W czym tkwi problem?

25.11.11, 17:57
Jestem mamą prawie 2-latki, bardzo charakternej 2-latki.
Mam dwa problemy- nieproblemy (tzn sama nie wiem czy to norma, czy to wynik jakichś moich błędów)
1. Spanie
2. Bunty w ciagu dnia, czyli złoszczenie się, wrzeszczenie jak cokolwiek dzieje sie nie po mysli mojego dziecka ;o)
Karmię nadal piersią, choć jakis miesiąc temu, moze więcej postanowilam, że nie bedę jej podawac juz piersi w nocy. Jestem na wychowawczym, a więc jestem z małą cały czas. Mąż wraca zazwyczaj wieczorem koło 18-19. Ostatnich kilka niedziel poświęcił jednak na swoje hobby a więc nie było go w domu, stąd moze też rosnąca moja frustracja ;o) Jeszcze niedawno mała tylko dosypiała w naszym łóżku, ale ostatnio wieczór praktycznie spędzam na leżeniu z małą. Dodam jeszcze że spałam z małą do ukończenia 3 miesiaca, potem spała we własnym łóżeczku, ale oczywiscie budziła sie kilka razy w ciągu nocy na pierś, ale bez problemu odkladałam spowrotem i spała dalej. Jak skończyla rok przenieslismy jej łóżeczko do osobnego pokoju i tam też świetnie sobie radziła ze spaniem do pierwszej choroby. Po niej zaczęły się problemy z zasypianiem samodzielnym i przespaniem całej nocy w swoim łóżeczku, ale i wtedy wystarczyło, ze tylko byłam w pokoju obok łóżeczka, ekstremalnie brałam na ręce, ale jak sie uspokiła odkładalam. Po ostatniej chorobie w czerwcu nie zasypia samodzielnie, musi się we mnie wtulić, więc albo leżałam obok niej, albo zasypiała na moim brzuchu kiedy ja siedziałam i nie przesypia nocy w swoim łóżeczku, musiałam ja brac do siebie koło 2-3 w nocy, czasem później. Ostatnio jednak (jakieś kilka tyg) to makabra. Najprościej wyjśc od niej po pierwszym zaśnięciu, potem budzi się najczęściej jak nie minie nawet godzina i zaczyna się..... Ona krzyczy i kładę się obok niej (próbowałam tylko leżeć obok łóżeczka, głaskać, śpiewać......- było jeszcze gorzej)Jak tylko widzę, że mała śpi i próbuje wstać to jest wrzask, reaguje na najmniejszy zgrzyt. Jak zostaje w tej pozycji w jakiej mnie zastała (siedzącej) to pokazuje palcem na poduszkę (że mam się położyć) No i leżę. Czasem bardzo długo. Czasem nie zdążę się wcześniej umyć, bo miałam inne rzeczy do zrobienia a robi się już bardzo późno, więc wychodzę. Ona wrzeszczy, próbuje interweniować mąż, bez skutku. Kiedys godzinę opowiadal jej bajki. Sukcesem było, ze przestała wrzeszczeć, ale w końcu jak sie wydawało, że śpi, mąż wyszedl to ona za nim. Myję się przy wtórze jej wrzasku, dosłownie trudno mi cokolwiek zrobić- tak jak kiedyś przynajmniej wieczory były dla mnie odskocznią, miałam chwile dla siebie, albo na uporządkowanie jakichś spraw.. Teraz leze przy niej bo inaczej wrzask i pobudka co 30mn (a jak leżę już przy niej to trudno się wydostać, bo niby spi ale jednym okiem patrzy czy nie znikam) ;)
W ciągu dnia generalnie jest tak (choć sa dni lepsze i gorsze) że jak cokolwiek jest nie po jej myśli to jest bunt i wrzask. Staram się dużo uwagi poświęcac jej, bawic sie z nią, ale w końcu musze iść do ubikacji/robić obiad/wyjsc cos włączyc lub wyłączyć, cokolwiek i jest bunt, wściekanie się i wrzask. Już czasami brakuje mi siły i energii na znoszenie tego lub wymyślanie przekupstw, choc tez nie wiem czy to aby dobry sposób? Przecież powinna po prostu wiedzieć, że coś dzieje, a potem dzieje się coś innego po prostu i nie zawsze jest to z korzyścią dla nas. Normalny bieg rzeczy. jesteśmy na placu zabaw, a potem idziemy do domu/ bawię się z nią a potem poświęcam czas czemuś innemu. Pisze ten post a ona po wielu minutach buntu w koncu zajela się sobą. Moze tak trzeba zawsze? Po prostu robie swoje nie pertraktując i nie tlumacząc sie z tego? czasem spacer z nią w wózku jak jadę gdzies w konkretnym celu to ciągły wrzask- a to plac zabaw (choć byłam z nia na nim wczesniej) a to autobus (lubi nim jeździć) a to sklep.... wiecznie krzyk.
No w kazdym razie zmierzam do tego, że jak taki dzień z ciągłą walką lub ciągłym słuchaniem jej wrzasków i buntów (nie ulegam pod ich wpływem- wyjasniam od razu) kończy się jeszcze takim wieczorem... to mam dość. Od kilku dni zbieram sie do napisania gdziekolwiek bo już ręce mi opadają. Czy to taki wiek?? W styczniu skończy 2 lata. Nie mamy nawet chwili dla siebie z mężem. Tak juz od kilku dobrych tygodni.
Jak postepowac z takim małym buntownikiem i nie tracic nerwów? Liczę na wsparcie i jakies dobre rady!
No i dodam, ze to oczywiscie przesłodkie i kochane dziecko :) ale sa dni kiedy jestem wykonczona.
    • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 18:08
      Dodam jeszcze a propos spania, ze oczywiście tłumaczę jej, że mama jest blisko, nawet jak nie leżę przy niej, ze nie ma się czego bać, próbowałam zostawić jej lampkę, ma misia. Nie chce misia, tylko mama mama. Nawet mąż nic nie poradzi. mama i mama.
      • Gość: basca Re: W czym tkwi problem? IP: *.ghnet.pl 25.11.11, 20:52
        Proponuję wpisać choćby na tym forum hasło "bunt dwulatka" i poczytać
        Np. ten cały wątek z wypowiedzią p.Justyny:
        forum.gazeta.pl/forum/w,851,130545391,130566473,Re_histerie_i_napady_dwuletniego_dziecka.html
        Ja na Twoim miejscu na ten trudny czas spałabym z dzieckiem na zmianę z mężem.
        • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 21:06
          Dzięki za polecenie lektury. Przyznaję, ze w moim stanie ducha nie bardzo mam ochotę sie skupić nad szukaniem to raz a dwa nie wiem czy to bunt dwulatka właśnie. Bo charakterna, uparta i łatwo wpadająca w złość to była od zawsze. Od jakiegos miesiaca problem ze spaniem staje się dla mnie problemem właśnie. Ale dzięki za link, na pewno wiele ciekawych uniwersalnych rad tam znajdę.

          Spanie na przemian z tatą odpada, bo ,jak napisałam, nie toleruje w zasadzie nikogo prócz mnie w nocy. Zawsze tak bylo, choć tate uwielbia w dzień i mąż już nie raz próbował mi pomóc. Dlatego ostatnio czuje się wyssana z energii życiowej.....
          teraz jeszcze bawi sie z nią tata ale juz powinnysmy sie dawno kąpać. Tak wykradam chwile dla siebie.
          • Gość: basca Re: W czym tkwi problem? IP: *.ghnet.pl 25.11.11, 21:19
            koło 18 miesiąca lub trochę później zazwyczaj zaczyna się bunt.
            Proponuję w weekendy zostawić dziecku tacie i gdzieś wybyć samej.
            Naprawdę warto poczytać trochę, bo np sztywna konsekwencja nie zawsze się sprawdza, a to trudny czas dla dziecka. Pomaga zrytmizowany dzień, masaże relaksujące dla dziecka i świadomość, że to taki czas, który kiedyś się skończy:)


            • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 21:42
              Dzięki........ Staram się byc z nią,a nie przeciw, tylko kazda moja podstawowa czynność życiowa napotyka na jej bunt i czuję się już zmęczona. kiedy jej poswięcam 100% czasu i uwagi to jest anioł i przekochane dziecko, ale przecież tak nie mozna caly czas. Dodatkowo jeszcze to spanie.....tata teraz zajmuje się małą, ja będę usypiać (późno wiem, ale późno zrobiła sobie drzemkę) a weekend już mam zaplanowany. Musze nabrac sił dla nas obu. Dzieki za wsparcie :o)
      • joshima Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 22:05
        olcia71 napisała:

        > Dodam jeszcze a propos spania, ze oczywiście tłumaczę jej, że mama jest blisko,
        > nawet jak nie leżę przy niej, ze nie ma się czego bać,
        A gdybyś Ty się bała i potrzebowała się przytulić, to pomagałoby Ci tłumaczenie, że nie masz racji i nie ma się czego bać i nie potrzebujesz się przytulać?

        > próbowałam zostawić jej lampkę, ma misia. Nie chce misia, tylko mama mama.
        A Ty wolisz męża czy misia?
    • joshima Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 22:03
      olcia71 napisała:

      > Jestem mamą prawie 2-latki, bardzo charakternej 2-latki.
      > Mam dwa problemy- nieproblemy (tzn sama nie wiem czy to norma, czy to wynik jak
      > ichś moich błędów)
      > 1. Spanie
      Być może dziecko za dużo śpi w dzień i nie jest śpiąca kiedy ją kładziesz. A może wyczuwa napięcie i Twoje oczekiwanie i to napięcie jej się udziela więc stara się pilnować Ciebie. A swoją drogą ciekawi mnie ile to dla Ciebie długo (napisałaś, że długo leżysz, żeby ją uśpić).

      > 2. Bunty w ciagu dnia, czyli złoszczenie się, wrzeszczenie jak cokolwiek dzieje
      > sie nie po mysli mojego dziecka ;o)
      Norma w tym wieku, a Ty masz jakieś dziwne oczekiwania daleko wykraczające poza możliwości dziecka dwuletniego. Problem leży w tym, że dziecko nie radzi sobie z emocjami i nawet jeśli coś wie to pewne niekorzystne dla niej decyzje powodują u niej złość z którą sobie nie radzi i której nie potrafi okazać inaczej. A przekupstwa są głupim pomysłem. Trzeba takie sytuacje ograniczyć do absolutnego minimum i stawiać dziecko w takich sytuacjach tylko wtedy gdy naprawdę nie da się inaczej. No i warto poświęcić trochę czasu i sił, żeby nauczyć dziecko nazywać uczucia, które nim miotają, bo kompletne olewanie ich to też nie jest dobry sposób.
      • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 23:37
        joshima, moze nie kojarzysz mnie z wątków na Malym dziecku, ale ja rozumiem różnice między misiem a bliską osobą i zawsze bylam zwolenniczką odpowiadania na potrzeby dziecka. Chciałam tylko uprzedzić rady niektórych... Bo słyszałam też takie, zeby maksymalnie urozmaicic miejsce spania dziecka, żeby było ono dla dziecka atrakcyjne (a nie łóżko rodziców) I tez nie uważam by to cokolwiek zmieniło jeśli urządzę pięknie jej miejsce spania. Niepotrzebny Twój atak (tak to odebrałam) bo myslę podobnie jak Ty. Nigdy też nie uznawałam spania z dzieckiem za problem. Do momentu kiedy dziecko zaczęło domagac sie spania z nami już w momencie kiedy kładę ja do łóżeczka. Wiadomo, ze mam pewne sprawy do zalatwienia na które nie mam czasu w dzień kiedy bryka mała i ma do tego trudny okres (choć moim zdaniem zawsze była absorbujaca, ALE ratowaly mnie właśnie wieczory)
        Przez długo rozumiem ponad godzinę. Następnie pół godziny spania i znowu pobudka i leżenie przy małej czasem pół godz, a czasem też godzinę, bo jak tylko sie podnoszę to mała się zrywa. Potem spi czasem godz, czasem mniej, czasem nieco więcej i znowu to samo. czasem mam taki wieczór, ze z krótkimi przerwami kiedy nawet nie zdążę się umyć leżę cały czas przy niej. Kiedy budzi się ok 1 w nocy zwykle zabieram ja do siebie, bo nie chce mi sie do niej co chwila wstawać. Spanie z nią nigdy nie było dla mnie problemem. Ale zwykle budzila się po kilka razy zanim poszliśmy spać- wystarczyło, ze pocalowałam, byłam chwilę przy niej, poglaskałam i spała dalej, brałam do siebie ok 2-3 w nocy. Nie miała tez problemu z zasypianiem. jak spala długo w ciągu dnia- owszem i to było zrozumiałe. Ale teraz, odpowiadając na Twoje pytanie, zdarza się coraz częściej, że w ciągu dnia nie śpi wcale i to samo. Moze jej szczególna drażliwość to nie bunt dwulatki a niewyspanie, a z jakiegoś powodu nie moze spać...
        Dzisiaj na próbe przeniosłam ja na sofę. Na próbę, bo nie ma tam za bardzo warunków do spania, ale tfu tfu... wydaje sie spać lepiej niż w łóżeczku. czas pomysleć o łóżku. Jka napisałam ze spanie w łóżeczku miała problem od choroby, ostatnio sie to nasiliło, więc może coś jej się kojarzy. Zobaczymy jak będzie dalej.. Budzila się juz raz, ale nie musialam sie przy niej kłaść, więc?? moze to odpowiedź na moje pytania?
        • joshima Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 00:05
          olcia71 napisała:

          > joshima, moze nie kojarzysz mnie z wątków na Malym dziecku, ale ja rozumiem róż
          > nice między misiem a bliską osobą i zawsze bylam zwolenniczką odpowiadania na p
          > otrzeby dziecka.
          Rzeczywiście nie kojarzyłam.

          > Chciałam tylko uprzedzić rady niektórych... Bo słyszałam też t
          > akie, zeby maksymalnie urozmaicic miejsce spania dziecka, żeby było ono dla dzi
          > ecka atrakcyjne (a nie łóżko rodziców)
          Jakoś nie rozumiem tej idei. Moim zdaniem, miejsce do spania ma być do spania a nie do zabawy i ma się kojarzyć z przyjemnością spania i z bezpieczeństwem.

          > Niepotrzebny Twój atak (tak to odebrałam)
          No to się pomyliłaś. To nie atak, tylko pytania retoryczne, które w zamyśle miały skłonić do refleksji. No ale rozumiem, że jesteś wyczerpana i możesz reagować nieadekwatnie. Rozumiem, bo moje dziecko jest bardzo do Twojego podobne, tylko nieco starsze, więc co nie co mam już za sobą.

          > bo myslę podobnie jak Ty. Nigdy też nie uznawałam spania z dzieckiem za
          > problem. Do momentu kiedy dziecko zaczęło domagac sie spania z nami już w momen
          > cie kiedy kładę ja do łóżeczka.
          No nie bardzo to rozumiem. Moje dziecko spało we własnym łóżeczku dłuższy czas, a potem się bało dosłownie wszystkiego i dla spokoju i komfortu wszystkich wróciło do naszego łóżka, potem się samoczynnie wyprowadziło.

          > ALE ratowaly mnie właśnie wieczory
          A mnie ratuje noc. Daje się to zauważyć patrząc na godziny wysłania niektórych moich postów :P

          > Kiedy budzi się ok 1 w nocy z
          > wykle zabieram ja do siebie, bo nie chce mi sie do niej co chwila wstawać.
          To ja już nie rozumiem po co ta zabawa w spanie w łóżeczku skoro i tak w końcu ląduje u Was?

          > odpowiadając na Twoje pytanie, zdarza się coraz częściej, że w ciągu dni
          > a nie śpi wcale i to samo.
          A jak u niej z zębami? A brałaś pod uwagę inne "nocne" dolegliwości typu pasożyty? A może za duszno, za gorąco, za sucho. A może ma w nocy koszmary? A może odreagowuje coś?
          • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 00:29
            joshima napisała:

            > No nie bardzo to rozumiem. Moje dziecko spało we własnym łóżeczku dłuższy czas,
            > a potem się bało dosłownie wszystkiego i dla spokoju i komfortu wszystkich wró
            > ciło do naszego łóżka, potem się samoczynnie wyprowadziło.

            Nie bardzo rozumiesz dlaczego domaga się spania z nami?

            >
            > > Kiedy budzi się ok 1 w nocy z
            > > wykle zabieram ja do siebie, bo nie chce mi sie do niej co chwila wstawać
            > .
            > To ja już nie rozumiem po co ta zabawa w spanie w łóżeczku skoro i tak w końcu
            > ląduje u Was?

            Juz uprzejmie wyjaśniam. My śpimy w pokoju "wielofunkcyjnym" tzn ogladamy w nim telewizję, no, funkcjonujemy i zwykle chodzimy spać później niz młoda.. Mała śpi w pokoju obok i dla niej jest przeznaczone łózeczko (dlatego przynajmniej do czasu kiedy my idziemy spać mała śpi u siebie, jak już idziemy spać a ona się budzi i tak to zabieram do siebie, po co mam wstawać), obok stoi sofa, ale nie z przeznaczeniem do spania. Jest na niej właściwie mniej miejsca niz w łóżeczku. Po chorobie w czerwcu spała tam jakiś czas, bo miała jakiś uraz do łóżeczka, ale całą barykadę musialam wymysleć, zeby mogła tam spać i nie spaść (barierki tam sie nie da zamontować, zresztą nie jest to dobre miejsce do spania) Potem spała w łóżeczku jakis czas, potem w łóżeczku na wczasach-spała lepiej niz w domu, choc spodziewałam się czegos odrotnego. Od jakiegoś czasu jednak znowu jest problem. Po tym jak spi dzisiaj na sofię wnioskuje, ze to w łóżeczku był problem- z jakiegoś powodu bała się własnie tam spać. Chodzi o to, że nie bylo problemu dopóki przesypiala tam bez gwałtu ;) kilka godzin.
            >
            > > odpowiadając na Twoje pytanie, zdarza się coraz częściej, że w ciągu dni
            > > a nie śpi wcale i to samo.
            > A jak u niej z zębami? A brałaś pod uwagę inne "nocne" dolegliwości typu pasoży
            > ty? A może za duszno, za gorąco, za sucho. A może ma w nocy koszmary? A może od
            > reagowuje coś?
            >
            Brałam pod uwagę, ale powód jest chyba prosty. Przy mnie / lub w innym miejscu spala dobrze. Jak ja wzięłam do siebie ok 1 potrafila przespać do 8 rano. Czasem i tak były sceny, ale jak napisalam wyżej odstawiałam ja od piersi w nocy. Moze to też nie był najlepszy pomysł, ale którz z nas nie popełnia błedów?
            • joshima Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 11:06
              olcia71 napisała:

              > Nie bardzo rozumiesz dlaczego domaga się spania z nami?
              Nie. Odniosłam wrażenie, że przed tym się bronisz i tego nie rozumiałam.
              • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 11:32
                joshima napisała:

                > olcia71 napisała:
                >
                > > Nie bardzo rozumiesz dlaczego domaga się spania z nami?
                > Nie. Odniosłam wrażenie, że przed tym się bronisz i tego nie rozumiałam.
                >
                >
                Nie , nie wzbraniam się. Ale mam nadzieję, że juz wyjasniłam w czym był problem. I dzisiejsza noc zdaje się rozwiązać mój węzeł gordyjski ;)) Spała dobrze, w porównaniu do ostatnich tygodni, wręcz rewelacyjnie. Obudzila się zanim poszlismy z mężem spać RAZ i nie musiałam się nawet kłaść przy niej. pogłaskałam po główce, przykrylam i wystarczyło. Spała potem do 3, obudziła sie i wzięłam do siebie. Spała ze mną praktycznie do rana, z małą pobudką, ale sama zasnęła. jestem w szoku. Dziwne to dla mnie bo ta sofa jest strasznie niewygodna... ale widać, cos ją w łózeczku przeraża, może miała tam koszmary w czasie gorączki, może klaustrofobia? Nie wiem, ale rozgladamy się za łóżkiem.
      • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 25.11.11, 23:56
        joshima napisała:


        > Norma w tym wieku, a Ty masz jakieś dziwne oczekiwania daleko wykraczające poza
        > możliwości dziecka dwuletniego. Problem leży w tym, że dziecko nie radzi sobie
        > z emocjami i nawet jeśli coś wie to pewne niekorzystne dla niej decyzje powodu
        > ją u niej złość z którą sobie nie radzi i której nie potrafi okazać inaczej. A
        > przekupstwa są głupim pomysłem. Trzeba takie sytuacje ograniczyć do absolutnego
        > minimum i stawiać dziecko w takich sytuacjach tylko wtedy gdy naprawdę nie da
        > się inaczej. No i warto poświęcić trochę czasu i sił, żeby nauczyć dziecko nazy
        > wać uczucia, które nim miotają, bo kompletne olewanie ich to też nie jest dobry
        > sposób.
        >
        >
        joshima, nie wiem czy moje oczekiwania są dziwne i daleko wykraczające poza mozliwości dziecka dwuletniego. Nie wymagam od niej Bóg wie czego. Rozumiem jej frustrację kiedy mamy zejśc z placu zabaw, to zroumiałe. I moze źle się wyraziłam mówiąc przekupstwa. miałam na myśli chyba bardziej akcentowanie pozytywów- np pójdziemy do domu a tam zjemy pyszny obiad/zabawki czekają/jest cieplutko/poczytamy bajki... cokolwiek! Nie mam na myśli- dam ci czekoladkę/kupię lalkę czy innych idiotyzmów.
        Moja mała nie potrafi zaakceptować czasem prostych rzeczy- tego, ze idę nie tam gdzie ona chce, chodze do toalety (zostawiam otwarte drzwi i chodzi tam ze mną, nawet ostatnio siada mi na kolanach i ogląda gazety! ;o)a mimo to jest bunt) robie obiad, patrzę w innym kierunku niż ona chce, nie zawsze idziemy do sklepu, nie odwiedzamy kazdego placu zabaw który mijamy, nie zawsze jedziemy autobusem.... itp itd... Mijam na spacerach ok 2 latki i nie wszystkie bez przerwy wrzeszczą czegos się domagając. Ona tak czasami ma, ze po godzinie jej marudzenia zawijam do domu ( bo zwykle bywało tak, ze po zabawie na placu zabaw jechałyśmy na objazd i była drzemka, a teraz ziewa, widzę, że zmęczona,ale nie śpi tylko marudzi. A czasami mam cos do załatwienia i muszę jechac z takim wyjcem, choć oczywiście staram się jak mogę tłumaczyć, łagodnie i bez nerwów.. ale po godzinie czasami i one puszczają. I powiem, ze stanowczy ton czasem jest skuteczniejszy.
        Cicho, moje dziecko dalej spi. obudzilo sie raz i nie musiałam przy niej leżeć,a teraz cały czas spokojnie śpi..... Możliwe, że sęk w miejscu w którym dziecko spało?
        • joshima Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 00:29
          olcia71 napisała:

          > joshima, nie wiem czy moje oczekiwania są dziwne i daleko wykraczające poza moz
          > liwości dziecka dwuletniego.
          No są. Choidziło mi o Twoje stwierdzenie, że dziecko powinno rozumieć. Nawet jeśli rozumie to tu jest problem nie z rozumieniem tylko z emocjami. A to dwie różne kwestie. A Ty byś chciała, żeby dziecko rozumiało i brało na chłodno. Nawet dorosły, niejednokrotnie rozumiejąc coś odczuwa negatywne emocja. Różnica jest taka, że jest dorosły i jakoś sobie z nimi radzi, choć tez nie zawsze. Prawda?


          > Nie mam na myśli- dam ci czekoladkę/kupię lalkę czy in
          > nych idiotyzmów.
          No to rzeczywiście źle się wyraziłaś.


          > Moja mała nie potrafi zaakceptować czasem prostych rzeczy
          Dorośli też nie zawsze to potrafią, a to dopiero dziecko, które dopiero niedawno odkryło negatywne emocje i jeszcze samo nie rozumie co się z nim dzieje. Właśnie dlatego uważam, że masz trochę za duże wymagania.


          > , nawet ostatnio siada mi na kolanach i ogląda gazety! ;o)a mimo to jest bunt)
          > robie obiad, patrzę w innym kierunku niż ona chce, nie zawsze idziemy do sklepu
          > , nie odwiedzamy kazdego placu zabaw który mijamy, nie zawsze jedziemy autobuse
          > m.... itp itd...
          A mam takie pytania? A Ty jej zapowiadasz co będziecie robić kiedy wychodzicie z domu? Ja u swojej córki zauważyłam, że znacznie lepiej było jeśli ona wiedziała co jest w planie i nie musiała konfrontować rzeczywistości ze swoimi oczekiwaniami.

