problem złożony

IP: 91.203.246.* 15.07.10, 13:41
Jestem w dość ciężkiej wydaje mi się sytuacji. Mój syn ma prawie 5 lat.
Większość swojego życia spędził,ze mną gdyż partner pracował za granicą.
Wrócił na stałe jakieś 2 tyg. temu.

My z dzieckiem mamy jakiś schemat zachowań, plan dnia itp. a partner mój
zaczyna nas wszystko zaburzać. Podam przykłady.
Dziecko moje idzie do przedszkola od tego roku i zaczęłam jakiś czas temu
dawać mój więcej swobody, żeby nauczył się i samodzielności i jednocześnie
konsekwencji pewnych zachowań. Chuśta się wyżej, sam wspina się na pagórki,
odchodzi więcej niż 5 metrów odemnie itp. takie być może śmieszne przykłady;).
Partner mój natomiast chodzi za nim, podnosi, przytrzymuje, komentuje żeby
uważał, komentuje,że mu na to pozwalam itd. Jak z dzieckiem,które zaczyna
chodzić. Moje dziecko jest naprawdę mądre, świadome wielu rzeczy i nie chcę
żeby było ofermą w przedszkolu bo żadna pani nie będzie extra nad nim siedzieć
przez 8h.
Druga sprawa to czas spędzony na dworze. Dla mnie zawsze priorytetem było to
aby dziecko spędzało maksymalnie długi czas na powietrzu i bardzo tego
pilnuję. Żeby doświadczało, brudziło się itd.
Teraz w te upały wychodzimy zazwyczaj koło 18.00. Dzieci się rozbawiają,
zaczynają zabawy a ojciec o 19.00 by chciał aby dziecko poszło do domu, bo to
pora dla 4 latka. Zaprotestowałam i siedzimy do 20.00 ale gdy dzieci bawią się
w najlepsze to on upiera się, przerywa zabawę, dziecko płacze, ja jestem
wściekła i błędne koło.
Czy on nie przesadza? Rozmawiałam z nim wielokrotnie że są wakacje,że dziecko
pójdzie do szkoły, do przedszkola i gdy będzie rano wstawać to i będzie
chodzić do domu wcześniej a tak ..uważam że przesadza. Doszło do tego że syn
upewnia się czy taty napewno nie będzie z nami i sam nie chce z nim wychodzić.
Myślałam,że mu przejdzie,że zaakceptuje to co razem stworzyliśmy bo nic złego
się nie dzieje, a on poprostu dezorganizuje nam życie.
To nie tak, jak możecie pomyśleć,że chcę sama decydować ale przecież widzę, co
się dzieje,co jest dobre dla dziecka.
Co sądzicie, szczególnie w kwestii
- bycia na dworze do tych godzin,
- czy partner nie przesadza a tą nadopiekuńczością
- czy ja robię coś nie tak
dziękuję za sugestie
    • jola_ep Re: problem złożony 15.07.10, 15:07
      Twój partner nie był z dzieckiem, musi się go "nauczyć". Trzeba tu trochę czasu i cierpliwości, mimo jego najlepszej woli. Ta "nadopiekuńczość" może z tego wynikać.

      Sprawę powrotu ugadajcie wcześniej. Ale nawet jak wrócisz o 20-tej (czy nawet 19.30) świat się nie zawali. Dziecko może przecież też wychodzić rano.
      Jak ustalicie godzinę powrotu, to trochę wcześniej przygotuj dziecko, a potem wspieraj partnera. Nauka, że czasem należy się słuchać rodziców, też jest ważna.

      Pozdrawiam
      Jola
      • Gość: agnieszka Re: problem złożony IP: 91.203.246.* 15.07.10, 15:12
        dziękuję
        jeżeli chodzi jednak o sprawę bycia na powietrzu to dziecko moje ma szansę na
        kontakt z dziećmi jedynie w godzinach popołud-wieczor. i dlatego zależy mi na
        tym aby się "wybawiła". Kiedy zabawa się kończy i mówię dziecku "idziemy do
        domku zaraz" i potem"idziemy już"to nie protestuje, zna zasady,w ojca zasadach
        wygląda to bardziej jak zabawa na czas-do czasu...
        • justyna_dabrowska Re: problem złożony 15.07.10, 16:20
          Myślę że partner potrzebuje czasu by dziecka się nauczyć, może pomogłaby
          spokojna rozmowa kiedys wieczorem kiedy dziecko śpi na ten własnie temat?
          Zmieniła się struktura waszej rodziny, zmienia sie obyczaje, zmieni sie podział
          ról, porozmawiajcie o tym jak każde z was to widzi, jak by chciało żeby było...
          bez formulowania zarzutów czy pretensji - bardziej o swoich uczuciach,
          oczekiwaniach szukając jakiegoś złotego środka.
          Przeciez ubu stronom zalezy na tym by dziecko dobrze się miało, prawda?
          pozdrawiam
          JD
          • mehil.dam Re: problem złożony 16.07.10, 10:08
            Facet chyba chce nadrobić stracony czas. W tym sensie, ze male bobaski to
            idą wcześnie spać, że trzeba się nimi bardziej opiekować, dbać, żeby sobie
            nic nie zrobiło, pomagać w zdobywaniu umiejętności. On ten czas stracił i
            chyba stara się sobie go zrekompensować. Wiem jak uparci potrafią być
            faceci (baby zresztą też), ale pokaż mu po prostu, że dziecko się dobrze
            bawi, jest uśmiechnięte, szczęśliwe, może zrozumie, że nie liczy się tylko
            to co on czuje ale też dziecko :) A i raczej w oczach dziecka bym broniła
            taty, a nie buntowała przeciw niemu (nie zakładam, że tak robisz).
    • Gość: agnieszka jestem załamana IP: 91.203.246.* 17.07.10, 20:57
      dziękuję za wszystkie sugestie
      Próbowałam rozmawiać. Efekt jest taki,że oznajmił mi,że "mogę" wychodzić z
      dzieckiem pod warunkiem,że będą to miejsca gdzie nie będzie nikogo poza dziećmi
      z rodzinami. Nie może na ławce w parku siedzieć nawet mężczyzna z piwem, czy
      nawet bez. Dziś chciałam zauważyć,że zeszłyśmy 3 place zabaw żeby znaleźć jakiś
      pusty..
      Dalej uważacie,że to jest normalne??? A zgodziłam się na to żeby uniknąć kłótni
      przy dziecku, żeby je chronić.
      I rzecz jeszcze jedna. Tego lata moje dziecko było 1 raz nad wodą(już po
      powrocie) i po tej wizycie powiedział mi że nie jest to miejsce dla małego
      dziecka. Bo inni ludzie(czyt. młodzież, starsi chłopacy). I dziś tuliłam
      załamanego syna po tym jak się dowiedział,że jutro nie pojedziemy z jego
      przyjacielem nad wodę!!! Więc kolejny upalny dzień spędzimy w domu. Nie będę
      opisywać moich emocji i stanu w jakim się znajduję.Czekam na waszą radę, jak
      postępować z dzieckiem w takich sytuacjach???
      Czy to może odbić się na jego psychice? pytam poważnie
      • joshima Re: jestem załamana 18.07.10, 16:39
        Gość portalu: agnieszka napisał(a):

        > Czekam na waszą radę, jak
        > postępować z dzieckiem w takich sytuacjach???

        IMO to nie z dzieckiem masz postępować tylko z mężem. Czy Wy nie możecie takich
        spraw ustalać dzień wcześniej jak dziecko śpi? Podejmowanie rozmowy na ten temat
        na chwilę przed planowanym wyjściem jest bez sensu i niesie za sobą ryzyko
        ogromnego rozczarowania u dziecka. Mama coś obiecała bez uzgodnienia z tatą a tu
        klops, bo tata się nie zgodził. Niepoważne zarówno ze strony mamy jak i ze
        strony taty.

