redjulia
28.09.10, 00:16
Ostatnio nie umiemy dogadać się z naszym prawie 6latkiem. Wszystko jest na "nie", o wszystko płacze, wpada w jakąś histerie i krzyczy, czasem czymś nawet rzuci. Zachowuje się ok gdy wszystko jest po jego myśli ale gdy coś ma zrobić zaczyna się koszmar. Ubiera się godzinami albo w ogóle się nie ubiera przez co wszędzie się spóźniamy albo gdy nie od puszcze to wcale nie idziemy, nie chce sprzątać, nie reaguje na żadne zakazy, nakazy, ignoruje wszystko i wszystkich. Ma kary (brak tv, komputera,słodyczy, ostatnio to nawet wyrzuciłam kilka zabawek) nic go nie rusza. Gdy z nim rozmawiam dlaczego taki jest to owszem wie że jest niegrzeczny ale nie wie dlaczego a w czasie rozmowy zachowuje się jakby nie wiedział co z sobą zrobić(jakieś dziwne miny, wyśmiewanie się z tego co mówię, jakieś dziwactwa z sobą wyprawia).
Nic w jego i w naszym życiu się nie zmieniło co mogłoby wpłynąć aż tak na jego zachowanie. Zawsze był nieco bardziej ruchliwy ale nie było aż takich kłopotów żebyśmy się z nim nie mogli dogadać. Powiedział mi że jeżeli jest już taki duży że musi wszystko (ubierać, jeść,itd.) sam robić, to jest też na tyle duży żeby nas już nie słuchać. Wydaje mi się że to właśnie wtedy gdy zaczęliśmy mu mniej pobłażać, że już jest starszy że musi więcej być samodzielny, że dużo już musi sam ... a on to obrócił że skoro duży to już nie słucha i nie potrafimy tego mu wytłumaczyć.
Wydaje mi się że cały nasz dzień to jakaś walka a nie wychowywanie dziecka.
Półtorej roku temu chodził jeszcze do przedszkola (obecnie nie chodzi) i nie był tam tym najgorszym.
Ogólnie jest bardzo pogodnym i kochanym synkiem, mądrym, inteligentnym człowieczkiem.
Część rodziny sugeruje mi bym szukała pomocy u psychologa a druga mówi że to zwykły bunt.
Czy to faktycznie tylko jakiś bunt albo nasz błąd wychowawczy?