u_brzoska
12.05.10, 14:38
Witam,
mam problem - zwiazany z porannym wychodzeniem do przedszkola mojej piecioletniej coreczki.
Otoz budze ja 50minut przed wyjsciem, jej jedynym zadaniem jest ubrac sie, ja ja czesze. Sniadanie je w przedszkolu. Moja coreczka tak wolno wykonuje wszystkie czynnosci wokol siebie, ze w efekcie wychodzimy za pozno o okolo 10-15 minut, ja sie denerwuje bo spozniam sie do pracy, ona placze bo ja poganiam i widzi ze jestem zla na nia.
Nie skutkuja metody ktore stosuje - bo jedyne co, jak myslę, moge zrobic to mowic o konsekwencjach. Mowie jej ze zabiore ja w pidzamie do przedszkola (i kiedys tak w koncu zrobie), tlumacze ze jesli spozniam sie do pracy to pozniej z tej pracy wychodze i dluzej nie ma mnie w domu. Tlumacze jej tez, ze takim zachowaniem sama psuje sobie poranek (ona z reguly co rano w efekcie placze, bo wytwarza sie napiecie z powodu pospiechu). Co jeszcze moglabym zrobic?
Mnie tez mecza te poranki, zlosc we mnie rosnie wielka z powodu tych spoznien. Wtedy tez w leb biora wszystkie znane mi metody wychowawcze, typu "wybierz sobie czapke" - tak bylo dzis, zamiast wspierac jej wybory/konstruktywnie korygowac, to ja tylko niecierpliwie skarcilam ze w tej czapie ktora wybralam bedzie jej zimno. Wiec wzmacnianie poczucia wartosci i decyzyjnosci bierze w leb na calej linii, zla jestem pozniej rowniez na siebie.
Poradzcie....