        Walczysz z mężem zamiast współpracować i za chwilę będziesz nastawiać dziecko
        przeciw niemu tekstami: Poszlibyśmy, ale tata zabronił.
    • gacusia1 Re: problem złożony 18.07.10, 02:39
      Moim zdaniem powinnas powiedziec wprost swojemu partnerowi,ze od 5
      lat sama go wychowywalas i ustalilas plan tego wychowania. Jesli on
      ma jakies pomysly to powinien je z Toba najpierw omowic zanim
      sprobuje wprowadzic w zycie. dziecko zawsze bedzie wybieralo to,co
      mu lepiej pasuje-obojetnie czy to pochodzi od mamy czy od taty.
      • verdana Re: problem złożony 18.07.10, 18:48
        Cóż, moim zdaniem z partnerem cos jest bardzo nie w porzadku. Co
        innego, gdy się uwaza, ze czterolatek powinien wczesniej chodzić
        spać - mozna sie nie godzić, ale jest to racjonalne, a co innego,
        gdy zaczyna się wyszukiwać zadziwiajace, nieistniejące zagrożenia.
        Nie wydaje mi się, ze to są "normalne" pomysły, ktore można po
        prostu z parterem przedyskutować i dojść do konstruktywnych
        wniosków. Tu nie chodzi bowiem o dwie różne metody wychowawcze, ale
        o jakąś niezrozumiałą paranoję, której racjonalna dyskusja
        prawdopodobnie nie zmieni.
        • Gość: agnieszka Re: problem złożony IP: 91.203.246.* 18.07.10, 20:59
          dziękuję....Verdana .....bardzo
    • epreis Re: problem złożony 18.07.10, 22:08
      hm..jeżeli partner zostaje na stałe to problem sam się z czasem rozwiążę....potrzeba czasu,żebyście nauczyli się razem żyć.

      na pocieszenie- ja taki "patologiczny rollercoster" przeżywam co miesiąc.
      mąż poracuje 4tyg/4tyg.
      wyjeżdża- uczę się być sama, i dzieci uczą się być ze mną. dzieic małe więc się ciągle "zmieniają"
      wraca- wszystko rozbija...gdy opanujemy "wspólną sztukę życia" on wyjeżdża i....
      • verdana Re: problem złożony 18.07.10, 22:24
        Rozwiąże się? Nie jestm wcale przekonana. Przeczytajcie uwaznie -
        nie jest tu problemem inne podejście do wychowania dziecka, ale
        próba sprawowania kontroli nad matką przy pomocy dziecka. Albo
        jakieś niezdiagnozowane, autentyczne, patologiczne lęki.
        tak czy inaczej nie wyglada to na normalny problem "niedogadania
        się" czy odmiennych metod.
    • Gość: domza2 Re: problem złożony IP: *.rzeszow.vectranet.pl 20.07.10, 10:54
      Zgadzam się z Verdaną. Nie zazdroszczę Ci - oprócz normalnego "rozbicia", jakie
      musi nastąpić po tylu latach jego nieobecności, ujawniają się jakieś
      patologiczne lęki, paranoje. Partner musi zasięgnąć porady psychologa. Nie znam
      konktekstu, ale może zaczyna się depresja po powrocie do kraju? Lęki mogłyby na
      to wskazywać. Czy parnter pracuje, czy tylko "uprzykrza" wam czas? Nie wiadomo ,
      co Ci doradzić, bo ani postawić się , gdy dziecko jest świadkiem, ani rozmowa na
      spokojnie nie wychodzi, ani wyjazd z dzieckiem, no bo co to zmieni, kiedyś
      trzeba się nauczyć żyć razem, chyba tylko i wyłącznie psycholog. powodzenia!
Pełna wersja