czy nasze dziecko nas nienawidzi?

IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 09:55
Witam, mam pytanie, o podobne doświadczenia, i o to , jak rozumiec, czy reagować...moja 10 letnia córka zawsze miąła tzw.trudny charakterk. jest dosyć apodyktyczna, trudno od zawsze radzial sobie z emocjami i uczuciami, wybuchowa, wrazliwa ( ale głównie na swoim punkcie), wydaje mi sie , ze sporo w niej egoizmu, al tez przez tych pare lat wspolnego zycia wiele rzeczy udało nam sie wspólnie wypracować, żeby żyło nam się milej, bez ciągłych awantur itd..oczywiście to bardzo zwięzły i nie kompletny opis...ogólnie wydaje mie się, ze razem z męzem tworzymy dziewczynom ( bo córka mam jeszcze młodszą o 2,5 roku siostre) całkiem sensowne warunki i emocjonalne i materialne...staramy się dawać dzieciakom jasne reguły bycia w naszej rodzinie, ale dajemy im tez dużo przestrzeni i swobody. Ostatnio jednak zastanawiam się, skąd wc tego u mojej starszej córki takie zachowania: prosi mnie, bym rozczesała jej włosy, bo sobie nie radzi (juz widze napięcie na jej buzi), czesze (to nic przyjemnego mieć rozczesywane skudlone włosy) i tu zaczyna się totalnie pozbawione kontroli krzyczenie na mnie, wrzask, że ją ciągnę, wyrywanie szczotki...oddaje mówię, ok, nie daje rady inaczej - zaczyna się wrzask na mnie w drugą strone: czemu nie chcesz mnie czesać, jesteś wredna, MASZ mnie uczesać itd...spirala się nakręca, mimo, że próbujemy ją zatrzymac na zasadzie: zjedz najpierw śniadanie -potem zobaczymy co da sie z tym zrobić...nie to tylko nasila akcje...córka wykrzykuje wobec nas roszczeniowe teksty i np krzyczy, że nas nienawidzi, jesteśmy głupi i okropni.... ogólnie jest w tym wszystkim jakaś totalna niewspołmierność reakcji ( tak mi się zdaje). Zauważyłam równiez, ze córka czasem okazując swoje odczucia ( niechęć, złość, itd) z przyjemnościa wpatruje sie jednocześnie w szybę, w której się odbija jej twarz i jakby "ćwiczy minki", jakby sprawdzała, jakie może zrobić jej wyraz twarzy wrażenie...wiem, trochę to dziwnie wszystko brzmi, ale zaczynam się niepokoić. Zwłaszcza, że zauważyłam, ze podczas takich "bezsensownych awantur" moja druga córka siedzi przerażona patrząc na szalejąca jak huragan siostrę..i często mówi, że się jej wtedy boi...Nie zakazuje dziecku przeżywać wściekłości itd, ale wydaje mi się, ze przekracza to wszystko trochę jakieś granice...moje zaczyna na pewno i nie wiem, jak sobie z tym radzić...
    • rulsanka Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 10:29
      Dojrzewa... Pewnie sama nie wie o co jej chodzi. Myślę, że powinnaś dokształcić się na temat kwestii dojrzewania psychicznego i fizycznego i porozmawiac na ten temat z córką. Możecie się udać razem do psychologa, który wytłumaczy co i jak, tak żeby córka była przygotowana na to co ją czeka. Przewidując własne reakcje jesteśmy w stanie w jakiś sposób je kontrolować lub przynajmniej mieć do nich dystans.
      W kwestiach technicznych. Może zaproponuj jej ścięcie włosów?
      Albo przynajmniej odżywkę, po której rozczesywanie stanie się łatwe. Moich włosów bez odżywki nie da się rozczesać w ogóle, musiałabym je wszystkie wyrwać. A z odżywką rozczesywanie jest bezproblemowe.
      Ja na razie nie mam doświadczenia z nastolatkami, ale pamiętam siebie w tym okresie. Wydaje mi się, że taka awantura jest stresująca dla samego dziecka równie jak dla rodziców. Dlatego jak już minie, ważne by okazać dziecku, że je kochamy, przytulić, iść razem na spacer itp.
      • Gość: mamcia Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 10:53
        To nie problem konkretnie włosów - to był przykład, ale dla wyjaśnienia odżywki ma, dobre szczotki, włosów obciąć nie chce. ale to btw.
        ok awantura jest stresująca nie ma co. ja szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie pójścia na "spacerek"po godzinnej jatce- trochę do siebie dochodzę po takiej akcji, i nie wydaje mi się dobre by udawać przed dzieckiem, że natychmiast wszystko jest cacy. o miłości mówię, bo bez wzgl. na wszystko kocham moją córkę, nawet gdy w oczy wrzeszczy, ze mnie nienawidzi.
        "zeby córka była przygotowana na to co ją czeka"- no łatwo by bylo spychać na psychologa kwestie rozmów o najważniejszych dla dziecka etapach w życiu...mimo, że jestem trochę zaniepokojona jej zachowaniem , to jednak wydaje mi się, że dobrze udaje mi sie przegadywać z córką kwestie związane z dojrzewaniem i rożnymi zmianami, które się z tym wiążą. Ona ma do mnie zaufanie, pyta o różne kwestie (fajnie jest np słyszeć jak mówi koleżankom: spytaj mojej mamy, ona na pewno pomoże znaleźć jakieś rozwiązanie...) tym bardziej trudno mi zrozumieć takie wybuchy nieposkromionej agresji wc mnie i taty .Psycholog zrobi wykład o tym, co obie wiemy (teoretycznie) i o czym rozmawiamy. Natomiast dla mnie kłopotem jest praktyka...
        • Gość: rulsanka Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.adsl.inetia.pl 15.09.11, 11:39
          Z tym spacerkiem to wiadomo nie zaraz po kłótni tylko jak wszyscy ochłoną :)

          >Psycholog zrobi wykład o tym, co obie wiemy (teoretycznie) i o czym rozmawiamy.>

          Chyba jednak obie wiecie mało, bo ty jesteś zaskoczona zachowaniem córki, o czym świadczy pytanie zadane w tytule wątku. Córka pewnie sama siebie nie poznaje. Tymczasem są to dość typowe zachowania dla okresu dojrzewania.
          Nie jestem fanką psychologów, mam o nich raczej kiepskie zdanie, ale to takie rozwiązanie na szybko. Pewnie że lepiej byłoby przeczytac kilka mądrych książek.
          Praktyka dnia codziennego to świadomość tego, że "to minie" i że tak właśnie musi być. Nie pielęgnowanie w sobie wkurzenia i wyciąganie absurdalnych wniosków typu "córka mnie nienawidzi"
          • Gość: mamcia Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 12:01
            nie zgadzam się z tobą. pod konkretnym zachowaniem czasem kryje się coś więcej niż tylko impulsywne rzucenie szczotka. i nie zawsze jest tak, że postawa "to minie, bo tak jest" jest ok.dojrzewanie ok, bunt ok, ale nie wszystko można moim zdaniem tłumaczyć hormonami. to czasem spychanie pod dywan. wkurzenia nie pielęgnuje tylko po prostu reaguję na konkretną sytuacje emocjonalnie, co akurat wydaje mi sie w miarę normalne. co do psychologów- ja akurat mam o nich dobre zdanie, ale nie wydaje mi się, że dobry psycholog to ten, który daje rozwiązanie na szybko....
    • morekac Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 10:59
      .spirala się nakręca, mimo, że próbujemy ją zatrzyma
      > c na zasadzie: zjedz najpierw śniadanie

