócąc się kto ma
        > rację a rzecz dotyczyła...pistoletów laserowych -
        > czy łatwo się naciska w nich spust czy trudno.
        > Oczywiście obaj ośmioletni chłopcy WIEDZIELI przecież
        > z całą pewnością jak działają pistolety laserowe ;))))

        Gdyby się nie pobili, co by teraz wspominał?
        • drugikoniecswiata Re: tak tak tak 13.05.10, 18:16
          > A co do dyskusji z rówieśnikami i mocnego przeżywania córki -
          > osoby, które mają wyrobione poczucie swojej wartości łatwo
          > rezygnują z konieczności, aby przyznać
          > im rację, łatwo im się z tym pogodzić.

          I jeszcze najważniejsze, łopatologicznie: sama zauważasz, że zgoda na to, że nie
          wszyscy przyznają rację, jest SKUTKIEM / OBJAWEM poczucia własnej wartości. Nie
          ma co pracować nad skutkiem, lepiej nad przyczyną.
Pełna wersja