vedderka
30.07.11, 23:14
Moja córka skończyła 3 lata, do tej pory większość czasu spędzała ze mną, mężem, a gdy wróciłam do pracy na 1/2 etatu, opiekowała się nią jej ukochana babcia.
A ponieważ pod względem "samoobsługi", rozwoju intelektualnego oraz potrzeby kontaktu z rówieśnikami, wydaje się być w pełni gotowa do pójścia do przedszkola, zaczęliśmy od tygodnia odwiedzać polecane w moim otoczeniu przedszkole prywatne.
Pierwszego dnia spędziłyśmy tam 2h, ale przez cały ten czas towarzyszyłam córce, siedząc w rogu sali. Tosia pięknie brała udział w zorganizowanych zajęciach, wchodziła w interakcje z dziećmi oraz paniami.
W kolejnych dniach zostawiałam córkę na 2-2,5h samą. I tu zaczęły się schody. Tosia bardzo źle znosi rozstania, wpada w ogromną rozpacz, która atakami histerii powraca na niedługie chwile w trakcie tego krótkiego okresu czasu, gdy jest tam sama. Bierze czynny udział w zajęciach, ale gdy tylko przypomni sobie, że mnie przy niej nie ma, bardzo płacze.
I przyznam, że jestem w kropce. Z jednej strony, widzę, jak wiele dobrego płynie z pobytu w tym miejscu (już po tych kilku dniach Tosia chętnie pokazuje, czego tam się nauczyła, dowiedziała, opowiada, co miłego ją tam spotkało), ale z drugiej strony mam wątpliwości, czy emocjonalnie jest już gotowa na rozłąkę ze mną na zupełnie obcym dla niej terenie.
Wybrane przeze mnie przedszkole jest bardzo kameralne, panie niezwykle ciepłe i wspaniale wykonujące swój zawód, ale ja mam cały czas wątpliwości, czy zaciskać zęby i iść dalej zgodnie z zasadą, że "wszystkie dzieci w przedszkolu na początku płaczą"? :(