kara_mia
23.05.11, 14:06
Pisze ten post do ewentualnej dyskusji rodzicom i wszystkim wychowującym dzieci.
Jakiś czas temu spotkałam się ze znajoma od kilku lat po rozwodzie, samotnie wychowująca syna.
Ona w dobrej sytuacji finansowej, ojciec, tez, alimenty nie małe płacone, co do dnia. Mieszkają blisko siebie. Syn ( jak to syn -nastolatek) bardzo za tatą, Dowiedziałam się na spotkaniu, że tata zaproponował, żeby syn zamieszkał razem z nim. Zapytałam owa koleżankę, czemu nie chce się zgodzić, skoro szkoła ta sama, warunki mieszkaniowe nawet lepsze itp.
Odpowiedziała, że ona nie ma nic przeciwko temu, tylko musi uświadomić synowi, że życie z tatą to nie tylko fajne wakacje i weekendy i proza życia itp. i nie będzie tak różowo jak on sobie myśli. Ale ona uważa, że najważniejsze, że jej syn wie, że w każdej chwili może się wyprowadzić do ojca i ona nie będzie miała nic przeciwko temu.
Wieczorem, przy kolacji poprosiłam pasierbicę o pewien eksperyment. Opisałam sytuacje jak wyżej ( nie zna zupełnie tej pani ani jej rodziny) i dość wiernie starałam się powtórzyć słowa, jakie usłyszałam od mojej koleżanki.
Następnie zadałam pytanie, – co owa pani miała tak naprawdę na myśli:
Uzyskałam odpowiedź:
Ciocia! Kompletna ściema, niby: jasne, jasne, możesz się wyprowadzić, wszystko akceptuję, a jakby przyszło, co, do czego to były foch na lata, jak ty mogłeś mamusi to zrobić i ją zostawić… ciocia, idiota to zobaczy!
Tak sobie myślę, jak łatwo wyrokujemy o naszych dzieciach, o tym, w co wierzą i jakie są, tylko na podstawie swoich „pobożnych życzeń”.
Tak do dyskusji.