Gość: dimma
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
23.08.10, 08:28
Witajcie,
mam 3 letnią i 3 miesieczną coreczkę. I problem oczywiscie z 3 latką,
albo chyba nawet nie z nią, tylko z sobą. Opiszę to ponizej i
poradzcie proszę, jak to widzicie...
3 latka pierwsze dziecko i oczko w glowie. Wrocilam do pracy,jak
miala 5mcy i zawsze mialam wyrzuty sumienia, ze wiecej czasu jest z
nianią(0k 8h dziennie, bo pracowalam z domu). kazdą wolną chwile
spedzalam z corka. gdy miala 2.5 roku bylam w ciazy na zwolnieniu.
poczatkowo nadrabialysmy czas, ale jak sie mna nasycila i ja juz
bylam coraz wieksza, wiecej czasu zaczela spedzac z tatą, bawila sie
ładnie sama. Po urodzeniu mlodszej maz wzial 3 tyg wolnego i to byl
czas dla niej. ja teraz tez staram sie spedzac z nia wiecej czasu, bo
to to pojawilo sie nowego wraz z rodzenistwem, to
stwierdzenie:"poczekaj" w sytuacjach, kiedy nigdy nie padalo, np. w
sytuacji obinizonego nastroju przy zmeczeniu, drzemce, etc., ktore
jednak nie zawsze jest do unikniecia, choc bardzo sie staram.
No a dzis bylo tak. wstalysmy jak zwykle o 6.00. mlodsze spi. my
bawimy sie - lalkami, czytamy., pijemy kakao. potem mlodsza sie
budzi, ja podkarmiam, potem wstaję. corka - mamo, pobaw sie ze mna...
ja jej na to, ze nie mam teraz ochoty i czasu, bo musze przygotowac
tacie kanapki. no i placz. ja kanapki dalej robię i rozmawiam z nia,
jakbyum tego placzu nie bylo. tzn. boli mnie pupa- tak, to jak
skoncze to posmarujemy... nudzi mi sie - to pobaw sie matą, poczytaj,
etc...
potam wiesza sie na mnie- na ręce. Wzielam ja na fotel i tlumacze- ze
mama jest duza, ze ma swoje obowiazki, prawo do swoich przyjemnosci.
chyba zaskoczyla, bo poprosila, by ja posadzic na kanapie i dac
ksiazeczki, ktore ogladala, a potem bajkę. ja w tym czasie, choc
planowala zajac sie mlodsza, to zeby nie budzic skojarzenia - nie mam
czasu dla ciebie, ide do MAdzi- wstawilam zmywarke, zjadlam sniadanie
i teraz piszę- zagaduje do niej co chwila - jak ladnie czytasz, jak
ladnie sama wylączylaś TV jak sie skonczyla bajka.
I pytania- czy takie stawianie granic jest ok? domyslam sie, ze te
potrzeby zabawy tu i teraz to zazdrosc o moj czas. ale kurcze- moglam
sie z nią pobawic, ale NIE CHCIALO MI SIE. Czesto sie z nią bawie,
teraz nie chciałam. Czy to OK? Chcialam isc do młodszej i przewinąć
ją, ale skoro jest tata i z nim sie bawi, to upewnilam sie, ze nie
chce jesc, dalam pieluchę i nie poszlam... czy to OK?
Starsza za tydzien zaczyta przedzkole. duzo ma tego na raz- nowe
rodzenstwo, za 3 mce nowe przedszkole. Czy to jest dobry moment na
stawianie takich granic, skoro i tak zycie jej teraz duzo granic
stawia? ale czuje, ze im wiecej ustepuje w takich sytacjach, tym
wiecej ona wola "mamo, do mnie". Ja wtedy mowie, choc, ty mi
towarzysz, np. w robieniu obiadu. czasem dziala, czasem placz jak
powyzej.
Dodam,ze mam klopot z placzem dzieci. Czuję sie winna, czuje, ze moze
przez jakis moj blad dziecko jest nieszczesliwe. choc wiem, ze musze
nauczyc ja respektowania potrzeb innych, skoro ma byc szczesliwym
czlowiekiem. Mam poczucie winy, ze starsza zostala zepchnięta na inny
(nie drugi) plan i zle jej czasem z tym. mam poczucie winy, z
młodsza siłą rzeczy czeka często na moją uwagę..chciałabym sie
rozdwoic, lecz nie umiem. czekam na wiek, kiedy przekonam dziecko o
swoim uczuciu slowem, nie tylko spędzonym czasem... ale kiedy to
bedzie??
Zauwazam tez, ze ograniczajac swoje potrzeby coraz czesciej czuje
irytacje, np gdy 3 latka mi nie odpowiada na pytanie (zjesz omleta
czy kielbaske- cisza), nie wykonuje polecen - (np."choc do mnie", gdy
wysiadamy z auta na parkingu). mimowolnie podnoszę wtedy glos gdy
powtarzam drugi i trzeci raz. Przy czym corka najczesciej tak robi ,
gdy mam zajete ręce i nie moge jej sama wziasc, albo gdy pytanie jest
nie po mysli.
Powiedzcie cos mądrego, prosze, bo mam mętlik w glowie...