sabina211
13.09.11, 12:20
Nie wiem, czy tytuł do końca trafnie oddaje sedno mojej refleksji. A może nie tylko refleksji, tylko problemu, z którego nie do końca zdaję sobie sprawę? Tak dużo na tym i innych forach o problemach dzieci i rodziców z adaptacją do nowych warunków(żłobek, przedszkole, zerówka), a ja po raz kolejny stwierdzam, że moje dzieci nigdy nie miały takich problemów. Nigdy nie widziałam ani jednej łezki na pożegnanie, żadnego lęku separacyjnego. Oczywiście na początku-zwłaszcza w żłobku-przychodziłam po dzieci po kilku godzinach, ale w zasadzie dlatego, że chciały tego opiekunki, które po kilku dniach same stwierdzały, że takich samodzielnych (psychicznie) maluchów wcześniej nie widziały. Dzieci mam 3 i każde z nich do nowego miejsca wchodziło jak do kolejnego domu. Do tej pory myślałam, że mają tak ugruntowane poczucie bezpieczeństwa, ale ostatnio zastanawiam się, czy aż tak łatwe godzenie się z rozstaniem, zmianami nie jest symptomem ukrytych problemów? Dodam, że zazdrość otoczenia budziło też to, że nasze dzieci w placówkach w ogóle nie chorowały (poza ospą wietrzną) tak, by musiały opuszczać zajęcia.
Proszę o kilka słów komentarza, zwłaszcza p. ekspert i osoby, których dzieci zachowywały się podobnie. Może coś przegapiłam, a może to rzeczywiście tylko powód do radości?