leserka0
30.01.11, 23:53
Czy ona musi być taka bezgraniczna? Mąż zachowuje się, jakby rozum stracił. Zanim córka (teraz 4 lata) się urodziła, miałam wrażenie, że ustaliliśmy podstawowe normy postępowania z dzieckiem. Nie miało być wypłakiwania kaprysów, oglądania bajek cały dzień, podjadania słodyczy, picia świństw, kupowania wszystkiego w sklepach. Dzisiaj mój mąż nie umie odmówić córce niczego. Mała ma go w jednym paluszku. Starego, wielkiego chłopa. Jak to się dzieje?
Mamy ją tylko jedną, kocham ją bardzo, ale ja stawiam granice. Mąż uważa, że dzieckiem jest się tylko raz i to jest jedyny okres w życiu beztroski i swobody.
Stanęło na tym, że ja oczywiście jestem ta złą, np. do sklepu wg córki chodzić z nimi nie mogę, bo kontroluję zakupy. Jak jest sytuacja sporna, to mężowi wydaje się, że staje po mojej stronie, ale on to robi w taki sposób: słyszałaś, jak mamusia mówiła, że nie wolno...Ale on nie mówił...
Jestem z jednej strony zazdrosna o to, co ich łączy, a z drugiej zła na męża. Jakby on trochę zaczął ją kontrolować, ja bym mogła odpuścić. Może by się wypośrodkowało. A tak...
Mąż stara się i czasem mu wychodzi nie kupić jej 3 gazety, ale zazwyczaj wracają z zakupami dla nas i dla niej. Zawsze choć mały drobiazg. Teraz już zamienia rzeczy droższe na coś tańszego, ale to jest półśrodek. Bo dla niej ważne, że osiągnęła cel, a nie ile to kosztowało. Tylko to, że coś dostała. A mąż nie lubi, jak małej jest przykro, bo mu też jest wtedy przykro.
Zaczęłam już się zastanawiać czy może ja jestem jakaś zimna i pozbawiona uczuć. Sama nie wiem.
Nie chcę wychować dziecka, które będzie się czuło pępkiem świata, bo będzie jej ciężko.
Przesadzam?