          > I powiem, ze stanowczy ton czasem jest skuteczniejszy
          No wiem. Osobiście uważam, że stanowczy ton to nic złego.
          • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 00:44
            Też źle się wyraziłam. "Powinno rozumieć" = powinno się nauczyć, ze..... to rozumiem przez wychowanie. Ze nie zawsze dobrym pomyslem jest wlaśnie zachęcanie przez "przekupstwa słowne" (pójdziemy tam, bo tam bedzie pięknie) bo POWINNO UCZYĆ SIĘ ŚWIATA TAKIM JAKIM JEST, BEZ UPIEKSZEŃ. Niech dziecko uczy się, że rzeczywistośc się zmienia, nie zawsze bawimy się przez caly dzien na placu zabaw itd. Ale jasne, masz rację to tylko dziecko, dobrze, ze sprowadzasz mnie na ziemię. To we mnie jest bład, tzn w mojej frustracji i zniecierpliwieniu, co moze dla niektórych,którzy sie z tym borykaja, tez jest zrozumiałe.
            To pomogło mi zrozumieć, ze musze gdzieś poszukać energii, żeby pomóc mojemu dziecku zmagac się z frustracją (jego sa chyba większe niż moje, bo dodatkowo nie mówi, tzn nie komunikuje się skutecznie werbalnie- o tak ;o)) Czyli- musze trochę sie odseparować i nabrać dystansu. I mieć duzo duzo cierpliwości.
            Plan spaceru- tak to dobry pomysł. Ale niestety nie odnosi skutku. Czasem uprzedzam kilkakrotnie gdzie wychodzimy i co bedziemy robić. Że najpierw do sklepu, potem na plac zabaw i żeby nie bylo krzyku (kiwa ze zrozumieniem glową lub zaprzecza- wydaje się że rozumie) Wszystko bierze w łeb jak mijamy plac zabaw (siłą rzeczy bo jest pod naszym blokiem) Przypominanie, tłumaczenie na nic. Ryk. Jeszcze jakiś czas, potem mija samoistnie. Zapewniam kilka lub kilkanaście razy, ze przyjdziemy, ale najpierw... itp
            Ale tak, masz rację, to ja jestem dorosla, powinnam lepiej ja rozumieć i nie wkurzac się tak. Postaram się tak na to patrzeć.
            • joshima Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 11:13
              olcia71 napisała:

              > Też źle się wyraziłam. "Powinno rozumieć" = powinno się nauczyć, ze..... to roz
              > umiem przez wychowanie.
              Ależ to z pewnością nastąpi, ale w swoim czasie :) Tak jak już mówiłam. W tym wieku problem jest nie w zrozumieniu a w panowaniu nad emocjami.


              > To pomogło mi zrozumieć, ze musze gdzieś poszukać energii, żeby pomóc mojemu dz
              > iecku zmagac się z frustracją (jego sa chyba większe niż moje, bo dodatkowo nie
              > mówi, tzn nie komunikuje się skutecznie werbalnie- o tak ;o))
              Moje dziecko dość wcześnie zaczęło mówić, ale zanim to nastąpiło i tak widziałam jej nerwowość wynikającą z tego, że nie może się wyrazić. Wtedy zaczęłam ją uczyć znaków języka migowego dla niemowląt. To znacznie zmniejszało napięcie.

              Jednak kiedy doszła do etapu w którym teraz jest Twoja córka, to mimo że bardzo dobrze mówiła nic jej to nie pomagało, bo i tak nie była w stanie wyrazić o co chodzi. Pewnie głownie dlatego, że sama tego nie rozumiała. Teraz potrafi mi wypalić: "Nie denerwuj mnie". albo: "Jestem na Ciebie zła" i to wystarczy, żeby nie wpaść w histerię, ale i tak czasem jak jest senna, zmęczona albo źle się czuje to jej się zdarza.
              • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 26.11.11, 11:37
                Dzięki Joshima, mądrze radzisz. Postaram się tak na to patrzeć i jest mi łatwiej jak obiorę taki punkt widzenia. Choć oczywiście bywa ciężko, bo już z samego rana zaczęły się bunty. Ale inaczej do tego podchodzę. Mam nadzieję, że wytrwam i nie puszczą mi znowu uszczelki. choć mam wrażenie, że jak mała wyspana to też troche inna :o)
    • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 28.11.11, 23:28
      No, niestety mój optymizm był przedwczesny jeśli chodzi o jej spanie. Pierwsza noc na sofie - super. Byłam pewna, ze to w łózeczku jest problem. A potem już po staremu. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Dzisiaj to już pobiła wszelkie rekordy, bo obudziła się już po 20mn chyba i znowu musiałam leżeć przy niej prawie godzinę. Po kilkunastu minutach wydawalo mi się, że śpi, próbuję się dźwignąć ona się zrywa i w ryk. Teraz niby śpi, ale nie wiem jak długo. Powiedzcie mi, czy Wasze dzieci też tak mialy, że nie umiały zupelnie spać bez Was? Że musiałyście się kłaść do łóżka razem z dzieckiem o 20-tej dajmy na to? Przy mnie potrafi przespać ciurkiem 7 godzin, więc chyba problem nie tkwi w zębach np. tylko w tym, że potrzebuje mnie do spokojnego snu. Tym sposobem ja nie mam czasu wieczorem na swoje sprawy, więc będę je realizować w dzień, kiedy to też domaga sie pełnej uwagi, frustracja rośnie i koło się zamyka... Kto ma podobne doświadczenia?
      • joshima Re: W czym tkwi problem? 28.11.11, 23:42
        olcia71 napisała:

        > Powiedzcie mi, czy Wasze dzieci też tak mialy, że nie umiały zupelnie spać bez Was? Że musiałyście się kłaść do łóżka razem z dzieckiem o 20-tej dajmy na to?

        Bywało. Kładłam się po prostu spać i fundowałam sobie znacznie większą niż zwykle dawkę snu. A co? Mi też się czasem należy. Na szczęście dawno już minęło i znów wystarczy tata by zasnąć.
        • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 29.11.11, 09:52
          joshima napisała:

          >
          > Bywało. Kładłam się po prostu spać i fundowałam sobie znacznie większą niż zwyk
          > le dawkę snu. A co? Mi też się czasem należy. Na szczęście dawno już minęło i z
          > nów wystarczy tata by zasnąć

          A przez jaki okres czasu, jeśli mogę spytać? Bo jeżeli obierze sie punkt widzenia, że to przejściowe i szybko w miarę minie, tzn kwestia kilku dni, tygodni, czy nawet miesięcy to OK. Mojej szwagierki dziecko skończyło w październiku 4 lata i nadal śpi z nią (teraz trochę w łóżeczku, trochę z nią, ale generalnie spać bez niej nie może, choc pojawiło się też inne maleństwo) i trochę mnie przeraża taka wizja. Kiedy z mężem mamy znaleźć dla siebie czas?
          Wczorajszy wieczór przebiegł jak zwykle. Zdążyłam napisać posta, poszlam się myć i w trakcie się obudziła, mąż poszedł uspokajać, ale wrzeszczała cały czas i skończylo się dopiero w naszym łóżku ;) Dlaczego drzemki dzienne, jeśli takie miewa, ma godzinne, a w nocy nie potrafi nawet godziny przespać po położeniu spać?
          A moze jednak ekspert cos poradzi?
          • joshima Re: W czym tkwi problem? 29.11.11, 10:11
            olcia71 napisała:

            > A przez jaki okres czasu, jeśli mogę spytać?
            Jeśli dobrze pamiętam to coś rzędu miesiąca.

            > Mojej szwagierki dziecko skończyło w październiku 4 l
            > ata i nadal śpi z nią (teraz trochę w łóżeczku, trochę z nią, ale generalnie sp
            > ać bez niej nie może, choc pojawiło się też inne maleństwo)
            A no to jak jest inne maleństwo to geneza problemu też jest inna. Moja córka tez ostatnio śpi ze mną, ale to nie znaczy, że ja się kładę wtedy co ona. Tata ją kładzie spać a ja przychodzę do niej jak się obrobię ze swoimi sprawami. Raz na jakiś czas zmienia zdanie i przez dłuższy okres zasypia w łóżeczku. Potem znów chce spać z nami. Niedługo będzie drugie dziecko więc pewnie szybko się to nie zmieni.

            Może jak skończymy remont poddasza to spanie we własnym pokoju będzie dla niej dostatecznie atrakcyjne? No ja w każdym razie się nie napinam, ale mam tę przewagę, że mamy osobny pokój do spania. Może jednak wywalić tę sofę i rzucić w pokoju dziecka na podłogę duży materac?
            • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 29.11.11, 10:21
              Myślałam o kupnie łóżka dla niej, ale teraz już nie jestem taka pewna, chyba faktycznie coś dwuosobowego by się przydało. Szkoda, że jeszcze nie mówi a ja nie moge znaleźć przyczyny.. na pytania potakuje lub zaprzecza, ale testowałam i stwierdzam, że czasem jej się wszytsko miesza, więc sama nie wiem na ile to miarodajne. Sofe musimy wywalić tak czy siak.
              Nie wiem czy wprowadzać nowość w postaci usypiającego taty, czy trzymać się stabilnej wersji. Nie toleruje go w nocy jak do niej przychodzi, ale może z usypianiem byłoby inaczej? Z jednej strony wiem, że on ma pracę przecież... ale z drugiej strony jestem juz tym zmęczona. Ja przestaję istnieć. Byłoby mi latwiej zmagac się z jej buntami w ciągu dnia gdybym miała dla siebie choć 2 godzinki wieczorem lub w nocy. Teraz też non-stop włazi na mnie albo się buntuje na przemian, zeby nie było, że przecież tak spokojnie poświęcam czas forum.
            • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 29.11.11, 10:34
              joshima napisała:



              > A no to jak jest inne maleństwo to geneza problemu też jest inna.

              Z tym, ze on nie spał sam cały czas i zanim się maleństwo urodziło, zanim sie pojawila ciąża. Szwagierka śpi po prostu z dziećmi w ich pokoju. Nawet jak sie pojawiło maleństwo to szwagierka się chwaliła, że nareszcie śpi w swoim łóżeczku (zresztą trudno mi sobie wyobrazić spanie z takim okruszkiem i 4-latkiem jednocześnie), ale teraz znowu wrócił do starych zwyczajów.
              • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 29.11.11, 10:35
                Tfu, łóżeczku... łóżku oczywiście. 4-latek śpi w łóżku.
    • Gość: domza2 Re: W czym tkwi problem? IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.11.11, 18:44
      Nie czytałam odpowiedzi, ale co by się stało, gdybyś zaczęła trochę mniej jej ulegać? Z Twojego postu wynika, że poświęcasz córce wieeele czasu i sił. Być może nocne krzyki są także pochodną tego, jak córka domaga się różnych spraw w dzień. Krzyczy, domaga się i otrzymuje. Dwulatka to już nie niemowlę i nie wszystko czego chce jest czystą potrzebą, jak w przypadku maluszka. Ja uczyłabym dziecko, że nie wszystko, nie na krzyk, nie na każde zawołanie. Jeśli dziecko pozna jakieś bariery w swoich żądaniach, przestaniesz jej ulegać, ustalisz jasne zasady, czego się od niej i kiedy wymaga, to moim zdaniem, noc również powinna się uspokoić. Ja bym zaczęła od "wzięcia byka za rogi". Oczywiście, warto wypracować jasny rytuał wieczorno-nocny i mimo sprzeciwów trzymać się go. Bo - mimo wszystko - czym innym jest chęć uśnięcia przy mamie, potrzeba jej towarzystwa przy zasypianiu, a czym jednak jednak terroryzowanie rodzica i w dzień i w nocy. Moim zdaniem odstaje to od potrzeb. pozdr
      • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 30.11.11, 23:03
        Dzięki również za Twój głos i rady.
        Zauważam, ze przechodzi przez różne okresy w swoim krótkim życiu, mam nadzieję, że taka nagła potrzeba mamy w ciągu nocy jest jednym z nich i że to przejdzie... Dziwnie sie to zbiegło +/- w czasie z odstawieniem od piersi w nocy, dlatego miałam z tym skojarzenia. Moze czuje się odtrącona? Też coś psycholog musiałby rzec na ten temat, ale chyba jest jeszcze na urlopie ;o)

