dziecko, na które nic nie działa

30.08.11, 08:39
Moje dziecko (2,5 roku) daje mi do myślenia. Każdy zakaz od dawna załatwia siłowo - ja czegoś zakażę - on szykuje nogę, pięść, szczypie. Nie jest to mocne działanie, ale nieprzyjemne. Dotąd zabraniałam, odsuwałam od siebie, bo naprawdę nie chcę, żeby to robił, ale to nie działa. Nie działa odesłanie w spokojne miejsce na pomyślenie, nie działa gadanie, tłumaczenie, zabranianie stanowcze. On oczywiście płacze, bo czuje się ukarany, ale zaraz przychodzi przeprosić (lub przytulić się), powie "kocham cię mamo" i matka wymięka. Wczoraj już nie wytrzymałam i też go uszczypnęłam - bardzo się zdziwił i rozpłakał. Do wieczora był spokój, ale to raczej nie metoda.

Naprawdę nie ma dużych zakazów, zabraniam tylko tego co może być niebezpieczne lub narusza jakąś moją przestrzeń (np. gdy wchodzi mi na plecy w czasie, gdy jem i mi przeszkadza). Poświęcam mu dużo czasu, uwagi, nie pracuję, więc nie jest jakoś osamotniony. Z ojcem postępuje jeszcze gorzej, bo mój mąż jest uległy i nie chce go karać ze względu z kolei na jego ciągłą nieobecność w domu.

Jak to rozwiązać?
    • jagabaga92 Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 09:36
      Wczoraj już nie wytrzyma
      > łam i też go uszczypnęłam - bardzo się zdziwił i rozpłakał. Do wieczora był spo
      > kój, ale to raczej nie metoda.

      a dlaczego uważasz, że to nie metoda? Skąd dziecko ma wiedzieć, DLACZEGO ma nie szczypać? Jeśli POCZUJE, to będzie wiedział, że skoro jego boli, to innych też.

      Uważam, że metoda jest rewelacyjna (oczywiście z umiarem, żeby nie przegiąć w drugą stronę) i skuteczna. Dzięki niej dziecko empirycznie będzie poznawać świat, a to lepsze niz jakiekolwiek tłumaczenia i czcze gadki;-)
      • morekac Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 09:57
        Ta metoda nie jest super. Zwłaszcza, ze tak małe dzieci raczej nie mają nadmiernie rozwiniętej empatii- dla niego to ukaranie i przyzwolenie na siłowy sposób rozwiązywania konfliktów.
        Przyjrzałabym sie, czy tych zakazów nie ma jednak za dużo - być może trochę trzeba przeorganizować życie rodzinne, niemniej tych zakazów, które pozostaną - pilnować i powtarzać do znudzenia.
      • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 10:18
        jagabaga92 napisała:

        > Uważam, że metoda jest rewelacyjna
        A ja uważam że jest głupia. W przedszkolu jakieś dziecko go popchnie a on się na nie rzuci, bo przecież oddać wolno.
        • jagabaga92 Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 10:45
          Przecież napisałam, że bez przegięcia w drugą stronę.

          W przedszkolu jakieś dziecko go popchnie a on się n
          > a nie rzuci, bo przecież oddać wolno.
          To ja juz nie rozumiem, bo teraz metoda oddawania jest głupia, a potem ludzie żalą się, że mają "ciapy", które pozwalają na robienie z siebie popychadła. Nie jestem ani zwolenniczką nadmiernego pacyfizmu, ani nadmiernej agresji. Najlepiej jest pośrodku;-)
          • morekac Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 11:10
            Rozróżnij oddawanie od samoobrony...
            Bo potem ludzie dziwią się, że mają nadmiernie agresywne dzieci.
            • jagabaga92 Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 11:26
              Mój syn był szczypany "w oddaniu", a nikt nie dostrzega w nim agresji. Tak więc kilka "odszczypnięć" z pewnością nie wyprodukuje agresora;-)
          • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 14:15
            jagabaga92 napisała:

            > To ja juz nie rozumiem, bo teraz metoda oddawania jest głupia, a potem ludzie ż
            > alą się, że mają "ciapy", które pozwalają na robienie z siebie popychadła.
            Ja się nie skarżę. Myślę, że skarżą się ci sami, którzy dopuszczają metody siłowe. Ja uważam, że pomiędzy byciem popychadłem a biciem dzieci jest bardzo szeroki wachlarz zachowań, również niesiłowych.
            • jagabaga92 Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 14:18
              Czy "prezentacyjne" uszczypnięcie 2,5-latka, który poznaje świat (również zmysłami) kwalifikujesz do "bicia dzieci"?
              • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 14:22
                Jeśli nie znalazłabym innego pomysłu na rozwiązanie problemu jak tylko rozwiązanie siłowe (choćby szczypanie w odwecie), to uznałabym to za porażkę. A musisz wiedzieć, że moje dziecko nie szczypało. Moje dziecko gryzło, ze złości i z całych sił. Nie przyszło mi do głowy jej gryźć.
                • jagabaga92 Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 14:38
                  Chylę czoła przed Twą idealnością jako matki.
                  • joshima [OT] dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 15:55
                    Czemu miała służyć ta złośliwość i ironia? Czy potwierdzasz tezę, że jak brakuje merytorycznych argumentów to zaczynają się ataki personalne?

                    Czy tak trudno zrozumieć, że wychowanie dziecka bez bicia jest możliwe?
    • Gość: basca Re: dziecko, na które nic nie działa IP: *.ghnet.pl 30.08.11, 09:55
      U nas tez sprawdziło się jednorazowe uszczypnięcie dziecka, później już tylko słowne przypominanie jak to boli:)
      Zastanawiam się czy te siłowe działania to nie sygnał dziecka, ze potrzebuje takiego mocnego ucisku. Może sprawdziłyby się zabawy w zawijanie w koc - robienie takiego naleśnika, a później "krojenie", "ugniatanie", turlanie; mocne przytulenia; masaż rąk, pleców, nóg - tylko nie taki delikatny, a właśnie mocniejszy ucisk. Oczywiście jeśli tylko będą mu te zabawy sprawiać radość i nie wszystko na raz.
    • morekac Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 09:59
      I jeszcze jedno : zamiast zabraniać bicia czy odsuwać - po prostu łap go za rękę, jesli chce cię uderzyć.
    • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 10:22
      Dzieci znacznie lepiej reagują na komunikaty pozytywne niż na komunikaty negatywne. Jeśli włazi Ci na plecy gdy jesz to nasuwa mi się jedno pytanie. Czemu on w tym czasie też nie je? Spożywacie posiłki osobno? Dlaczego? Jedzcie razem będziesz mogła spokojnie zjeść a dziecko nie będzie się nudzić, bo on to robi z nudów.

      Poza tym zamiast: "nie właź mi na plecy" daj komunikat, który nie zawiera słowa "nie". Na przykład "zejdź ze mnie". Poza zabranianiem jakichś czynności zaproponuj mu coś w zamian.

      Gdybyś rzuciła więcej przykładów, można by było coś więcej doradzić.
      • a.denver Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 11:08
        Jemy razem, ale on czasem szybciej skończy - jakoś nigdy nie umiałam wymagać od tak małego dziecka siedzenia przy stole i nakazania mu, żeby czekał aż wszyscy zjedzą

        Używam jak najwięcej komunikatów, w których nie ma "nie". Staram się tego pilnować.

        I naprawdę, ja już robiłam wzdłuż i wszerz takie analizy ile ma zakazane - nie ma dużo zakazów, poza tym, że nie wolno wchodzić na parapet, rzucać talerzami i szklankami no i używać argumentu siły. Nie zabraniam praktycznie niczego. Czasami to mi się wydaje, że jemu po prostu wolno za dużo i że wlazł mi na głowę już z każdej możliwej strony. O moim mężu nie wspominając. Nie wiem jak mu się postawić już - wszystkie dozwolone metody wykorzystałam,on już tyle się nauczył, że przestał tak bić bez myślenia. Teraz jak już szykuje tę rękę to czasem ją wycofa, czasem zwolni ten rozpęd i uderzy tak "dyplomatycznie", czase zamiast uderzyć, ostrzega, że zaraz mnie kopnie, a wtedy ja mówię, że nie wolno kopać mamy. I często się wycofuje. Ale jednak ciągle gdzieś ta inicjaja zachowań agresywnych jest. A dotąd nikt go nigdy za nic nie uderzył w domu. Nawet rzadko głos podnosimy, choć zdarza nam się czasem, nie ukrywam.
        • Gość: basca Re: dziecko, na które nic nie działa IP: *.ghnet.pl 30.08.11, 11:20
          Niektóre dzieci są z natury bardziej agresywne.
        • morekac Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 11:39
          rzucać talerzami i
          > szklankami
          dawaj do łapy plastikowe, a do reszty niech nie ma dostępu... ;-)
        • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 14:20
          a.denver napisała:

          > nie ma dużo zakazów, poza tym, że nie wolno wchodzić na parapet, rzucać talerzami i
          > szklankami no i używać argumentu siły.
          To jeszcze poza zakazami powinno dojść jeszcze uniemożliwienie mu tych czynności. Jesteś większa, silniejsza, szybsza i mądrzejsza niż on. Musisz być o krok do przodu i ubiegać jego akcje.

          Aha. Pytanie zasadnicze. Tłumaczysz mu dlaczego nie wolno?
        • morekac Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 15:50
          Zamiast mowić: nie właź mi na plecy, może wypróbuj: " Poczekaj na kanapie, aż skończę jeść."?
    • mskaiq Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 12:05
      Nie ma nic zlego w agresji ale musi byc rownowazana przez odczucia
      ktore sie jej przeciwstawija. Kiedy uderzy ciebie zawsze mozesz mu
      powiedziec ze to boli. Mozesz go zapytac czy wie co to znaczy bol i
      nauczyc tego pojecia.
      Np czy chce sprobowac jak to jest kiedy sie kogos uszczypnie. Popros
      go aby sam siebie mocno uszczypnal.
      Zakazy to zawsze bardzo duzy stres dla dziecka, czesto odbierane sa
      jako kara. Moze warto aby rozumial dlaczego sie zabrania. Czasem
      wyjsnienie jest niemozliwe, albo zbyt trudne dla dziecka w tym wieku.
      Spotkasz sie wtedy z agresja ktora jest nie zrownowazona przez rozumienie
      ze to moze przyniesc mi jakas szkode, albo ze to moze bolec, albo inaczej
      zranic.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • Gość: estera Re: dziecko, na które nic nie działa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.11, 15:43
      Ja w tym wieku dziecka prawie wyeliminowałam zakazy. To znaczy przestrzeń była przygotowana tak, że nie mógł sobie zrobić krzywdy. Natomiast jeśli chciał np. wejść na krzesło, z którego mógłby spaść, to nie mówiłam, że nie wolno, tylko odwracałam uwagę, np. pytałam, czy farmer już nakarmił zwierzęta (czy o inną zabawkę, do której syn wtedy radośnie biegł), proponowałam, że zobaczymy czy jedzie autobus (z okna widać), prosiłam, żeby mi coś przyniósł itd.itp. Działało świetnie. Tłumaczenia dlaczego nie można wchodzić na krzesło pojawiły się, jak już je mógł zrozumieć i zapamiętać.
      Szczypanie w odwecie to zła metoda, bo dzieci w tym wieku nie są empatyczne, za to szybko uczą się, że sprawy można załatwić siłą.
      • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 15:58
        Gość portalu: estera napisał(a):

        > Natomiast jeśli chciał np. wejść na krzesło, z którego mógłby spaść,
        Prawdę mówiąc nie do końca rozumiem dlaczego dziecko w wieku 2,5 lat nie może wejść na krzesło i dlaczego należy mu tego zabraniać.
        • yarpen111 Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 16:25
          Moze dlatego, ze krzeslo sluzy do siedzenia a nie do wchodzenia na nie i stania, lub wspinania sie z krzesla np. na stol.
          Moje dziecko akurat nie lubilo sie wspinac na meble, ale dzieci znajomych owszem..
          Niektorym rodzice tlumacyzli do czego sluszy krzeslo ( do siedzenia:)) , innym pozwalali sie wpsinac na krzesla, stoly, szafki...dla mnie to przegiecie. U siebie w domu nie pozwalalam na takie "harce", bo wystracyz chwila nieuwagi i nieszczecie gotowe.
          • joshima Re: dziecko, na które nic nie działa 30.08.11, 16:46
            yarpen111 napisała:

            > Niektorym rodzice tlumacyzli do czego sluszy krzeslo ( do siedzenia:)) , innym
            > pozwalali sie wpsinac na krzesla, stoly, szafki...dla mnie to przegiecie.
            A dla mnie nie. Mojemu dziecku różne krzesła i taborety służą tez do tego by sięgnąć do blatu lub stołu. Dzieci są małe nie wszędzie sięgają. A co jest złego w tym że chce postać przy zlewie i trochę "pozmywać"? Albo co złego w tym, że chce na taborecie postać obok mamy i patrzeć jak przygotowuje posiłek?

            Owszem. Włażenie na stół to przegięcie. Ale na krzesło? Ty nigdy nie stajesz na krześle? Nawet jak potrzebujesz coś sięgnąć albo zajrzeć wyżej?

            > bo wystracyz chwila nieuwagi i nieszczecie gotowe.
            No rzeczywiście. Jeśli dziecko od zawsze było powstrzymywane przed taką aktywnością ruchową to nawet w wieku 2,5 roku zachowuje się na krześle co najmniej niezdarnie.
    • scher Uszczypnęłaś i już, nie rozpamiętuj tak 30.08.11, 16:45
      a.denver napisała:

      > Wczoraj już nie wytrzymałam i też go uszczypnęłam - bardzo się zdziwił i rozpłakał.
      > Do wieczora był spokój, ale to raczej nie metoda.

      Dlaczego nie metoda? Bardzo dobra, intuicyjna metoda. Tym lepsza, że sama twierdzisz w którymś poście, że dziecku chyba pozwalacie na zbyt wiele.

      Dziecko musi poznać granice fizycznie, lekki ból znakomicie mu to ułatwia.

      Z twojego postu wynika, że dziecko jest otoczone miłością, na pewno zasłużone, uzasadnione uszczypnięcie nie spowoduje, że poczuje się niekochane. Raczej uświadomi sobie: doigrałem się.
      • a.denver Re: Uszczypnęłaś i już, nie rozpamiętuj tak 30.08.11, 18:05
        Prawdę mówiąc jestem nawet dzisiaj w lekkim szoku, ponieważ chciał mnie za coś tam znowu obłożyć, ale za chwilę sam do siebie powiedział "nie będę Cię bić, nie będę Cię kopać" (?????). Nic nie rozumiem - no niby niewychowawcze, ale wygląda jakby zadziałało.

        Co do wchodzenia na krzesło - daleka jestem od wyciągania takich horyzontalnie posuniętych wniosków. Wszak wchodzenie na krzesło wchodzeniu na krzesło nierówne - zależy jaki jest cel tej czynności (bo może dziecko chce wejść na krzesło, a potem z niego na parapet, a potem z parapetu przez okno wyfrunąć). Dla nas wchodzenie na krzesło jako takie jest dopuszczalne, chyba że zaczyna zagrażać zdrowiu, to wtedy mówię, że nie wolno (tak - tłumaczę zawsze czemu nie wolno). Ale pomysł z odwracaniem uwagi może być lepszy - dziękuję za niego.

        Czytam to forum od dawna i zaobserwowałam tutaj taką dziwną prawidłowość, że z każdego zdania od razu zrobi się wielka dyskusja (jak tu o tym krześle) - a przecież to jest wyrwane z kontekstu, przecież autorka tamtego postu nigdzie nie napisała, żę notorycznie zabrania, może miała taki skrót myślowy, a tu zaraz się robi dyskusja na 30 postów na temat jednego nieszczęsnego krzesła. Śmieszne to trochę :) mi by było szkoda czasu :)

        Dziękuję za konstruktywne uwagi. Pozdrawiam.
        • joshima [OT] Uszczypnęłaś i już, nie rozpamiętuj tak 30.08.11, 18:44
          a.denver napisała:

          > Czytam to forum od dawna i zaobserwowałam tutaj taką dziwną prawidłowość, że z
          > każdego zdania od razu zrobi się wielka dyskusja
          To forum dyskusyjne. Jak w każdej dyskusji powstają wątki luźno związane z głównym tematem. Nie ma się czemu dziwić.

          > a przecież to jest wyrwane z kontekstu,
          I tak i nie. To jest dobry przykład, żeby coś zrozumieć, coś wytłumaczyć.

          > przecież autorka tamtego postu nigdzie nie napisała, żę notorycznie zabrania,
          No widzisz. Nie napisała, ale też nie uściśliła. To po pierwsze. Po drugie, czy uważasz, że dwulatek łapie takie niuanse, to znaczy kiedy wolno wchodzić na krzesło a kiedy nie? Dla niego to nie sa jasne reguły.

          > może miała taki skrót myślowy, a tu zaraz się
          > robi dyskusja
          Ale co w tym złego?
        • Gość: basca Re: Uszczypnęłaś i już, nie rozpamiętuj tak IP: *.ghnet.pl 30.08.11, 18:45
          > a tu zaraz się
          > robi dyskusja na 30 postów na temat jednego nieszczęsnego krzesła. Śmieszne to
          > trochę :) mi by było szkoda czasu :)

          niby szkoda, a swoje uwagi dodałaś;)
          tak to właśnie się dzieje:D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja