Gość: mickey
IP: *.lodz.mm.pl
09.11.11, 14:06
Chcialabym zwrocic sie przede wszystkim do Pani ekspert, ale moze osoby, ktore odczuwaly podobne emocje, jak ja, pomoga mi choc troche. Jestem mama 3,5 letniego chlopca i 4,5 - mies. coreczki. Odkad mala pojawila sie na swiecie, a dokladnie - tydzien po moim powrocie z nia ze szpitala zaczely sie problemy z synkiem; czasem zartuje, ze ktos podmienil mi dziecko. Wszystko zaczelo sie od histerii, strasznej, chyba slyszalo go pol osiedla - poniewaz tata stwierdzil, ze juz dosc ogladania bajek na dzisiaj. Odtad przez pierwsze 3 miesiace - dzien bez histerii dniem straconym. Krzys ponadto zrobil sie bardzo agresywny - krzyczy, bije mnie, szczypie. No i tu wlasnie pojawia sie moj problem. Ale po kolei: jestem z dziecmi na wychowawczym, odkad urodzil sie syn - czyli 3,5 roku w domu non stop. Maz pracuje wiele godzin dziennie, wraca okolo 19 do domu - je kolacje i natychmiast bawi sie z pierworodnym, w zasadzie do czasu jego polozenia sie spac, tj. kolo 20. Nie ma w sumie szans wykapac corki, bo Krzys odciaga go od wanienki z blaganiem: tata, pobaw sie ze mna. Jest nam go szkoda, ze zostal zdetronizowany i dzielimy sie: tata, ktorego jest ewidentny deficyt, bawi sie ze starszakiem, ja myje i karmie malutka. Syna ja myje i klade spac (po jakims 5-krotnym wolaniu: przykryj mnie, przytul mnie itp. zasypia), wstaje do niego w nocy oraz rano, bo gdyby zrobil to maz, histeria gotowa.
Generalnie teraz synek jest za siostrzyczka bardzo, przytula ja, widze, ze naprawde ja kocha, ale te uczucia sa z drugiej strony mocno ambiwalentne - czesto ,,wyżywa" sie na niej, krzyczac na nia (uspokoj sie!, przestan!, cicho badz!), sciskajac ja, podszczypujac. Podobnie jak na ludzikach z klockow LEGO (czesto przytrafaiaja sie im wypadki i wzajemnie na siebie krzycza te ludziki ;/).
Moj problem jest nastepujacy: syn mnie kompletnie ignoruje, jesli prosze by cos zrobil, by poszedl siusiu, szedl na drzemke. Albo notorycznie prowokuje mnie tak, abym wybuchla i na niego nakrzyczala. Ostatnio olsnilo mnie, ze on to chyba robi celowo - doprowadza mnie do ostatecznosci, by zwrocic na siebie uwage. Najgorsze jest to, ze ja po. np. wstawaniu do malej w nocy, jego nocnej pobudce np. z powodu checi przytulenia + wstawaniu np. o 6.00 mam mocno nadwyrezony system nerwowy. I niestety: wpadam w szal - dostaje ode mnie klapsy, albo szarpie go, zakrywam mu buzie reka, rzucam na lozko. Kompletnie przestaje nad soba panowac - to jest moment i zaczynam sie gotowac. Przez caly dzien panuje nad soba, prosze, tlumacze, oddycham gleboko, strasze rozga od Mikolaja, obiecuje, ze jak bedzie grzeczny to to i to...i nic. On jest po prostu nie do wytrzymania. Mam go dosc. Prawie codziennie jestem ,,jak obita kijami"- codziennie obiecuje sobie, ze nie pozwole sie juz wyprowadzic z rownowagi, jestem jego mama, musze byc madrzejsza, to ja mu pokazuje swiat i co? Przychodzi kolejny dzien i jest jak w Dniu Swiataka. Krzys np. sciska z calej sily glowe siostry a ja prosze: kochanie przestan, to ja boli. Zero reakcji. Przestan, slyszysz? Zero nadal. W koncu po kolejnym, chyba 5-tym zwróceniu mu uwagi dostaje ataku szalu, wywlekam go z pokoju, ciagne po podlodze do jego pokoju, on dostaje w tym czasie histerii, konczy sie totalna awantura. Co dzien mam wszystkiego dosc. Jestem ogromnie rozczarowana soba, tym, ze nie potrafie sie opanowac i robie krzywde wlasnemu dziecku. Boje sie, ze krzywie mu psychike. Jednoczesnie kocham go nad zycie i mam serdecznie dosc - prosze mi wierzyc - do czasu narodzin ,,konkurencji" poswiecalam mu kazda chwile, nawet teraz - spedzam dzien pomiedzy kuchnia i jego pokojem, caly czas strajac sie spedzac z nim czas. Tylko, ze wszystko jest na nie. Maly testuje mnie jak tylko moze. W zasadzie nie mam szans na chwile dla siebie, bo on monopolizuje jak moze czas moj i meza. I non stop narzeka, nic mu nie pasuje (na spacerze ciagle sie awanturuje i placze, bo zawsze chce robic cos innego niz my, ogladac w tv cos innego niz my). Poza tym ma bardzo silne natrectwa - iles razy musze przewrocic kocyk, zanim go zakryje, w okreslonej kolejnosci powiedziec dobranoc, spij dobrze itp., awanturuje sie, ze on np. zaswieci swiatlo w lazience - jesli ja wczesniej wcisne pstryczek, ,,wyje" pol godziny. Koszmar. Wszystko go wyprowadza z rownowagi. Ciagle mu cos nie pasuje.
Do przedszkola nie chodzi, ze wzgledu na corke - obawialam sie, ze bedzie przynosil wiele chorob, a ona moglaby to ciezko przechorowywac, ze wzgledu na to, ze jest jeszcze niemowleciem. Co ja mam zrobic, zeby go nie zamordowac? Przeraza mnie, ze go krzywdze fizycznie, potem mam strasznego kaca moralnego. Nie mam jak isc na terapie (czasem mysle, ze pomoc psychologa pomoglaby mi, jestem po prostu agresywna - niestety, macierzynstwo chyba wydobywa z nas nie tylko piekno, ale i ciemna strone nas samych) - instytucji babci niet, maz, jak wspomnialam od rana do wieczora w pracy. Moze jakas sensowna fachowa ksiazka pomoglaby mi? Mylse, ze u niego nalozyly sie dwie rzeczy: taka jakas dziwna faza rozwoju (mam racje?) plus zazdrosc o rodzenstwo. Czy mam sie martwic jego ,,akcjami", czy moze to minie i wyrosnie?