zabawa w piaskownicy z drugiej strony

07.05.11, 13:44
Mam z dzieckiem problem zupełnie odwrotny niż autorka drugiego wątku o piaskownicy... dziecko ma teraz 2l 4m. I ogromne poczucie własności! Tak ogromne, że naprawdę muszę mieć nad tym kontrolę. Nauczyłam dziecko, że zawsze należy zapytać, jeśli chce się pobawić czyjąś zabawką (i to działa bez zarzutu, pyta za każdym jednym razem, najczęściej otrzymując odpowiedź pozytywną - chyba to zapytane dziecko jest w szoku, że ktoś postanowił nie wyrywać z ręki i nie brać bez pytania, tylko grzecznie prosi). Jest ok. Jednak dzisiaj miała miejsce taka sytuacja (codziennie scenariusz jest trochę inny, czasem są zupełnie spokojne dni i wszystko jest dobrze, ale opiszę dzisiejszą sytuację, bo tak mi najłatwiej): dziewczynka do piaskownicy przyniosła mnóstwo zabawek. Moje dziecko zapytało, czy może się nimi pobawić. Dziewczynka wyraziła zgodę. Powiedziałam mojemu dziecku, że może w związku z tym pokaże dziewczynce swoje zabawki i się wymienią. Dziecko przytaknęło :) zabawa trwała sobie w najlepsze, gdy nagle moje dziecko zażyczyło sobie swój kubek i swoją łyżeczkę, którą bawiła się ta dziewczynka. Powiedziałam, że jak tylko dziewczynka skończy robić herbatkę, to odda zabawkę. Dziecko spokojnie poczekało, zabawkę swoją dostało. Po 20 sekundach rzuciło w kąt i złapało za swoją łyżeczkę, bo dziewczynka właśnie kierowała do niej rękę... ale moje dziecko ma 3 łyżeczki. Więc mówię, że może, skoro teraz chciała bawić się kubkiem, a ma 3 łyżeczki, to jedną pożyczymy dziewczynce. Moje młode się nie zgodziło, więc mówię ok. W końcu to nie moje zabawki. Dzewczynka wyjęła więc z torby swoją łyżeczkę, która wydała się mojemu dziecku bardzo atrakcyjna. No i ryk!!!!!!!!!! wielki ryk, rzucanie się, sypanie piaskiem, bo dziewczynka swojej łyżeczki oddać nie chciała (co mnie w sumie nie dziwi wcale, skoro moje dziecko nie chciało dać jej jednej ze swoich łyżeczek). Młode nieprzekonane żadnymi racjonalnymi argumentami, odwracaniem uwagi itd. zostało przez matkę wyciągnięte z piachu. I tak jest strasznie często, jestem zmęczona chodzeniem do piaskownicy. Staram się uczyć dziecko prawidłowego zachowania, ale bywa, że po prostu sama nie rozumiem co w niego wstępuje. Piszecie, żeby nie interweniować tak często. Dlaczego nie ma żadnych efektów moich działań? Może ja popełniam jakiś błąd? Może za dużo wymagam, może nie powinnam karać wyjściem z piaskownicy? Gubię się - intuicyjnie zdaje się, żę robię dobrze, ale jednak jest jakaś frustracja w dziecka... pomijam, że nikt nie może też bawić się na drabinkach, dotykać rowerka, a nawet patrzeć na rowerek młodego, siadać na huśtawce... wszystko jego!!!! co za typ wylosowałam... ;)))
    • Gość: domza2 Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony IP: *.rzeszow.vectranet.pl 07.05.11, 14:23
      To chyba taki wiek. Widzę po mojej, że jeszcze nie weszła w okres "to moje", ale wiem, że to nastąpi:) Siostrzeniec przechodził ten etap tak jak Twoje dziecko. Gdy siedział sam na placu zabaw, np. na koniku/kogutku to krzyczał do ludzi z dziećmi idącymi 100 metrów dalej i w ogóle niezaintersowanych placem zabaw "nie!!!". Ale ok. 3 rż zaczęło to słabnąć.
      A co by się stało gdybyś spróbowała nie wtrącać się do zabawy dzieci? Dajesz synkowi zabawki, wchodzi do piaskownicy i już. Mam wrażenie, że za dużo tego kierowania "wymieńcie się, oddaj, daj", ja bym się w tych komunikatach poczuła zagubiona. Nie mówię, że bez wtrącania poczucie własności synka nagle zniknie, ale może zrób taki eksperyment?
      Uważam, że dobrze robisz karając za rzucanie się i ryki wyciągnięciem z piaskownicy. Też bym tak zrobiła.
      • a.denver Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony 07.05.11, 14:29
        kiedyś spróbowałam, było jeszcze gorzej - zapytał, owszem, ale potem tak się zapętlił w tym czego chce a czego nie chce, że biednemu dziecku się od niego dostało. On po prostu chce! musi i już - ma jakiś pomysł na określoną zabawkę i koniec, nie wytłumaczysz. A jak idziemy tylko na plac zabaw, to pierwsze pytanie jest czy "dziewczynka/chłopiec nie zabierze?" pytam czego nie zabierze? odpowiada : "nie wiem, ale nie zabierze?" ;)))
        • Gość: domza2 Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony IP: *.rzeszow.vectranet.pl 07.05.11, 17:50
          :)))) To już sama nie wiem, chyba przeczekać, oddychać głęboko na tym placu zabaw i liczyć do 100. pozdr
    • mycha79 Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony 07.05.11, 20:11
      a.denver napisała:

      > Dlaczego nie ma żadnych efektów moich działań?

      dlatego, że ma 2 lata i 4 miesiące. Taki wiek. Na razie tego nie zrozumie. Mnie też wkurza mój dwulatek. Ale trwam dalej w swoich działaniach i staram się go nie udusić :))))
      • dzidziunia_1 Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony 08.05.11, 14:19
        Oj, rozumiem Ciebie doskonale ... także mam synka w wieku 2 latka i 7 miesięcy i czasami mam ochotę wyć do księżyca z niemocy i braku zrozumienia jego zachowania ... ma dni, że do rany przyłóż a czasami daje mi popalić od samego rana. Zaczęło się gdy skończył 1,5 roczku. Nie chciał niczym się dzielić, jedzeniem, zabawkami własnymi i tymi na placu zabaw-piszczał, wyrywał gdy tylko ktoś próbował się zbliżyć do niego, bywał agresywny, potrafił nawet uderzyć :((( za każdym razem reagowałam stanowczo. Agresja minęła jak miał jakieś 2 latka i 2,3 miesiące ale samolubstwo nadal zostało ... także straciło na sile ale nadal jest. Uczę go tak samo jak Ty, że trzeba zapytać zanim weźmie czyjąś rzecz i nie mamy z tym problemu,nie dotknie niczego co nie jest jego. Ale uwaga-wymaga tego samego od innych dzieci! Niestety bardzo rzadko spotyka się brzdąca, który się zapyta. Wpada do piaskownicy, łapie za zabawkę i tyle. Syn wtedy w ryk i wyrywa co jego...Taka wersja jest najczęściej. Zdarzają się także wersje z zapytaniem innego dziecka o pozwolenie wtedy syn i tak odpowiada nie,moje :( no może z 1 lub 2 razy pożyczył na chwilkę zabawkę i zaraz domagał się zwrotu. Moim zdaniem tłumaczyć i być konsekwentnym i powinno pomalutku mijać-mam taką nadzieję ;) Uważam, że nie ingerowanie jest złe, gdyż skąd dziecko ma wiedzieć, że źle robi. Wiem, że sił i nerwów brakuje. Także stosuję karę wyjścia z piaskownicy a przy dalszych protestach po prostu wracamy do domu. Napiszę jak oduczyłam dziecko nie dzielenia się zabawkami z placu zabaw (np. huśtawki, koniki). Powiedziałam, że placem zabaw zajmuje się pan, który zrobił te wszystkie zabawki dla wszystkich dzieci, że nie wolno szarpać, wyrywać niczego, że nie wolno krzyczeć, gdyż przyjdzie ten pan skrzyczy nas i wygoni do domu i nie będziemy mogli już tutaj przychodzić. Ten pan pożycza te zabawki wszystkim dzieciom i należy się nimi bawić wspólnie. Podziałało. Może warto spróbować ;)
    • jspring Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony 09.05.11, 11:43
      Też mam 2-latka i też bywa ciężko w piaskownicy. Natomiast już bardzo długo potrafi bawić się z innymi dziećmi zgodnie. Myślę, że śmiało możesz powiedzieć, że masz dobrze wychowane dziecko.
      A zdarzające się bunty mogą wcale nie być związane ze złą wolą dziecka. Mój synek, kiedy jest przemęczony (zbliża się pora drzemki, albo nie spał w dzień) nagle staje się zazdrosny i nieustępliwy jeśli chodzi o wszelkie jego zabawki z kółkami. Wtedy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zebrać jego zabawki i iść do domu, nawet wbrew jego woli.
      Zwróć może uwagę na to czy i Twój maluch nie jest w takich chwilach przemęczony. Jeśli wrócisz z nim do domu, lub odejdziesz od piaskownicy z jego zabawkami uspokoi się po chwili i znów będzie szczęśliwy. Tylko nie mów mu że to za karę, bo to nie jego wina, że tak się czuje.
      • Gość: domza2 Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony IP: *.rzeszow.vectranet.pl 09.05.11, 17:15
        Zgadzam się w pełni. Już wielokrotnie tutaj pisałam ot ym, że zachowanie dzieci ma głównie podłoże fizjologiczne. U nas złością i nieustępliwością objawia się i zmęczenie i głód, a że mała lubi pojeść naprawdę zamienia się w diabełka, gdy jest głodna. Jeśli w danym dniu ma jakieś zaparcie/zatwardzenie to także staje się nie do zniesienia. Rzadko obserwuję, że moja mała zachowuje się niegrzecznie, bo tak. Raczej zawsze bez trudu wyłapuję przyczynę biologiczną/fizjologiczną.
    • Gość: nieleon Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.11, 15:47
      Mnie się wydaje, że może trochę jednak za dużo wymagasz, to znaczy nie wiem, czy dwulatek rozumie te zamiany łyżeczek, że skoro ty masz taką, to pożycz inną itd. Warto to pewnie tłumaczyć, ale nie ma chyba co oczekiwać, że zrozumie od razu. Czasami, a w zasadzie często, z dwulatka wychodzi zwierz i nic na to nie poradzimy.
      Pytanie tylko, z jaką masz "piaskownicą" do czynienia, bo dużo zależy od reszty rodziców. Czasem trafia się na "ustawiaczy", którzy non stop dyrygują nie tylko swoim dzieckiem, ale i innymi, a czasem wręcz przeciwnie, olewka totalna, jak jeden drugiemu dał w łeb, to znaczy że ten co dostał, jest frajer. Widuję często mamy radzące swoim dzieciom, albo dzieciom poszkodowanym przez swoje dzieci - "popchnął cię? to też go popchnij".
      Jak zwykle, najlepszy byłby złoty środek, ale ciekawe, gdzie on leży.
    • kachape Re: zabawa w piaskownicy z drugiej strony 11.05.11, 01:09
      wiesz co? wielkie brawa dla synka. no i dla Ciebie, że udao się go namówić na uzyskiwanie zgody na użyczenie zabawek naprawdę czad.
      no a że szanuje własnośc, to także swoją
      ja mam 3 latka pod dachem... mam wrażenie, że im bardziej szanuję jego własność, wykazuję zrozumienie dla chwiowych zakazów użyczenia, tym szybciej on ten zakaz odwołuje i popada w drugą skrajność, wciskając bratu to czego przed chwilą dac nie chciał za nic:)
      z obcymi dziećmi, w miejscu publicznym to zawsze trudniejsze, ale dacie radę!
      w tej konkretnej sytuacji ja bym się z akcji łyżeczka totalnie wycofała, z tych tłumaczeń że moze jedną odda na wymianę itp... a jeśli już to zapytałabym chyab "bardzo podba Ci się łyżeczka tej dziewczynki... hmm, faktycznie jest ekstra, podobnie jak ta Twoja, zonacz, podbna czy nie?"
      albo " hmmm skoro tak bardzo ci się podoba to może zapytaj dziewczynkę czy by jej tobie nie pokazała"
      argumenty typu "no przciez przed chwilą dales, wziąłes, przeciez już nie chciałeś no spójrz masz swoje trzy ły zeczki, cudowne wiaderko itp" to na mojego działały jak plachta na byka...

Pełna wersja