mamut1313
20.07.11, 21:07
Kiedy rodzisz dziecko...w bólu i cierpieniach...następuje przeogromna zmiana w twoim życiu. Kładą Ci na brzuchu zakrwawione, śliskie, pomarszczone, spuchniete i brzydkie coś i nagle poznajesz nieznane ci wcześniej uczucia. Czujesz, że liczy się tylko ta istotka. Wszystko nagle robi się nieważne; koleżanki, koledzy, twój chłopak, nawet najlepsi przyjaciele odchodzą gdzieś do zakamarka twoich potrzeb. Nagle przestaje sie liczyć cokolwiek oprócz tej małej istotki na twoim brzuchu.Nie potrzebujesz do szczęścia nikogo prócz niej. Czujesz, że możesz góry przenosić z miłości.Miłości, jakiej nie zaznałaś nigdy przedtem.Liczysz, czy ma wszystkie paluszki, słuchasz,jak bije jej serduszko i czy równo oddycha. Wydaje ci się, że tym oddechem mogłabyś się żywić. Myślisz "to dziecko będzie wyjątkowe.Wychowam go najlepiej, jak umiem.Na dobrego człowieka.Dam mu wszystko, co mam i co kiedykolwiek będe mieć.Odmówię sobie wszystkiego, byle jemu nic nie zabrakło. A jeśli nie będę miała nic, dam mu chociaż moją miłość, czułość i troskę. Tylko tyle i aż tyle. Zawsze bede przy nim i nigdy, nikomu nie pozwolę go skrzywdzić.A jeśli zajdzie taka potrzeba-bez najmniejszego wahania oddam za nie życie. Boże, jak ja je kocham!Nie wiedziałam, że można kochać aż tak!"
Nie śpisz po nocach, bo czujesz przerażliwy strach, że może przestac oddychać, a ty przegapisz ten moment i nie będziesz mogła go uratować. Śpisz z dzieckiem, bo boisz się choć na chwilę zostawić je same.Kiedy jest większe po kilka razy przychodzisz w nocy i siadasz koło jego łóżeczka. Patrzysz, jak spi.Paraliżuje cie strach, że coś mogłoby się przydarzyć twojemu maleństwu, kiedy Ty zaśniesz. Takiej miłości i takiego strachu nie czułas nigdy przedtem...Boli cię kazda łza twojego dziecka, zdarte kolanko, kaszelek, każdy wyrzynający się ząbek. A gdy jest chore znów wraca ten paraliżujący strach...który nie pozwala ci wręcz oddychać...
I nagle zaczynasz rozumiec swoją matkę. Zaczynasz rozumieć co czuła, bo czujesz to samo. Przypominasz sobie, ile krzywd jej wyrzadziłaś nie rozumiejąc jej postępowani i jedyne, na co cie stać, to słowa :"przepraszam mamo. Przepraszam za wszystkie krzywdym jakie ci wyrządziłam. Przepraszam za każda twoją łzę. I dziękuję za twoją miłość."
Pękasz z dumy, kiedy twój skarb powie pierwsze słowo, postawi pierwszy kroczek, pierwszy raz zrobi do nocniczka.Pragniesz wykrzyczec to całemu światu.Kiedy idzie do żłobka, przedszkola lub szkoły, kiedy musisz sie z nim rozstac po raz pierwszy płaczesz z tęsknoty juz po pierwszej minucie rozstania.Wydaje ci się, że nie wytrzymasz do jego powrotu.Serce ci pęka, nogi się uginają, coś dławi w piersiach...Kiedy wyjeżdza na swoje pierwsze kolonie (bez ciebie) chce ci się wyć z rozpaczy.I znów wraca ten przeraźliwy strach. Boisz się, że autokar będzie miał wypadek, że będą bić twoje maleństwo, molestować, głodzić, wymyślasz najczarniejsze scenariusze...Każdy dzień bez dziecka jest torturą.Ale wiesz, że tak w zyciu musi byc i nic na to nie poradzisz. Z tęsknoty i strachu prawie nie jesz, prawie nie spisz.Odliczasz dni do powrotu dziecka.Chciałabyś 24 godz. na dobę być ze swoim maleństwem. Tulić je w ramionach, głaskach po małej głowce i różowych policzkach, calować każdy paluszek u rączek i nóżek,całowac maleńki nosek, uszka,pupkę, stopki, pieścić, pieścić i jeszcze raz pieścić.I nigdy nie wypuszczać ze swych objęć. Ale życie jest okrutne. dziecko musi iśc do szkoły, coraz częściej i na coraz dłużej musisz się z nim rozstawać.
Kiedy przynosi 5 ze szkoły pękasz z dumy.Smucisz się każdą zła oceną.Radość rozpiera twoje serce, kiedy chwalą twoje dziecko. Chce ci się płakać, kiedy na nie narzekają. Nie wierzysz w to, co złego o nim mówią.Przeciez to niemozliwe...przeciez ono jest prawie nieskazitelne...wspaniałe...cudowne.
Czasem widzisz, że sobie z czymś nie radzi, ale choć serce ci pęka z bólu nie możesz mu pomóc, bo chcesz nauczyć je samodzielności.
Miłośc, mimo upływu lat nie słabnie.
Wciąż często odmawisz sobie wielu rzeczy, że by tylko twoje dziecko miało więcej.Zaniedbujesz siebie, byle ono cos miało.Możesz chodzic nawet w worku na kartofle, byle twoje dziecko miało ładne ubrania. Możesz często niedojadać, byle ono miało co jeść.Mimo, że nie jest juz maleństwem, nadal czasami przychodzisz noca do jego pokoju posłuchac, czy oddycha, pogłaskać po głowie, pocałować w policzek lub w czoło. Zrobić mu na czole znak krzyża, żeby Bóg miał je w opiece. Nadal bez wahamia oddałabyś życie za swoje dziecko, nadal chciałabyś otulic je swoimi ramionami i nigdy nie wypuścić.
Gdybyś tylko mogła, scałowałabyś (tak,jak wtedy, gdy było malutkie) każdą łzę z jego policzka. Pocałowała każdą ranę, żeby się szybciej goiła. Utuliła w swoich ramionach każdy jego smutek.
Ale dziecko jest coraz starsze i nie potrzebuje już ciebie tak, jak kiedyś. To bardzo boli.
Twoje dziecko zaczyna wchodzic w okres dojrzewania. Zaczyna cię odpychać od siebie, pokazywac ci, jak bardzo niemiłe sa dla niego twoja miłośc, troska, zainteresowanie.
Mówi ci bardzo przykre i bolesne słowa.czasem wydaje ci sie, ze cie wręcz nienawidzi.Nagle zaczynasz sie czuć tak bardzo niepotrzebna, wręcz zbędna.Nie chcesz wierzyć w to, że to wszystko może ci robić i mówić twoje cudowne maleństwo...Wciąz masz nadzieję, że może przesadzasz, że może nie jest tak źle, jak ci sie wydaje. Nie chcesz uwierzyc w to, że twoje dziecko pije, ćpa, pali, czy robi inne złe rzeczy.Kiedy dziecko ucieknie z domu rozpacz rozrywa ci serce na strzępy. Odechciewa ci się żyć. Przestajesz nad soba panować. Przerażliwa bezsilność prowadzi cie do głupich i nieprzemyślanych zachowań.Zastanawiasz się, dlaczego...i gdzie popełniłas błąd. Nie możesz zrozumieć jak może ci mówić i robić cos takiego ktoś, za kogo byłabys gotowa wskoczyc w ogień, dla kogo oddałabyś życie...Myslisz :"co takiego złego zrobiłam? DLACZEGO MOJE DZIECKO AŻ TAK MNIE NIENAWIDZI? Czy za mało je kochałam A może za mało sie poświęcałam?Co mogłam jeszcze zrobić?"I znów przypominasz sobie, jaka ty byłaś w jego wieku. I znów jedyne, co możesz zrobić, to powiedzieć swojej mamie to:"wybacz, mamo.Nie wiedziałam, że tak cię raniłam.Wybacz, mamo, bo nie wiedziałam, co czynię. Wybacz każdy mój zły postępek, wybacz każda twoją łzę..."Potem twoje dziecko (jeśli to jest córka) rodzi swoje dziecko..I następuje przeogromna zmiana w jej życiu. Zmiana na zawsze. Nagle przestaje sie liczyć cokolwiek oprócz tej małej, istotki na jej brzuchu.Liczy, czy dziecko ma wszystkie paluszki, słucha,jak bije jego serduszko i czy równo oddycha. Wydaje jej się, że tym oddechem mogłaby się żywić.Myśli "to dziecko będzie kimś wyjątkowym.Wychowam go najlepiej, jak umiem.Na dobrego człowieka.Dam mu wszystko, co mam i co kiedykolwiek będe mieć...itd
nie śpi po nocach paralizowana lękiem o jego życie. Odmawia sobie wielu rzeczy, które przedtem wydawały się jej niezbędne.Boli ją kazda łza jej dziecka, zdarte kolanko, każdy kaszelek, wyrzynający się ząbek. A potem przedszkole, szkoła, pierwsze rozstanie na dłużej...
Umiera z miłości do swojego dziecka.Chciałaby 24 godziny na dobę być ze swoim maleństwem. Tulić je w ramionach, głaskach, pieścić i nigdy nie wypuszczać ze swych objęć.Ale życie jest okrutne...A potem jej dziecko wchodzi w okres dojrzewania... Patrzy na jego postepowanie, przypomina sobie swoje i jedyne, co może tobie "wybacz, mamo.Nie wiedziałam, że tak cię raniłam itd"A potem jej córka ma swoje dziecko, a ono swoje..
A KAŻDE POKOLENIE PRZECHODZI OKRES DOJRZEWANIA BARDZIEJ BURZLIWIE, NIŻ POPRZEDNIE.
Krąg życia,przeogromnej miłości, przeraźliwego strachu... a w okresie buntu dziecka krąg niewypowiedzianej samotności,przerażliwego poczucia bycia złym rodzicem, niepotrzebnym i znienawidzonym, poczucia ogromnej bezsilności ...
Więc zanim zrobisz po raz kolejny coś głupiego, przypomnij sobie ten list i zastanów się nad swoim postępowaniem, bo kiedyś i Ciebie może spotkać taka krzywda ze strony Twoich dzieci. A one mogą byc gorsze, niż Ty i robić jeszcze większe głupstwa. Jak sie wtedy poczujesz?