        Młoda jest charakterna od zawsze, ale nie ulegam jej, a juz na pewno nie jak wymusza cos ewidentnie krzykiem i zlością. Samo odstawienie od piersi w nocy to było prawie 2 tyg regularnego wrzasku i wściekania się. Starałam się panować nad sobą acz stanowczo trzymałam sie swojej wersji. Ona przechodzi taki okres, że potrafi z samego rana wściekac się chociażby o to, ze minute po obudzeniu wyciaga mnie z łóżka, kiedy mówię, ze chcę jeszcze poleżeć- jest wrzask. Jestem stanowcza. Ulegam w mało istotnych sprawach, ale kiedy zaczyna krzyczeć i sie wściekać ja tez staję się bardziej stanowcza. Więc chyba nie w tym tkwi problem jej nocnych wrzasków. No, chyba że odreagowuje- to czego nie może osiągnąć w dzień, krzykiem osiągnie w nocy? Ale to by chyba musiał ocenić psycholog na ile dziecko jest zdolne do takiej kalkulacji. Ja nie jestem. Wrzask w środku nocy (kilka nocy pod rząd) jest koszmarny (mam na uwadze też sąsiadów). Próbowałam różnych sposobów- wszystkie kończyly się porażką, bo dziecko wrzeszczało wniebogłosy, wpadało w histerię i rozbudzało sie na dobre. jedyne co mi jeszcze przychodzi do głowy to zastąpienie mnie tatą. Bo jego też totalnie kiedys nie tolerowała, a teraz jest w stanie sie uspokoić- przynajmniej tyle, choć oczywiście mnie woła. Teraz siedze jak na szpilkach i czekam kiedy sie obudzi....
        • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 08.12.11, 21:41
          Polecam
          forum.gazeta.pl/forum/w,97998,131167008,131167008,Spanie_z_niemowlakiem_a_utracone_wieczory_pomocy_.html
          • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 10.12.11, 11:16
            Dzięki serdeczne. Pocieszające, choć współczuje mamie, że skoro jedna mama napisała, że miała tak przez 2 lata, więc juz nie z niemowlakiem. Moja mała lepiej sama zasypiała i spala jak była właśnie mniejsza niz teraz! Teraz raz na tydzień lub dwa- zależy,zdarzy się noc, że mała prześpi bez pobudki nawet do 4 rano, ale przewaznie po krótkim czasie pobudka i nie ma zmiłuj. Ale zauwazyłam poprawę (tfu! - żeby nie zapeszyć ;)) Wystarczy, że położę ja u siebie w łóżku, tłumaczę, że zaraz przydę, żeby nie płakała itd itp całuję i idę się myć- ona czeka cierpliwie i nie płacze, mąż śpi obok (wczesniej nie mogłam odejść na krok jak już sie obudziła) Czasem zaśnie, a czasem czeka i zaśnie dopiero jak jestem obok. Z tym, że u niej w łózku to nie przejdzie. Ale.. może idzie ku lepszemu?
            Z buntami czasem jest lepiej czasem gorzej. W środę miałam ciężki dzień, we wtorek 1,5 godzinną jazdę wóżkiem z wyjcem (nic nie pomagało, ręce mi juz opadały, a jechałam cos załatwić) Nie ma innej rady jak konsekwencja i cierpliwość, tona cierpliwości. Albo konsekwetnie powtarzać, ze dostanie coś tam o co jej chodzi, ale jak się uspokoi, albo konsekwentnie ignorować jej złości (czasem mówię, że nie słysze takiego krzyku i robię swoje), albo że moze sie przytulić jak sie uspokoi... No, czasem gotuje sie we mnie wszystko i muszę gdzieś to wyładować, bo bym chyba wybuchła. Jakos leci ;)
        • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 11.12.11, 17:35
          albo że może się przytulić jak się uspokoi...

          Niektórzy uważają, że Zo sprawdza, testuje, manipuluje. Nie zgadzam się. To, co robi moja córka to poszukiwanie strategii na zaspokojenie swoich potrzeb. Myślicie, że to to samo? Według mnie, nie.
          Kiedy przypisujemy dzieciom manipulacje, testowanie, to niemal natychmiast stajemy na straży rodzicielskiego autorytetu, odbierając bardzo osobiście wrzaski, płacz, trzaśnięcie drzwiami. To, co w takich momentach mamy do zaoferowania dzieciom, to konsekwencja, często za wszelką cenę. Konsekwencja, która w dostępnych na rynku poradnikach wychowawczych jest odpowiedzią na większość pytań i wątpliwości. Przyjrzyjcie się tylko tytułom, a będziecie zaskoczeni.
          Twoje dziecko nie zjadło całego obiadu? Bądź konsekwentna - nie daj mu kolacji, niech idzie spać głodne. Maluch nie chce iść do przedszkola? Powiedz stanowczo "nie", bo inaczej będziesz z nim siedzieć w domu do 5 roku życia, no może do 6, bo władza właśnie szykuje się do wyborów... Twoja córka chce żebyś na górskiej wycieczce wziął ją na barana? Bądź stanowczy. Powiedz, że jest już duża, że ma dwie nogi tak jak ty, że uprzedzałeś, co ją czeka. Uczyń z wycieczki wojskową ścieżkę zdrowia, bo przecież jeśli ustąpisz, jeśli nie będziesz konsekwentny, to następnym razem będziesz ją niósł na rękach do przedszkola i z przedszkola.
          Kiedy porzucimy mit konsekwencji jako antidotum na wychowawcze bolączki, to szybko okaże się, że nasze dziecko zwyczajnie nie lubi fasoli (źródła żelaza), a i ty też przecież za nią nie przepadasz. Nie chce iść do przedszkola, bo musi siedzieć obok Kamila, który szczypie i zabiera zabawki. Prosi o wzięcie na barana, bo jest trochę zmęczone i bardzo znudzone wijącą się wśród wysokich drzew ścieżką. Przecież stąd nic nie widać.
          Zo nie testuje, nie manipuluje, więc ja nie muszę być konsekwentna :) I co więcej nie będę mieć poczucia winy, że to... z powodu braku mojej konsekwencji :)
          Kiedy Zo nie chce sama włożyć butów, to szuka ze mną kontaktu, potrzebuje bliskości. Kiedy mówi, że nie chce iść dzisiaj do przedszkola, to chce mi opowiedzieć o tym, co w przedszkolu ją przeraża. Chce być wysłuchana. Kiedy odsuwa talerz w czasie niedzielnego obiadu u dziadków mówiąc: "ohyda", to chce być zauważona. Jest przecież najmniejsza, a rozmowa toczy się ponad jej głową.
          Kiedy dzisiaj rano Zo "obraziła się na mnie", bo do jajecznicy dałam jej łyżeczkę, a nam widelce, to chciała być potraktowana tak samo, jak jej rodzice. Chciała być ważna. Czy to manipulacja?

          O pożytkach płynących z niekonsekwencji napisała Agnieszka Stein, empatyczny psycholog. Gorąco polecam artykuł.

          To fragment bloga: w świeci żyrafy
          • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 11.12.11, 17:41
            O pożytkach płynących z niekonsekwencji

            W wielu artykułach, książkach i poradnikach skierowanych do rodziców można przeczytać, że w wychowaniu dzieci najważniejsza jest konsekwencja. Dojrzałam chyba więc do tego, żeby temu mitowi stanowczo zaprzeczyć.

            Konsekwencja dobra jest w tresowaniu dzikich zwierząt.

            W bliskich miłości relacjach z własnymi dziećmi często dużo zdrowsza i bardziej pedagogiczna okazuje się być niekonsekwencja.

            Dlaczego więc tak dużo się o tej nieszczęsnej konsekwencji mówi i pisze? Bo to bardzo proste. Poglądy żywcem wzięte z teorii warunkowania i odruchów królują po dziś dzień w popularnej psychologii, choć już od dawna nie są w tej formie aktualne.

            A także chyba dlatego, że ze wszystkich porad wychowawczych stosowanie się do zalecenia konsekwencji okazuje się dla rodziców najtrudniejsze. Łatwo więc wpędzać ich w rodzicielskie poczucie winy mówiąc im po prostu: widać nie byliście konsekwentni.

            Założę się, o co chcecie, że każdego rodzica da się tym chwytem pokonać.

            A dlaczego rodzice nigdy nie są do końca konsekwentni?

            Pewnie dlatego, że konsekwencja jest bardzo nienaturalna. A także dlatego, że ma ona bardzo niewiele wspólnego z szanowaniem dziecka jako odrębnej istoty ludzkiej.

            Tymczasem wyznawcy konsekwencji twierdzą, że z jej pomocą można osiągnąć każdy zamierzony efekt. A jeśli się nie daje? Widać dziecko się buntuje, sprawdza, testuje. Jednym słowem trzeba być konsekwentnym dalej. A jeśli to dziecko jest za małe? Jeśli nie rozumie czego od niego oczekujemy? Jeśli poddając się naszemu wychowaniu jednocześnie musi rezygnować z jakiejś ważnej dla niego potrzeby? Dla wyznawców konsekwencji i tresury nie ma to najmniejszego znaczenia.

            Ale dla nas, jako kochających rodziców, powinno. Ponieważ nasza niekonsekwencja bardzo rzadko jest objawem naszej niewydolności wychowawczej. Dużo częściej związana jest z naszą bardzo trafną intuicją, że droga, którą idziemy prowadzi nas na manowce. Że nie jest ona dobra dla dziecka, że mu nie służy. Oraz, że we wspólnym życiu warto uwzględniać nie tylko własne plany, cele i potrzeby ale także plany, cele i potrzeby dziecka.

            Tak naprawdę rodzicielstwo jest w dużym stopniu sztuką popełniania błędów i wyciągania z tych błędów wniosków. Oczywiście jest też sztuką przyznawania się do tych błędów. Mówienia: przepraszam, nie zrozumiałem, o co ci chodziło, za szybko zareagowałam, to było niepotrzebne.

            A jak zrobić coś takiego będąc zawsze konsekwentnym?

            Wiara w dobro i mądrość dziecka wymaga od nas tego, abyśmy (kiedy już damy znać dziecku, co nam się podoba a co nie) robili krok do tyłu i umożliwiali mu dokonanie wyboru.

            Zaufanie do dziecka to wiara w to, że nie tylko my pragniemy dla niego jak najlepiej. Także dziecko chce tak jak potrafi współdziałać z nami, pomagać nam i spełniać nasze prośby. Dajmy mu szansę na to. I dajmy mu szansę podjęcia dobrej decyzji.

            Nawet jeśli dziecko czasem powie nie. Nawet jeśli zrobi po swojemu. Będziemy mieli świadomość, że kiedy już współpracuje z nami robi to z własnej nieprzymuszonej woli. Rozumie co robi. I że zrobiłoby to samo kiedy nikt nie patrzy i nie pilnuje. Że nasze zasady stały się jego zasadami.

            Czy nie o to właśnie nam wszystkim chodzi?

            Własna niekonsekwencja jest dla rodzica ważnym sygnałem, żeby zastanowić się: Czy ja naprawdę wierzę w to, jak wychowuję moje dzieci? Czy widzę w tym sens? Czy dobrze się z tym czuję? Czy mi to pasuje?

            Jeśli odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi NIE , warto, zamiast starać się za wszelką cenę być konsekwentnym, szukać dalej.

            Gdzie jeszcze przydaje się niekonsekwencja?

            Wtedy, kiedy nasze dziecko styka się z różnorodnym światem. Z różnymi ludźmi, poglądami, zasadami. Wtedy ma wspaniałą szansę budowania swojego świata i swojej tożsamości w oparciu o wiele modeli i wzorów .

            Nie ma żadnej potrzeby, żeby wszyscy mający kontakt z dzieckiem dorośli mieli identyczny sposób bycia, identyczne poglądy i upodobania. Naszemu dziecku nic się nie stanie, jeśli u babci będzie mogło siedzieć na krześle, które samo sobie wybierze, a u nas nie. To część realnego świata. Bardzo ważna lekcja – ludzie są różni. Nie okradajmy z tego bogactwa naszego dziecka w imię kultu konsekwencji.

            Nawet, jeśli mama i tata mają różne sposoby opieki, na różne rzeczy pozwalają, mają różne przekonania to także, najczęściej jest wzbogacające dla dziecka. Jeśli bardziej oczekujemy współpracy niż posłuszeństwa dajemy dziecku wspaniały kapitał na przyszłość. Szansę bycia dojrzałym, samodzielnym, szanującym innych człowiekiem. Szansę na bycie naprawdę sobą.

            Jak to możliwe? Powiedzą na pewno niektórzy. Tak mieszać dziecku w głowie!

            A jeśli mama i tata mają na jakąś sprawę inne zdanie to co mają zrobić? Najczęściej w rodzinach, które stawiają na konsekwencję jedno z rodziców musi ustąpić. I najczęściej niestety jest to tata.

            Dziecko, które doskonale widzi, co się święci otrzymuje bardzo niefajny komunikat, że na świecie nie możliwe jest pełne szacunku współdziałanie z osobami o innych poglądach. Że nie można się dogadać. Że zawsze ktoś wygrywa a drugi musi ustąpić. I że faceci nie powinni zajmować się dziećmi.

            A tymczasem naprawdę nic się nie stanie jeśli w relacjach z tatą i mamą obowiązują trochę inne zasady. Nie stanie się nic, o ile także rodzice potrafią te swoje odmienne zwyczaje nawzajem szanować i nie krytykować się nieustannie w obecności dzieci. O ile częściej niż polecenia i rozkazy wykorzystują w swoich relacjach z dziećmi prośby i propozycje.

