a.denver
30.08.11, 08:39
Moje dziecko (2,5 roku) daje mi do myślenia. Każdy zakaz od dawna załatwia siłowo - ja czegoś zakażę - on szykuje nogę, pięść, szczypie. Nie jest to mocne działanie, ale nieprzyjemne. Dotąd zabraniałam, odsuwałam od siebie, bo naprawdę nie chcę, żeby to robił, ale to nie działa. Nie działa odesłanie w spokojne miejsce na pomyślenie, nie działa gadanie, tłumaczenie, zabranianie stanowcze. On oczywiście płacze, bo czuje się ukarany, ale zaraz przychodzi przeprosić (lub przytulić się), powie "kocham cię mamo" i matka wymięka. Wczoraj już nie wytrzymałam i też go uszczypnęłam - bardzo się zdziwił i rozpłakał. Do wieczora był spokój, ale to raczej nie metoda.
Naprawdę nie ma dużych zakazów, zabraniam tylko tego co może być niebezpieczne lub narusza jakąś moją przestrzeń (np. gdy wchodzi mi na plecy w czasie, gdy jem i mi przeszkadza). Poświęcam mu dużo czasu, uwagi, nie pracuję, więc nie jest jakoś osamotniony. Z ojcem postępuje jeszcze gorzej, bo mój mąż jest uległy i nie chce go karać ze względu z kolei na jego ciągłą nieobecność w domu.
Jak to rozwiązać?