odgrywanie ról.. rady A. Faber

13.08.10, 22:26
cytat:
"Heather jest dzieckiem adoptowanym. Od pierwszego dnia, kiedy do nas
przyszła, była naszą radością i wyrastała na przemiłe, cudowne dziecko.
Myślałam o niej tylko jako o mojej radości i dumie. Mówiłam jej dziesiątki
razy dziennie, jakim jest dla mnie szczęściem. Było tak do czasu, kiedy
przeczytałam rozdział o "rolach", i zaczęłam zastanawiać się, czy czasem nie
kładę na nią zbyt ciężkie brzemię, aby była "dobra", aby była "moim
szczęściem"... Kiedy pewnego dnia spóźniłam się pół godziny, by odebrać ją ze
szkoły, powiedziałam: "Musisz być zła na mnie, że tak długo kazałam ci
czekać". (To było zamiast zwykłego: "Dziękuję, że byłaś tak cierpliwa, moje
kochanie")...
Próbowałam również zasugerować, czego od niej oczekuję. Zaczęłam więc mówić o
moich negatywnych uczuciach. Pewnego dnia powiedziałam: "Jestem teraz
poddenerwowana i chciałabym być trochę sama". A kiedy poprosiła mnie, abym
pożyczyła jej mój szalik, stwierdziłam, że nie mam ochoty na pożyczanie go teraz.
Starałam się nagradzać ją inaczej. Zamiast ciągłego uświadamiania, jakim
szczęściem jest dla mnie jej nauka w szkole, podkreślałam, co ona osiągnęła...
Tego ranka miało miejsce znamienne zdarzenie. Heather brała prysznic, a ja
spłukiwałam jakieś naczynia. Dziewczynka zapukała w ścianę, dając mi znak, bym
odkręciła do połowy ciepłą wodę. Po chwili wpadła wzburzona do kuchni i
wrzasnęła z całych sił: "prosiłam cię, abyś nie puszczała ciepłej wody.
Została, zlana lodowatą wodą!"
Gdyby postąpiła tak miesiąc temu, byłabym zaszokowana. Powiedziałabym do niej:
"Heather to niepodobne do ciebie, aby zachowywać się w ten sposób"."



W związku z powyższym mam pytanie. Skoro siłą sugestii można dziecko "zmienić"
na "posłuszne" to czy to "odczynianie" nie jest również narzucaniem roli?
Jakby się tak czepić dziecko mogło być po prostu takie posłuszne z charakteru
"wrodzonego". Jaka jest pewność, że teraz jest prawdziwa i naturalna, a nie
gra kolejnej roli?
    • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 13.08.10, 22:53
      Jask czytam coś takiego, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Z
      dzieckiem się rozmawia, mówiąc to, co się ma na myśli, a nie to , co
      dziecko "powinno uslyszeć" i co ma wychowawcze znaczenie. czasem się
      chwali, czasem się wrzeszczy, czasem sie plotkuje o niczym - tak jak
      z każdą normalną, dorosłą osobą.
      Dom jest domem, w ktorym mieszkają razem rodzice i dzieci. Miejscem,
      gdzie się normalnie żyje, normalnie gada, a nie jedynie "osrodkiem
      wychowawczym", gdzie zwaza się na kazde slowo wypowiedziane do
      wychowanka - ktory chyba nie jest traktowany wówczas jak człowiek,
      tylko jak bezwolny podmiot naszych zabiegów.
      No, ale ja tych książek w ogóle nie trawię - włascie z sztuczność:)
      • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 13.08.10, 23:16
        a ja je czytam, bo szukam wciąż odpowiedzi na wiele pytań (na szczęście wraz z
        nabytą wiedzą i praktyką coraz mniej). Z każdej coś wyniosę, przeczytałam ich
        sporo, bo nie mam skąd czerpać wzorców. Pochodzę z patologicznej niewychowawczej
        rodziny (praktycznie bez więzi emocjonalnych - jedynie ja i mama jakoś doszłyśmy
        do porozumienia po latach). Do czego dążę? Do niepowielania wzorców wyniesionych
        z domu. Szukam argumentów jak rozmawiać z dziećmi, a nie jak miałam w domu,
        krzyczeć na nie i poniewierać. Zaczynając swoje macierzyństwo zaczynałam
        praktycznie od zera.
        • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 13.08.10, 23:28
          Może wówczas - gdy w ogóle nie wiadomo jak rozmawiać z dzieckiem -
          to te książki się przydają. Ale dla mnie zawsze były dziwaczne, bo
          dla mnie rozmowa z dzieckiem nie różni się szczególnie od rozmowy z
          dorosłym. Jakos nie wadłam na to, ze z dzieckiem się rozmawia przede
          wszystkim w celach wychowawczych. Dla mnie sam pomysł poradnika,
          ktory uczy, jak mówić, aby dzieci słuchały, jest o tyle dziwny, ze
          wystarczy jedno zdanie - do dziecka się nie mówi, z dzieckiem się
          rozmawia.
      • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 09:54
        > Jask czytam coś takiego, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Z
        > dzieckiem się rozmawia, mówiąc to, co się ma na myśli

        Ok, rozmawia. I mniej więcej o tym jest książka ("jak mówić, jak słuchać...") -
        uczy rozmawiania w wybranych sytuacjach.

        > Dom jest domem, w ktorym mieszkają razem rodzice i dzieci. Miejscem,
        > gdzie się normalnie żyje, normalnie gada,

        Ale tę "normalność" określa nasze doświadczenie, także to, co wynieśliśmy z domu
        rodzinnego. Jeśli mieliśmy dobre wzorce, to je przenosimy. Tak jak i błędy.

        Jeden z pierwszych rozdziałów tej książki mówi o akceptacji uczuć. Autorki
        proponują, aby wyobrazić sobie, że spotkała nas przykrość i spotkaliśmy się z
        różnymi reakcjami otoczenia. W ten sposób uczą, jak wczuć się w uczucia dziecka,
        a tym samym pokazują, że dziecko też człowiek ;) i warto z nim rozmawiać tak,
        jak sami tego potrzebujemy. Czyli to co postulujesz: "normalnie ". Ale czasem
        trzeba się tej normalności uczyć.

        > No, ale ja tych książek w ogóle nie trawię - włascie z sztuczność:)

        Jak się czegoś nie trawi, to bardzo trudno dostrzec w tym sens ;)

        Nie sądzę, aby intencją autorek był przedstawienie schematów działających zawsze
        i wszędzie. Pokazuje jednak siłę słów i uczy rozumienia dziecka. Także tego, że
        wbrew pozorom to też człowiek :)

        Pozdrawiam
        Jola
        • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 15:32
          W największym srócie - ta ksiązka daje doskonale protezy rozmowy.
          Prawie jak prawdziwe. Jest więc dobra dla tych, którzy nie potrafią
          w ogole rozmawiać z własnymi dziećmi. Lepsza taka, jednak
          sztuczna, nieco "kulejaca" rozmowa, ktorą, co mi bardzo przeszkadza,
          zawsze kieruje rodzic (to główny zarzut), od monologu, kłótni czy
          milczenia.
          Ale rodzice , ktorzy rozmwiają z dziećmi, chocby rozmowa nie zawsze
          toczyła się po ich mysli, a dzieci nie zawsze grzecznie wynosiły z
          rozmowy korzyść i słuchały poleceń - powinni od tej ksiązki trzymać
          się z daleka. IMo - lepsze gorsze naturalne od najlepszej protezy.
          • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 15:42
            Dawno czytałam tę książkę, więc trudno mi dyskutować. Odniosłam nieco inne
            wrażenie. Owszem, były przykładowe dialogi, ale do głowy mi nie przyszło
            kalkować je w życiu codziennym.
            Za to udało mi się twórczo wykorzystać parę pomysłów. W tym jeden w sytuacji,
            gdy nic innego nie skutkowało. Choć inaczej niż było to w oryginale.

            Pozdrawiam
            Jola
            • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 15:53
              Niektórym pewnie przyszło:)
              Problem w tym, ze wszystkie te dialogi sa rozmowami "z celem",
              zdominowanymi i kierowanymi przez rodzica. A to NIE jest rozmowa, to
              raczej wyklad w stylu ateńskich filozofów:) Czasem moze skutkować,
              nie przeczę - ale rozmową bym tego nie nazwała.
              • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 20:27
                > Czasem moze skutkować,
                > nie przeczę - ale rozmową bym tego nie nazwała.

                Ale przecież książka nie jest o rozmawianiu, jak sama nazwa wskazuje ;)

                Pozdrawiam
                Jola
                • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 21:25
                  No fakt...
                  Ale tytuł nie powinien brzmieć "Jak mowić, żeby dzieci sluchały" ,
                  tylko jak mowić, aby byly posluszne". A i tak w realu nie są:)
                  Poza tym dyskusja jest o rozmowie i o wykorzytaniu tego poradnika
                  dfo "rozmow" - a jak widać, do rozmow nie tędy droga:)
                  • joa66 Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 16.08.10, 13:00
                    W swoim czasie przeczytałam pewnie ponad 20 książek o wychowaniu.
                    Prawie wszystkie to moim zdaniem ... szajs.

                    Ale...

                    Pozytwne rzeczy wyniosłam z jednego zdania w książce (artykule? nie
                    pamiętam) Eichelbergera i kilku zdań z książki "Jak mówić..."

                    Nie pamiętam całości, ale pamiętam, że kilka zdań/informacji było
                    dla mnie bardzo ważnych. To nie jest książka o tym co zrobić, żeby
                    dziecko było posłuszne, tylko o tym, żeby SŁYSZAŁO . To jest książka
                    o (trochę upraszczając) o sztuce komunikacji.

                    Zgadzam się, że z dzieckiem rozmawia się jak z dorosłym, ale ...
                    dorośli też często nie potrafią ze sobą rozmawiać. Nie wierzę w
                    rozmowy idealne, ale nawet wejście na lepszą ścieżkę jest ważne.

                    Dla osób, które mają dobre wzorce z domu i nie posiłkują się
                    poradnikami pewne rzeczy są oczywiste.

                    Ja musiałam się nauczyć mówić - w sytuacji na przykład niechcący
                    wylanego soku - "weź tę zieloną ścierkę" zamiast "O Boże, mówiłam ci
                    żebyś uważał"

                    To nie jest kwestia posłuszeństwa.
    • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 10:28
      > W związku z powyższym mam pytanie. Skoro siłą sugestii można dziecko "zmienić"
      > na "posłuszne" to czy to "odczynianie" nie jest również narzucaniem roli?

      Nie chodzi o to, że masz coś "odczyniać", ale aby przestać dziecko "zmieniać".
      Reagować normalnie.

      Na ile rozumiem opisaną historyjkę, to wcześniej słowa narzucały Heather rolę
      grzecznego dziecka. A przecież nawet grzeczne dziecko ma prawo do negatywnych
      emocji ("musisz być na mnie zła"). Jej matka pokazuje jej, że takie emocje są
      naturalne ("jestem poddenerwowana"). Przestaje wreszcie manipulować nią przez
      emocjonalny (nieświadomy) szantaż: musisz być grzeczna/mieć osiągnięcia, bo nie
      będę szczęśliwa.

      Moim osobistym zdaniem, kluczem jest nasze spojrzenie na dziecko. To my musimy
      się wyzwolić od etykietki, którą mu narzuciliśmy.

      Osobiście przerabiałam coś takiego, gdy przekonałam się, że moje dziecko jest
      niesłychanie uparte. Trochę trwało, zanim przestałam uważać to za wadę,
      nauczyłam się z tym żyć, a nawet niecnie wykorzystywać. Ale zaczęło się od tego,
      że przestałam na niego patrzeć, jak na uparciucha i zgodnie z tym interpretować
      jego działania. Mam wrażenie, że od tego momentu jakoś łatwiej było mi się z nim
      dogadać, a może to tylko kwestia tego, że nie patrzyłam na niego przez pryzmat
      moich uprzedzeń.

      Pozdrawiam
      Jola
      • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 12:42
        no właśnie ciekawi mnie to czy istotnie ta Heather (to tylko przykład, na którym
        się opieramy) rzeczywiście tą złość czuła choćby w głębi zduszoną czy nie. Czy
        to pokazywanie, że tą złość czuć można odblokowuje dziecko czy może uczy
        złoszczenia się. Nie jestem przekonana, czy akurat w tej kwestii to też nie jest
        narzucaniem roli, tego co "powinno" się czuć. No a może nie każdy czuje złość
        spowodowaną czyimś spóźnieniem? itp.
        • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 13:08
          > Czy
          > to pokazywanie, że tą złość czuć można odblokowuje dziecko czy może uczy
          > złoszczenia się.

          A można się nie czuć złości? ...

          Spokojne dziecko nie musi takie być. Mój syn, gdy jest zły, zamyka się w sobie.
          Taki charakter. Pozornie - grzeczne dziecko spokojne zareagowało na stresującą
          sytuację.

          Nie musisz/nie powinnaś trzymać się ściśle tekstów z książki. Ja w opisanej
          sytuacji zwyczajnie bym przeprosiła za spóźnienie.

          Pozdrawiam
          Jola
          • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 13:56
            > Nie musisz/nie powinnaś trzymać się ściśle tekstów z książki. Ja w opisanej
            > sytuacji zwyczajnie bym przeprosiła za spóźnienie.

            wiem. Ja też przeprosiłabym. Wiesz, to jest tylko jeden z przykładów. Szukam
            potwierdzenia tego u siebie. Mam jedno dziecko dość krnąbrne, szukam przyczyny
            jego zachowań, dlatego próbuję rozgryźć ten rozdział o odgrywaniu ról.
            • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 15:28
              > Mam jedno dziecko dość krnąbrne,

              A co to znaczy "krnąbrne"? Bo może to samo co u mojego nazywam konsekwencją i
              samodzielnym myśleniem? ;) To, co było wadą, gdy miał 2 lata, jest zaletą teraz,
              gdy ma prawie 11 lat.

              > szukam przyczyny jego zachowań

              Może się taki urodził? Każde dziecko jest inne. Możesz albo wykorzystać jego
              wrodzone cechy, budować na nich, albo upatrywać w nich wady, patrzeć na dziecko
              przez ich pryzmat...

              Pozdrawiam
              Jola
              • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 16:45
                na pewno musi się coś zmienić, bo dobre to nie jest ani w wieku 2-ch lat, ani
                4-ch ani 11-stu. Wiem już, że na pewno to nasza wina, wiem już chyba mniej
                więcej na czym polegał nasz błąd. Sęk w tym, że jeszcze nie wiem jak go naprawić.

                Kiedy był niemowlęciem był prawie bezproblemowy, a jak się rozkrzyczał mając 18
                m-cy tak krzyczy do teraz. Wciąż ma zachowania jak podczas buntu dwulatka.
                Bardzo bardzo dokuczliwe nie tylko dla nas, ale i rodzeństwa.
                • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 16:48
                  Ale to nie jest jeszcze konkretne - dlaczego krzyczy? Czego tak
                  bardzo nie chce?
                  No i upó w wieku nastolatkowym i posiadanie własnego zdania jest b.
                  dobre - pozwala oprzeć się nie tylko naciskom rodziny, ale i
                  rówieśnikow.
                  • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 17:01
                    tyle, że on nie jest nastolatkiem :) tylko 4-latkiem. Ma napady szału, które
                    trudno powstrzymać. Np. gra z dziećmi w grę a za chwilę tak siedząc i patrząc
                    weźmie i rozwali wszystko. Nie dlatego, że ktoś go pomija, olewa, szykanuje.
                    Zwykła gra towarzyska. Często nie jest to nawet spowodowane jakąś frustracją, bo
                    np. przegrywa, nie wie co zrobić dalej. Szaleje, krzyczy. Wystarczy powiedzieć
                    jedno nie takie słowo i trudno to odkręcić, zatrzymać go zanim zrobi się gorzej.
                    Czasami jest sytuacja np. kiedy proszę go (Krzysia) aby podał mi jakąś rzecz. On
                    nie reaguje, albo mówi, że nie chce. Pytam następnego czy mi poda i wstaje by to
                    zrobić, wtedy zrywa się Krzyś i wyściguje się z bratem/siostrą kto pierwszy, ale
                    kiedy pierwszy dotrze (i to wcale nie przez wyścigi) brat/siostra to Krzysiek
                    wrzeszczy, rzuca się, szaleje, piszczy, rzuca przedmiotami, bo on to chciał mi
                    podać. Natomiast kiedy Krzyś pierwszy dotrze i przyniesie triumfująco się
                    uśmiechając to ten brat/siostra płacze, bo to on przecież miał przynieść i
                    kłótnia gotowa, w której oczywiście znów Krzyś wrzeszczy, bo coś mu się zarzuca.

                    I takich przypadków jest wiele.
                    • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 15.08.10, 16:41
                      Zazdrość? Zwracanie na siebie uwagi?
                      Nie wiem, jak u Ciebie, ale na mojego w razie "napadu szału" najlepiej działało
                      spokojne miejsce (minimum bodźców). Ale nie w ramach kary. (taka "przerwa" na
                      uspokojenie)

                      Może jakieś powody ma, ale trudno jeszcze z tak małym dzieckiem porozumieć się.
                      A nie zawsze można dostrzec przyczyny jego frustracji (może są? mój syn np. źle
                      reaguje na wymądrzające się, przekonane o własnej wyższości panienki i pozornie
                      niewinne teksty )

                      O tym, że 4 lata to "trudny wiek" zapewne wiesz?

                      > Czasami jest sytuacja np. kiedy proszę go (Krzysia) aby podał mi jakąś rzecz.

                      Może nie lubi wykonywać poleceń? Jak każesz innemu, to on może wykazać się
                      własną inicjatywą.

                      A co jeśli prosisz kogokolwiek, nie wskazując osoby? Też się wyściguje?
                      Albo jeśli prosisz o podanie (bo potrzebujesz tego, nie możesz sama przynieść,
                      albo ci się nie chce), to co jeśli zamiast prosić innego dasz wybór (kiedy ma to
                      zrobić, jak)?
                      Jak nie chce/nie reaguje - informujesz, że zadanie wykonana kto inny (bo bardzo
                      tego teraz potrzebujesz). I upewniasz się wtedy, że przyjmiesz to od innego.
                      (ale wcześniej daj Krzysiowi trochę czasu)

                      A może unikaj bezpośrednich poleceń wskazujących na niego,z wyjątkiem takich,
                      które on _musi_ wykonać, a wtedy dopilnuj tego, nie wyręczając się innymi.

                      Są osoby/dzieci (takie jak mój syn), które nie lubią być zaskakiwane, stawiane
                      "pod ścianą". Potrzebują wcześniejszego przygotowania gruntu.

                      Jak już szaleje - trudno, trzeba przeczekać ;) (czterolatkom jeszcze się zdarza)

                      Pozdrawiam
                      Jola
          • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 15:00
            Nie wiem - mam wrazenie, ze jedno z moich dzieci niemal nigdy nie
            bywa złe. Drugie za to bywało złe bardzo często. Ja nie przepadam za
            tymi ksiązkami miedzy innymi dlatego, ze rodzice zbyt czesto
            naklaniani są do interpretowanie uczuć dziecka na podstawie jego
            zachowania i wypowiedzi, moim zdaniem czesto błedmie. Oczywiście, w
            ksiązkowych przykladach rodzic zawsze doskonale wie, co
            dziecko "chciało wyrazic", w życiu bardzo często nie ma o tym
            pojecia, a w rezultacie narzuca dziecku co ma czuć.
            • jola_ep Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 15:56
              > Nie wiem - mam wrazenie, ze jedno z moich dzieci niemal nigdy nie
              > bywa złe.

              _niemal_, czyli jednak bywa

              >ze rodzice zbyt czesto
              > naklaniani są do interpretowanie uczuć dziecka na podstawie jego
              > zachowania i wypowiedzi, moim zdaniem czesto błedmie.

              Czy w związku z tym nie powinniśmy starać się zinterpretować uczucia dziecka na
              podstawie jego zachowania i wypowiedzi? Skąd będziemy wiedzieli, co go wkurza,
              co bawi, co zasmuca?

              > w rezultacie narzuca dziecku co ma czuć.

              "Narzucamy" gdy dziecko jest małe (bo uczymy go słów określających to, co
              czuje). Potem to już chyba tylko próbujemy zinterpretować. W końcu dziecko
              zawsze może zaprotestować ("nie jestem zły") - moje w każdym razie to potrafią ;)

              Pozdrawiam
              Jola
              • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 16:27
                Myslę, ze można i trzeba interpretować uczucia dziecka - ale
                zatrzymywać to dla siebie. Tymczasem tam dorosły przyjmuje, ze zna
                uczucia dziecka i zgodnie z tym kieruje rozmową. Dorosly zamiast
                spokojnie wysłuchać - narzuca to, co sam sądzi. Nie mam ksiązki w
                domu, więc najlepszych przykladów nie znajdę - tylko to, co w necie.
                Ale np. taki dialog po śmierci żółwia:
                www.exsite.pl/darmowe_ebook_download/284075-8221jak-muwizh-yieby-dzieci-nas-siuchaiy8221-a-faber-e-mazlish-pdf.html
                Barzo dobra część pierwsza - czego Nie mówić. Druga - już nie.
                Stwierdzenie "smierć przyjaciela zawsze boli" narzuca dziecku to, co
                ma czuć dalej, jak się zachować. A dziecko mogło chcieć
                powiedzieć "Teraz jestem sama, kupisz mi drugiego przyjaciela?",
                albo "wolałabym jednak przyjeciela, ktory sie do mnie odzywa, mogę
                mieć psa?", albo "więć chce mu urzadzić wspaniały pogrzeb, możemy
                zaprosić Anię?" - i już nie moze, bo narzucono mu żałobę, o ktorej
                ono wcale nie musiało mówic, ani czuć.
                • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 16:52
                  no nie do końca to prawda, bo tak naprawdę jest to książka dość elastyczna. Ten
                  dialog o żółwiu jest tylko jednym przykładem jak można poprowadzić rozmowę.
                  Niemniej w książce napisane jest, że prowadzona w ten sposób rozmowa nie do
                  każdego dziecka pasuje i nie w każdym wieku. Sposób w jaki chcemy rozmawiać z
                  dzieckiem dostosowujemy sami wg właśnie powyższych kryteriów a wytyczną
                  (podstawą) są dialogi przytoczone w książce. Poza tym autorka sama napisała, że
                  jedne dzieci chcą np. swoje emocje wykrzyczeć, inne wypłakać, a inne namalować
                  • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 17:00
                    Tyle, ze to nie jest dobrze poprowadzona rozmowa. dziecko nie miało
                    żadnej szansy na powiedzenie tego, o co mu chodzi - zostało od razu
                    wprowadzone w odpowiednią dla doroslego koleine "żaloby po żółwiu" -
                    tymczasem być moze, chciało porozmawiać o zjawisku śmierci, albo o
                    zastąpieniu zwierzatka innym, albo o tym, czy było winne śmierci
                    żółwia, albo czy jest możliwe, że tata też tak nagle umrze. To
                    dorosły pokierował zniezwykle ważną rozmową, nie dowiadując się
                    wcale, o czym dziecko chciało mówić.
                    Nie chodzi tu o to, jak dziecko chciało mówić, tylko o czym -
                    dorosly najwyraźniej od razu przyjął postwaę "wiem o co ci chodzi" -
                    to zreszta typowe dla tej książki. A sęk w tym, ze dorosły czesto
                    nie ma pojecia, jak podąża myśl dziecka. I na czym polega problem.
                    • anna_sla Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 17:07
                      hehe, a ja odniosłam zupełnie inne wrażenie. Tam dużo jest rozmów prowadzonych w
                      sposób taki, że dorosły odpowiada tylko: "acha, "ekhemm", "hmmmm", "ach
                      rozumiem" itd. :D wtedy rozmowę prowadzi dziecko i to ono wszystko mówi
                      właściwie a na koniec jeszcze samo dochodzi do wniosków w sprawie :)
                      • verdana Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 14.08.10, 18:54
                        Tak, w książce. W książce zawsze dziecko dochodzi do wniosków, po
                        rozmowie kierowanej (tak, zawsze kierowanej) przez doroslego.
                        Normalna rozmowa z dzieckiem to nie wizyta u psychoterapeuty - w
                        naormalnej rozmowie temat skreca i nie chodzi o to, aby dziecko
                        doszło do jedynie slusznego wniosku, ale żeby pogadać - i czasem to
                        dorosly ma zmienić zdanie, a nie dziecko zostać wychowane.
                        To jest moja pretensja - ta księżka zaklada, ze rozmawiamy z
                        dzieckiem, aby coś osiągnąć, ze jest w tym cel. Tylko , ze cos
                        takiego, to nie jest rozmowa.
                        • Gość: kot Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.10, 19:58
                          ja czytalam, dosc niedawno. no i "rodzenstwo bez rywalizacji" tez. uwazam, ze prawda jest posrodku. Duzo w tej ksiazce sztucznosci i rodzic moze wpasc w kompleksy, ze w ksiazce tak latwo, a w zyciu trudno mu zastosowac, ale duzo tez skorzystalam. Tylko nie z tych dialogow, a z tekstow psychologow... O tym wtłaczaniu w rolę (ja i moja siostra np. całą podstawowke slyszalysmy, ze jestem zdolna i zawsze mam dobre stopnie, mowiono to kazdemu, kto chcial sluchac. Myslalam, ze to tylko forma pochwaly, ale w efekcie bałam sie pozwolic sobie na cos gorszego i zabrało mi to radosc czasow licealnych i studenckich- bo ciagle czulam, ze musze byc najlepsza i miec dobre oceny.. a ze kierunek trudny, to nie szlo juz tak łatwo, no i oblac egzamin tez sie zdarzało), a takze o usamodzielnianiu się, o budowaniu wiary w siebie.... czyli teraz jak patrzę, to przydało mi sie tam, gdzie sama miałam braki w wychowaniu... ale ksiazka na pewno nie jest "lekiem na całe zło":), a taką stara się być...
    • Gość: jotde3 Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.08.10, 13:37
      > W związku z powyższym mam pytanie. Skoro siłą sugestii można
      dziecko "zmienić"
      > na "posłuszne" to czy to "odczynianie" nie jest również
      narzucaniem roli?
      > Jakby się tak czepić dziecko mogło być po prostu takie posłuszne z
      charakteru
      > "wrodzonego". Jaka jest pewność, że teraz jest prawdziwa i
      naturalna, a nie
      > gra kolejnej roli?

      wychowanie powinno przygotować dziecko do zachowań asertywnych jako
      najbardziej przydatnych w dorosłym życiu ( bardziej dotyczy to
      chłopców bo w wypadku dziewczynek "słodkie oczka" działają cuda ;))
      napewno są dzieci bardziej i mniej "grzeczne " z natury ale
      wychowanie powinno je nauczyć elastyczności by umiało być miłe (i od
      tego zaczynać ) ale i powinno być niemiłe jeśli to pomoże mu walczyć
      o swoje . czy to jest gra roli ? może .ale co to ma za znaczenie ?
      • justyna_dabrowska Re: odgrywanie ról.. rady A. Faber 17.08.10, 21:02
        A ja myslę że to jest kolejna dyskusja o tym czy jakieś narzędzie może być "złe"
        czy też uzywanie go bywa "złe". Tak jak komputera, telewizora, czy też telefonu...
        Mnie te ksiązki ( a zwłaszcza pierwsza, wydana w Polsce jako ostatnia czyli
        "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" ) duzo dały.
        Ale do głowy mi nie przyszło nigdy by stosować pokazane tam dialogi - w
        praktyce. One były pomocne raczej jako ilustracja sposobu komunikowania sie z
        dzieckiem, takiego gdzie dziecku daje sie jednak znacznie więcej pola niz w
        tradycyjnym modelu gdzie właściwie sie z dziecmi nie rozmawia.
        Smieszyły mnie oczywiście te rysunki, pełne uproszczeń i nieco naiwne ale
        intencja która stała za nimi mi odpowiadała - żeby miec taka postawa w której
        okazuje sie dziecku szacunek. To nadal jest w Polsce rzadkośc
        Pozdrawiam
        JD
Pełna wersja