            Niekonsekwencja ważna jest z jeszcze innego powodu.

            Dzieci są różne, to każdy wie. Ale także to samo dziecko co dzień jest w innej sytuacji. Jednego dnia jest wesołe, innego smutne. Czasem jest silne i wypoczęte a czasem zmęczone. Także rodzic nie jest codziennie taki sam. Czasem jest w lepszej formie czasem czuje się źle.

            Realizując zalecenie konsekwencji dochodzimy do absurdu. Oto bowiem nie dostosowujemy naszych zachowań do codziennie zmieniającej się sytuacji i do naszych potrzeb, a tylko do… no właśnie czego? Regulaminu?

            Bardzo jestem wdzięczna pewnej mamie, która opowiedziała mi piękną historię ku przestrodze konsekwentnym rodzicom.

            Otóż kiedyś wracała z tatą z przedszkola i bardzo prosiła go, żeby poniósł ją na rękach. Tata odpowiedział oczywiście, że to wykluczone, bo dziewczynka jest już duża i może iść sama. No i doszli do domu, przodem szedł tata a za nim snuła się bardzo zmęczona córka.

            Następnego dnia dziewczynka trafiła do szpitala, bo okazało się, że jej zmęczenie było pierwszym objawem poważnej choroby.

            Po wielu latach, kiedy ta dorosła już dziewczynka opowiadała mi tą historię ta pani doskonale pamiętała, jak przykro było jej, że tata nie potraktował jej poważnie, gdy była taka słaba, bo cenniejsza była dla niego konsekwencja.

            Nie bójmy się więc dostosowywać zasad obowiązujących w naszych relacjach do zmieniającej się co dzień sytuacji. Jednego dnia można sobie pozwolić na więcej, dać sobie prawo do luzu a innego dnia po prostu nie ma takiej możliwości.

            Wbrew pozorom dzieci zamiast wykorzystywać naszą niekonsekwencję przeciwko nam będą doceniać to, że staramy się dbać o ich potrzeby i jakość wzajemnych relacji.

            Na koniec trochę w obronie konsekwencji.

            Bardzo się przydaje wtedy, kiedy dbamy o bezpieczeństwo naszych dzieci.

            Dobrze też, jeśli dajemy naszym dzieciom szansę poznawać konsekwencje ich własnych zachowań i wyborów.

            A z pewnością jest też obowiązkowa kiedy obiecujemy coś dzieciom. Ale wtedy jest na nią kilka dużo milszych określeń takich jak: mówienie prawdy i dotrzymywanie słowa.
            Agnieszka Stein
            to tekst ze strony Dzikie Dzieci
            • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 11.12.11, 23:14
              Nie wiem czy to wyłącznie do mnie adresowany ten artykuł i cały wywód. Pozwolę się z tym zgodzić, ale częściowo. Bo pewnie, że nie jestem konsekwentna do bólu i nie trzymam sie kurczowo zasad za wszelka cenę. Miałam na myśli częste (praktycznie co chwila) wybuchy złości, wrzasku. W tym momencie konsekwentnie powtarzam, ze jak się uspokoi moze się przyjśc przytulić, bo w takim ataku szału nawet jak chcę ją przytulić to nie da rady,moge jedynie oberwać. I zależnie od sytuacji pomaga to lub ignorowanie krzyku. Ona ma napad złości i nic innego nie pomaga w takiej sytuacji i wierz mi, próbowałam juz wszystkiego i to wydaje się najlepiej rozwiazywac ten problem, bo po jakims czasie jak juz rozładuje swój gniew po prostu jej przechodzi. Wszelka ingerencja, czy to po dobroci czy nie tylko nakręca spiralę. A czekoladki, wzięcie na ręce czy inne bzdury to bzdury właśnie. Heh, dobre, bo pisze "Konsekwencja dobra jest w tresowaniu dzikich zwierząt." a moje dziecko w ataku takiego dzikiego szału własnie przypomina dzikie zwierzę! :D Śmieje sie oczywiście. Wszystko pieknie ładnie, bardzo ładny artykuł, ale to takie piekne "gadanie", chętnie poprosiłabym o konkretne wskazówki jak postępować w takich sytuacjach. Jak sama zauwazyłaś nie jestem konsekwentna bo uciekam się do różnych metod: raz jest to ignorowanie, innym razem oznajmiam, ze moze sie przyjśc przytulić jak juz sie uspokoi, jeszcze innym razem wybucham, bo akcje są przez dzień cały i naprawdę mam dość ( i to tez wazna dla niej lekcja, najczęściej skuteczna) I to nie żadne metody, raczej szukam drogi do niej. Mam nadzieję, ze w końcu znajde tą właściwą i skuteczną. Moja intuicja jednak mi mówi, ze nie moge ulegać. Wcale nie dlatego, żeby mnie ktoś nie poraził stwierdzeniem "bo byłaś niekonsekwentna". Dlatego, że tak własnie czuję. Moje dziecko od samego rana jak tylko otworzy oczy chce się bawić. Nie samo. Czasem od rana bawię się z nią i wcale nie traktuję jej potrzeb jako manipulacji a czasem idę prosto do kuchni mimo jej protestów, bo czasem mama jest głodna. Czasem do toalety, choc protestuje ostro. Jakoś na razie moja intuicja mi dobrze podpowiada kiedy byc konsekwentną, a kiedy krzywda sie nikomu nie stanie jak nie bedę. Choc powiedziałam wczesniej "dzisiaj czekoladek już nie jemy" to w końcu zgadzam sie na tą "ostatnią". Ale to sa mało istotne rzeczy moim zdaniem.
              • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 12:43
                Chcę Ci "jakoś" pomóc nie znam Was osobiście ale polecam blog: w świecie żyrafy, może jego autorka będzie bardziej kompetentna w tej sprawie jeśli do niej napiszesz, moim zdaniem jest świetna w swojej pracy.
                Polecam też książkę Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy. Rosenberg

                Kiedy ona płacze też pewnie szuka kontaktu z tobą i ma niezaspokojoną jakąś potrzebę, poczytaj te pozycje które ci poleciłam może uda Ci się dojść do tego co powoduje takie zachowanie. Może ona sama nawet nie wie dlaczego tak się zachowuje. Moja córeczka często po tym jak się denerwuje i popłacze później jak o tym rozmawiamy pyta dlaczego tak się denerwowała albo dlaczego krzyczała. Dziecko czasami samo nie wie co się z nim dzieje i nie panuje nad swoimi emocjami bo tego zupełnie nie potrafi, my dorośli często tego nie potrafimy nie mówiąc o dzieciach i nie możemy od nich wymagać, żeby były bardziej dojrzałe niż my i potrafiły opanowywać złość.
                Polecam
                wswieciezyrafy.blogspot.com/2011_05_01_archive.html
                • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 12:47
                  Przypomniała mi się jeszcze jedna książka Zasypianie bez płaczu, owszem jest o zasypianiu ale nie tylko, tam lekarze-małżeństwo tłumaczą wiele różnych zachowań dziecka myślę, że też mogła by pomóc.
                  Trochę Cię rozumiem, mam bardzo wymagające dziecko potrzebujące bardzo dużo bliskości i kontaktu fizycznego ze mną. Dużo o tym czytałam bo nie znam osobiście takiego dziecka jak moja mała i te książki naprawdę mi pomogły.
                  Pozdrawiam
                  • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 12:48
                    Też karmię piersią 3latę :)
                    • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 17:18
                      Dzięki serdeczne kate.2 za pomoc i porady, na pewno skorzystam i zajrzę na blog. Chciałam się tylko troche wytłumaczyć, ze nie bardzo widzę ustępowania w sytuacji kiedy ona nie radzi sobie z emocjami, bo to nie wyjście.No, chyba, że sporadycznie i chyba, ze do tego namawia ten artykuł, to nie ma o czym gadac ;) Nie wymagam od niej tego, zeby panowała nad swoimi emocjami, zdaję sobie sprawę, że tego nie potrafi. Ale musi się uczyć, ze pewne zachowania nie są akceptowane i że nie jest na świecie tak, ze pod wpływem jej zachowania wszystko nagle zmienia swój bieg i dzieje sie tak jak tego oczekuje, bo to też zły wzorzec, prawda? Kwestia tylko naszej intuicji, czy marudzi bo naprawdę jest zmęczona, czy tylko wymysla różne historie byleby tylko nie robić lub robić to co chce/czego nie chce. Mojego bratanka (miał wtedy chyba 2,5 roku) zawsze strasznie ale to strasznie wszystko bolało jak trzeba było posprzątac zabawki ;) Nie potrafi manipulować? Hmmm W pewnym momencie dziecko juz przestaje być tabula rasa a zaczyna chłonąć jak gąbka pewne mechanizmy. Czasem jest to śmieszne, ale czasem wyprowadza nas z równowagi. Byc moze słowo "manipulacja" z naszego dorosłego swiata to nadużycie i ma bardzo negatywny wydźwięk, ale chodzi o to, że dziecko pewnymi sposobami uczy się osiagać to o co im chodzi, tak jest przecież od samego poczatku. Moim zadaniem jest pokazać, że wrzask (taki czysto ze złości) nie jest dobrym sposobem na osiagnięcie czegoś, że niezaleznie od tego rzeczy sie zmieniają, raz jestesmy na placu zabaw, potem idziemy na zakupy. Jeżeli jest to jej sposób na wyładowanie emocji to ma na to czas, spokojnie, ja nie biję ;) ma czas, żeby to rozładować.
                      Ale chętnie poczytam o doświadczeniach innych, czy zasięgnę porady jak mozna inaczej sobie z tym radzić.
                      • joshima Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 19:30
                        olcia71 napisała:

                        > Dzięki serdeczne kate.2 za pomoc i porady, na pewno skorzystam i zajrzę na blog

                        Zajrzyj zajrzyj. Mnie się tez bardzo podoba.

                        > Chciałam się tylko troche wytłumaczyć, ze nie bardzo widzę ustępowania w sytuacji
                        A to zależy w jakich kwestiach. W jednych nie da się ustąpić a w innych spokojnie można, bo niby dlaczego nie.

                        >No, chyba, że sporadycznie
                        ja właśnie uważam, że psoradycznie to się należy upierac przy swoim.

                        > Ale musi się uczyć, ze pewne zachowania nie są akceptowane
                        Ale jakie?


                        > i że nie jest na świecie tak, ze pod wpływem jej zachowania wszystko nagle zmie
                        > nia swój bieg i dzieje sie tak jak tego oczekuje, bo to też zły wzorzec, prawda
                        Nie do końca. Ustępując uczysz dziecko jak to się robi i ono tez będzie umiało odpuścić czasem.

                        > ale chodzi o to, że dziecko pewnymi sposobami uczy się osiagać to o co im chodzi
                        Przecież wszyscy tak robią. Czy nie na tym polega życie, żeby osiągać postawione cele?
                        • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 20:35
                          Tak Joshima, wszystko się zgadza, tylko musze postępowac tak, żeby jednak móc iść do toalety, zrobić zakupy, cos w kuchni, na chwile odwrócic głowę w innym kierunku, bo przeciw temu wszystkiemu moje dziecko protestuje, ostro protestuje. Moje dziecko (zależnie od humoru) musi oprotestować każdą najmniejszą pierdołę, są dni kiedy jest naprawdę uciążliwa (ale nie chcę byc znowu źle zrozumiana ;o)). Gdybym chciała jej sporadycznie nie ustępować, ona przysłowiowo "wlazłaby mi na głowę" a ja nie mogłabym zrobić doslownie nic, musiałabym czekać na dogodny moment, zeby móc zjeść obiad. Urosłoby to wszystko do absurdu. Ona taki przechodzi okres. To nie o to chodzi, ze upieram sie przy swoim, ale pomimo jej protestów ja robię swoje, co do mnie należy. A poza tym poświęcam jej naprawdę spooooro czasu, cala swoja uwagę- nie pracuje przecież, jestem z nia caly dzień, od rana do nocy i w nocy. Nawet czasami nie wiem czy nie za dużo czasu.... w sensie, ze może stąd ten jej brak akceptacji kiedy poswięcam czas czemu innemu. Jak tylko będę mieć więcej czasu zagłębię się w tekst na blogu, bo teraz trudno mi się skupic nawet na tym co piszę, bo co chwila mnie odciaga od komputera.
                          Aha pewne zachowania=okazywanie złości przez bicie, wrzask taki, ze w uszach piszczy (wtedy mówię, że zaniosę ja do pokoju obok i bedzie sobie mogła krzyczec do woli. Tylko mówię o wrzasku ze złości, nie o rozpaczliwym placzu. Próbuje jej proponować przesuwanie fotela ;o) albo mnie. Czasem to pomaga, zamienia sie w zabawę, a czasem nic nie jest w stanie jej "ruszyć". Szukam wspólnego z nia języka, nie chcę walczyć, ale musimy znaleźć jakiś kompromis.
                          Wiesz Joshima nie chcialabym, żeby sobie utrwalila, że wściekając się moze osiagnąc wszystko. Żeby taki właśnie sposób osiągania celu uznała za skuteczny.
                          • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 20:40
                            Ale tak z drugiej strony to sobie myślę, że dobrze, że taka "waleczna" ;o) Heh, moja krew :DD Trudny charakter, ale chyba jej sie to w zyciu przyda, trzeba ja tylko utemperować nieco ;o)
                            • joshima Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 21:50
                              olcia71 napisała:

                              > trzeba ja tylko utemperować nieco ;o)
                              Brrr. Nie znoszę tego temperowania, usadzania, ukrócania, łamania charakteru i innych tresur. Sama się zastanów co napisałaś. Dobrze, że jest taka waleczna, ale musisz to zmienić, bo Tobie teraz to nie pasuje. Zmień to, tylko jak Ci się uda to ona już taka nie będzie.
                          • mad_die Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 21:23
                            Mam takie nieodparte wrażenie, że Ty jesteś tak samo uparta jak i ona ;)
                            I nie odpuścisz, bo w imię czego?
                            Ona ma dwa lata. A to strasznie głupi wiek.
                            Mam syna w tym wieku, ma tez swoje fochy i humory, ja też mam. Każdy ma.
                            Trzeba to zrozumiec i zaakceptować. I czasami iść na ustepstwo.
                            Dlaczego wrzasku zlości nie utulisz, a rozpaczliwy płacz już tak? Przecież i jedno i drugie to płacz - tylko z rożnych przyczyn.
                            O 20.35 to ona już powinna jeść pierś i usypiać ;) i rację ma, że odciąga mamę od kompa - mam tak co dnia ;)
                            Mój też ssie pierś - na żądanie.
                            Był czas, że nie jadł w nocy, teraz mu wróciła potrzeba ssania :)
                            Łózko ma swoje, dorosłe już, NIGDY nie spał w swoim lóżeczku ze szczebelkami, cały czas z nami, do jakichs 20-21mscy, wtedy mu sprawiliśmy jego własne, duże łózko z barierką na boku. Zasypia na piersi, odkładam śpiącego, czasami przespi całą noc, czasami obudzi się nad ranem i przyjdzie na mleko. Wtedy dosypia z nami.
                            Luz.
                            Może Twojej w łóżeczku małym ciasno? Może obija się o szczebelki? Kto by chciał w klatce spać?
                            Mówisz, że szukasz wspólnego języka - i dobrze. Tylko musisz do niej wyjść w pół drogi jeśli nie więcej, bo ona jest mała jeszcze. i to Ty musisz się wykazać większym rozumem, cierpliwościa, zrozumieniem, wiedzą, empatią, chęcią dojścia do kompromisu niż ona.
                            Jak się moje dziecko wścieka - a dzieje się to na prawdę sporadycznie o dziwo... - to mówię, że jej nie rozumiem (bo mam tez córkę, 4 lata, a 4 lata to też taki trochę kryzysowy wiek ;)). Że jest zła pewnie/smutna/przykro jej bo coś tam. W 99% przypadków odgadnięcie - tak, odgadnięcie - przyczyny płaczu, nazwanie tej przyczyny, mój spokój i opanowanie, zero krzyków z mojej strony, współczucie i chęć zrozumienia skutkuje tym, że histeria mija. Jak ręką odjął - dziecko ociera łzy i już jest dobrze.
                            • joshima Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 21:52
                              mad_die napisała:

                              > Dlaczego wrzasku zlości nie utulisz, a rozpaczliwy płacz już tak? Przecież i je
                              > dno i drugie to płacz - tylko z rożnych przyczyn.
                              Ja to nawet rozumiem. Moja córka w złości nie pozwalała się dotknąć a próba utulenia potęgowała jej wściekłość. Więc wolałam przeczekać dając odczuć, że jestem obok.

                              Ale poza tym się zgadzam.
                          • joshima Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 21:48
                            olcia71 napisała:

                            > Tak Joshima, wszystko się zgadza, tylko musze postępowac tak, żeby jednak móc i
                            > ść do toalety, zrobić zakupy, cos w kuchni, na chwile odwrócic głowę w innym ki
                            > erunku, bo przeciw temu wszystkiemu moje dziecko protestuje, ostro protestuje.
                            OK, ja to rozumiem. Jeśli naprawdę ni możesz jej wziąć do toalety to nie bierz, ale nie zabraniaj jej protestować.


                            > Moje dziecko (zależnie od humoru) musi oprotestować każdą najmniejszą pierdołę,
                            Taki wiek.

                            > Urosłoby to wszystko do absurdu.
                            A skąd wiesz?

                            > Nawet czasami nie wiem czy nie za dużo czasu.... w sens
                            > ie, ze może stąd ten jej brak akceptacji kiedy poswięcam czas czemu innemu.
                            Nie sądzę.

                            > Aha pewne zachowania=okazywanie złości przez bicie, wrzask taki, ze w uszach pi
                            > szczy
                            No to jak ma okazywać złość. OK rozumiem, że bicie nie. Sama nie pozwalałam (moja do tego gryzła) ale wrzask? Niech wrzeszczy. W końcu jakoś musi sie wyładować. Jak podrośnie nauczy się inaczej.

                            > Szukam wspólnego z nia języka,
                            Próba dotarcia do dziecka w trakcie takiego napadu frustracji jest raczej skazana na porażkę.

                            > nie chcę walczyć, ale musimy znaleźć jakiś kompromis.
                            Kompromis to ustępstwa z dwóch stron. Np zabraniasz bicia, ale niech sobie krzyczy jak musi, bez groźby wyniesienia i porzucenia w samotności.

                            > Wiesz Joshima nie chcialabym, żeby sobie utrwalila, że wściekając się moze osia
                            > gnąc wszystko.
                            Ale ja to rozumiem. Ale skoro i tak nie zamierzasz w niektórych sprawach ustąpić, bo nie możesz to czemu jeszcze zabraniasz się wściekać? Niech się wścieka. Ona się rozładuje w bezpieczny sposób, choć przyznam dość uciążliwy, Ty nie ustąpisz. Wilk syty i owca cała. Kapujesz? Pisze o tym bo to przerabiałam. Ustępowałam kiedy mogłam, pozwalałam wrzeszczeć kiedy się wściekała, bo nie mogłam ustąpić. Teraz moje dziecko nadal czasem protestuje, ale już nie wrzeszczy, tylko że jest zdenerwowane, bo wie, że ma do tego prawo. Bo ma.

                            Tak więc pozwalając wyładować frustracje w bezpieczny sposób wcale nic nie utrwalasz bo to nie oznacza automatycznie że jej ustąpisz w tym w czym nie możesz. A jeśli w czymś możesz ustąpić (ja się często zastanawiałam zanim powiedziałam 'nie') to ustąp zanim zacznie wrzeszczeć. Wtedy sobie nie utrwali, że wrzask = ustępstwo. To naprawdę działa.

                            Ja bym się tak na przykład nie upierała przy tej łazience. Bo niby czemu?

                            A tego: "musiałabym czekać na dogodny moment, zeby móc zjeść obiad" to już w ogóle nie rozumiem Czemu ona nie je obiady wtedy gdy Ty jesz, albo na odwrót, czemu Ty nie jesz wtedy gdy ona je? To, moim zdaniem, najdogodniejszy moment.
                      • mskaiq Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 21:53
                        To prawda że dziecko powinno sie uczyć ale aby sie uczyć potrzebuje poczucia
                        bezpieczenstwa.
                        Dziecko w takim wieku uczy się głownie nasladując matke, lub ojca. To rodzice
                        sa wzorcem dla dziecka. Jeśli rodzicom brakuje ciepliwości to i dziecku.
                        Dwu i pół letnie dziecko zupełnie nie rozumie co to jest manipulacja chociaż
                        często może się wydawać że tak się zachowuje.
                        Kiedy wymaga się od dziecka posprzątania zabawek, to w taki sposób nie uczy
                        się go sprzatania zabawek. Zakaz, albo zwrócenie dziecku wywoluje złość podobnie
                        jak u dorosłego.
                        Uczy posprzątanie razem z nim.
                        Czesto w kontaktach z dzieckiem nie zwracamy uwagi na to dlaczego płacze a
                        koncentrujemy się na próbach uspokojenia. Nie daje sie uspokoić dziecka kiedy nie
                        wie się dlaczego płacze, czy histeryzuje.
                        Serdeczne pozdrowienia.

                        • kate.2 Re: W czym tkwi problem? 12.12.11, 23:52
                          Dziecko w tym wieku naprawdę nie potrafi manipulować.
                          Nie trzeba nikogo temperować :) oprócz kredek :)
                          Ja też tak miałam, że mała nie dała mi iść do toalety, wtedy brałam ją ze sobą. Ja przecież uczestniczę w jej procesach fizjologicznych i dla niej naturalne jest, że też jest ze mną jeśli tego chce. Na pewno jest to całkiem normalne do wieku ok 3-4 lat.
                          Kiedy chce być ze mną w kuchni to sadzam ją na blacie. Bywały też dni i tygodnie i miesiące, że obiad gotował mąż po powrocie do domu mimo, że ja jestem na urlopie wychowawczym.
                          Uważam, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, dzieci są bardzo różne tobie trafiło sie tak jak mi wyjątkowo wrażliwe dziecko i trzeba je kochać takim jakie jest, nie zmieniaj go.
                          Poczytaj o tym i daj jej siebie kiedy tego potrzebuje a będzie cudownym, empatycznym człowiekiem, nie mów jej nigdy że będzie mogła się przytulić jak się uspokoi, proszę cię o to.
                          Wiem co pisze moje dziecko zachowywało się tak jak Twoje też chciało 100% czasu dla siebie ode mnie i dawałam ile tylko mogłam, czasami ze łzami w oczach ze złości na nią i na siebie ale teraz widać efekty.
                          Byliśmy ok 5 miesięcy temu w szpitalu, małą miała zapalenie płuc i kiedy pani roznosiła każdego dnia deser dzieci chciały jak najwięcej dla siebie a ona pytała czy może wziąć dla mamy i taty :) pani prawie się popłakała, powiedziała, że nigdy nie spotkała takiego dziecka.
                        • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 00:24
                          Juz wyjaśniam wszelkie niejasności.

                          Joshima. Nie zabraniam jej sie wściekać. Ależ niech sobie krzyczy i wyładuje swoja złość. Powtarzam nawet, że wiem, ze moze byc zła, ale mama musi to czy tamto. Czasem jednak krzyczy tak, albo tak długo, ze mówię jej ze zaprowadzę do innego pokoju (bo jej krzyk mi przeszkadza i denerwuje)- zazwyczaj to skutkuje, nie musiałam stosować przenosin. Czym innym jest jednak pozwolić na krzyk a czym innym ustepowac pod jego wpływem (i to mam cały czas na myśli mówiąc konsekwencja- tzn ja konsekwentnie mimo jej protestów robie swoje)
                          Łazienka nieszczęsna- ależ ona chodzi tam ze mną. nawet gdzies napisałam, ze siada mi na kolanach i przegladamy gazety ;o) a mimo to jak tylko kieruję swoje kroki do toalety ona ostro protestuje (wyglada to tak, że protestuje, bo mama robi cos innego niz ona by chciała żeby robiła) To tylko tai przykład, ta nieszczęsna łazienka, bo to jedna z licznych rzeczy, które TRZEBA zrobić, ona moze w tym uczestniczyć, mozemy tam sie bawić (ale to brzmi) a mimo to wrzeszczy i najchetniej zabroniłaby mi tam chodzić.
                          Nie chcę zmieniać w niej waleczności- to dobra cecha. Myślę o wściekaniu się kiedy tylko nie dostaje czego chce/coś idzie nie po jej mysli. Chcę też pokazać, ze są inne sposoby wyrażania swoich uczuć. Myslę, że to nie jest tylko kwestia tego, ze teraz w tym momencie mi to nie pasuje. Nie będzie pasować też innym i jej samej także. Niestety wiem po sobie. To bardzo uciążliwa cecha, która bardzo mi utrudniała zycie.
                          Mad_die - ależ ja czasami idę na ustępstwa! Nie upieram się przy swoim, przy jakimś głupim swoim. Moze nie masz czasu na czytanie całości, ale z moich postów to wynika. Moze i powinna o 20.35 ssac pierś i usypiać, ale niestety mateż głupi okres rezygnowania z drzemki dziennej, ale jednak całego dnia bez niej nie umie wytrzymać i wyczerpuje jej sie bateria jak lezy np. na podłodze. Przed chwilą cos gadała, robiła, śmiała się, a za chwilę patrzę- ona spi. I to najczęściej w porze wieczornej, stąd czasem później kładę ja spać. Ma rację, że odciaga od kompa,tak :o) Ale tylko sie tłumaczę, że moge czasem gubic wątek lub nie przeczytac czegoś ze zrozumieniem ;o)
                          Mała nie śpi w łóżczeczku. A jak spała to nie w takim ze szczebelkami. Spi w dalszym ciągu na sofie, jeszcze nie zdecydowałam się jakie łóżko jej kupić. Czasem prześpi tam dobrych kilka godz. Zdarzyło sie parę nocy ze przespała bez jednej pobudki do 4 czasem do 5 rana (a potem u mnie). Sprawdzałam pełna trwogi, czy coś się jej aby nie stało.Ale przeważnie (jak własnie przed chwilą) pobudka, moje leżenie przy niej, potem znowu i znowu, a w końcu zabieram do siebie jak juz kłade sie spac a ona się zbudzi.
                          Nie utulam w złości, bo to, jak napisałam gdzieś wyżej, nakręca spiralę, dziala jak płachta na byka, próbowałam.
                          Kate.2 rozumiem co masz na mysli pisząc, ze nie mam mówić, że moze sie przytulic jak sie uspokoi. Dziecko kocha się nawet wtedy kiedy krzyczy i złosci się, przez to nie jest gorsze.
                          Rozważę to o czym piszesz. I bedę bardziej uwazna w tym co robie i jak.
                          Dzięki.
                          • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 00:28
                            Krzyczy tak długo... o Jezu nie, zaraz bedzie to zrozumiane, że pozwalam dziecku wyć 5 godzin. Nie. Chodziło mi o to, że jest czasem taki dzień, ze non-stop sa "akcje" i w tym sensie mówię "dlugo". Czasami jak usnie popołudniu to mówie do siebie- uf, jaki spokój. Ale nie czesto na szczęscie.
                            • joshima Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 21:40
                              Może nie uwierzysz, ale i tak to napiszę. Dokładnie wiem o czym piszesz. Z własnego doświadczenia. Ale wiesz, sądzę, że przy odrobinie sprytu można się nauczyć wyprzedzać pewne akcje i im zapobiegać.
                          • joshima Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 21:38
                            olcia71 napisała:

                            > Juz wyjaśniam wszelkie niejasności.
                            >
                            > Joshima. Nie zabraniam jej sie wściekać. Ależ niech sobie krzyczy i wyła
                            > duje swoja złość.
                            Tak zrozumiałam Twoją wzmiankę o niepożądanych zachowaniach. A skoro jest tak jak napisałaś, to w czym problem?

                            > Czasem jednak krzyczy tak, albo tak długo, ze mówię jej ze zaprowadzę
                            > do innego pokoju (bo jej krzyk mi przeszkadza i denerwuje)- zazwyczaj to skutk
                            > uje
                            A jesteś pewna jaki właściwie to skutek odnosi?

                            > Czym innym jest jednak pozwolić na krzyk
                            > a czym innym ustepowac pod jego wpływem
                            A czy ktokolwiek tu radził Ci ustępować pod wpływem krzyku?

                            > (i to mam cały czas na myśli mówiąc kon
                            > sekwencja- tzn ja konsekwentnie mimo jej protestów robie swoje)
                            A może mogłabyś sobie pozwolić na odrobinę niekonsekwencji zanim dziecko zacznie krzyczeć? To się nazywa sztuka negocjacji i uważam, że jest w życiu niezbędna i powinno się ją doskonalić od najmłodszych lat. Niestety dzieci mające rodziców o żelaznej konsekwencji nie mają na to szans. A poza tym sądzę, że żelazna konsekwencja, taka bez względu na wszystko, jest przereklamowana.

                            > Łazienka nieszczęsna- ależ ona chodzi tam ze mną. nawet gdzies napisałam, ze si
                            > ada mi na kolanach i przegladamy gazety ;o) a mimo to jak tylko kieruję swoje k
                            > roki do toalety ona ostro protestuje
                            A czy ty masz w zwyczaju odzywać się do dziecka i uprzedzać ja o tym co zamierzasz? Czy po prostu bierzesz ją z zaskoczenia?

                            > Myślę o wściekaniu się ki
                            > edy tylko nie dostaje czego chce/coś idzie nie po jej mysli.
                            Ale to zupełnie normalne w tym wieku. Nie rozumiem po co z tym walczyć. To tak jak byś miała pretensje do niemowlaka, że robi w pieluchy.

                            > Chcę też pokazać, ze są inne sposoby wyrażania swoich uczuć.
                            To sama się nie wściekaj tylko pokazuj, pokazuj i jeszcze raz pokazuj. Na swoim przykładzie najlepiej. Dzieci to świetni obserwatorzy i zapewniam Cię, że będzie Cię świetnie naśladować jak tylko zacznie sobie radzić z niepohamowaną złością.

                            > Myslę, że to nie jest tylko kwestia
                            > tego, ze teraz w tym momencie mi to nie pasuje. Nie będzie pasować też innym i
                            > jej samej także.
                            Ale czemu mówisz w czasie przyszłym? Wątpisz w to, że dzieci się rozwijają i z niektórych rzeczy wyrastają po prostu na drodze rozwoju układu nerwowego?


                            > Kate.2 rozumiem co masz na mysli pisząc, ze nie mam mówić, że moze sie p
                            > rzytulic jak sie uspokoi. Dziecko kocha się nawet wtedy kiedy krzyczy i złosci
                            > się, przez to nie jest gorsze.

                            A to mi przypomniało moją ostatnią poranną rozmowę z córką (prawie 3 lata), która będąc w wieku Twojej zachowywała się dokładnie tak jak Twoja (no z dodatkiem tego, że ze złości bardzo dotkliwie gryzła). Zacytuję początek.
                            - Mamo. Lubisz mnie?
                            - No pewnie.
                            - A kiedy płaczę to też mnie lubisz?
                            - No pewnie.
                            • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 23:49
                              joshima napisała:


                              > Tak zrozumiałam Twoją wzmiankę o niepożądanych zachowaniach. A skoro jest tak j
                              > ak napisałaś, to w czym problem?

                              W tym, ze jak trwa to dzień cały, to mam wrażenie, ze oszaleję. Ale pewnie każda przechodzi kryzys. Chyba, że nie? No i mam wątpliwości, czy to sluszna droga.

                              > A jesteś pewna jaki właściwie to skutek odnosi?

                              No, wiesz... skutek taki, że jej przechodzi cala złość ;o)
                              >
                              > > Czym innym jest jednak pozwolić na krzyk
                              > > a czym innym ustepowac pod jego wpływem
                              > A czy ktokolwiek tu radził Ci ustępować pod wpływem krzyku?

                              No, mowa była wyżej o zaletach niekonsekwencji, czyli rozumiem, ze taka opcja też brana jest pod uwagę

                              > A może mogłabyś sobie pozwolić na odrobinę niekonsekwencji zanim dziecko zaczni
                              > e krzyczeć? To się nazywa sztuka negocjacji i uważam, że jest w życiu niezbędna
                              > i powinno się ją doskonalić od najmłodszych lat. Niestety dzieci mające rodzic
                              > ów o żelaznej konsekwencji nie mają na to szans. A poza tym sądzę, że żelazna konsekwencja, taka bez wzgl
                              > ędu na wszystko, jest przereklamowana
                              .

                              Tak, pozwalam. Jak napisałam też wyżej ilka razy nie trzymam sie zelaznej konsekwencji, dyscypliny itp. Naginam się, a jak. Chcesz jeszcze zostać na placu zabaw? Ok. jeszcze huśtawka, jeszcze zjeżdżalnia, jeszcze 5mn ale potem idziemy.Ale przychodzi taki moment, że trzeba coś zrobić/zejśc z placu zabaw/cokolwiek i wtedy zaczyna się jazda. Jasne, czasem udaje mi sie ja przechytrzyć/ czyms przekupić- he ekhem tzn zareklamować tak, że jestem bardzo przekonujaca. Chyba zależnie jai ma humor, bo czasem ni hu hu, nic jej nie przekona.
                              >

                              > A czy ty masz w zwyczaju odzywać się do dziecka i uprzedzać ja o tym co zamierz
                              > asz? Czy po prostu bierzesz ją z zaskoczenia?
                              Tak, zawsze uprzedzam. I niczego to nie zmienia. Jak usłyszy "ubikacja" zaczyna się protest (oczywiscie zachęcam, ze gazetki kolorowe, że zabawki - te z kapieli, ze inne atrakcje, albo raz tłumaczę, że mama musi...różnie, czasem rozrywkowo, czasem edukacyjnie. Jka juz widzi, ze idę, to ryczy na całego- i też zależnie od humoru- czasem szybko przechodzi i siada na kolanach albo czymś się zabawi a czasem wyje i wyje...W ogóle duzo do niej mówie- co robię ( w kuchni) albo co będziemy za chwilę robić, albo spiewam, wygłupiam się a ona się śmieje itd itp.. mówię tu w tym wątku głównie o ciemnych stronach niestety, ale tak jak napisałam w 1 poscie to przekochane przesłodkie dziecko
                              >
                              > > Myślę o wściekaniu się ki
                              > > edy tylko nie dostaje czego chce/coś idzie nie po jej mysli.
                              > Ale to zupełnie normalne w tym wieku. Nie rozumiem po co z tym walczyć. To tak
                              > jak byś miała pretensje do niemowlaka, że robi w pieluchy.

                              Nie walczę z tym przecież. Pytam o sposoby radzenia sobie z tym, jak nie zwariowac w tym wszystkim i nie tracić cierpliwości. Sama empatia czasem mi nie wystarczy, bo mam po prostu dość. Ale to juz tez przerabiałam wyżej. musze zadbać o swój komfort psychiczny udzialem kogos jeszcze...

                              >
                              > > Myslę, że to nie jest tylko kwestia
                              > > tego, ze teraz w tym momencie mi to nie pasuje. Nie będzie pasować też in
                              > nym i
                              > > jej samej także.
                              > Ale czemu mówisz w czasie przyszłym? Wątpisz w to, że dzieci się rozwijają i z
                              > niektórych rzeczy wyrastają po prostu na drodze rozwoju układu nerwowego?

                              Nie wątpię. Ale to moje pierwsze dziecko i doświadczenia nie mam a nie chcę popełniac błedów, dlatego min zdecydowałam się napisać na forum eksperckim. Ja tez taka bylam jak ona i miałam długo problem z radzeniem sobie z negatywnymi emocjami. Chcę jej pomagać a nie stawac na drodze

                              • joshima Re: W czym tkwi problem? 14.12.11, 00:03
                                olcia71 napisała:

                                > > A czy ktokolwiek tu radził Ci ustępować pod wpływem krzyku?
                                > No, mowa była wyżej o zaletach niekonsekwencji, czyli rozumiem, ze taka opcja t
                                > eż brana jest pod uwagę

                                A to nie czytałaś uważnie. Jeśli o mnie chodzi, to mówiłam o niekonsekwencji jako sposobie na zapobieganie krzykowi. Znaczy się zanim zrobię coś o czym wiem, że wywoła protest to się zastanawiam, czy naprawdę muszę i czy nie mogę tego zrobić jakoś inaczej.

                                > > A czy ty masz w zwyczaju odzywać się do dziecka i uprzedzać ja o tym co z
                                > amierz
                                > > asz? Czy po prostu bierzesz ją z zaskoczenia?
                                > Tak, zawsze uprzedzam. I niczego to nie zmienia.
                                To spróbuj coś zrobić inaczej niż zwykle. Na przykład zamiast powiedzieć "idę do łazienki", możesz powiedzieć "chodźmy do łazienki". Moja córka na przykład robiła cuda na kiju jak trzeba było iść myć zęby. Wiadomo, że jest to kwestia nie do odpuszczenia. Zatem jeździłyśmy do łazienki trochę podstępem. Robiłyśmy pociąg, śpiewałyśmy "jedzie pociąg z daleka" i ten pociąg jakoś tak dziwnie i niespodziewanie docierał tam gdzie chciałam.


                                > Nie walczę z tym przecież.
                                No dobra. Spinasz się...

                                > Pytam o sposoby radzenia sobie z tym, jak nie zwariować
                                Mnie pomogła silna wiara w to, że nic nie trwa wiecznie.

                                > i nie tracić cierpliwości.
                                A to już kwestia osobistych sposobów na radzenie sobie ze stresem i emocjami.

                                > Nie wątpię.
                                To nie zakładaj, że tak będzie zawsze i że to zrujnuje jej życie :)
                                • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 14.12.11, 11:18
                                  Spinam, trace cierpliwość- jak zwał tak zwał. Efekt taki, ze trudno mi z tym czasem. Ja naprawdę nie przedstawiam filozofii by nie ustępować dziecku dla samej zasady! Ze uprę się przy czymś i tak ma być. Napisałam, ze ulegam w sprawach mało istotnych, no, raczej powinnam powiedzieć, że nie ulegam w sprawach, które trzeba zrobić- toaleta, jedzenie, przygotowanie go,pójście do domu (a to tez odwlekam), załatwienie czegoś, lekarz, mycie zębów... wiele wiele spraw, czynnosci fizjologiccznych, podstawowych potrzeb, rzeczy ważnych. Chce na ręce? Chce się pobawić w określony sposób (np bardzo lubiała kursować na rękach z kluczami i wręczała je komuś, ale w końcu trzeba bylo to skończyć, bo najlżejsza już nie jest;o)), chce jeszcze jedna czekoladkę, chce spać z nami prosze bardzo. Niepokoiło mnie tylko skąd u niej ostatnio taka zmaina i nie moze przespać w nocy nawet pół godz samotnie, beze mnie obok, czy to minie, czy to taki okres, no i czułam sie wykończona..
                                  Nie trzeba mi pewnych rzeczy tłumaczyć, wiem, że dzieci tak mają,a le chodziło mi właśnie o sposoby radzenia sobie z tym, bo czasem koncepcji mi juz brak.
                                  Rozumiemy się. Niekonsekwencja w sprawach, w których upierałabym się tylko dla samej zasady. Niepotrzebny stres dla niej i dla mnie. Jeśli coś musze zrobić- wymyślam "podstęp" a jeśli i to nie pomaga, to trudno. Ona ma czasami ciężki dzień, że nic ale to nic jej się nie podoba. A czasem złote dziecko, jak dzisiaj np. Może miała dobry start? Do robienia śniadań ostatnio chętna, bo.. mąż kupił płatki sniadaniowe, które jej bardzo smakują- to ja przekonuje, ze przygotujemy te pyszne płatki z mlekiem. Zawsze grzebała w mojej kawie...wrrr Dzisiaj zrobiłam jej swoją własną- zbożową, smakuje jej i w niej grzebie ;o) Jak jej dałam do jej kubka mleka, soku to oczywiscie jej nie przekonało.
                                  Myślę, ze wielu rodzicom trudno uwierzyć i zaufać, że to etap przejściowy, albo to tylko taki sposób na radzenie sobie dziecka z emocjami. Wielu obawia się, że to sie utrwali- tak sie nauczy/ tak zostanie i gdzieś we mnie chyba to siedzi. Taka usilna chęć by jej pokazać inny sposob na rozładowanie emocji, moze też taki, który mnie będzie mniej wkurzać. Bo jak ma zły dzień to przez większość czasu udaje mi sie zacisnąć zęby, ale niestety zdarza mi się wybuchnąć. Ja tez miewam gorsze dni. Wiem, ma brac przykład, ale z drugiej strony to tez dla niej jakas lekcja, ze mama to nie studnia bez dna ani anioł wcielony. Najczęściej mój stanowczy ton, albo stanowcze postawienie sprawy pomaga.
                                  I dobrze, ze podzieliłam sie z tym z Wami. Wiele dobrych rad dostałam.
                                  Dzieki!
                                  • joshima Re: W czym tkwi problem? 14.12.11, 11:27
                                    olcia71 napisała:

                                    > Nie trzeba mi pewnych rzeczy tłumaczyć, wiem, że dzieci tak mają,
                                    Ja też wiedziałam, a bywałam tak wykończona, że jak powiedział/napisał mi to ktoś inny to doznawałam olśnienia :)

                                    > a le chodziło
                                    > mi właśnie o sposoby radzenia sobie z tym, bo czasem koncepcji mi juz brak.
                                    No próbowałam podpowiadać.

                                    > Myślę, ze wielu rodzicom trudno uwierzyć i zaufać, że to etap przejściowy, albo
                                    > to tylko taki sposób na radzenie sobie dziecka z emocjami. Wielu obawia się, ż
                                    > e to sie utrwali- tak sie nauczy/ tak zostanie i gdzieś we mnie chyba to siedzi
                                    Dlatego tak usilnie przekonuję, bo ja chwilowo już po.


                                    > Taka usilna chęć by jej pokazać inny sposob na rozładowanie emocji, moze też
                                    > taki, który mnie będzie mniej wkurzać. Bo jak ma zły dzień to przez większość c
                                    > zasu udaje mi sie zacisnąć zęby, ale niestety zdarza mi się wybuchnąć.
                                    To może nie zaciskaj zębów tylko trochę "powarkuj". Jest szansa, że się nie nagromadzi i nie wybuchniesz. A poza tym jak już masz wybuchnąć to może spróbuj sama zastosować jeden z tych sposobów których chciałabyś nauczyć córkę?

                                    My własnie jesteśmy z tego pokolenia w którym dzieciom nie wolno było się złościć, płakać itp. Więc, tak jak nas uczono, nie wyrażamy i nie przezywamy emocji, tylko zaciskamy zęby a potem jak już się nie da to wybuchamy. Kiepsko, nie?
                                    • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 14.12.11, 11:54
                                      Racja ;o) Następnym razem jak bedę miała wybuchnąć chyba zaczne meble przesuwać :D
                                      No i ogólnie zgadzam sie z Tobą. Może dopiero za kilka pokoleń przy dobrej współpracy cos sie unormuje? pod warunkiem, że chmara psycholog wpadną znowu na iną teorię i znowu przewróca wszystko do góry nogami?
                                      • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 14.12.11, 11:59
                                        "Psychologów" mialo być ;o)
                • jamajka_g Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 09:28
                  A ja tak siedzę i podczytuję, z jakimi problemami być może będę się za jakiś czas borykała - i - dzięki za ten link!
                  Fantastyczny blog! Tak wiele można się nauczyć, na tyle "oczywistych" spraw spojrzeć inaczej.

                  • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 11:26
                    jamajka_g napisała:

                    > A ja tak siedzę i podczytuję, z jakimi problemami być może będę się za jakiś cz
                    > as borykała - i - dzięki za ten link!
                    > Fantastyczny blog! Tak wiele można się nauczyć, na tyle "oczywistych" spraw spo
                    > jrzeć inaczej.
                    >
                    Zgadzam sie z Tobą. W chwilach kryzysu kazda powinna założyc wątek i móc sobie tak porozmawiać, bo to bardzo zmienia percepcję ;o) i baaardzo pomaga.
                    Problem jest oczywiście jak się jest w oku cyklonu, wtedy trudno o dystans, ale i tak łatwiej nie mając takich odnośników.
                    A teraz pytanie do psychologa ;o) Rozmawiałam z mamą i ja tez taka byłam w jej wieku i później. Doprowadzalam tez mamę do łez, byłam strasznie uparta i potrafilam wrzeszczeć całą drogę, bo mama nie kupiła mi to czego chciałam... Mama była ..hmm twarda ;o) wiem tak tylko ogólnikowo, musialabym dopytać, choc wiadomo, że pamięć zawodzi. Naśmiewano sie z moich złości (nawet mam takie zdjęcie jak się złoszczę i wyrywam-to było na zasadzie- o, pokażemy Ci za 20 lat jaka byłaś). Czy moglo to sprawić, że wpłynęło to na moje zachowanie w życiu dorosłym?Tzn, że problem z radzenem sobie z emocjami (ze złościa głównie) miał z tym związek? A moze takie geny? Jasne, ze trudno raczej tak ot, postawić diagnozę, ale nie chciałabym, zeby ona miała to samo. nie chcę popełniac tych samych błędów.
                    • joshima Re: W czym tkwi problem? 13.12.11, 21:45
                      Ja wierzę w to, że kwestia radzenia sobie z emocjami to sprawa wyuczona. Każdy sobie radzi w sposób w jaki się nauczył, a jak sobie nie radzi to znaczy że ktoś coś przegapił albo zaniedbał (nie koniecznie ze złej woli, ale może z braku wiedzy). Ja profesjonalną naukę radzenia sobie z emocjami zaliczyłam już w wieku dorosłym i z własnego doświadczenia wiem, że na to nigdy nie jest za późno, choć wiadomo, że im później tym lepiej.
                      • Gość: Besia Re: W czym tkwi problem? IP: *.aster.pl 14.12.11, 23:01
                        Witam,
                        moja córka rowniez w styczniu skonczy dwa lata. Charakterna jest bardzo, uparta a do tego sprytna. Ma starszego brata co nie jest bez znaczenia :)
                        Mysle, ze skoro Twoja coreczka nie spi w ciagu dnia, to trzeba ja wczesniej klasc na noc. Godz. 22 czy nawet pozniej to raczej nie jest pora na zasypianie dla dwuletniego dziecka.
                        Gabi w weekendy nie spi w ciagu dnia lub ma 20 min drzemke. Do lozka trafia wtedy ok. 19:00 i spi bez przerwy do 6-7 rano.
                        W dni powszednie chodzi spac ok. 20 ale w zlobku spi ok. 1,5 -2 h. Wstaje sama ok. 6:15. Jest wyspana, w dobrym humorze, usmiechnieta.
                        Ja jestem z tej grupy matek, co dziecka do lozka doroslych nie zabieraja, wyjatek to pierwsze 3 miechy zycia. Kazdy ma swoje miejsce odpoczynku nocnego, gdzie jest mu wygodnie i jest u siebie, nawet kot :). Syn (4,5) probowal kilka razy sie do nas wprosic, ale twardo obstawiam przy swoim. Jak byl problem, wolalam z nim posiedziec w dzieciecym pokoju, przytulac, utulac. Dzieciaki zasypiaja same, po czytaniu i przytulasach.
                        U nas tez kroluje mama, mama ale zauwazylam, ze jak zostawiam Gabe sama z mezem, znikam z pola widzenia to sie szybciutko uspokaja. Cwiczymy obecnie moje sobotnie wyjscia po pieczywo. Max pol godz. Jak wychodze, stoi przy drzwiach i lamentuje. Jak przychodze, bawi sie i na moj widok biegnie z usmiechem na buzi.
                        Mysle, ze malymi kroczkami dacie rade sie ciut odpepowic. 2 lata to i malo (rozwoj emocjonalny) i duzo (zaskakujacy spryt, kojarzenie, zrozumienie, ogromna ruchliwosc). Trzeba wyposrodkowac i starac sie adekwatnie reagowac na potrzeby dziecka. Nie dac sie wmanewrowac i manipulowac soba.
                        Powodzenia :)

                        • olcia71 Re: W czym tkwi problem? 14.12.11, 23:38
                          Moja mała też w styczniu skończy 2 :o) nie dośc że trudny wiek to jeszcze rogata dusza ;o)
                          O 22 zasypia kiedy późno urządzi sobie drzemkę dzienną, jak napisałam. Po prostu padnie gdziekolwiek, na twardej podłodze i spi.
                          Nie ma znaczenia czy nie śpi cały dzień i jak bardzo jest zmęczona. czasami słyszę: oj, dzisiaj to Ci chyba padnie i przespi całą noc. Gdzie tam! Po pół godzinie pobudka.
                          Nie wiem czy moje dziecko mną manipuluje. Ja z tych co jednak dzieci do siebie do łóżka zabierają a jak kupimy jej wygodne łóżko to moze będę spać w jej pokoju z nią, choć w sumie co za różnica. Ja też wędrowałam do mojej mamy, lubiłam spać z rodzicami i ten etap mi minął, więc raczej krzywda się nikomu nie stanie jak będzie spać z nami. Ale każdy ma swój sposób i ma prawo do swoich metod i nikogo nie chcę krytykować.
                          U nas jest głównie w nocy mama mama, choć powolutku to też sie zmienia. W dzień bez problemu zostaje z mężem, nawet cały dzień prawie, choc oczywiście jest wrzask jak wychodzę.
                          Wyraźnie widzę u niej pewne etapy. Teraz ma akurat taki, ze nie chce beze mnie spać, choć powoli sie to zmienia, bo bywają noce, że śpi dobrych kilka godzin bez pobudki, a czasem co pół godz pobudka albo pobudka jak tylko sie chcę ruszyć (wyczuwa, że chcę ja zostawić samą) Nie pozostaje mi nic innego jak przeczekać aż jej minie i nie zamierzam z nia walczyć i upierać się przy swoim. Choćby dla własnego zdrowia psychicznego. ;o))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja