olcia71
25.11.11, 17:57
Jestem mamą prawie 2-latki, bardzo charakternej 2-latki.
Mam dwa problemy- nieproblemy (tzn sama nie wiem czy to norma, czy to wynik jakichś moich błędów)
1. Spanie
2. Bunty w ciagu dnia, czyli złoszczenie się, wrzeszczenie jak cokolwiek dzieje sie nie po mysli mojego dziecka ;o)
Karmię nadal piersią, choć jakis miesiąc temu, moze więcej postanowilam, że nie bedę jej podawac juz piersi w nocy. Jestem na wychowawczym, a więc jestem z małą cały czas. Mąż wraca zazwyczaj wieczorem koło 18-19. Ostatnich kilka niedziel poświęcił jednak na swoje hobby a więc nie było go w domu, stąd moze też rosnąca moja frustracja ;o) Jeszcze niedawno mała tylko dosypiała w naszym łóżku, ale ostatnio wieczór praktycznie spędzam na leżeniu z małą. Dodam jeszcze że spałam z małą do ukończenia 3 miesiaca, potem spała we własnym łóżeczku, ale oczywiscie budziła sie kilka razy w ciągu nocy na pierś, ale bez problemu odkladałam spowrotem i spała dalej. Jak skończyla rok przenieslismy jej łóżeczko do osobnego pokoju i tam też świetnie sobie radziła ze spaniem do pierwszej choroby. Po niej zaczęły się problemy z zasypianiem samodzielnym i przespaniem całej nocy w swoim łóżeczku, ale i wtedy wystarczyło, ze tylko byłam w pokoju obok łóżeczka, ekstremalnie brałam na ręce, ale jak sie uspokiła odkładalam. Po ostatniej chorobie w czerwcu nie zasypia samodzielnie, musi się we mnie wtulić, więc albo leżałam obok niej, albo zasypiała na moim brzuchu kiedy ja siedziałam i nie przesypia nocy w swoim łóżeczku, musiałam ja brac do siebie koło 2-3 w nocy, czasem później. Ostatnio jednak (jakieś kilka tyg) to makabra. Najprościej wyjśc od niej po pierwszym zaśnięciu, potem budzi się najczęściej jak nie minie nawet godzina i zaczyna się..... Ona krzyczy i kładę się obok niej (próbowałam tylko leżeć obok łóżeczka, głaskać, śpiewać......- było jeszcze gorzej)Jak tylko widzę, że mała śpi i próbuje wstać to jest wrzask, reaguje na najmniejszy zgrzyt. Jak zostaje w tej pozycji w jakiej mnie zastała (siedzącej) to pokazuje palcem na poduszkę (że mam się położyć) No i leżę. Czasem bardzo długo. Czasem nie zdążę się wcześniej umyć, bo miałam inne rzeczy do zrobienia a robi się już bardzo późno, więc wychodzę. Ona wrzeszczy, próbuje interweniować mąż, bez skutku. Kiedys godzinę opowiadal jej bajki. Sukcesem było, ze przestała wrzeszczeć, ale w końcu jak sie wydawało, że śpi, mąż wyszedl to ona za nim. Myję się przy wtórze jej wrzasku, dosłownie trudno mi cokolwiek zrobić- tak jak kiedyś przynajmniej wieczory były dla mnie odskocznią, miałam chwile dla siebie, albo na uporządkowanie jakichś spraw.. Teraz leze przy niej bo inaczej wrzask i pobudka co 30mn (a jak leżę już przy niej to trudno się wydostać, bo niby spi ale jednym okiem patrzy czy nie znikam) ;)
W ciągu dnia generalnie jest tak (choć sa dni lepsze i gorsze) że jak cokolwiek jest nie po jej myśli to jest bunt i wrzask. Staram się dużo uwagi poświęcac jej, bawic sie z nią, ale w końcu musze iść do ubikacji/robić obiad/wyjsc cos włączyc lub wyłączyć, cokolwiek i jest bunt, wściekanie się i wrzask. Już czasami brakuje mi siły i energii na znoszenie tego lub wymyślanie przekupstw, choc tez nie wiem czy to aby dobry sposób? Przecież powinna po prostu wiedzieć, że coś dzieje, a potem dzieje się coś innego po prostu i nie zawsze jest to z korzyścią dla nas. Normalny bieg rzeczy. jesteśmy na placu zabaw, a potem idziemy do domu/ bawię się z nią a potem poświęcam czas czemuś innemu. Pisze ten post a ona po wielu minutach buntu w koncu zajela się sobą. Moze tak trzeba zawsze? Po prostu robie swoje nie pertraktując i nie tlumacząc sie z tego? czasem spacer z nią w wózku jak jadę gdzies w konkretnym celu to ciągły wrzask- a to plac zabaw (choć byłam z nia na nim wczesniej) a to autobus (lubi nim jeździć) a to sklep.... wiecznie krzyk.
No w kazdym razie zmierzam do tego, że jak taki dzień z ciągłą walką lub ciągłym słuchaniem jej wrzasków i buntów (nie ulegam pod ich wpływem- wyjasniam od razu) kończy się jeszcze takim wieczorem... to mam dość. Od kilku dni zbieram sie do napisania gdziekolwiek bo już ręce mi opadają. Czy to taki wiek?? W styczniu skończy 2 lata. Nie mamy nawet chwili dla siebie z mężem. Tak juz od kilku dobrych tygodni.
Jak postepowac z takim małym buntownikiem i nie tracic nerwów? Liczę na wsparcie i jakies dobre rady!
No i dodam, ze to oczywiscie przesłodkie i kochane dziecko :) ale sa dni kiedy jestem wykonczona.