      Skróćcie włosy... Tak, aby młoda mogła sama nad nimi zapanować. To nic przyjemnego, jak ktoś szarpie za włosy (a szarpie się zawsze), a ty nie musisz wysłuchiwać głupich tekstów. A przede wszystkim nie będziecie nakręcać się od świtu.

      czemu nie chcesz mnie czesać, jesteś wred
      > na, MASZ mnie uczesać itd
      Nie będę cię czesać, jeśli będziesz wrzeszczeć.

      córka wykrzykuje wobec nas roszczeniowe teksty i
      > np krzyczy, że nas nienawidzi, jesteśmy głupi i okropni.... ogólnie jest w tym
      > wszystkim jakaś totalna niewspołmierność reakcji ( tak mi się zdaje). Zauważył
      > am równiez, ze córka czasem okazując swoje odczucia ( niechęć, złość, itd) z pr
      > zyjemnościa wpatruje sie jednocześnie w szybę, w której się odbija jej twarz i
      > jakby "ćwiczy minki", jakby sprawdzała, jakie może zrobić jej wyraz twarzy wraż
      > enie..
      Odmawiaj rozmowy z wrzasklami.

      zyjemnościa wpatruje sie jednocześnie w szybę, w której się odbija jej twarz i
      > jakby "ćwiczy minki", jakby sprawdzała, jakie może zrobić jej wyraz twarzy wraż
      > enie..
      A tym to się chyba nie przejmuj.
      • Gość: mamcia Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 11:19
        morekac
        no tak właśnie robimy z mężem...:-(

        a co w sytuacji, kiedy mimo to wszystko dziecko rzuca w ciebie szczotką do włosów ? też zignorować??, albo ...no właśnie...albo jak podchodzi i prowokacyjnie "niechcący" szturcha?....nie jestem zwolennikiem udawania, że takie zachowania są ok...ale nie wiem jak w teakiej sytuacji zachować się, żeby jej nie nakrecać, a z drugiej strony nie pozwolić przekraczac pewnych granic...
        • morekac Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 14:21
          Żadna z moich córek nie rzucała we mnie szczotką (podejrzewam, że musiałaby się rozczesywać przez dłuższy czas palcami), ani też mnie nie szturcha. Więc sugerowałabym tylko konfiskatę rzucanych przedmiotów, tudzież komunikat "nie chcę, żebyś mnie szturchała", a za następnym szturchnięciem po prostu bym nawrzeszczała.
          Opanowywałam tylko wrzaski. Jak dziecko zaczynało wrzeszczeć, to dostawało komunikat:
          Nie krzycz do mnie, ja na ciebie nie krzyczę i ty też nie musisz.
          Kiedy tak krzyczysz, nie jestem w stanie zrozumieć o co ci chodzi.
          Komunikat zależał od tego, czy było więcej rozpaczy czy złości.
          A tym zagadywaniem o śniadanie - chyba właśnie nakręcacie problem. Nie możesz zakomunikować dziecku, że sorki, ale nie zamierzasz jeść śniadania w takim wrzasku, że może sobie wrzeszczeć w swoim pokoju do woli, ale teraz ani nie będziesz jej czesać ani przejmować się jej wrzaskami?
          Zatyczki na uszy i nie przejmować się aż tak jej wyciem -odstawianie dramatu bez udziału publiczności nie jest już takie super. Natomiast pochylałabym się nad problemami wyrażonymi po ludzku.
          Inna sprawa to powód tego wrzasku. Mojej się ulewało, kiedy miała cięźki dzień - wtedy naprawdę wystarczał jakiś duperel, żeby reakcja była nieadekwatna. Była zła/smutna/wściekła, bo nauczycielka postawiła jedynkę (tradycyjnie niezasłużoną ;-) ), pokłóciła się z psiapsiółką (jak zwykle na wieczność), a na koniec matka zrobiła herbatę nie w tym kubku. ;-)
    • forumowiczka.to.ja Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 11:27
      A napisz coś na temat zachowania zasad, karności i nauki szacunku, jak to u Was było/jest respektowane?
      Oprócz naturalnego dla tego wieku buntu, dojrzewania itp, uważam, że córka trochę przesadza, a Ty jej niepotrzebnie na to wszystko pozwalasz. Bo o ile wściekłość o byle co, nerwy, trzaskanie drzwiami, nawet awantura o ważną rzecz jest ok, o tyle brak szacunku dla Ciebie/Was nie jest ok. A to własnie okazuje córka. Chaos i brak zasad - to widzę, ale oczywiście mogę się mylić.
      • Gość: mamcia Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 11:53
        ogólnie po prostu się na wzajem szanujemy..to chyba główna zasada naszego bycia..po prostu, jako małżeństwo, jako rodzice, jako dzieci naszych rodziców. nazwałabym to naturalnym przekazywaniem wzorca co to jest szacunek dla drugiego człowieka. karność? jeśli rozumieć przez to stosowanie się do ustalonych zasad to ogólnie dziewczyny postrzegane sa przez przyjaciół , rodzinie jako "dobrze wychowane" i ja tez je tak postrzegam...nie funkcjonujemy wg schematu jest zakaz, czy nakaz. Raczej omawiamy dlaczego np każdy sprząta po sobie albo dlaczego kłamstwo w naszej rodzinie nie jest akceptowane. kary są raczej konsekwencją: jest awantura, nie zdążyłaś przez to zjeść śniadania bo wolałaś biegać i krzyczeć trudno - idziesz do szkoły bez śniadania. krzyczysz , ze nie chcesz iść do szkoły - ok ja cie tam nie zaciągnę, twój wybór, ale nie napisze ci usprawiedliwienia ( i ocena z zachowania w dół). To wydaje mi sie dużo sensowniejsze ( ale może sie mylę) niż np zakaz pójścia do koleżanki po szkole, czy pogrania na kompie... Nie mam niestety pomysłu na konsekwencje właśnie okazywanego w takich sytuacjach braku szacunku do nas....
        • forumowiczka.to.ja Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 13:50
          Gość portalu: mamcia napisał(a):

          > karność? jeśli rozumieć przez to stosowanie się do ustalonych zasad to o
          > gólnie dziewczyny postrzegane sa przez przyjaciół , rodzinie jako "dobrze wycho
          > wane" i ja tez je tak postrzegam...

          tzn dotychczas postrzegałaś (mówię o starszej) bo z tego co piszesz, obecne jej zachowanie odbiega od kanonu "dobrego wychowania".

          >kary są raczej konsekwencją: jest awantura, nie zdążyłaś przez to zjeść śniadania bo wolałaś biegać i krzyczeć trudno - idziesz do szkoły bez śniadania. krzyczysz , ze nie chcesz iść do szkoły - ok ja cie tam nie zaciągnę, twój wybór, ale nie napisze ci usprawiedliwienia
          > ( i ocena z zachowania w dół).

          A ja uważam, że tu może tkwić część problemu. Twoja córka nie uważa Ciebie za przewodnika, głównodowodzącego stada, a za koleżankę. Z koleżanką można podyskutować, puścić focha, ochrzanić - i tak właśnie Cię traktuje po części. Od matki wymaga się więcej. Oczywiście 90% sukcesu osiągnęłaś - tłumaczenie, rozmowa. Ale sorry, ja bym wolała walnąć karę pod tytułem zakaz komputera dzisiaj (wpisz odpowiednie co wolisz), niż puścić dziecko głodne do szkoły. Wolałabym nie pozwolić jej pójść wieczorem do koleżanki, niż dać zdecydować 10-latce, że nie idzie do szkoły. Ona może decydować w wielu sprawach dotyczących siebie samej, ale nie w kluczowych. Uczysz jej, że jak walnie focha, to do pracy też nie będzie musiała iść (taki skrót myślowy). Wybacz, Twoje zachowanie jest w tych konkretnie kwestiach niepoważne. Córka woła o "ustawienie" zasad, bo sie gubi, bo jak tupnie nogą tak jest, nikt jej nie "odtupnie". Nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi, ale uważam, że w wieku buntu najważniejsze w domu jest poczucie bezpieczeństwa, czyli że jak się pogubię to jest mama/tata, który wskaże mi co robić. Nie powinno się pozwalać dzieciom popełniać niektórych błędów, choćby same tego chciały. Od tego jesteśmy my, żeby czasami stanowczo powiedzieć "nie!"

          Uważam, że powinnaś pójść na konsultację, ale sama albo z mężem, dziecku na razie daj spokój. Do tego co masz, co osiągnęlaś dodaj kilka konkretnych i żelaznych zasad i zobacz co będzie.
        • morekac Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 15:06
          krzyczysz , ze nie chcesz iść do szkoły
          > - ok ja cie tam nie zaciągnę, twój wybór, ale nie napisze ci usprawiedliwienia
          > ( i ocena z zachowania w dół).
          Przeginacie. Dziecko chodzi do szkoły czy chce czy nie chce, bo istnieje coś takiego jak obowiązek szkolny. Ja tam zawsze wyrażam głębokie współczucie z powodu konieczności chodzenia do szkoły i przypominam o tym przepisie.
          Ale moja jest straszna legalistka... ;-)
          • Gość: mamcia Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 15:34
            no tak to może wyglądać z przeginaniem, ale taka reakcja właśnie wynikała ze znajomości mojego dziecka- ona ZA NIC na świecie nie opuści z własnej woli szkoły, a BRAK ewentualnego usprawiedliwienia to dla niej gorsza perspektywa niż nie wiem co...gdyby była innym dzieckiem to pewnie bym jej kazała wziąć śniadanie w rękę i natychmiast do szkoły;-)
            • forumowiczka.to.ja Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 15:46
              Gość portalu: mamcia napisał(a):

              > no tak to może wyglądać z przeginaniem, ale taka reakcja właśnie wynikała ze zn
              > ajomości mojego dziecka- ona ZA NIC na świecie nie opuści z własnej woli szkoły
              > , a BRAK ewentualnego usprawiedliwienia to dla niej gorsza perspektywa niż nie
              > wiem co

              no to sama widzisz, ona chce od Was jakiejś reakcji, bo skoro uwielbia szkołę a tu w poczuciu wściekłości krzyczy że nie pójdzie do szkoły, to jest to karanie samej siebie. Czyli chaos, bunt, brak bezpieczeństwa. Bo ona chce iść, ale...chce reakcji. Trochę tak, jak w takich zamrożonycj domach, dziecko robi coś bardzo złego, żeby zobaczyć chociaż raz wściekłą mamę, a nie człowieka opanowanego, bez emocji, w masce.
              Wszystko napisała Ci verdana.

              >...gdyby była innym dzieckiem to pewnie bym jej kazała wziąć śniadanie w
              > rękę i natychmiast do szkoły;-)

              A to jakim ona jest dzieckiem, że nie możesz właśnie tego zrobić? Co, pobije Cię, zlekceważy, wyśmieje?
              • Gość: mamcia Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 15:57
                nie nic z tych rzeczy...po prostu powiedziałaby: świetnie, właśnie mamo miałam zamiar wyjść ;-). o tym chaosie to jest w tym dużo racji. ona ma chaos w emocjach, z resztą często mówi o tym, ze ona sama nie wie o co jej chodzi,albo:mamo, coś mnie tak denerwuje , ale nie wiem co, taka jestem jakaś zdenerwowana ale nie wiem na co.....Mam nadzieję, że trochę mi daleko jednak do obrazu rodzin o których piszesz... na pewno nie opływamy w dostatki, stawiamy granice, okazujemy uczucia i wściekamy sie ...ale nie wiem, czy mój wybuch w takiej sytuacji by coś pomógł...
                notabene:córka wróciła ze szkoły i pyta: no wystarczyło ci chyba mamo te 7 godzin, żeby już wszystko było w porządku...?????:-()
    • justyna_dabrowska Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 15.09.11, 11:48
      Nie nie myslę, że "nienawidzi" ale że cos sie dzieje w waszej rodzinie na co ona tak reaguje...co to jest, trudno mi powiedzieć z oddali dlatego sugerowałabym żebyście obydwoje poszli na konsultacje u kogos kto zajmuje się terapia systemową i kto będzie umiał zobaczyc wasza rodzine "z lotu ptaka".

      Takie zachowanie może oznaczać wiele różnych rzeczy ale skupianie się na samym zachowaniu bez rozumienia o co tu naprawdę chodzi niewiele nam da...

      Dośc często miewam rodziny na konsultacji i wspólnie dochodzimy do wniosków, które czesto sa zaskoczeniem dla wszystkich zainteresowanych:)

      pozdrawiam
      jd

      PS jesli szuka PAni tzw "namiarów" na fachowców to prosze pisac na adres justyna.dabrowska@agora.pl

      • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 12:07
        P.Justyno, czy taka wizyta to ja+ mąż, czy razem z całą załogą - 2 dziewczyny, czy z córka starszą? Czy Pani zdaniem próbować jeszcze nadal rozmawiać o tego typu zachowaniach z córka ( na spokojne, w pokojowej atmosferze), czy od razu sie z kimś konsultować? i czy jasno powiedzieć córce: mamy kłopot idziemy sie poradzić, czy ...?
        • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 14:21
          Ja bym mlodszej nie brała, chyba, ze też ma problemy związane z wystepami starszej.
          Wydaje mi sie, że przesadziliscie z demokracją. Dziesięciolatka nie czuje się bezpieczna, jesli moze decydować o za wielu sprawach - w tym wieku dziecko powinno wiedzieć, ze obowiązek trzeba wykonać, do szkoły iść - a nie tylko ponosić konsekwencjie. Taki wybor bywa dla dziecka obciążeniem psychicznym, o wiele za trudnym do udźwigniecia. Lepiej się czuje, kiedy rodzice wymagają pewnych rzeczy stanowczo i nie odpuszczaja, niż gdy sama musi sobie radzić z wyborami, ktorych konsekwencji do końca nie zna, bo jest za mała.
          Więcej stanowczości - dziecko za kazdym razem urządza awantury przy czesaniu? Nie rozumiem, powiem szczerze - po drugim razie powiedziałabym, ze ma więcej nigdy nie prosić o uczesanie. Koniec. Czesze się sama, nie potrafi - to moze śćiąć włosy, ale Ty nie pomozesz.
          Szturcha i rzuca szczotką - cóż, za coś takiego nalezy się surowa kara. Natychmiast. To jest własnie szacunek do dziecka - nie pozwalanie mu zna zachowania karygodne.
          Radzę przed wizytą u specjalisty zmienić stosunki w domu na mniej partnerskie, a bardziej tradycyjne - rodzic - dziecko. Co nie wyklucza wysłuchiwania opinii dziecka (z ktorą jednak mozna sie nie zgodzić) i przyjaźni.
          • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 15:01
            verdana:
            napiszcie mi proszę co wg was oznacza surowsza kara."nalezy się surowa kara": czy np ma to być nie pojechanie na klasowa wycieczkę za 2 dni, czy zapłacenie za nią z własnej kasy, czy co (chodzi mi o kaliber)? bo u nas jest tak, ze kara "nie idziesz do koleżanki odbierana jest na zasadzie - ok, poczytam sobie,. nie grasz na kompie - ok, porobię sobie coś kreatywnego, brak kieszonkowego - trudno, mniej zaoszczędzę itd...?
            na prawdę mam z tym kłopot
            • forumowiczka.to.ja Re: do P. Justyny 15.09.11, 15:14
              Kara jako taka (surowa czy też nie) to musi być coś, co wiesz, że na dziecko zadziała. Że będzie mu tego brakować, będzie złe że mu to zabrano. To jest kara - znasz swoje dziecko, co może ją "ruszyć"?
              Za karę możesz również jej coś kazać zrobić - posprzątać, umyć.
              Zakaz wyjazdu na wycieczkę, no nie wiem, czy to nie za ostra kara....
              • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 15:41
                no dlatego to taki problem z tą surową karą!!! sprzątanie - uwielbia, samotność ( w sensie braku koleżanek - też lubi, obowiązki domowe - kocha, komputer - brak jest bardzo do przeżycia , telewizja - nie lubi...mam jej wyrzucić książki z pokoju? dlatego też pomyślałam o tej wycieczce, a bardziej o opłacie za wycieczkę bo sknera jest straszna...
                • morekac Re: do P. Justyny 15.09.11, 15:55
                  dlatego też pomyślałam o tej wycieczce, a bardziej o opłacie za wyciec
                  > zkę bo sknera jest straszna...
                  Tego chyba nie rób...
            • morekac Re: do P. Justyny 15.09.11, 15:19
              Tych surowych kar Verdany też jestem ciekawa. ;-)
              Osobiście zabierałabym przedmioty, którymi rzuca. Na długo. I wyrzucała z pokoju - tzn. dziecko bym wyrzucała, a nie szczotkę.
              • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 15:36
                no zabrałam oczywiście szczotkę, to poszła i sobie inna wzięła. a z wyrzuceniem jej z pokoju...tu mam problem bo jak to niby zrobić : za pazuche i wyrzucić?
                • morekac Re: do P. Justyny 15.09.11, 15:54
                  no zabrałam oczywiście szczotkę, to poszła i sobie inna wzięła.
                  nie mów, że ma 365 szczotek - po jednej na każdy dzień roku. Kiedyś się skończą...

                  Każ jej wyjść. natychmiast.
                  Tylko musisz być jeszcze bardziej wq... niż ona. Autentycznie wściekła, słodki ton nie działa.
                  Zadbaj trochę o własny komfort.
                  • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 16:01
                    morekac masz rację, ale jak postąpiłabyś w takiej chwili, kiedy siedzimy w kuchni, która jest wspólna z pokojem i całym dołem (brak drzwi, które można zamknąć), a córka ma pokój na górze i mówi, że nie wyjdzie. W całej swojej wściekłości , jeśli nie wychodzi mam ją tam zaciągnąć na górę , czy wystawić za drzwi na dwór siłą?czy zaszantażowac że jak nie wyjdzie..to?bez sensu chyba
                    • morekac Re: do P. Justyny 15.09.11, 16:27
                      Polecam zaklinacza psów... ;-)
                      W przełożeniu na dziecia powinno to mniej więcej wyglądać tak:
                      Stajesz z dzieckiem twarzą w twarz, patrzysz jej głęboko w oczy i mówisz "Idziesz na górę".
                      Dziecko: Nie idę!
                      Stoisz i patrzysz jej prosto w oczy. Nie cofasz się, nie spuszczasz wzroku, nie ustępujesz, dopóki sama nie pójdzie.
                    • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 16:33
                      W takim wypadku możesz wyjść Ty , z hukiem i oswiadczeniem "Nie będę z Tobą siedziała w jednym pomieszczeniu." I konsekwentnie przez pewien czas wychodziła z pokoju, do którego córka wchodzi.
                      • scher Re: do P. Justyny 15.09.11, 18:33
                        verdana napisała:

                        > W takim wypadku możesz wyjść Ty , z hukiem i oswiadczeniem "Nie będę z Tobą sie
                        > działa w jednym pomieszczeniu." I konsekwentnie przez pewien czas wychodziła z
                        > pokoju, do którego córka wchodzi.

                        Nie, bo to jednak dziecko wtedy rządzi.
                        Ja jestem za "zaklinaczem psów". W ostateczności wyniósłbym dziecko siłą.
                        • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 18:49
                          Do wyniesienia dziesieciolatki trzeba miec krzepę, ja bym nie dała rady.
                          Mogę zgodzić się z tym, że dla tej akurat dziesięciolatki wyjście mamy z pokoju będzie oznaką,że zwyciężyla, fakt. Dla moich dzieci to byla okropna kara, ale one nigdy tak się nie zachowywały.
                          A tu rzeczywiście problemem jest nie to,że dziecko "nienawidzi", tylko, ze lekcewazy.
                          Można jeszcze zastosowac groźbę piętrową "Idź do pokoju, albo... ", ale Autorka postu nie ma pomyslu na to "albo".
                          • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 19:31
                            dokładnie...problemem jest brak szacunku, brak poczucia, że sie przeholowało, brak pomysłu na "albo"no i brak mojej krzepy ;-)
                            • scher Re: do P. Justyny 15.09.11, 22:04
                              Gość portalu: mamcia napisał(a):

                              > dokładnie...problemem jest brak szacunku, brak poczucia, że sie przeholowało

                              Mszczą się twoje błędy, gdy córka była mała. Teraz to jest ostatni moment, żeby zaostrzyć kurs.

                              > brak pomysłu na "albo"no i brak mojej krzepy ;-)

                              Ale jak będziesz tak jękolić zamiast coś wymyślić, to nic z tego nie wyjdzie ;)
                              Co ty, w autobusie się nigdy w ścisku nie przepychałaś do kasownika? Dziecka wypchnąć z pomieszczenia nie umiesz? Nie umiesz zdecydowanie (i spokojnie) naprzeć ciałem?

                              To jest ostatni moment, żeby córka poczuła, żeś silniejsza i z tobą nie wygra. Czyli żeś ty przywódcą stada.
                              • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 22:40
                                Wypchnięcie siłą z pokoju 10-latki nic nie da. Nie nabierze przez to szacunku dla matki - tym bardziej,z ę za dwa-trzy lata to ona będzie wypychać mamusię.
                                W dodatku siłowe rozwiązanie NIC nie daje - dziewczyna nadal może matkę lekcewazyc, uznawać, że nie ma ona racji i poza siłą nie ma innych argumentów.
                                Być moze, w takim wypadku lepsza bylaby metoda, ktorej raczje nie lubię - to znaczy powiedzenie dziecku, że nie będziesz tolerowac takiego zwracania się do rodziców, takiego zachowania - a zatem jesli córka nie potrafi rozmawiać, to ty tez nie bedziesz. I całkowite zignowrowanie na pewien czas. Zero rozmów, zero kontaktu, zero przyjmowania informacji, zero podawania posiłków.
                                Ale to bardzo drastyczna metoda.
                          • morekac Re: do P. Justyny 15.09.11, 22:39
                            Też bym nie dała rady - zablokowałabym chyba możliwość poruszania się po pokoju i czekała, aż dzieć spęka. Mieć twarz nieco wściekłej mamusi 5 cm od swojej twarzy to nie jest komfortowa sytuacja.
                            • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 23:22
                              Dla dziecka, ktore się matki boi (a moze raczej ma respekt...) to nie jest sytuacja komfortowa. Dla dziecka, ktore matkę lekzewazy, moze to byc kolejny pretekst do obsmiania mamusi "Nie wygłupiaj się już, idiotycznie wyglądasz tak gapiąc się na mnie".
                              Dziecko, ktore lekcewazy matkę, jako osobę, to jest bardzo powazny problem.
                              • morekac Re: do P. Justyny 15.09.11, 23:33
                                'I nadal będę tak wyglądała, dopóki nie wyjdziesz z tego pokoju.'
                                W każdym razie, dopóki nie pomyśli się przede wszystkim o swoim komforcie i dopóki nie będzie miało się gdzieś dyskomfortu dziecięcia - poprawy nie wróżę.
                              • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 16.09.11, 08:13
                                no i tu właśnie jest problem: sytuacja z wczoraj wieczora: stoimy 20 cm od siebie, ja (autentycznie zdenerwowana) mówię kończąc zdanie: czy zrozumiałaś? - brak odpowiedzi ( córka patrzy mi prosto w oczy) powtarzam x 3 patrząc - nic i nagle córka zaczyna się śmiać ( jakby długo wstrzymywała)- a za chwilę zaczyna płakać i mówi, ze ona nie chciała się zaśmiać, tylko od tego patrzenia zaczęło jej się dwoić i nagle zobaczyła mnie x 3.....kazałam jej odejść - i ryczała przez następne 20 min, że jej nie wierzę,a mówi prawdę...

                                i to naprawdę jest dla mnie problem. nie wiem, analizując postępowanie nasze z mężem, gdzie tkwi błąd - bo rozumiem jakby ktoś zarzuciła nam za duży liberalizm, zbyt wątłe granice we wczesnym dzieciństwie, ale w porę się zorientowaliśmy i zmieniliśmy sposób postępowania..mogło to zostawić ślady, ale brak szacunku? naprawdę nurtuje mnie pytania : why???? zawsze miała charakterek, od małego trzeba było ją studzić....rozumiem rożne wariactwa, ale skąd do jasnej taki brak uchylenia karku w stos. do nas? Np. wczoraj powiedziała jeszcze:o co wam chodzi? przecież kiedyś , jak byłam mała znacznie częściej mi się zdarzały takie sytuacje, a teraz tylko raz na miesiąc...nie doceniacie tego, jak się staram....czy rzeczywiście???
                                podkreślę, że druga córka wychowywana wg tych samych reguł nie ma problemu ze świadomością, co można a czego nie w stos. do nas, mimo, ze też aniołem nie jest.
                                • verdana Re: do P. Justyny 16.09.11, 09:02
                                  Hm, dla mnie ta scena, która opisujesz, nie ma nic, ale to nic wspólnego z lekcewazeniem. Śmiech jest naturalną reakcją części zdenerwowanych dzieci, a nawet niektórych doroslych. Sadzę, ze córka rzeczywiście mowiła prawdę - to zachowanie , ktore zaprezentowała, jest na pograniczu histerii.
                                  Mam wrażenie, ze Ty też masz problem z interpretacją zachowań dziecka. I to może lezeć u podłoża niektórych problemów.
                                • scher Re: do P. Justyny 16.09.11, 09:04
                                  Gość portalu: mamcia napisał(a):

                                  > nagle córka zaczyna się śmiać ( jakby długo wstrzymywała)- a za chwilę zaczyna płakać
                                  > i mówi, ze ona nie chciała się zaśmiać, tylko od tego patrzenia zaczęło jej się dwoić i nagle
                                  > zobaczyła mnie x 3.....kazałam jej odejść - i ryczała przez następne 20 min, że jej nie
                                  > wierzę,a mówi prawdę...

                                  Obrzydliwa manipulantka.
                                  • morekac Re: do P. Justyny 16.09.11, 09:22
                                    Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy...
                                • morekac Re: do P. Justyny 16.09.11, 09:20
                                  Poszła w końcu czy nie?
                                  Mamcia, nie przeprowadzaj rozmów z dzieckiem, wymagających rozumienia tekstu mówionego, kiedy obie jesteście zdenerwowane. Ty chlapniesz za dużo, a ona się zatnie i nic z tego nie będzie. Do rozmowy, do wyciągania wniosków potrzebny jest spokój i komfort. Dla ciebie i dla niej.
                                  Do krótkiego opieprzenia dziecka za rzucanie szczotkami i wysłania na księżyc - nie, wręcz przeciwnie.

                                  a za chwilę zaczyna pł
                                  > akać i mówi, ze ona nie chciała się zaśmiać, tylko od tego patrzenia zaczęło je
                                  > j się dwoić i nagle zobaczyła mnie x 3.....kazałam jej odejść - i ryczała przez
                                  > następne 20 min, że jej nie wierzę,a mówi prawdę...
                                  Wcale nie trzeba było zaczynać czy podejmować z nią dyskusji na temat, co widziała i czy kłamie czy nie. To nie był temat waszej rozmowy.
                                  Odpowiedzieć "Nie rozmawiamy teraz o tym/nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać, idź do swojego pokoju".

                                  p. wczoraj powiedziała jeszcze:o co wam chodzi
                                  > ? przecież kiedyś , jak byłam mała znacznie częściej mi się zdarzały takie sytu
                                  > acje, a teraz tylko raz na miesiąc..
                                  Odpowiedź jak wyżej.

                                  > podkreślę, że druga córka wychowywana wg tych samych reguł nie ma problemu ze ś
                                  > wiadomością, co można a czego nie w stos. do nas, mimo, ze też aniołem nie jest
                                  > .
                                  Cóż, na histerię dzieci reagowaliśmy tak samo - starsza dostała klasycznej histerii raz, jako 2-latek i nigdy więcej jej się to nie powtórzyło. Młodsza potrafiła odstawić cyrki (bez rzucania jednak w domowników czymkolwiek) przez kilka lat, z różnym nasileniem. Dzieci są różne, a i różna jest sytuacja dziecka młodszego i starszego.

                                  i ryczała przez
                                  > następne 20 min,
                                  Zakładam, że nie była to rozpacz, tylko wściekłość.
                                  Nie stopować, nie pocieszać, zostawić. Niech ryczy.
                                  Ostatni wybuch histerii mojej młodszej córki jako ponad 9-latki był taki sam jak jej pierwszy wybuch jako kilkulatki - głośny i strasznie długi. A potem zapanował spokój... ;-)
                                  • verdana Re: do P. Justyny 16.09.11, 09:26
                                    Mogła być wścieklość, a mogła i rozpacz. Jeden z moich synow w momencie, gdy zaczynałam się wsciekać reagował uśmiechem, co oczywiście mnie jeszcze bardziej nakręcało. Ale on naprawde nie miał zamiaru ani mnie obrazić, ani zlekcewazyc, był zazwyczaj zdenerwowany do granić możliwosci.
                                    Oczywiście, dziecku w histerii niczego nie nalezy tłumaczyć, ale nie nalezy też interpretować kazdego zachowania dziecka jako skierowanego przeciwko sobie i w pełni świadomego.
                                    Jezeli zle zachowania rzeczywiście sa rzadsze , niż kiedys, to dziecko trochę racji ma - należąłoby to jakoś docenic.
                                    • morekac Re: do P. Justyny 16.09.11, 09:49
                                      Przede wszystkim młoda musiała się jakoś uspokoić. Czy zrobi to płacząc czy krzycząc czy trzaskając drzwiami czy drąc papier na mikroskopijne kawałeczki - mniejsza o to, byle nie stwarzała zagrożenia dla domowników i siebie. Jak już nie będzie rzucała szczotkami, można spróbować przystąpić do eliminacji hałasu...
                                      Czy pocieszać, uspokajać czy też nie - to już zależy od oceny sytuacji. Przy czym jednak nie uspokajałabym i nie zgadywałabym dziecka, które ciska szczotkami i bluzga wokół jadem. To nie jest czas ani na nawiązywanie kontaktu, ani na prawienie umoralniających kazań.
                                    • scher Re: do P. Justyny 16.09.11, 10:03
                                      verdana napisała:

                                      > Mogła być wścieklość, a mogła i rozpacz. Jeden z moich synow w momencie, gdy
                                      > zaczynałam się wsciekać reagował uśmiechem, co oczywiście mnie jeszcze bardziej
                                      > nakręcało. Ale on naprawde nie miał zamiaru ani mnie obrazić, ani zlekcewazyc, był
                                      > zazwyczaj zdenerwowany do granić możliwosci.

                                      To prawda, dobrze, że na to zwróciłaś uwagę. Niektóre dzieci tak reagują w chwilach zdenerwowania. Nie trzeba brać do siebie.
                                      Poza tym jednak dziecku nie wolno traktować matki po chamsku i tu stanowcze reakcje, bez wmanewrowywania się w dziecięce manipulacje, są jak najbardziej wskazane.
                                    • morekac Re: do P. Justyny 16.09.11, 10:23
                                      Oczywiście, dziecku w histerii niczego nie nalezy tłumaczyć, ale nie nalezy też
                                      > interpretować kazdego zachowania dziecka jako skierowanego przeciwko sobie i w
                                      > pełni świadomego.
                                      To też. A jak się nie bierze do siebie, łatwiej zachować spokój i nie dać się wkręcać w przepychanki typu 'ja nie kłamię, naprawdę widziałam cię podwójnie' /'ależ kłamiesz',
                                      'jak mogłaś tak powiedzieć'/'wcale tak nie powiedziałam'.

                                      Jezeli zle zachowania rzeczywiście sa rzadsze , niż kiedys, to dziecko trochę r
                                      > acji ma - należąłoby to jakoś docenic.
                                      Doceniałabym przede wszystkim każdą sytuację, kiedy dziecko usiłuje zalatwić coś bez wrzasku i histerii - nawet jeśli nie do końca to wychodzi. Kiedy nie rzuci szczotką, kiedy się nie rozwrzeszczy. ;-)
                                      • Gość: monika Re: do P. Justyny IP: *.ip.jarsat.pl 16.09.11, 10:59
                                        ale to tez nie ma jednego sposobu 'nie brania do siebie'. mam ilosc ciepliwosci graniczaca z choroba i mnie trudno wyprowadzic z rownowagi. no i mam wrazenie, ze przez to moj starszy synek rosnie na prowokatora z jednej strony, z drugiej nie jest wystarczajaco szybki, potrzebuje czasu na oswojenie i potrzebuje sie zastanawiac. czyli z jednej strony meczy go ten spokoj, z drugiej go potrzebuje.
                                        i nie wiem, jakie zachowania mam doceniac. czy te, kiedy bedzie zdecydowany=bardziej dostosowany do zycia, czy te kiedy bedzie sznowal swoja chec oswajania i zastanawiania=tracil okazje, bo nie ma czasu na rozkminianie ;-)
                                        teraz sieje (mlody ma nieclae 8 lat), w czasie dojrzewania bede zbierala, wiec nie powiem, trudno mi z nim, bo wychodzi poza jakies tam ramy.
                                      • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 16.09.11, 13:12
                                        rzeczywiście córka dużo zmieniła na plus swoje zachowanie w ciągu kilku lat i to doceniamy ( i jasno komunikujemy). Dzięki morekac i verdana za komentarze, bardzo ciekawe i otwierające rożne klapki w głowie. wczorajsza syt. z e śmiechem, miała przebieg taki jak sugeruje morekac, a ja odebrałam to tak, jak sugeruje verdana ( jako wyraz jej napięcia), nie dyskutowałam, i w ogóle nie rozmawiałam na temat śmiechu ( chociaż ciężko było mi powstrzymać śmiech , jak widziałam ten rozweselający sie groźny pysk mojego dziecka w tej pełnej grozy chwili ;-)). zobaczymy, poczekam jeszcze trochę i zobaczymy jak to będzie wyglądało...myślę, ze z psychologiem może jeszcze chwile poczekam, spróbujemy to może jakoś ogarnąć..jeśli nie będzie efektów poradzimy się kogoś....
            • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 16:31
              A co ma rzucanie szczotką do wycieczki, czy zaplaty za wycieczkę z własnej kasy?
              Surowa kara w wypadkurzucenia we mnie szczotką, to na przyklad moja totalna obraza i foch, wyslanie dziecięcia na resztę dnia do pokoju, poniewaz nie bedę siedziała przy jednym stole i jadła obiadu z osoba, która na mnie napadła.
              I wiesz co? Naprawde nie mialabym ochoty jeść tego dnia w towarzystwie córki.
              • Gość: mamcia Re: do P. Justyny IP: *.mifam.com.pl 15.09.11, 17:01
                tak też trochę czuję Verdano...nie mam ochoty z nią dziś rozmawiać i przebywać...ale (juz to wyżej napisałam) niepokoi mnie ,że ona jakby w ogóle nie czuje sprawy:wróciła ze szkoły i mówi, jeszcze jesteś obrażona? 7 godzin ci nie wystarczyło żeby teraz byc uśmiechnięta? ja o wszystkim zapomniałam i zaczynam od nowa.....no i co? taki brak emocjonalnej refleksji z jej strony jest ok?
                • verdana Re: do P. Justyny 15.09.11, 17:24
                  o się wtedy mowi "Tak ,jestem, wyjdź". Ona Cię traktuje jak osobe, która z definicji nie ma racji, nie ma prawa się bronić, a jak się broni czy jest zła - to oznacza, że ma problem z soba.
                  To własnie należałoby zmienic, pokazać,że nie masz żadnego obowiązku się usmiechać i zapominać.
                  Ja bym powiedziała w takiej sytuacji "Nie, uderzyłas mnie, tak szybko tego nie zapomnę. Moze będę się uśmieczhać, ale nie do kogoś, kto na mnie napadł i nawet nie czuje się wu=inny. Idź do swojego pokoju i nie schodź na dół, bo nie chcę być z tobą w jednym pokoju przynajmniej do wieczora."
                  jeśli dziecko zejdzie na dół, demonstracyjnie opuść pokój, mówiąc, ze nie bawi cię bycie z nia w jednym pokoju i tyle.
        • oliwe Re: do P. Justyny 15.09.11, 14:25
          Mnie się podobają Twoje słowa, reakcje i ogólny sposób patrzenia na wychowanie bo zachowuję się podobnie. Ktoś zarzucił, że córka traktuje Cię jak koleżankę. Osobiście nie widzę w tym nic złego. Z doświadczenia wiem, że w wieku nastoletnim bardziej się ufa przyjaciółce niż matce i zdecydowanie wolałabym być dla mojej córki wtedy przyjaciółką niż matką w pojęciu wyroczni. A szacunek nie ma tu nic do rzeczy, bo ludzi których sie kocha i im ufa się szanuje bez względu czy to rodzice czy przyjaciele.

          U mnie nie ma zakazów, nakazów, nie bo nie. Nie daję gotowych recept, mówię o własnych doświadczeniach, informuję, że nie wiem bo dana sytuacja też i dla mnie jest nowa czy trudna, nagroda jest jedna - cudowna więź jaka nas łączy. Jasne, że czasem dziecko próbuje badać granice bezwarunkowości miłości, zaufania czy tolerancji ale reakcja na to jest prosta: nie podoba mi się Twoje zachowanie, ja cię traktuję jak partnera w życiu i rozmowie, szanuję i staram zrozumieć i tego samego oczekuję od ciebie. Jak się wścieknę to przepraszam i od ciebie tego oczekuję. W przeciwnym razie będę cię traktować jak ty mnie. Rzecz w tym, że za słowami musi być postawa. Gdyby jednak w tym momencie dziecko wykrzyczało w du..e mam Twój szacunek, nienawidzę Cię to albo ton lub moment był nieodpowiedni albo jest większy problem, który warto odnaleźć i wizytę u kogoś kto potrafi to ocenić od zewnątrz bardzo polecam.
          • forumowiczka.to.ja Re: do P. Justyny 15.09.11, 14:39
            oliwe napisała:

            > U mnie nie ma zakazów, nakazów, nie bo nie. Jak się wścieknę to przepraszam i od ciebie tego oczekuję.

            Z jednego opisu wyłania się wspaniała więź przyjaciółek od serca, a dziecko jedynie testuje granice "bezwarunkowości miłości" - słodko, miło i delikatnie. Z jakich więc powodów wściekasz się Ty i dziecko?

            >Gdyby jednak w tym momencie dziecko wykrzyczało w du ..e mam Twój szacunek, nienawidzę Cię to albo ton lub moment był nieodpowiedni albo jest większy problem, który warto odnaleźć

            Że co?? Chamstwo tłumaczysz nieodpowiednim tonem?

            Twój dom, Twoja sprawa, ale bardzo niespójny ten Twój opis. Ciekawe co do powiedzenia miałoby Twoje dziecko...

            I zapewniam, matka nigdy nie będzie przyjaciółką dziecka. W momencie kiedy zacznie być przyjaciółką, przestanie być traktowana jak matka...
            • oliwe Re: do P. Justyny 15.09.11, 15:01
              forumowiczka.to.ja napisała:

              > oliwe napisała:
              >
              > > U mnie nie ma zakazów, nakazów, nie bo nie. Jak się wścieknę to przeprasz
              > am i od ciebie tego oczekuję.
              >
              > Z jednego opisu wyłania się wspaniała więź przyjaciółek od serca, a dziecko jed
              > ynie testuje granice "bezwarunkowości miłości" - słodko, miło i delikatnie. Z j
              > akich więc powodów wściekasz się Ty i dziecko?

              Z naprawdę różnych, serio, uwierz, hormony, zmęczenie, nakładające się problemy, niewyspanie homo sum, humani nihil a me alienum puto ;)

              >
              > >Gdyby jednak w tym momencie dziecko wykrzyczało w du ..e mam Twój szacune
              > k, nienawidzę Cię to albo ton lub moment był nieodpowiedni albo jest wię
              > kszy problem, który warto odnaleźć
              >
              > Że co?? Chamstwo tłumaczysz nieodpowiednim tonem?

              Mój ton, nie wyrażający przesłania odpowiednio lub moment, w którym to przesłanie przekazuję. Tak dla ścisłości ;) A sytuacja póki co jest hipotetyczna.

              >
              > Twój dom, Twoja sprawa, ale bardzo niespójny ten Twój opis. Ciekawe co do powie
              > dzenia miałoby Twoje dziecko...

              Ot co.

              >
              > I zapewniam, matka nigdy nie będzie przyjaciółką dziecka. W momencie kiedy zacz
              > nie być przyjaciółką, przestanie być traktowana jak matka...

              To ja nie chcę być traktowana jak matka. Najwyraźniej mam inne wyobrażenie matki. I nie moje problemy są w tym wątku poddane analizie więc wyluzuj.
              • scher Re: do P. Justyny 15.09.11, 18:36
                oliwe napisała:

                > I nie moje problemy są w tym wątku poddane analizie więc wyluzuj.

                Spokojnie, zaraz możemy poddać i twoje ;)
          • morekac Re: do P. Justyny 16.09.11, 16:14
            Z doświadczenia wiem, że w wieku nastoletn
            > im bardziej się ufa przyjaciółce niż matce i zdecydowanie wolałabym być dla moj
            > ej córki wtedy przyjaciółką niż matką w pojęciu wyroczni.
            Bo wtedy nabierają znaczenia rówieśnicy - dziecko wychodzi z domu. Z matką można mieć świetny kontakt, można jej ufać, kochać - ale i tak znaczenia nabiera świat zewnętrzny. Normalne i naturalne, nie można spędzić życia uczepionym maminej spódnicy.
            A co do przyjaciół - cóż, raczej mało ludzi toleruje takich przyjaciół, którzy rzucają w nich szczotkami...
    • Gość: monika Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.ip.jarsat.pl 16.09.11, 09:57
      moze jestes (jestescie) nieproporcjonalnie do wspolczesnego tempa zycia (zachowan corki) cierpliwa, za bardzo uwzgledniasz swiat w podejmowaniu decyzji, stad taki jakby brak szacunku? podalas tylko jeden przyklad, ale miejsce ponoszenia konsekwencji za niepojscie do szkoly przenioslas na te naturalne konsekwencje, czyli jej dyskomfort w zwiazku z obnizona ocena. dalas jej tez sygnal, ze jestes bezsilna, bo jej nie zaciagniesz. wiec efekt jest taki, ze stoisz niemal bezradnie z boku tej sytuacji. w tej chwili nie jest trendy wsrod mlodziakow bycie otwartym, tolerancyjnym i spokojnym ;-) jak corka zachowuje sie poza domem, oprocz tego, ze zalezy jej na ocenach, moze ma ochote byc kims innym i odreagowuje to na Was. albo prowokuje Ciebie, zebys dala jej jakis przyklad zachowania z tych zdecydowanych, bezwzglednych, cokolwiek? moze Wasz model ja dezorientuje, bo sie ma nijak do zycia poza domem (tam nie ma czasu na rozkminianie, trzeba dzialac ;-) albo po porstu jest nieproporcjonalny do jej zachowan. corka wchodzi w trudny wiek, jezeli zawsze dawala do wiwatu, to przy okazji nastolectwa moze dac proporcjonalnie wiecej. wiec to tez tak naprawde jest okolicznosc lagodzaca.
      nie wiem, czy sie boisz troche corki, czy kompletnie nie leza w Twojej naturze pewne zachowania (np. z serii "bo tak"), ale tu chyba szwankuje element zwierzecy, czyli macie pomieszane miejsca w stadzie ;-)
      • Gość: MAM Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? IP: *.mifam.com.pl 16.09.11, 13:05
        No na pewno nie jestem typem pędzącym i rozpychającym sie łokciami, nie jest w moim stylu arogancja i bezpardonowa przebojowość. Nie jestem w stanie dawać córce innych wzorców niż te, które szanuje. Nie wydaje mi się żeby zachowania mojej córki miały wiele wspólnego z tempem dzisiejszego życia. nie uważam ze szacunek do drugiego człowieka zależy od tempa, w jakim żyje, czy od jego stosunku do świata. Sa ci którzy pędzą i ci którzy po prostu ida . Zycie w dzisiejszym świecie wymaga kolejnej cechy, którą cenie i którą posiadają moje dzieci: tolerancji!!!
        trochę nie do końca załapałam sens twojej wypowiedzi, ale dzieki za komentarz
        • morekac Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 16.09.11, 16:22
          No na pewno nie jestem typem pędzącym i rozpychającym sie łokciami, nie jes
          > t w moim stylu arogancja i bezpardonowa przebojowość. Nie jestem w stanie dawać
          > córce innych wzorców niż te, które szanuje.
          Ale to nie o to chodzi... Musisz szanować siebie - i tak jak nie pozwoliłabyś na pewne zachowania najlepszej nawet przyjaciółce (typu fochy przy czesaniu i rzucanie szczotkami), tak samo i jej nie pozwalaj... Córka musi dostać jasny komunikat od ciebie:
          Nie pozwalam na takie zachowania wobec mnie. Nie chcę, żeby w moim kierunku latały szczotki.
    • rycerzowa Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 17.09.11, 21:55
      Mamcia, a czytałaś wątek na tej stronie pt. "Poniosło mnie"?
      Tam jest o 4-latku, który skopał mamę.
      Jak zareagowałaś, gdy twoja latorośl po raz pierwszy cię kopnęła, rzuciła w ciebie czymś, etc.?
      Pewnie po prostu wytłumaczyłeś jej, że to jest "be", a tobie jest przykro.
      A może nawet przeprosiłaś ją, że tak ją zdenerwowałaś?
      (Takie rady otrzymała mama 4-latka).

      Dzieciak jest nowicjuszem na naszej planecie. Nie zna norm i zwyczajów.
      Nie wie, że na matkę reki się nie podnosi.
      Powiesz, że zna, bo jej tłumaczysz.
      Tłumaczysz takim samym tonem, jak konieczność mycia zębów, jakby sprawy miały ten sam ciężar gatunkowy. Bo jesteś matka spokojna i kulturalna.
      Tymczasem dzieciak powinien się przekonać, że gdy przekroczy pewne normy, to ziemia się zatrzęsie.
      Pewnego dnia się zatrzęsie, bo nie wytrzymasz i dasz jej w pysk.
      Ale będzie już za późno.

      Podkreślasz dawanie dzieciom dobrego przykładu. To ważne, ale to nie wystarczy. Trzeba jeszcze wymagać. Od samego patrzenia to się można tylko "kowalskiego bziuka" nauczyć, niczego więcej.

      Córka jest nadpobudliwa, trzeba umieć z nią postępować. Taką rogatą duszę trzeba umieć wziąć w karby, bo - wbrew pozorom - ona tego bardzo potrzebuje.
      Dobry psycholog ci doradzi. Na pewno trzeba postawić ostre granice, ostrzejsze, niż w przypadku zwykłego dziecka.

      Martwi cię, że wygląda na to, że twoje dziecko cię "nienawidzi", nie szanuje.
      Inaczej mówiąc - nie kocha cię.
      Boli cię to.
      Wiesz co, przestań się tym przejmować. Myśl o dobru dziecka, o tym, by je dobrze przygotować do życia. Nawet kosztem niechęci do ciebie. Przy rehabilitacji maluchy często płaczą, ale zaniechanie rehabilitacji oznaczałoby kalectwo dziecka.
      Przyjdzie czas, dojrzeje, doceni, okaże ci miłość.
      • jahana01 Re: czy nasze dziecko nas nienawidzi? 25.09.11, 22:25
        Córka ma dopiero 10 lat, to początek okresu dojrzewania, potem może być gorzej:( Radzę Ci porozmawiaj z jakimś dobrym psychologiem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja