polo1971
18.11.11, 12:12
Jestem tatą 8-letniego dziecka, które nie chce się uczyć. W ogóle unika wszelkiego długotrwałego wysiłku. Ani prośby ani groźby nie skutkują. Dziecko jest zdolne, radzi sobie z trudnymi wyzwaniami gdy są ciekawe, ale gdy się znudzą trudno jest je zagonić do nauki. Mam wrażenie że duży wpływ na taki stan rzeczy ma moja żona - mama dziecka. Po urodzeniu się dzieci poczuła w sobie misję - chronić je przed złym światem. Do dziś stara się wyręczać je w prawie wszystkich codziennych czynnościach.
Problem się nasilił wraz z początkiem szkoły - tu dla odmiany żona jest bardzo wymagająca, gdy była w podstawówce miała tylko bardzo dobre oceny i dziecko ma być takie same jak mama! Pierwsze trochę koślawe wypracowania 2-klasisty są nie do zaakceptowania przez żonę. Każe wszystko wygumkować i sama dyktuje dziecku piękne np. streszczenie lektury. Według mnie takie postępowanie wywołuje u dziecka odczucie że co by nie robiło i tak mama skrytykuje, powie jak zrobić lepiej, lub wręcz zrobi to za niego.
Wobec mnie żona jest bardzo apodyktyczna - wszelkie próby rozmowy, krytyka, moje inne zdanie wywołują w żonie furię. Wyzywa mnie, robi przegląd mojej bliższej i dalszej rodziny wskazując wszelkie odstępstwa od idealnego wychowania i wykształcenia. Ja po urodzeniu się dzieci zostałem niekochającym draniem, który nie czuje ich potrzeb. Zona do dziś z reguły śpi z jednym z dzieci - bo jej potrzebują - jak mówi. Dzieci nie czują żadnego szacunku i respektu do niej. Ona krzyczy, one się z niej śmieją. Wtedy rozhisteryzowana żona zaczyna krzyczeć i wyzywać mnie. Jest "wesoło".
Pytanie do Was, w tym do Eksperta: czy kochający rodzić powinien spędzać całe wieczory odrabiając lekcje razem z dzieckiem, myjąc je, obierając jabłuszka z groźnych skórek itp. itd. ?
Czy jestem gruboskórnym facetem wymagającym od dziecka nadludzkiej samodzielności?
Czy to problem wychowawczy z dzieckiem? Czy każde w podobnych okolicznościach tak by się zachowywało?