anku1982
07.08.11, 22:31
Mamy prawie 2 letniego syna, super chłopaka, mającego własne zdanie i mimo, że ostatnio płacze więcej ja mu coś nie wychodzi, to uważam że nie ma z nim jakiś specjalnych problemów, żywe, szalone sreberko. Nigdy nie stosowałam, tak zwanego "karnego jeżyka", póki co nie miałam rzucania się na podłogę, nie mówiąc już o ulicy, gdzie jest na tyle ciekawie, że na spacerach człowieka wypoczywa. Wróciłam do pracy pół roku temu, Mały został z Babcią, z którą dobrze się dogaduje. Jeżeli syn robi coś niedozwolonego, ostrzegam, np. rzucanie zabawek (chodzi mi o takie rzucanie ze złością, wtedy staramy się ukierunkować złość na miękkie przedmioty), jeżeli coś niebezpiecznego, zabieram go z miejsca "zbrodni" i tłumaczę, jeżeli bije kogoś zabierałam go na rozmowę do pokoju (zamykałam drzwi i sobie tłumaczyliśmy dlaczego nie wolno bić mamy, babci) po czym wracaliśmy i wspólnie przepraszaliśmy robiąc ajka, ajka. Działało najczęściej, choć czasem to przepraszanie rozpływało się po powrocie do pokoju, bo coś Młodego zainteresowało, albo kategorycznie odmówił przepraszania (ale zgadzał się w pokoju że źle zrobił). Generalnie w moim odczuciu metoda wychodzenia na rozmowę, pozwoliła mu odciąć się od jakiegoś złego zachowania i nigdy do niego nie wracał po rozmowie - nie kontynuował. Ostatnio zaczął rozwalać komisariat z klocków, część z daszków wpadła w rejon wejścia do kuchni, powiedziałam, że jak będzie tak dalej robił to daszki się połamią, nie będzie miał, że tak nie wolno robić. Młody poszedł sam do pokoju, zamknął drzwi (harmonijkowe) i mówi do siebie: Mimi (tak mówi o sobie) nununu, chwilę coś do siebie pomruczał i przyszedł wyraźnie uspokojony. Czasem również jak coś zrobi niefajnego, ciągnie nas sam na rozmowę do pokoju.
Nie wiem jak to traktować, wygląda na to że Młody próbuje przejmować naszą rolę, co nie bardzo mi odpowiada, a może taki sposób upominania pomaga mu się uspokoić. Nie wiem czy chodzić z nim do tego pokoju jak on chc, czy tylko wtedy gdy rzeczywiście zrobi coś ciężkiego (uderzy kogoś), bo przecież nie chodziliśmy z nim tam za każdym razem, jak zrobił coś niedozwolonego. (A dzisiaj jak tak stał za tymi drzwiami, mamrocząc do siebie nununu, to śmiać mi się chciało, choć nie dałam po sobie poznać).