Gość: titutitam
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.11.10, 09:35
Droga Pani Ekspert, Drogie Mamy!
Mojemu dziś 2 i 8 mies. synkowi 4 mies. temu urodził się brat. Przez 2 m-ce od narodzin młodszego wszystko było ok, aż nastał czas kupy w majtki... Trwa to już kilka tygodni. Kupy na nocnik zdarzają się sporadycznie. Dodam, ze wcześniej synek wołał już siiusiu i kupę na nocnik. W międzyczesie mieliśmy etap zatwardzeń (na chwilę przed powrotem do kupy w majtki), co zinterpretowaliśmy stłumieniem agresji w stosunku do nas za zafundowanie mu konkurenta w rodzinie. Teraz sama już nie wiem, czy aktualna kupa w majtki to ciągle rzeczona (wyrazona w ten sposób) złość na nas, czy regres w rozwoju z powodu narodzin rodzeństwa. Dodam tylko, że starszy synek był bardzo wyczekiwanym dzieckiem, otrzymuje wciąż bardzo dużo miłośći i ciepła, zwłaszcza od taty, bo ja siłą rzeczy jestem bardziej zajęta maluszkiem. Choć bardzo bym chciała, to maluszek, który śpi tylko 3 razy dziennie po 30-40 minut, niestety nie daje mi wielu okazji by być ze starszym na wyłączność.
Cała sytuacja odbywa się, tak, że synek robi tę kupę po ciuchu, w momencie, gdy my nie widzimy, jesteśmy zajęci etc. Czasem udaje się wyłapać te momenty i posadzić synka - przynajmniej na dalszy ciąg kupy - na nocnik. Wowczas są oklaski, brawa itd. Przy kupie w majtki nie karcimy go w żaden sposób, staramy się podchodzić neutralnie ale on czasem wyczuwa moje zdenerwowanie spowodowane sytuacją.
Myślałam tez o metodzie awersyjnej polegającej na tym, by sam się rozbierał, mył itd. ale jest na etapie negacji i wymuszanie na nim czegokolwiek jest nierealne, budzi jeszcze większy opór, i nie potrafi jeszcze tego zrobić. Jeśli chcemy na nim np. "wymusić" ubieranie, sprzątanie itd., to uprzedzamy przed konsekwencjami (np. jak się nie ubierzesz, to nie wyjdziesz na dwór), albo używamy forteli - zwykle skutkuje. Myślałam o tym sposobie, bo jednak sytuacja przebieranie, mycia, daje mu dużo uwagi i w pewien sposób go nagradza. Ale nie znam innej alternatywy...
Myślałam, żeby to wziąć na przeczekanie, ale sytuacja trwa już kilka tygodni i nie wiem, jak długo jeszcze potrwa.
Pomóżcie bo już nie wiem, co robić!